POLDEK ma 30 lat
Szkolimy odpowiedzialnych kierowców
Rozmowa z Dagmarą Romanowicz, założycielką i właścicielką Ośrodka Szkolenia Kierowców POLDEK
Po 30 latach prowadzenia OSK POLDEK bardziej czuje Pani dumę z tego, co udało się zbudować, czy odpowiedzialność za to, czego dziś branża szkolenia kierowców najbardziej potrzebuje?
Jedno i drugie jest tak samo ważne i nierozerwalnie ze sobą związane. Czuję ogromną dumę, że wspólnie z całym zespołem doszliśmy do miejsca, w którym POLDEK jest jednym z największych i najbardziej liczących się ośrodków szkolenia w kraju. Ale ta wielkość to nie tylko powód do dumy – to przede wszystkim potężna odpowiedzialność. Potrzeby naszej branży są ogromne, a my jako lider musimy na nie reagować pierwsi i nadawać ton.
Co po 30 latach w tej branży widzi Pani wyraźniej niż wtedy, gdy zaczynała?
Widzę wyraźniej, że w tym biznesie technologie, samochody i przepisy mogą się zmieniać co sezon, ale fundament pozostaje niezmienny: na pierwszym miejscu zawsze musi być człowiek. Trzeba patrzeć do przodu, przewidywać zmiany rynkowe i nie bać się nowoczesności, ale nigdy nie wolno stracić z oczu kursanta czy pracownika. Kursant to nie jest kolejny numer w rejestrze PESEL. To człowiek, który powierza nam swoje bezpieczeństwo.
Czy dziś trudniej jest nauczyć człowieka prowadzić pojazd, czy nauczyć go odpowiedzialności za innych uczestników ruchu?
Techniczne opanowanie samochodu? To kwestia czasu i predyspozycji – jeden potrzebuje 20 godzin, inny 30, ale ostatecznie każdy sobie poradzi. Prawdziwym wyzwaniem jest mentalność. Zaszczepienie odpowiedzialności za innych to zupełnie inna rozmowa. Na szczęście ta świadomość rośnie, co widać szczególnie u kierowców zawodowych. Młodzi ludzie też doskonale rozumieją, jaka ciąży na nich odpowiedzialność – nie są bezmyślni, jak często próbuje się ich przedstawiać.
OSK POLDEK wyszkolił tysiące kierowców i setki instruktorów. Czy ma Pani poczucie, że szkoła jazdy może realnie zmieniać kulturę na drogach?
Oczywiście, że tak. Szkoła jazdy ma gigantyczny wpływ na kulturę drogową, ale nie działa w próżni. Bardzo dużo zależy od tego, z jakim nastawieniem przychodzi do nas kursant i co wyniósł z rodzinnego domu. Jeśli rodzic na co dzień klnie za kółkiem i ignoruje przepisy, nam jest trudniej. Ale robimy swoje. Edukujemy, rozmawiamy i widzę, że to przynosi efekty. Wszystko na szczęście idzie w dobrym kierunku.
W szkoleniu kierowców zawodowych stawką nie jest tylko egzamin, ale bezpieczeństwo, praca i codzienna odpowiedzialność, jak zmieniało się to myślenie przez trzy dekady?
U nas to myślenie nie musiało się zmieniać, bo od pierwszego dnia stawialiśmy sprawę jasno: nie uczymy „pod egzamin”, uczymy bezpiecznej jazdy na całe życie. Egzamin zdany za pierwszym razem to tylko miły dodatek. Prawdziwy kierowca zawodowy musi rozumieć, jak jego zmęczenie wpływa na czas reakcji, jak ogromną masą steruje i jak jeździć ekonomicznie. Przez te trzy dekady zmienił się rynek, wymagania techniczne poszły w górę, ale nasza filozofia odpowiedzialności pozostała nienaruszona.
Czego dzisiejsi kursanci oczekują od szkoły jazdy, czego 30 lat temu nikt jeszcze nie oczekiwał?
Dzisiejszy klient jest niezwykle świadomy. Trzy dekady temu przychodziło się po prostu „na prawo jazdy”. Dziś kursanci drobiazgowo weryfikują opinie w internecie, sprawdzają nasze zaplecze i mają bardzo wysokie wymagania wobec kadry. Oczekują od instruktora nie tylko wiedzy, ale też wysokiej kultury osobistej i partnerskiego podejścia. Wiedzą dokładnie, czego chcą w zamian za swoje pieniądze. I bardzo dobrze – to motywuje do ciągłego podnoszenia poprzeczki.
