Nic się nie dzieje przypadkowo

Firma Trefl wśród konsumentów jest najbardziej znana z gier i puzzli, a także sportowych przedsięwzięć. Puzzle i gry oczywiście. Liczymy się na świecie, jesteśmy trzecim czy czwartym producentem puzzli, to się waha. A na pewno jesteśmy pierwsi wśród państw byłej Europy Wschodniej. Z firmy Trefl wyjeżdża codziennie dziesięć ciężarówek gier i puzzli. To naprawdę istotna ilość. Ale ta moja firma rosła i rozrastała się całkiem naturalnie. Trzeba dużo czytać, mieć wiedzę, obserwować wnikliwie i analizować. Nie bać się decyzji, to też ważne. Ten sukces to nie jest coś nagłego i niespodziewanego. Praca, praca i krok po kroku, ale bardzo konsekwentnie spokojny rozwój firmy. Wróćmy do życiowego startu. Pana ojciec miał mały zakład, ale też dość czasu, żeby zwracać uwagę na Pana edukację. Zaczął Pan czytać jako kilkulatek. Tak, książki mnie zdominowały. Pewnie dlatego dzisiaj rozmawiamy w bibliotece [śmiech]. To moje ulubione miejsce. I zacząłem też szybko grać w szachy z  ojcem. I  tu przyznam, że miałem pewien kompleks. W  szkole byłem nawet wicemistrzem Gdyni w szachach, ale nigdy nie wygrałem żadnej partii z moim ojcem i zazwyczaj nasze partie kończyły się dość szybko. Po kilkunastu ruchach już wiedziałem, że nie mogę z ojcem wygrać. I te przegrane mecze tkwią gdzieś we mnie jak taka mała zadra. Dlatego zawsze w  wielu sprawach staram się być jak najlepszy. A sport? Pasja, kompletne oddanie. Nie miałem jakichś nadzwyczajnych, mistrzowskich wyników, choć kiedyś otarłem się o ligę i reprezentację polskich juniorów i w siatkówce, i w koszykówce. To bardzo ciekawe doświadczenie, daje satysfakcję i  pozwala nieco inaczej funkcjonować niż przeciętnemu człowiekowi, który nigdy nie uprawiał sportu i  nie rywalizował z  nikim. Sport właśnie uczy ciężkiej pracy. Żeby cokolwiek osiągnąć, to naprawdę trzeba się napracować. Tutaj nie ma taryfy ulgowej. A poza tym praca w drużynie, grupie, działanie zespołowe – to wszystko jest ważne. A jak Pan zaczynał biznes? Od firmy, która miała 15 m2, do dzisiejszych 30 tys. m2. Stworzyłem właściwie firmę przez przypadek, bo musiałem zmienić tryb życia. Kończyła się komuna, lata 80., musiałem odejść z miejsca, w którym wtedy byłem. Chciałem się uniezależnić od tych, którzy mi nie odpowiadali. Byłem nauczycielem, trenerem, a później postanowiłem, że jednak zajmę się własną działalnością. Zaczął pan od pracy z bratem. Tak, razem zdobywaliśmy pierwsze materiały do produkcji. Ale mieliśmy znaczącą różnicę zdań. I muszę przyznać, że wówczas to brat miał rację, a nie ja. I rozstaliśmy się, chyba w 1985 roku. W tamtych warunkach prowadzić firmę to było małe szaleństwo, bo nic nie można było kupić normalnie na rynku. Brat nie 14 nasze rozmowy nasze rozmowy 15 Siedziba firmy Trefl SA w Gdyni, na ul. Kontenerowej 25. 16 nasze rozmowy nasze rozmowy 17 chciał podjąć dużego ryzyka. Jego uzasadnienie było słuszne, ale ja… Nie można było nic drukować, bo była jeszcze cenzura, żeby coś wydawać, trzeba było mieć pozwolenie, a makulaturę zbierać dosłownie ze śmietnika, z odpadów. Już kiedyś mówiłem, jak zdobywaliśmy pierwszą makulaturę, żeby rozpocząć rzemieślniczą produkcję, bo w tamtych czasach jeszcze były przydziały prawie na wszystko. Na puzzle wpadłem całkiem przypadkiem. Zawsze dużo jeździłem. I to trwa do dzisiaj, objeżdżam swoje firmy. A więc w czasie jednego z  tych pierwszych wyjazdów za granicę, w  mieszkaniu znajomych zobaczyłem obraz na ścianie zrobiony z puzzli. I pomyślałem wtedy, to jest pomysł, to można też wykorzystać inaczej. Właśnie wtedy uważałem, że jak na rynku niczego nie ma, to powinno się zacząć coś robić, bo łatwiej