Świąteczne „Ho, ho, ho!”

Tomasz Bojar-Fijałkowski
Tomasz Bojar-Fijałkowski
dr hab. Tomasz Bojar-Fijałkowski prof. ucz.
Prorektor Powiślańskiej Akademii Nauk Stosowanych

Felieton - dr hab. Tomasz Bojar-Fijałkowski prof. ucz. Prorektor Powiślańskiej Akademii Nauk Stosowanych

 

Świąteczne „Ho, ho, ho!”

Nie da się ukryć, że świąteczny klimat zawitał już na Pomorze, choć aktualnie bez białego puchu, którego wyczekują najmłodsi, ale już niekoniecznie kierowcy. Nadrabiają za to świąteczne dekoracje, służbowe wigilie i piosenki w radio, w tym „Last Christmas” zespołu Wham. Ja dziś spędziłem godzinę na mocowaniu lampek na fasadzie domu. Wyszło nie najgorzej, ale do słynnych Griswoldów z filmu „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju” z 1989 roku dużo mi brakuje. 
Clark Griswold swoimi dekoracjami oślepiał sąsiadów, powodując blackout. Ja przynajmniej korzystam z energii fotowoltaicznej i ufam, że nie nadwyrężę mocy naszego regionalnego dostawcy Energa SA. Jakimś trafem ta amerykańska produkcja bardzo kojarzy mi się ze świętami, podobnie jak nieodłączny Kevin, który na święta został sam w domu. Polska konkurencja, nawet „Listy do M.” – choć wzruszające i zabawne, nie przebija siły oddziaływania tamtych ikon popkultury. 

Siedząc teraz w salonie oświetlonym świątecznymi dekoracjami, powinienem słuchać kolęd w wykonaniu jakiegoś chóru, tymczasem słucham Franka Sinatry śpiewającego „Cichą noc”. Globalizacja postępuje także w obszarze świąt i ich celebrowania. Zobaczymy, jak przebiegną nasze, wszakże uczestniczyć w nich będzie Mariana z Meksyku, która od jesieni u nas mieszka i z trudem, naprawdę dużym, uczy się w polskiego. Myślę, że o ile opłatek jej nie przerazi, to sałatka warzywna już może. Ale jak przeżyć święta bez sałatki? Są świętości i sałatka do nich należy, przynajmniej dla mnie. Dlatego już zabezpieczyłem strategiczne zasoby majonezu, bo za jej przygotowanie w domu odpowiadam ja. Chyba wychodzi nie najgorzej, bo rok temu kolega podczas sąsiedzkiej wizyty w drugi dzień świat powiedział, że smakuje jak u jego mamy!

Trochę się robi felieton kulinarny, ale to chyba nie problem? Wszakże ta forma literacka dopuszcza dużą swobodę, także humor i dygresje. Bym pewnie tego wszystkiego nie wiedział, ale syn Leonard zapytał, co piszę? Odpowiedziałem, że felieton, więc potrzebne było wyjaśnienie, czym on jest. Najwyraźniej w szkole podstawowej tego nie uczą. Przyznam, że w mojej, w poprzednim tysiącleciu, też chyba nie uczyli. Piszę więc tekst swobodny, komentujący, subiektywny i ironiczny, który nie musi mieć konkretnego i wyraźnego tematu. 

Temat świąt i końca roku nadaje się na felieton jak ulał. Podsumowań nastał czas. Każdy coś przelicza, głównie księgowi i dyrektorzy finansowi. Pracownicy naukowi też liczą nieszczęsne punkty do parametryzacji, a wielu przelicza domowe budżety w obliczu świątecznych wydatków. Choć inflacja już nas nie straszy, trochę niepewności wciąż wiąże się z nadchodzącym nowym rokiem. Akademicy zachodzą w głowę, jaka i – co ważniejsze – kiedy będzie nowa punktacja czasopism? Tak zwana „punktoza” ma się dobrze, choć tyle w tym obszarze deklarowało nowe kierownictwo resortu nauki na początku mijającego roku. 

Czeka nas, w końcu, rok bez wyborów w Polsce, chyba że nastąpią jakieś niespodzianki. Przyjdzie więc może czas na odkładane dotąd działania. Nie mam tu na myśli tylko listy naukowych czasopism, ale też szereg reform, o których pisałem w poprzednich edycjach naszego magazynu. Przedsiębiorcy mają jeszcze kilka pomysłów na deregulację, o których było słychać w kuluarach jubileuszowej gali „Pomorskich Orłów”. Przeczytacie Państwo o tym wydarzeniu więcej w tym numerze czasopisma. Jest więc co robić, byle sił starczyło i chęci były!

Prywatnie mijający rok oceniam na plus. Udało mi się napisać pięć felietonów, co cieszy nie mniej niż osiem publikacji naukowych. Odnotować z obowiązku muszę także udział w dziesięciu konferencjach i sympozjach, recenzję doktoratu i wypromowanie kolejnych tuzinów dyplomantów. Jak dodam do tego naukowe mobilności na Filipiny, z przesiadką w Emiratach Arabskich oraz w Tadżykistanie, z lądowaniem w Uzbekistanie, to podsumowanie cieszy jeszcze bardziej. Szczególnie, że wrażeniami z takich wyjazdów zawsze dzielę się z czytelnikami, nie obciążając budżetu Szanownej Redakcji kosztami delegacji. 

To wiąże się nie tylko z moją naukową aktywnością, kontynuowaną od dwóch dekad, ale szczególnie z funkcją prorektora Powiślańskiej Akademii Nauk Stosowanych. Rola taka to także akademicki obyczaj występowania na uczelnianych uroczystościach w czerwonej todze obszytej gronostajami i birecie. W okresie świątecznym strój ten może być szczególnie przydatny, wszakże niewiele różni się od stroju Świętego Mikołaja, historycznie biskupa Miry w zachodniej Turcji w przełomu IV i V wieku. Stąd gdyby ktoś z Państwa miał potrzebę złożenia mu wizyty popołudniem lub wieczorem 24 grudnia w stroju rektorskim, ewentualnie z doklejoną długą, siwą brodą proszę dać znać. Na pewno się dogadamy, a wszystkie dane kontaktowe są w dyspozycji Redakcji. 
Kończąc, pozostaje mi życzyć Państwu spokojnych Świąt i pomyślności w Nowym Roku 2026. Spodziewam się spotkać wszystkich Państwa podczas kolejnej gali Pomorskich Orłów w gronie nagrodzonych! Do Siego Roku!