POWRÓT/WSTECZ
Plany mam na wiele lat

Fot. Piotr Żagiell Photography

 

 

Plany mam na wiele lat
Z prezesem Mariuszem Szwarcem, właścicielem firm Broker i Sambor w Starogardzie Gdańskim, rozmawia Alina Kietrys.

Spróbujmy zacząć od początku, od momentu, w którym przed trzydziestu laty wystartował Pan do samodzielnej, własnej pracy. Czy był to od razu rynek materiałów budowlanych?
Tak, dokładnie to już trzydzieści dwa lata zawodowe za mną. Zaczynałem nie od handlu materiałami budowlanymi, a od usług transportowych i przewoziłem drewno z Borów Tucholskich do portu na Westerplatte albo czasami do Świecia, do fabryki celulozy. I nawet w tamtym czasie spotykaliśmy się z samochodami transportowymi z firmy pana Krzysztofa Bieleckiego, późniejszego premiera. Drewno woziliśmy z Lasów Państwowych i nie zawsze był ten towar, a wtedy brakowało nam z bratem pracy. Trzeba było jakoś temu zaradzić. I udało się. Dzięki koledze trafiliśmy do hurtowni materiałów budowlanych pana Czesława Pionke z Rotmanki. On w latach 80. pracował w Stanach Zjednoczonych, a jak Polska się zmieniała, to wrócił do kraju i pieniądze, które zarobił tam, zainwestował. Otworzył hurtownię i właśnie w jego hurtowni przyglądałem się na początku, jak wygląda handel różnymi materiałami budowlanymi, świadcząc usługi transportowe. Wtedy też zauważyłem, że na transporcie to był niewielki zysk, natomiast handel wydawał się lepszą perspektywą.

 

 

Pan jako rolnik zajął się transportem? 
Pochodzę z gospodarstwa rolnego i to miała być moja przyszłość. Skończyłem szkołę rolniczą i w tym się czułem dobrze. Wypadek samochodowy, jaki miałem, okazał się poważny w skutkach. Doznałem uszkodzenia stawu biodrowego, co eliminowało mnie z pracy fizycznej. Postanowiłem znaleźć dla siebie alternatywę. Jako podmiot gospodarczy stworzyłem usługi transportowe. Potem namówiłem brata, który był pierwszym kierowcą w firmie. 

Na co trzeba było na początku, w tych latach 90., szczególnie zwracać uwagę?
To były dziwne i trudne czasy. Wiele przedsiębiorstw upadało, gospodarka źle funkcjonowała. Po lepik, papę jeździłem na Śląsk, bo u nas nie było, a na drogach mało było ciężarowych samochodów, bo ludzi nie było stać na kupno własnego transportu. Ale pamiętam, że mieliśmy w sobie taką chęć pracy, wręcz walkę o tą pracę. A zyski nie były wielkie. Jak udało nam się zarobić kilkaset złotych tygodniowo, to byliśmy bardzo szczęśliwi. I mieliśmy w sobie optymizm. A były też wtedy spore obostrzenia. Na przykład nie można było sprowadzić z Zachodu auta starszego niż trzyletnie. A nas na takie nie było stać, bo było za drogie. Banki pieniędzy nie pożyczały. I takie błędne koło się robiło. Panowała wysoka inflacja, odsetki w banku wynosiły 20 i więcej procent, co praktycznie utrudniało każdy pomysł biznesowy. Moim kapitałem założycielskim były pożyczone z Banku Spółdzielczego pieniądze. Pamiętam to było 15 starych milionów, czyli dzisiaj 15 tysięcy i 2 tysiące marek od mojej siostry Eli, która mieszkała i pracowała w Niemczech.

