Na zdjęcu: Parada, 16. Festiwal Szekspirowski, fot. Maciej Grochala
Doświadczanie Szekspira
Jubileuszowy festiwal w Gdańsku
Z Agatą Grendą – dyrektorką Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego rozmawia Alina Kietrys
W tym roku odbędzie się trzydziesty Festiwal Szekspirowski w Gdańsku. Od 23 lipca do 2 sierpnia będziemy uczestniczyli w wydarzeniach teatralnych w kilku konkursach i imprezach towarzyszących festiwalowi. Wszystkie działania mają być zgodnie z tegorocznym mottem, czyli niech żyje „Pochwała szaleństwa”.
To oczywiste nawiązanie do prof. Jerzego Limona, spiritus movens festiwalu oraz do wszelkich działań wokół budowy Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Profesor był duchem sprawczym poczynań artystycznych i organizacyjnych, które realizował z niezbyt licznym, ale absolutnie oddanym jego szaleństwom zespołem. I dla mnie było oczywiste, że ten jubileuszowy festiwal będzie dedykowany i poświęcony prof. Jerzemu Limonowi. Minęło właśnie pięć lat od jego śmierci. Wszystkim wyborom, których dokonywaliśmy, towarzyszyła myśl: czy to by się podobało profesorowi. Szczególnie jeśli chodzi o zapraszane spektakle zagraniczne. Ja zresztą nigdy nie miałam potrzeby rewolucjonizowania repertuaru, choć oczywiście staram się również wprowadzić i swój merytoryczny ślad w jego koncepcję. Jednak to profesor Limon zbudował wierną i przyjeżdżającą do nas od lat publiczność festiwalu, bardzo już wymagającą, po obejrzeniu dziesiątek szekspirowskich przedstawień. Ja staram się ją poszerzać o nowych, młodych odbiorców, ale niezwykle szanuję widzów, którzy ufali wyborom prof. Limona.
Przed nami prawie dwa tygodnie teatralnej uczty
Tak, program jak zawsze jest różnorodny i bogaty. Trzy konkursy, spektakle zagraniczne z gwiazdami i międzynarodowe jury. W tym roku do jury zaprosiliśmy Dorotę Buchwald, teatrolożkę, byłą dyrektorkę Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego; Ronana Patersona, aktora i kierownika wydziału sztuk scenicznych na Uniwersytecie Teesside w Wielkiej Brytanii i Jaya Wegmana, dyrektora jednej z najważniejszych teatralnych instytucji w Nowym Jorku, działającej przy New York Univeristy – NYU Skirball Center.
Jestem także wielbicielką wszelkich badań dotyczących aktywnego uczestnictwa kulturze i wszystkich jej aspektów związanych z rozwojem publiczności. Czytamy te badania i staramy się z nich korzystać. Obecnie publiczność chce także doświadczać (w każdym możliwym sensie), a nie tylko widzieć i słyszeć. W zeszłym roku mieliśmy więc spacer po Gdańsku śladami roślin Szekspira, była kolacja szekspirowska, a w tym roku planujemy warsztaty kosmetyczne oparte na XVII-wiecznych recepturach. Stawiamy też na happeningi, zdarzenia, które są spontaniczne, wciągające publiczność. To swoiste łączenie sacrum i profanum, niczym w dziełach Szekspira. Pozwalają nam one też przyciągnąć do teatru turystów, którzy lato spędzają w Gdańsku.
Trzy festiwalowe konkursy to...
Konkurs o Złotego Yoricka, który ma najdłuższą historię, powstał w 1994 roku, o wybór najlepszego polskiego spektaklu szekspirowskiego minionego sezonu. Selekcjonerem tego konkursu jest Łukasz Drewniak, krytyk i teoretyk teatru. Od kilku lat wybieramy od trzech do pięciu finałowych przedstawień, w zależności od wielkości danej inscenizacji i kosztów z nią związanych. W tym roku do połowy maja trwają premiery szekspirowskie i wybór dokonany zostanie z dziewiętnastu spektakli, granych między innymi na scenach Lublina, Opola, Krakowa, Katowic, Sosnowca, Tych, Gniezna, Zielonej Góry, Łodzi, Poznania, Warszawy czy Elbląga. Te spektakle oglądają również kuratorzy programowi naszego teatru, bo lubimy mieć „drugie oko” i wspólnie dyskutować o tym, co widzieliśmy. W naszym teatrze w ogóle decydujemy zawsze kolektywnie zarówno o programie całorocznym, jak i o tym, co pokażemy na festiwalu.
