POWRÓT/WSTECZ
Teatralne smakowitości

Teatralne smakowitości

Nasze teatry tego lata nie próżnowały. Teatr Wybrzeże grał w Pruszczu Gdańskim i na trzech lokalnych scenach. Teatr Miejski w Gdyni gościł publiczność na Scenie Letniej w Orłowie i pod pokładem Daru Pomorza, Teatr Muzyczny grał i intensywnie próbował, bo we wrześniu premiera musicalu „Producenci” – głośnego spektaklu z librettem Mela Brooksa i Thomasa Meehana. 

Muzyka i teksty piosenek „Producentów” to też dzieło Mela Brooksa, które zaskoczyło i uwiodło zarówno widzów, jak i krytykę na Broadwayu. Muzyczny wraca do spektaklu, który już gościł w Gdyni za dyrekcji Macieja Korwina. Na początku, w 1968 roku, był film „Producenci”, który zdobył Oskara za najlepszy scenariusz oryginalny i przyniósł Melowi Brooksowi miano twórcy autorskiego kina komediowego. Po realizacji następnych filmów uznano za króla parodii m.in. stylu Alfreda Hitchcocka. Film „Producenci” znalazł się wśród najlepszych amerykańskich filmów komediowych, a artysta za różne działania twórcze stał się laureatem nagród Emmy, Grammy, Oscara i Tony. I jako twórca niekonwencjonalny postanowił zrobić spektakl na podstawie swego filmu o musicalu. To właśnie ten spektakl, w doborowej obsadzie i w reżyserii Tomasza Dutkiewicza z kierownictwem muzycznym Dariusza Różankiewicza, wchodzi do repertuaru Teatru Muzycznego. Premiera 6 września.

Kurdej-Szatan i Kurdej-Mania razem – siostrzany spektakl
Obie zdolne, urodziwe i słusznie nagrodzone gromkimi brawami i okrzykami „Brawo, Kurdejki!” na premierze spektaklu „Ina. Wolisz, kiedy się śmieję”. Teatr Muzyczny na Nowej Scenie przedstawia widowisko według scenariusza Agnieszki Wolny-Hamkało i zespołu (jak głosi program), z muzyką Piotra Mani, w reżyserii Katarzyny Dudzic-Grabińskiej. Na premierze zjawili się nie tylko miłośnicy teatru, przyjaciele i znajomi aktorek, ale również warszawska società aktorsko-telewizyjna. Swoistą gratką dla kamerzystów i fotoreporterów była obecność Edwarda Miszczaka, od lat rządzącego rozrywką w telewizji (aktualnie Polsatu). Towarzyszyła ważnemu dyrektorowi żona, aktorka Anna Cieślak. 
Spektakl „Ina. Wolisz, kiedy się śmieję” opowiada o przygotowaniach dwóch aktorek do wystawienia spektaklu o Inie Benicie, polskiej gwieździe kina i teatru międzywojennego, aktorce o bujnym życiorysie. Benita była femme fatale, bowiem jej bujne doświadczenia życiowe spowodowały, że w czasie okupacji została osadzona na Pawiaku, podejrzewano ją o kolaborację z Niemcami, przypuszczano nawet, że zginęła w Powstaniu Warszawskim. Ina Benita vel Ina Scudder, de facto Janina Benita Florow-Bułhak przeżyła okupację, wyjechała do Ameryki i tam założyła rodzinę. Zmarła w 1984 roku w Pensylwanii. Przez lata jej polskie przedwojenno-wojenne doświadczenia były prawie nieznane. W gdyńskim spektaklu dwie aktorki równolegle budują postać Iny. Składają niczym z puzzli tę opowieść, bawią się i dumają nad przeszłością gwiazdy, korzystają z materiałów historycznych publikowanych w biografii Benity, organizują swoistą mapę pamięci z różnych życiowych przeżyć warszawskiej przedwojennej divy. Są w tym wyraziste. Ich działania służą przygotowaniu nowego spektaklu o Benicie. Muszą robić to same, bo ich reżyserka nie zjawia się na próbach. To w scenariuszu, a w rzeczywistości Katarzyna Dudziec-Grabińska zadbała o przejrzystą opowieści i dobre prowadzenie bohaterek w paralelnej opowieści, w której pokazują również życie w garderobie, drobne, ironiczne złośliwości sióstr-aktorek, rywalizację (która zagra lepiej Benitę) i dywagacje na temat kondycji współczesnego teatru. Przeszkadzała mi jednak nadmierna ekspresja językowa, czyli banalne, wulgarne przekleństwa, których w tym przedstawieniu zdecydowanie mogło być mniej. Rozumiem, że przekleństwa są codziennością, ale spektakl o Inie Benicie nie jest o tym, choć przeszłość przenika się tu z tym, co dzisiaj może się wydarzyć, ale ma konteksty historyczne. 
Obie artystki – Barbara i Katarzyna Kurdej – rywalizując o rolę Iny, równocześnie pokazują swoje możliwości aktorskie i wokalne. To znaczące w tym spektaklu. Obie ruchowo i muzycznie konsekwentnie dbają o nastrój i emocje. Tworzą sprawnie kontrapunkty w dramaturgii. Piosenki interpretują ciekawie, a muzyka Piotra Mani unosi urodę spektaklu, bo nie jest banalna i wykorzystuje z sukcesem różne konwencje. „Zaglądanie za kulisy” wprowadziło może pewien nadmiar scenograficznych detali, ale pomysłowe i funkcjonalne kostiumy porządkowały plastyczną wizję. Warto to przedstawienie obejrzeć – będzie grane w październiku na Nowej Scenie teatru Muzycznego.