I rozwoził Pan wtedy towar do klienta. Podpatrzył Pan to gdzieś, że tak trzeba?
My po prostu nie mieliśmy pieniędzy, żeby mieć towar na magazynie. Żeby pozyskać klientów i dostarczyć im towar z fabryki, jeździłem po osiedlach w wielu miastach i miasteczkach, wyszukując nabywców. Jeździłem ze Starogardu Gdańskiego do Lęborka, Malborka, Tczewa, Gdańska i Gdyni, do Kwidzyna i patrzyłem, gdzie się coś buduje. I widziałem, że jak gdzieś budowa się rozpoczyna, to za chwilę będą potrzebowali np. cementu. Zbierałem zamówienia i kupowałem cement bezpośrednio u producenta, ładowałem na samochód np. 22 tony cementu i wiozłem do klientów. Nie mieliśmy magazynów, sztaplarek ani żadnego zaplecza, bo na to nie było nas stać. Więc konieczność wymusiła takie nasze działania. Pierwszy handel stacjonarny otworzyliśmy w Starogardzie Gdańskim.
Pracowaliśmy często do pierwszej w nocy. Odsypialiśmy cały tydzień w niedzielę, po kościele. Przez kilka lat na początku to najważniejsza była praca i na niej się tylko skupialiśmy. Mieliśmy dużo optymizmu i wiary, że musi nam się udać.

Kiedy powstała nazwa firmy i dlaczego jest to Broker?
Ta nazwa powstała na początku. To był czas, kiedy Edek nazywał swoją firmę Edex, Mirek – Mirex. Mnie się to średnio podobało. Dzisiaj nazwałbym pewnie swoją firmę po prostu Szwarc, ale w tamtych czasach jako Polacy nie bardzo wierzyliśmy w swoje marki. Uważaliśmy, że nasze produkty nie są tak dobre jak np. zachodnie. I ja wtedy poszukałem nazwy swojej firmy w słowniku wyrazów obcych. A broker to pośrednik i ta idea pośrednictwa mi się spodobała, bo była bliska właśnie mojemu działaniu.

Bardzo szybko zaczął też Pan ze swoją firmą Broker istnieć w różnych miejscowościach naszego Pomorza.
Bo przyszły lepsze czasy. Banki zaczęły pożyczać pieniądze na lepszy procent prywatnym przedsiębiorcom. Wiedziałem, że jeśli jest możliwość, trzeba jak najwięcej pieniędzy uruchomić, żeby pomnażać kapitał i żeby inwestować w rozwój firmy. Negocjowałem jak najwyższe limity kupieckie z dostawcami, z bankami o korzystne kredyty. I to zaczęło przynosić efekty. Dzisiaj też staram się jak najwięcej inwestować, bo zależy mi, żeby firma Broker i Sambor się naprawdę rozwijały.

Drugą Pana ważną firmą jest właśnie Sambor. A początki nie były łatwe.
Prawda. Ale dzisiaj to mój powód do dumy. Kiedy wchodziłem do zarządu na prośbę ówczesnego prezesa Sambora, a była to spółka akcyjna, to wiedziałem po analizie z moim głównym księgowym, 
że ta firma ma dużo więcej długów niż majątku. I właściwie ta firma w takim stanie powinna była ogłosić upadłość. Żeby ratować firmę, zrobiliśmy emisję akcji. To był rok chyba 2002. Firma Broker musiała pożyczyć firmie Sambor duże pieniądze – kilka milionów złotych. Potem trwały długie rozmowy z załogą i trzeba było zmienić nastawienie załogi. A po 20 latach Sambor jest dobrą firmą, przynosi zyski, ma cztery markety, które dobrze pracują i prosperują, pięknie odnowiona jest siedziba firmy i wszystko dobrze działa. To jest powód do zadowolenia.

Oferta w działaniach przedsiębiorcy Mariusza Szwarca jest bardzo różna: usługi budowalne, magazyny, sklepy, hurtowanie i deweloperka…
I nieruchomości. Od początku postawiałem na dywersyfikację, czyli żeby nie działać tylko na „jednej nodze”. Bo nawet jeśli w tym momencie jest dobrze w jakiejś dziedzinie, to zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że jutro może się to zmienić. Branża budowalna bywa różna. Mieliśmy więc kilka działalności. Swego czasu mieliśmy nawet produkcję kurcząt – 600 tysięcy sztuk ptaków rocznie. I oczywiście branża budowlana, usługi, handel. Deweloperką zajmuję się już od 20 lat. Inwestujemy również w nieruchomości i mamy ich w tej chwili całkiem sporo.

