Felieton Anny Fibak
Nie daj się uwieść noworocznym postanowieniom
Grudzień, końcówka roku. Z jednej strony jesteśmy zmęczone i chcemy po prostu skończyć pracę, zamknąć komputer, biuro, sklep, salon, warsztat itp. (wstaw odpowiednie), ozdobić dom na święta i wreszcie odpocząć. Z drugiej zaś, właśnie wtedy odzywa się w nas potrzeba podsumowań, symbolicznych porządków. I nagle: bum! Nasz osobisty mózg zasypuje nas pomysłami na to, co w kolejnym roku możemy zrobić inaczej, lepiej, bardziej. Podszeptuje nam, jak mamy się zmienić, by w końcu stać się „doskonałą wersją siebie”. Przygniata nas słodki ciężar noworocznych postanowień.
Noworoczne postanowienia. Będę wstawać o 5:30, pić zielone koktajle, medytować przed śniadaniem. Będę sprawniejsza, spokojniejsza, szczęśliwsza. To fascynujące, jak bardzo, pełne entuzjazmu, potrafimy zawierzyć temu, że zmiana jednej cyfry w kalendarzu odmieni nasze życie. Tylko że ten entuzjazm zwykle trwa krótko. Wcale nie dlatego, że jesteśmy leniwe czy niekonsekwentne. Raczej dlatego, że próbujemy budować przyszłość na emocji, a nie na świadomości.
Problem z noworocznymi postanowieniami nie polega na tym, że są niepotrzebne. One są zbyt idealne. Zbyt ambitne, zbyt mocno osadzone w wizji lepszej, efektywniejszej, bardziej konsekwentnej wersji nas samych. Tej, która rzadko ma coś wspólnego z codziennością: z brakiem czasu, zmęczeniem, nagłymi zwrotami akcji. Nic dziwnego, że większość postanowień gaśnie, zanim zdążymy przyzwyczaić się do nowej daty w kalendarzu. „Nowa ja od 1 stycznia” bywa bardziej produktem wyobraźni niż realnej potrzeby.
Entuzjastyczne projektowanie przyszłości ma w sobie coś uwodzicielskiego. Która z nas choć raz nie wpadła w wir takich i podobnych postanowień? „Schudnę dziesięć kilo”, „przestanę stresować się pracą”, „nauczę się hiszpańskiego”, „będę czulszą matką”, „będę jadła zdrowo” itp. itd. Wszystko naraz, wszystko szybko. Brzmi dobrze, ale rzadko działa. Życie to nie rewolucje – to wiele drobnych ewolucji: niewielkich decyzji, małych przesunięć akcentów, codziennych wyborów, które w długim czasie zmieniają naprawdę dużo.
Dlatego zamiast zaczynać od wielkich deklaracji, warto zacząć od zatrzymania się. Od podsumowania, które nie ma nic wspólnego z oceną „dobrze-źle”, za to wszystko ze zrozumieniem, skąd startuję. Zanim zapytam: co chcę zmienić w nowym roku, dobrze zapytać: co wydarzyło się w tym, który właśnie mija.
Taki moment zatrzymania ma ogromną moc. Uczy zauważania. Przypomina o zasobach, o których zapomniałyśmy. O rzeczach, które okazały się ważniejsze, niż sądziłyśmy, sytuacjach, które nas zahartowały i relacjach, które nas budowały. A także o tym, co nie wyszło. Nie po to, by się obwiniać, ale by zrozumieć, co można odpuścić, poprawić, a co przyjąć z pokorą.
Możesz zadać sobie kilka pytań, porządkujących myśli:
• Co w tym roku naprawdę mi się udało?
• Co mnie najbardziej zaskoczyło — pozytywnie albo negatywnie?
• Kiedy czułam się ze sobą w zgodzie?
• Kiedy działałam wbrew sobie?
• Jakie trzy momenty chciałabym zapamiętać?
• Jakie trzy wydarzenia chciałabym zostawić za sobą?
• Czego nauczyły mnie te trudne sytuacje?
• Które działania dawały mi energię, a które mi ją odbierały?
Takie pytania nie budują listy oczekiwań. Budują świadomość, która sprawia, że decyzje o przyszłości stają się bardziej adekwatne, bliższe temu, czego naprawdę potrzebujemy. Daj sobie czas na odpowiedzi.
Co zamiast noworocznych postanowień?
Intencje. Nie chodzi o cel w formie „muszę”, ale o kierunek, który można realizować powoli, małymi krokami. Intencja otwiera przestrzeń do działania, nie narzuca presji.
Mikrozmiany. Jedna drobna rzecz tygodniowo, nie trzy rewolucje jednego dnia. Zaskakujące, jak bardzo to działa, gdy da się sobie czas.
Elastyczność. Plan „idealny” często nie przetrwa pierwszej konfrontacji z rzeczywistością. Lepiej więc zadbać o coś ważniejszego: o gotowość do modyfikacji i reagowania na to, co naprawdę się dzieje.
Szczery wgląd w siebie. Czy to, czego chcę, naprawdę jest moje? A może to echo cudzych oczekiwań? Czy przyszła ja – ta realna – będzie mi wdzięczna za to, co dziś planuję?
Nie musisz zaczynać roku od fajerwerków. Możesz zacząć od ciszy, która nie narzuca kierunku, ale pozwala go zobaczyć. Od pytań, które nie przynoszą natychmiastowych odpowiedzi, ale otwierają przestrzeń do ich poszukiwania. Od refleksji, która pomaga odróżnić chwilowy impuls od działań, które ma szansę realnie wpłynąć na Twój dobrostan.
Radosnego świątecznego czasu i spokojnego wejścia w nowy 2026 rok – z większą ciekawością siebie i gotowością na małe kroki do znaczących zmian.