wtedy iść do przodu. I zaryzykowałem. Puzzle nie były znane w Polsce w tamtym czasie. Tak, ale wydawało mi się, że to jest ciekawy pomysł, także artystycznie. Dzisiaj nasza technologia produkcji puzzli jest jedną z  najlepszych na świecie. I to jest fakt. Jesteśmy najlepsi, bo mamy najlepszych ludzi i maszyny, i naprawdę robimy naszą produkcję na najwyższym światowym poziomie. Kiedy Pan podjął decyzję, że zaczyna pracować dla siebie albo na siebie? Wie Pani, ja nie wiem, czy na siebie i tylko dla siebie. Bo to przestaje być wtedy ciekawe. Żyjemy w jakichś grupach społecznych, więc musimy pracować z wzajemnością, z uznaniem siebie i innych. Cel dla siebie jest nonsensem. To egoizm, który daje niewiele satysfakcji. Trefl zaczynał jako firma rodzinna. Do dzisiaj jest to firma rodzinna, bo jest własnością rodzinną. Udziały ma moja żona, synowie, córka, a teraz też już pełnoletnie wnuczki. Skąd się wzięła nazwa Trefl? To stara sprawa. Szukałem wzorców na początku i  była taka firma, która już dzisiaj nie istnieje – firma Petera Szmitta – i tam był taki puzzelek, który przypominał trefla. I tak wymyśliłem pierwszy znak firmowy. A żółto-czarne kolory związane ze środowiskiem Kaszub dobrze się wyróżniają, więc po prostu mi odpowiadały. To też wartość marketingowa. W  Stowarzyszeniu Trefl Pomorze mamy symbol pomorskiego gryfa. Firma Trefl działa na wielu frontach: produkcja własna, dystrybucja gier, puzzli i zabawek, drużyny sportowe, media (Baltic Media Group), studio filmowe, Fabryka Kart w Krakowie, wydawnictwo… Firma Trefl przyciąga dobrych ludzi. Od lat pracuję ze Szczepanem Knitterem, prezesem firmy. On ma niezwykłe zdolności i  potrafi naprawdę wszystko pięknie poukładać. Trefl jest po prostu firmą dobrze poukładaną. Ludzi budujących struktury firmy Trefl jest kilkunastu i ich pozycja w firmie jest znacząca. Firma zatrudnia w Gdyni 600 osób, w Krakowie ponad 200, w spółkach sportowych i drobniejszych kolejna setka. A więc ludzi pracujących w Treflu jest blisko 900 osób. 60% przychodu firmy pochodzi z puzzli pod własnym brandem. Brand jest bardzo znany. I z tego naprawdę się cieszę. Na pewno na znajomość marki miały też wpływ drużyny sportowe i finansowanie sportu. Nic się nie dzieje przypadkowo. A więc, jak teraz jest ze sportem w Treflu? Czy ma Pan apetyt na więcej drużyn sportowych? Nie. Wręcz przeciwnie. Coś trzeba zredukować. Żeby osiągnąć dobre wyniki na europejskim czy światowym poziomie, trzeba mieć bardzo duże pieniądze. Dzisiaj trudno o  dużych sponsorów w  Gdańsku czy w  Sopocie. Generalnie więc większość finansuje firma Trefl. Myślę, że z czasem to się zmieni, bo dużą rolę przywiązujemy do marketingu i uważam, że to jest silna strona Trefla. Były koszykówka i siatkówka, żeńska i męska. Żeńskiej siatkówki już tutaj nie ma. Przekazaliśmy ją do Krakowa. Trefl ma teraz w Trójmieście koszykówkę i siatkówkę męską. Gramy w ekstraklasie w środku tabeli. Myślę, że to nie jest najlepsza sytuacja. I tak prawdę powiedziawszy, drużyny sportowe w Treflu nie osiągnęły miejsca, o którym dla nich marzyłem. Nie zbudowałem takiego zespołu jak Barcelona czy Real Madryt [śmiech]. A była duża szansa, kiedy powstała hala na pograniczu Sopotu i Gdańska. Ale tego nie mogłem zrobić sam, a  środowisko miało inne ważniejsze problemy w  ostatnich latach niż budowanie silnego zespołu. A więc w tej dziedzinie nie mam pełnej satysfakcji. Byłaby, gdyby udało się stworzyć zespół na europejskim poziomie, ale to nam się nie udało. To, co mamy, może satysfakcjonuje kibiców, ale inne firmy z Grupy Trefl przeskoczyły działalność sportową. I to są fakty. Na pewno dobrze działa ostatnia Pana miłość, czyli