Jak się udaje taka wielotorowość działania?
Najważniejszy w każdym działaniu jest człowiek. 49 procent sukcesu to są trafione działania inwestycyjne, ale 51 procent – to ludzie, z którymi się pracuje. Dla mnie ważne jest, żeby ludzie w moich firmach byli odpowiednio przeszkoleni, żeby lubili swoją pracę, potrafili dobrze obsłużyć klienta i wiedzieli, dlaczego tu ze mną pracują. Bardzo o to dbam. I drugim, dla mnie bardzo ważnym czynnikiem, jest moja intuicja zawodowa. Prawdą jest, że nad każdym nowym przedsięwzięciem myślę długo i analizuje wszystkie za i przeciw. Kiedy już podejmę decyzję, to idziemy na całość. Ważna jest decyzyjność i konsekwencja. Działamy tak, żeby się udało, bo albo czegoś nie robimy, albo robimy to dobrze. Dotyczy to zarówno produkcji, jak i handlu, usług i deweloperki. Jak budujemy, to staramy się na to patrzeć uważnym okiem, żeby to było dzisiaj i za dwadzieścia lat tak samo atrakcyjne i ładne. Perfekcja jest dla mnie ważna w działaniu. Mam bardzo dużo własnych pomysłów, pomagam tez różnym ludziom. Mogę powiedzieć, że tę intuicję, to mi „Bozia” dała. I jestem bardzo wdzięczny jej za to.

Czy w dzisiejszych czasach łatwo zdobywa się pracowników?
Nigdy nie było łatwo, zawsze trzeba było mieć sporo cierpliwości i konsekwencji w stawianych zadaniach. Dzisiaj z różnych dodatkowych powodów jest trudniej. Społeczeństwo nasze się starzeje, co jest faktem, który też sam odnotowuję. Niedawno miałem dwadzieścia klika lat, a już mam w tej chwili 56. I też moim pracownikom, moim kolegom przybyło lat, ale oni nadal są ze mną, chociaż czasami już na emeryturze, nadal pracują. Dzisiaj ludzie inaczej się starzeją. Dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie to zupełnie inni ludzie niż ci z lat 60. czy 70. ubiegłego wieku. Żyjemy dłużej i – jeśli mamy siłę – pracujemy dłużej. W moich firmach też tak jest. Staramy się też z naszymi firmami związać pracowników. Największą rotację mamy w pierwszym roku pracy kogoś, kto się u nas zatrudni. A potem już zostaje z nami na dłużej. Zawsze podkreślam: „moją siłą są moi pracownicy”. Sam nic nie znaczę. 

Szalejąca inflacja i ogromny wzrost cen materiałów budowlanych z pewnością odbijają się na funkcjonowaniu takich firm jak Pana.
Inflacja rośnie bardzo szybko. Ubiegły rok nie był jeszcze złym rokiem, ale w tym roku już widzimy, że następują widoczne spadki i wyhamowanie gospodarki. Do tego jeszcze ta tragiczna napaść Rosji  
i wojna w Ukrainie. Nam się jeszcze nie tak dawno wydawało, że to jest nierealne, niemożliwe w środku Europy w takim czasie, bo kto dzisiaj przy zdrowych zmysłach mógłby zaatakować sąsiada, a to już trwa ponad cztery miesiące. A przecież Ukraina była potężnym producentem żywności na świecie i potężnym producentem materiałów budowlanych, wyrobów stalowych. Ten Azowstal to była potęga. I stal, która przed napaścią na Ukrainę kosztowała 2,40 w hurcie, dzisiaj kosztuje dwukrotnie więcej. To musi mieć wpływ na ceny naszych usług. A jeszcze do tego mamy sytuację pocovidową, np. restauracje, klub fitness, usługi, które były zamknięte i generowały straty. Drożeją paliwa, energia, podatki i szereg innych elementów, które mają wpływ na cenę towarów. W naszej branży inflacja sięgała już 20 procent pod koniec maja 2022 roku.