Młodsze pokolenie często chce szybko, wygodnie i elastycznie. Gdzie w nauce jazdy kończy się elastyczność, a zaczyna konieczna dyscyplina?
Szanujemy czas naszych klientów. Stąd e-learning, nowoczesne narzędzia czy elastyczność instruktorów przy planowaniu jazd. Ale uwaga: elastyczność kończy się tam, gdzie zaczynają się procedury i bezpieczeństwo. Wiedza, przepisy i odpowiedzialność nie podlegają negocjacjom ani promocjom. Żeby być dobrym kierowcą, trzeba reprezentować konkretny poziom i wykazać się dyscypliną. Tutaj nie ma dróg na skróty i my jako szkoła nigdy nie odpuścimy.
Branża transportowa mówi dziś o braku kierowców zawodowych. Czy problemem jest tylko rynek pracy, czy także zmiana podejścia ludzi do odpowiedzialnych zawodów?
Na ten problem trzeba spojrzeć znacznie szerzej. Młode pokolenie ma dziś zupełnie inne priorytety – liczy się ekologia, a posiadanie własnego samochodu w dużym mieście traci na znaczeniu, bo ludzie wolą sprawną komunikację zbiorową czy hulajnogi zamiast stania w korkach. Skoro młody człowiek nie czuje potrzeby zrobienia kategorii B, to tym bardziej nie pomyśli o kategoriach ciężarowych. Druga sprawa to warunki: zawód kierowcy zawodowego wiąże się z gigantyczną odpowiedzialnością, a współcześni pracownicy oczekują za tę odpowiedzialność adekwatnego, bardzo dobrego wynagrodzenia i godnych warunków pracy. Pracodawcy muszą to zrozumieć.
Co odróżnia dobrego instruktora od człowieka, który tylko poprawnie wykonuje ten zawód?
Zaangażowanie, nieustanny samorozwój i – co chyba najtrudniejsze w tym fachu – świadomość własnych braków. Dobry instruktor nie uważa, że pozjadał wszystkie rozumy. Ma w sobie pokorę i potrafi krytycznie spojrzeć na swoje metody pracy, by cały czas stawać się lepszym dla swoich kursantów.
Firma rodzinna daje ciągłość, ale niesie też emocje. Co w takim modelu jest największą siłą, a co wymaga największej dojrzałości?
Największą siłą jest bezgraniczne zaufanie i pewność, że w trudnym momencie gramy do jednej bramki, a zaangażowanie rodziny wynosi 200 procent. Co jest najtrudniejsze? Oddzielenie grubą kreską spraw prywatnych od zawodowych. W firmie jesteśmy partnerami biznesowymi, menedżerami. Tutaj nie ma taryfy ulgowej z racji pokrewieństwa – wręcz przeciwnie, od najbliższych wymaga się czasem więcej. To potężna lekcja dojrzałości dla każdego członka rodziny.
Czy sukcesja w firmie rodzinnej bardziej polega na przekazaniu sterów, czy na zgodzie na to, że kolejne pokolenie poprowadzi ją inaczej?
Jedno wynika z drugiego. Przekazanie sterów to nie jest oddanie młodym gotowej, zastygłej formy z nakazem „teraz tylko tego pilnujcie”. Świat gna do przodu, a stagnacja to cofanie się. Świeże spojrzenie młodego pokolenia, ich zrozumienie technologii i nowych trendów jest firmie niezbędne, by trafiać do współczesnych klientów. Sukcesja to zgoda na to, że na naszych mocnych, wypracowanych przez 30 lat fundamentach, młodzi zbudują coś nowoczesnego, według własnej wizji.
OSK POLDEK działa w Gdańsku, mieście, które bardzo się zmieniło przez ostatnie 30 lat. Jak te zmiany wpłynęły na kursantów, ruch drogowy i prowadzenie firmy?
Gdańsk przeszedł niesamowitą metamorfozę. Dynamiczny rozwój miasta to większy ruch, potężna infrastruktura, ale też setki nowych firm i zupełnie nowe potrzeby mieszkańców. To wszystko to system naczyń połączonych. Jako firma nie mogliśmy stać w miejscu – musieliśmy rosnąć razem z Gdańskiem, rozbudowywać flotę, zaplecze i elastycznie dopasowywać się do tego miejskiego organizmu.