Studio Filmowe Trefl. To nie jest ostatnia miłość. Raczej pierwsza. Kochałem Disneya, obejrzałem w dzieciństwie chyba jego wszystkie dostępne filmy. Bajki to było dla mnie coś bardzo ważnego. I ta miłość do Disneya pozostała, mam wszystkie publikacje o Disneyu i studiu Warner Bros. Otworzyłem więc Studio Filmowe Trefl, którego celem są produkcje na światowym poziomie. Przy Studiu powstaje Gdyńskie Centrum Animacji, które będzie skupiało najważniejsze obszary społecznej aktywności – edukację, kulturę i  sztukę. Będzie to wyjątkowa przestrzeń, jakiej do tej pory nikt w Polsce nie stworzył. Z jednej strony będziemy mogli zaprezentować tam dorobek firmy – ukażemy historię puzzli i gier, powstanie Muzeum Kart – z  drugiej strony, korzystając z  ogromnego potencjału Studia, tworzymy miejsce, gdzie stale będą się przenikały obszary edukacji i sztuki. Chcemy, żeby Centrum było miejscem, w którym dzieci i dorośli będą się świetnie bawić i do którego będą stale wracali. To wszystko nie mogłoby powstać, gdyby nie uprzejmość włodarzy Gdyni. Dzięki otwartości na współpracę prezydenta Miasta Gdyni Wojciecha Szczurka mogliśmy wykorzystać budynek po Zespole Szkół Technicznych na terenach postoczniowych. Głęboko wierzę, że miejsce, które tutaj tworzymy, wzbogaci życie wszystkich mieszkańców Gdyni, odwdzięczając się w ten sposób za okazane wsparcie. Niebawem czeka nas uroczyste otwarcie GCA, które będzie mieściło się w Gdyni przy ul. Gołębiej. Chcieliśmy otworzyć je 1 kwietnia, ale w obecnej sytuacji zostaliśmy zmuszeni przenieść uroczystość na wrzesień. Mamy też inne plany. Chcemy nakręcić pełnometrażowy film dla dzieci. To będzie opowieść o Helu. Marek Skrobecki, reżyser „Rodziny Treflików” i dyrektor artystyczny Studia, jest niezwykłą osobą z cennym dorobkiem. Był drugim reżyserem w filmie „Piotruś i Wilk” – słynnej baśni muzycznej, która w 2007 roku zdobyła statuetkę Oskara za najlepszy krótkometrażowy film animowany. Mam nadzieję, że Gdyńskie Centrum Animacji przyczyni się do popularyzacji tradycji polskiej animacji i zwiększy świadomość, szczególnie wśród młodych ludzi, jak bogaty jest nasz dorobek. Naszą ambicją jako Studia jest wyjść poza granice kraju i konkurować z największymi producentami na świecie. W  Studiu pracuje obecnie około 50 osób i  nieprzerwanie kręcimy nasz sztandarowy film, „Rodzinę Treflików”, które – mam nadzieję – trafią do szerokiej dystrybucji. Jesteśmy już obecni w  państwach Europy, w  kilku znaczących państwach arabskich i  w  krajach z kontynentu afrykańskiego. Opinie i kolejne rozmowy pozwalają nam twierdzić, że produkt jest dobrze przyjmowany i  oceniany. Dziś „Rodzina Treflików” jest już rozpoznawalnym brandem, o czym najlepiej świadczą zapytania o możliwość zakupu licencji na wykorzystanie wizerunku Treflików na produktach. Oczywiście czeka nas jeszcze dużo pracy, ale jesteśmy na bardzo dobrej drodze. Na tym jednak nie poprzestajemy. Zdecydowaliśmy się na produkcję kolejnego serialu, skierowanego do najmłodszego widza. Produkcja jest bezdialogowa i przedstawia zabawne, humorystyczne przygody, które będą przyjemne i łatwe do przyswojenia dla maluszków. Obejrzał Pan wszystkie odcinki „Rodziny Treflików”? No oczywiście, obejrzałem i oglądam. Serial ten, dzięki fantastycznej pracy ekipy, za każdym razem otwiera przede mną kolejne tajemnice. Niezwykłe jest dla mnie to, że za każdym razem odnajduję w odcinkach coś nowego. Jestem obecny w procesie kreacji pomysłu, konsultacji scenariuszy i powstawania samego filmu. Wyprodukowaliśmy 65 odcinków. Trefliki zadomowiły się na rynku i myślę, że będzie to produkt trwały, nie mniej jak np. Muminki. Trefliki miały