Zbudował Pan ostatnio kilka ładnych osiedli w Starogardzie Gdańskim, z którego jest Pan dumny?
Tak właściwie to z każdego. Osiedle przy ZUS-ie ma ładną, kameralną lokalizację, mieszkania są bardzo ładne. Dzisiaj na rynku wtórnym są droższe niż wtedy, gdy je budowaliśmy, i ciągle trzymają standard. Osiedle Green Park jest ładne, czyste, przyjazne. Robimy śmietniki podziemne. Czasy się zmieniają, dopasowujemy to do potrzeb i oczekiwań mieszkańców. Powstały sklepy spożywcze, gabinety lekarskie, przedszkole, powstanie także pasaż handlowo-usługowy. Rozpoczęliśmy trzeci etap budowy osiedla z garażami podziemnymi. To osiedle jest w pełni nowoczesne i kompleksowe. Jesteśmy też w trakcie realizacji prestiżowego Osiedla Lawendowego. Położone w cichej, spokojnej okolicy, w doskonałej lokalizacji przy powstającym parku miejskim. Jest to kameralny kompleks czterech budynków (siedemdziesiąt dwa mieszkania) o wysokim standardzie.
Teraz już jesteśmy dumni z naszego najmłodszego dziecka, czyli osiedli Moderato I, II i III. To jest w centrum miasta – 2 ha, od lat szpecące nasze piękne miasto (opuszczone, niszczejące budynki pofabryczne), które teraz zagospodarowujemy. Jedynka jest już skończona, dwójka w fazie końcowej, a budynek Moderato III jest w trakcie realizacji. Mamy umowy podpisane z wykonawcami i określone terminy. Na tych osiedlach będzie piękna elewacja z wykorzystaniem ceramiki, płyt alucobond itp. Nasi projektanci przygotowują też atrakcyjne podświetlenie. Na powierzchni dachu będzie teren zielony służący wypoczynkowi mieszkańców. Będzie to ładne, topowe miejsce, w centrum miasta, z garażami podziemnymi. Teraz to nas bardzo absorbuje, ale jestem przekonany, że się uda wszystko zrealizować tak, jak zamierzamy.

Starogard Gdański nie jest jedynym miejscem działania Pana firm.
Tak, oczywiście. Inwestujemy w Tczewie, w Nowym Dworze Gdańskim, w Kwidzynie, w Czersku, sporo w Trójmieście – w Sopocie, w Gdyni, gdzie przygotowujemy dużą inwestycję – będziemy budować 200 mieszkań na Oksywiu przy ulicy Zielonej. Ruszamy w tym roku i mam nadzieję, że zakończymy w 2024. Przygotowania zajęły nam prawie pięć lat.

Pana firmy mają wspólne hasło „Buduj z nami”. To się sprawdza jako chwyt reklamowy czy dzisiaj nadal trzeba ludzi zachęcać, żeby budowali z wami?
Zawsze trzeba, zawsze dbamy o klienta. Nic nam nie jest dane na zawsze. Naszą siłą jest ponad trzydziestoletnie doświadczenie i stabilność. My wiemy, jakie materiały polecać, a jakich unikać. A ponadto – jeśli jest jakaś reklamacja, to staramy się ją załatwić na korzyść klienta, choć przecież handlujemy materiałami, które nie my produkujemy. A poza tym, jeśli klient będzie chciał nawet po kilku latach coś dokupić, to gwarantujemy taką możliwość. Jesteśmy na rynku i będziemy. To jest właśnie stabilność firmy. Kiedy dobieram partnerów w działaniach deweloperskich, to też szukam partnerów z doświadczeniem i stabilizacją na rynku. Chciałbym podkreślić, że nie jest to chwyt reklamowy, a nasze motto.

Poza firmami działa Pan też społecznie, choćby jako wiceprezes Starogardzkiego Klubu Biznesu Związku Pracodawców.
W roku 1999 zdrowie odmówiło mi posłuszeństwa, wiedziałem, że dotychczasowe tempo i organizacja pracy w firmie muszą ulec zmianie. Zmieniłem struktury zarządzania, pojawili się kierownicy, dyrektorzy. Zmiany poprawiły stabilność firmy i pozwoliły mi na angażowanie się w działalność na rzecz innych ludzi i organizacji.
Byłem współtwórcą i wiceprezesem klubu piłkarskiego KP Starogard. Wspieramy jako firma wiele organizacji sportowych i kulturalnych. Od wielu lat angażuję się w działalność Starogardzkiego Klubu Biznesu, w którym mam przyjemność być wiceprezesem. Moim zdaniem ważne jest, aby organizacyjnie się jednoczyć i wzajemnie sobie pomagać. Nasz Starogardzki Klub Biznesu zrzesza blisko 180 podmiotów gospodarczych. To dobra liczba firm, które chcą współdziałać. Jestem też od 20 lat udziałowcem Polskich Składów Budowlanych.