Konkurs SzekspirOFF też ma ważne miejsce na festiwalu.
Niemal zawsze wywołuje emocjonalne reakcje widzów, bo to konkurs bez obostrzeń formalnych. Prowadzi ten konkurs Katarzyna Knychalska, kuratorka i dramaturżka, znawczyni teatru offowego.
W tym roku było 47 zgłoszeń, z których na festiwal wybrano produkcje Joanny Kubik i Ryszarda Traczyka pt. „Cały świat jest sceną, reszta jest milczeniem”, spektakl Pawła Palcata „Ryszard III wrażliwy”, Ewy Platt „będziesz ze mną chodzić?”, Tymoteusza Sarosieka „Cezar to marka” i „Lady staje się Makbetem” Rimmy Tyshkevych z zespołem Inwazja.
Relatywnie nowym konkursem jest ten o Nowego Yoricka.
Nazywam ten konkurs win win situation. Pomysł jest Łukasza Drewniaka, dopracowany z naszym zespołem. To konkurs właśnie dla młodych twórców, którzy są na początku drogi zawodowej i mają szansę wyreżyserowania spektaklu w repertuarowym teatrze. Co roku zapraszamy trzy repertuarowe teatry do konkursu i to dyrektorzy tych teatrów wybierają młodego twórcę, z którym chcą pracować. W tym roku wpłynęło 21 zgłoszeń od studentów reżyserii ze wszystkich szkół teatralnych w Polsce. Dyrektor Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie Paweł Dobrowolski wybrał realizację „Romea i Julii” Macieja Jaszczyńskiego ze względu na wyraziste, współczesne odczytanie dramatu. Dyrektor artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie Michał Buszewicz zaakceptował propozycję Anieli Płudowskiej, która chce zderzyć „Hamleta” granego przez aktorów z głosem sztucznej inteligencji, a dyrektor Piotr Kruszczyński z Teatru Nowego w Poznaniu razem z zespołem zadecydowali, że Kuba Zubrzycki wyreżyseruje „Juliusza Cezara”, bowiem wizja jego spektaklu jest „zatrważająco współbrzmiąca z współczesnością”. Przedstawienia te zostaną pokazane w formie „work in progres”. To wielka szansa dla tych młodych reżyserów, by robić Szekspira w wybranych zawodowych teatrach z zawodowymi aktorami. Każdy z wybranych twórców i teatrów na realizację spektaklu dostaje 25 tys. złotych na wszystkie komponenty spektaklu. A efekt prezentowany jest na międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim – to też ważne.
Dzięki tym konkursom gdański festiwal szekspirowski jest festiwalem wielu premier. To wyjątkowe zjawisko i często zaskakujące.
To prawda. Zazwyczaj na festiwalu w obu tych konkursach jest około dziesięciu premier i jeszcze premierowy spektakl, który jest laureatem konkursu organizowanego przez Stowarzyszenie Festiwali Szekspirowskich. Nie ma żadnego innego festiwalu teatralnego w Polsce, którego dyrekcja co roku podejmowała ryzyko tylu premierowych produkcji! [śmiech]. Ale jednocześnie jest to niezwykła przygoda. Bo nasi widzowie wiedzą i akceptują, że na scenie może wydarzyć się wszystko – olśnienie lub klapa. Mają też wielką ciekawość do każdego z tych doświadczeń i wspierają wysiłek twórców wypełnionymi po brzegi salami.
Nowością w tym roku jest prolog festiwalowy w czerwcu, czyli prezentacja dwóch spektakli teatrów warszawskich, do których Gdański Teatr Szekspirowski dowozi widzów.