Pyszna „Pchła Szachrajka” w Teatrze Wybrzeże
Koniecznie wybierzcie się Państwo z małymi, większymi i całkiem dużymi dziećmi na ten spektakl. Zapewniam, że znajdziecie w nim radość, dowcip, dobre aktorstwo i artystyczny dystans wobec ogólnie znanej bajki. Tę naprawdę brawurową „Pchłę Szachrajkę” wyreżyserował Maćko Prusak, wspiera go w warstwie dramaturgicznej Marta Giergielewicz i robi to pomysłowo. Prusak jako etatowy choreograf Teatru Wybrzeże jest artystą, który świetnie czuje ruch na scenie, co oczywiście w tym widowisku wykorzystuje wielokrotnie i bardzo sprawnie. Szczególnie w zabawnych scenach zbiorowych i ustawieniu głównej bohaterki, czyli Pchły Szachrajki, którą z wdziękiem i świadomością komizmu sytuacji kreuje Maria Wróbel – aktorka filmowa, która debiutuje w Teatrze Wybrzeże z pełną aktorską aktywnością i pomysłowością, a także technicznym talentem ruchowym. Równocześnie gdańska Pchła Szachrajka jest pełna serdeczności wobec otoczenia i dziwi się różnym zdarzeniom z przekonywującym wdziękiem. Przygląda się swojemu bajkowemu światu i spotykanym przygodom, którym stara się sprostać radośnie i z wrażliwą delikatnością. Naprawdę cieszy tak dobra rola w spektaklu dla młodych i starszych widzów. Zresztą Maria Wróbel ma artystyczne szczęście w tym przedstawieniu, bo reżyser zadbał o obsadę pozostałych ról, którą zgromadził w Menażeria Clubie. Tam owe wyraziste grono wita publiczność piosenką „Jak zabawa, to zabawa”, a więc zapowiadają, że nie będzie nudno i dotrzymują słowa. Wszyscy bowiem potrafią tę bajkę świetnie opowiadać. Zarówno w stylowych kostiumach, pomysłowo zaprojektowanych przez scenografkę Martę Śniosek-Masacz, która pomyślała, by każda z postaci właśnie na początku spektaklu skojarzyć ze znaną osobą ze świata literatury, teatru. Mamy więc przez chwilę Zofię Nałkowską, Marię Dąbrowską, Polę Negri czy Bolesława Leśmiana. Poza stylizowaną elegancją, ci sami aktorzy również pojawiają się w zabawnych, efektownych kostiumach np. owada czy słonia, którego trąba ma tu szczególne znaczenie. Przestrzeń sceniczna mieści obok klubu domek Pchły Szachrajki, którego wejście to psie ucho. Ta różnorodna koncepcja podnosi urodę spektaklu. Jest barwnie, starannie i precyzyjnie. I ciekawie muzycznie, o co zadbał Marcin Nenko, aranżując przeboje z dwudziestolecia międzywojennego i z lat powojennych. To sentymentalna podróż w świat dźwięków dla dorosłych widzów, a i dzieci słuchają tych rytmów uważnie. Rozbawił mnie w tym spektaklu Marek Tynda, który udowodnił, że jest aktorem komediowym z pełnym wachlarzem możliwości scenicznych. Narratorem konsekwentnym był Piotr Chys, zabawnymi karaluchami – Jacek Labijak i Jerzy Gorzko, sekundowała im Joanna Kreft-Baka jako śmieszna i sympatyczna krówka, którą polubi każde dziecko, Katarzyna Borkowska z ogromnym wyczuciem stylu spektaklu błysnęła jako konduktorka, bo jest w spektaklu wyprawa do Wrocławia, i pięknie przeistaczała się Małgorzata Oracz. Drugą debiutantką w tym przedstawieniu była Maria Kresa, która grała na wiolonczeli jako muzykalny świerszcz.
Ten spektakl polecam. Wybierzcie się Pastwo z dziećmi, gwarantowany powrót do dobrych wspomnień!
I proszę pamiętać, że w Teatrze Wybrzeże od 16 października zaczyna się XII Festiwal Wybrzeże Sztuki. Program naprawdę interesujący, wiele spektakli z renomowanych polskich scen, a także warsztaty i spotkania z twórcami. Hasło tegorocznego festiwalu brzmi: odwaga, a więc codzienne stawianie sobie i innym trudnych pytań. Obejrzymy „Memlinga, czyli historię końca świata” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz, „Balkony miłosne” Krystiana Lupy, „Orfeusza” w reżyserii Anny Smolary, „Sceny z życia małżeńskiego” przygotowane przez Katarzynę Minkowską, „Elizabeth Costello” Krzysztofa Warlikowskiego czy „Fortissimo” Marcina Libery oraz wybrane spektakle Teatru Wybrzeże. Festiwal potrwa do 31 października.

Alina Kietrys

 

POWRÓT/WSTECZ