W Pana gabinecie jest wiele pucharów, pamiątkowych zdjęć i różnych okolicznościowych podziękowań. Widać tu na tych trofeach Pana pasje.
Mam dość dużo tych pasji. Moją pasją są podróże, motocykle (w szczególności marka Harley), strzelectwo sportowe i myśliwskie. Od ponad 20 lat staram się dużo podróżować, stąd ta wielka mapa świata, która wisi na ścianie. Są to wycieczki zorganizowane i wyprawy motocyklowe. Liczne pamiątkowe drobiazgi przywożone z różnych stron przywołują ciekawe historie i miejsca na świecie. A te puchary to za sponsoring np. w rozgrywkach piłki nożnej czy siatkowej. Sponsorujemy też różne grupy młodzieży, od lat wspieramy lokalną grupę kolarską, 80 rowerzystów, którzy zdobywają medale na rożnych zawodach. Staramy się dzielić tym, co mamy, stąd te nasze prospołeczne działania. 

Może coś o Kurkowym Bractwie Strzeleckim?
W wojsku byłem strzelcem wyborowym i pasja mi została. Choć dzisiaj, jak strzelam, to już nie mam tego oka. Kiedyś potrafiłem celnie strzelać na odległość 500 metrów bez przyrządów optycznych, dzisiaj bym nawet tych celów nie dojrzał. Ale pasja została [śmiech]. Mam też broń myśliwską. Jeżdżę z kolegami czasami na strzelnicę i ćwiczę strzelanie na kilkaset metrów, oczywiście z użyciem nowoczesnych celowników optycznych. Biorę tez udział w zawodach Kurkowego Bractwa Strzeleckiego w Starogardzie Gdańskim, którego jestem członkiem. Zdobyłem zaszczytne tytuły Króla Okręgu Pomorskiego i Króla KBS w Starogardzie Gdańskim. Puchary zdobyte w rywalizacji zajmują pokaźny fragment mojego biura. 

A plany na przyszłość, Panie Prezesie, jak wieść niesie, są imponujące.
Wielkim sukcesem osobistym jest wspólna praca ze mną moich dzieci. Córka jest szefową marketingu, pracuje również w firmie mój syn, który teraz kończy studia. Jeśli mi się nie wszystko uda zrealizować zawodowo, to wiem, że oni będą kontynuować dzieło. Plany i wizje mamy na jakieś piętnaście, a może i więcej lat. Zakupiliśmy grunty, mamy już na naszych deskach kreślarskich nowe przedsięwzięcia. Jestem lokalnym patriotą, więc staram się pieniądze zarobione w innych miejscowościach inwestować w Starogardzie Gdańskim. Kupiliśmy dwa lata temu pałac Wicherta i jest przed nami jego cała modernizacja.

To świetna wiadomość, bo ta niezwykła zabytkowa rezydencja miejska z końca XIX wieku niszczała przez długie lata.
Zakupiliśmy też zespól młynów nieopodal, które niestety spaliły się wcześniej w dużej części. Też tam mamy potężne plany inwestycyjne. Kupiliśmy od firmy Społem tzw. browar, chcemy zrobić tam przystań kajakową. Marzy nam się, trochę na wzór Wenecji Bydgoskiej, „Wenecja w Starogardzie Gdańskim”, w trochę mniejszym wydaniu. Miasto świetnie odnowiło park i ulicę Kanałową, będą stopnie wodne, a my odnowimy pałac Wicherta, zmodernizujemy teren Młynów i Browar – będzie u nas mini Wenecja. Zakupiliśmy też tereny po byłej Hucie Szkła, z którymi wiążemy ambitne plany. Zakupiliśmy też grunty pod działalność deweloperską w Czersku, Pelplinie, Straszynie, Grudziądzu. Prowadzimy szereg rozmów na kolejne lokalizacje. Mam mnóstwo pomysłów, tylko żeby mi zdrowie dopisało.

Tego życzę Panu i wszystkim wizjonerskim projektom, które zamierza Pan realizować w Starogardzie Gdańskim. Dziękuję za spotkanie. 

 

Mariusz Szwarc z żoną Iwoną

 

Broker Borkowo

Hurtownia Sambor

Hurtownia Rokocin.

Młyny.

Moderato. 

Moderato.

Moderato.

Centrum Wypoczynkowe Twardy Dół.

Osiedle Parkowe.


Osiedle Lawendowe.

Osiedle Lawendowe.

Osiedle Green Park.

Osiedle Green Park.

 

 

POWRÓT/WSTECZ