W tym wypadku „potrzeba stała się matką wynalazku”, jak mówi popularne przysłowie. Gdybyśmy mieli większy budżet, oba te spektakle zaprosilibyśmy do Gdańska, choć nie byłoby to łatwe, bo to monumentalne dzieła – „Historia Henryka IV” z Teatru Polskiego w reżyserii Ivana Alexandre’a, z tytułową rolą Andrzeja Seweryna, i słynny „Hamlet” z Teatru Narodowego w reżyserii Jana Englerta. Taki wyjazd jest także ciekawy i integrujący widzów, bo na pewno dyskusje w autokarze będą zażarte, jak po każdej szekspirowskiej produkcji, więc to będzie także wspaniałe „doświadczanie Szekspira”.
Oczywiście na międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku ważne są spektakle zagraniczne.
Tak, ale o nich szczegółowo będziemy informować dopiero po 9 czerwca. Mogę tylko powiedzieć, że nie zabraknie bardzo ciekawych spektakli i wszystko wskazuje na to, że będą to teatry z Rumunii. Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Czech i Kanady.
We wrześniu, już po festiwalu szekspirowskim minie pięć lat Pani urzędowania na stanowisku dyrektorki GTS. Co się udało zrealizować, a czego nie udało się dokonać w ciągu tych lat?
Tak naprawdę to nie udało się uruchomić kawiarni w naszym teatrze, która byłaby ważnym miejscem do dobrych spotkań, do rozmów przed i po spektaklu. Kawiarnia nie była bezpośrednio związana z moim programem na działalność GTS, ale jest bardzo ważna w poczuciu dobrostanu osób, które do naszego teatru przychodzą. Niestety, nasz budynek jest tak usytuowany i zaprojektowany, że odwiedza się go, aby uczestniczyć w wydarzeniu, a po nim od razu wychodzi. Nasza lokalizacja – niby w ścisłym centrum, a jednak jakby o jedną ulicę za daleko, przy ruchliwej ulicy – co również nie pomaga. Ale ciągle marzę, że uda mi się kiedyś ten problem kreatywnie rozwiązać.
A z zamierzeń programowych wszystko się udało?
Przygotowałam realny program, bo zarządzam instytucjami i znam środowisko kultury już dostatecznie długo, by nie wymyślać nierealnych założeń. Przedstawiałam i realizowałam działania w pierwszej, a potem w drugiej kadencji i – śmiem twierdzić – że w pełni udało mi się osiągnąć to, co zamierzałam. Zarówna współprace międzynarodowe, jak i prezentacja najciekawszych spektakli polskich, różnorodne jakościowo i stylistycznie koncerty, własne współprodukcje spektakli z tym najgłośniejszym 1989 z Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Festiwal Szekspirowski czy szerokie działania edukacyjne. Jak może Pani zauważyć, to poszerzona kontynuacja działań prof. Limona. Bardzo zależało mi na tym, aby – mimo zmiany dyrekcji, teatr nie zapomniał o swojej misji i pierwotnym charakterze. Jest dla mnie także ważne, abyśmy nigdy nie zapomnieli o naszym założycielu, dlatego wspólnie z Fundacją Theatrum Gedanensis organizujemy wiele wydarzeń, pokazujących jak wielkim wizjonerem był prof. Jerzy Limon. A wszystkie spektakle, które mi się marzyły, ale nie zostały u nas pokazane, są związane wyłącznie z pieniędzmi, a ściślej z brakiem środków na realizację wymarzonych zadań. Ale jako Poznanianka umiem gospodarować środkami, które posiadam, i mam nadzieję, że wszyscy nasi widzowie będą zadowoleni z programu jubileuszowego 30. Festiwalu Szekspirowskiego, na który już teraz serdecznie zapraszam.
A więc do zobaczenia i dziękuję za rozmowę.

Hamlet, fot. Marta Ankiersztejn

Historia Henryka IV, fot. Krzysztof Bieliński