Czego nauczyły Panią sytuacje trudne, nie te jubileuszowe, ale codzienne, związane z ludźmi, stresem, egzaminami, przepisami i odpowiedzialnością?
Nauczyły mnie podejmowania decyzji „na chłodno”, bez zbędnych emocji, i twardej biznesowej kalkulacji. Ale z drugiej strony – nauczyły mnie też, że w tym wszystkim nie wolno stracić ludzkiej twarzy. Do każdego problemu i do każdego człowieka trzeba podchodzić indywidualnie, z sercem. Kryzysy i trudne sytuacje po prostu nas hartują i budują siłę na przyszłość.
Czy po 30 latach OSK POLDEK jest dla Pani bardziej firmą, dziełem życia czy środowiskiem ludzi, za których czuje Pani odpowiedzialność?
Bądźmy realistami: to jest przede wszystkim twardy biznes, który musi zarabiać i sprawnie funkcjonować. Ale z racji branży, to biznes szczególny. Nauka jazdy to nie jest sprzedaż cukierków czy ubrań. My dostarczamy usługę, która realnie wpływa na ludzkie życie i bezpieczeństwo na drogach – i to nie tylko w Polsce, ale i na trasach międzynarodowych. Dlatego poczucie odpowiedzialności za ludzi – i tych, których szkolimy, i tych, którzy z nami pracują – towarzyszy mi każdego dnia.
Jaka decyzja biznesowa nauczyła Panią najwięcej, mimo że wcale nie musiała być najłatwiejsza?
[Humorystyczny uśmiech] Nie będę odkrywać wszystkich kart, konkurencja nie śpi! Powiem tak: najważniejsza lekcja, jaką wyciągnęłam z tych trudnych decyzji, to świadomość, że menadżer musi być silny, myśleć pozytywnie i mieć odwagę do wprowadzania zmian. Nawet wtedy, gdy te zmiany na pierwszy plan wydają się szalone lub ryzykowne. Kto nie ryzykuje, ten nie buduje wielkich rzeczy.
Co chciałaby Pani, żeby ludzie mówili o firmie nie tylko dziś, przy jubileuszu, ale za kolejne 30 lat?
Chciałabym słyszeć proste, ale najmocniejsze słowa: „POLDEK to porządna firma”. Chcę, żebyśmy kojarzyli się z najwyższą jakością szkolenia, absolutną rzetelnością i zasadami, których nigdy nie łamiemy dla szybkiego zysku.
Najważniejsza cecha dobrego kierowcy?
Pokora. Wiem, to brzmi jak wyświechtany frazes, ale nic mądrzejszego nikt w tej kwestii nie wymyślił. Często jest tak, że im dłużej mamy prawo jazdy, tym bardziej czujemy się bezkarni i wszechwiedzący. A ruch drogowy potrafi błyskawicznie zweryfikować taką pewność siebie. Za kółkiem nigdy nie ma momentu, w którym można spocząć na laurach i uznać, że wie się już wszystko.
Największy mit o nauce jazdy?
Ten, że trzeba mieć jakieś wrodzone, „magiczne” predyspozycje, żeby w ogóle wsiąść za kółko. To bzdura. Prowadzenie samochodu to nie jest talent, z którym człowiek się rodzi, ale rzemiosło, którego każdy może się nauczyć. Kluczem jest dobre nastawienie, zaangażowanie i przede wszystkim – trafienie na profesjonalnego instruktora, który potrafi dostosować metodę pracy do kursanta. Z odpowiednim podejściem techniczną jazdę i odpowiedzialność może opanować każdy, bez względu na wiek czy płeć.
Instruktor idealny w trzech słowach?
Merytoryczny. Motywujący. Cierpliwy.
Najtrudniejsza zmiana w branży przez 30 lat?
Hmm… Nie dzielę zmian na łatwe i trudne. Zmiany przepisów czy realiów rynkowych to po prostu naturalny element prowadzenia działalności gospodarczej. Szczególnie takiej, która opiera się na sztywnych i dynamicznie zmieniających się przepisach prawa. Trzeba je przyjąć, dostosować się i iść do przodu, a nie narzekać.
Jedno zdanie, które powiedziałaby Pani młodej sobie z 1996 roku?
Nigdy w siebie nie wątp!
Fot. Paula Romanowska