trafić do Chin. Nowy Rok chiński miał być dla nas początkiem tej przygody, ale sytuacja z koronawirusem pokrzyżowała te plany. Mamy umowę, kończymy dubbing, Historyczne puzzle „Wędkarz” na licencji Disneya. Gra Skoczki z „Rodziną Treflików”. Puzzle z „Rodziną Treflików”. Bardzo. Stąd pochodzi część mojej rodziny, a ja się urodziłem w Gdyni, nad samym morzem. Mieszkałem 20 lat w Sopocie i 20 lat w Gdańsku. Rodzina mojego ojca przeprowadziła się tutaj w okresie przedwojennym. Kaszuby to mój matecznik. Historia to teraz moja pasja. Książka o Leonie Kąkolu wydana została bardzo atrakcyjnie w Wydawnictwie Bernardinum. Pozbierałem dokumenty do tej książki. Leon Kąkol to mój dziadek, nauczyciel z Grzybna koło Kartuz, który urodził się w 1898 roku w osadzie Cieszenie-Wybudowania, niedaleko Kartuz, wówczas na terenie zaboru pruskiego. Piszę historię mojej rodziny dla dzieci, wnuków, bliższych i  dalszych krewnych. Zbieram dokumenty od wielu lat. Kiedy zmarła moja babcia, nie mogłem rozszyfrować losów swojej rodziny. Kim była moja babcia, a kim mój ojciec. Od tego się zaczęło. Wiedziałem tylko, że żyli w Przasnyszu. Nic więcej nie wolno było mówić i nie mówiono. Jak aresztowano brata mojego dziadka, to z przerażenia rodzina zniszczyła wiele dokumentów. Nic nie wiedziałem, np. że byli w USA, żyli w Chicago. Dopiero z jakiegoś przysłanego zdjęcia się dowiedziałem, że tam byli. Zafascynowała mnie rodzina mojej babci. Zawsze byli związani z Polską, służyli ojczyźnie. Ale miałem też i innych przodków, np. generała carskiego albo przeora zakonu, który pisał książki. To naprawdę intersujące dzieje mojej rodziny, dlatego chcę je dokumentować. Firma Trefl ma także wydawnictwo? Wydawnictwo Trefl to projekt biznesowy. Wydawać będzie książki dla dzieci na podstawie własnych licencji. Będą to książeczki dla dzieci związane z filmami, do których mamy licencję. W tej chwili jesteśmy w fazie projektowania, pierwsze książki powinny ukazać się w drugim półroczu 2020 roku. Mogę jedynie zdradzić, że pierwsze książeczki będą skierowane do najmłodszych i ich rodziców. Wróćmy jeszcze do Grupy Trefl. W Grupie działa również Fundacja Rozwoju Edukacji Trefl i Stowarzyszenie Trefl Pomorze. Jakie są główne zadania tych organizacji? Organizacje te w różnym zakresie wspierają działalność sportową na terenie Pomorza. Liczę także na to, że włączą się w obszar kultury i wspólnie będziemy realizować projekty na pograniczu sztuki i sportu. Fundacja Rozwoju Edukacji Trefl przede wszystkim skupia się na działalności sportowej skierowanej do dzieci i młodzieży. Na co dzień prowadzi internat w Sopocie, nieopodal Grand Hotelu, i szkoli młodzież w zespołach sportowych. Działamy w  całej Polsce, szukamy młodych, zdolnych zawodników. Mamy internat, więc młodzież uczy się w różnych szkołach i mieszka u nas. 18 nasze rozmowy nasze rozmowy 19 czekamy na ostateczne akceptacje i finalizację umowy przez największą telewizję na świecie CCTV. Mam nadzieję, że dzisiejszy czas szybko minie i każdy będzie mógł wrócić do normalnej pracy. W Treflikach ważna jest muzyka. Zdecydowanie. Reżyser i kompozytor przykładają dużą wagę do wykorzystania i upowszechniania różnych gatunków muzycznych. Każdy utwór jest oryginalnie napisany i skomponowany w zależności od fabuły odcinka. Można tutaj odnaleźć inspiracje muzyki klasycznej. To swoiste wartości edukacyjne. Warstwa muzyczna zachęca też często rodziców do oglądania razem z dziećmi. Tworzymy kino familijne. Nie ukrywam, że bardzo się z tego cieszę. „Rodzina Treflików” jest także na YouTubie. Tak. Niektóre odcinki zbliżają się do miliona wyświetleń. To pokazuje, że rodzice szukają wartościowych bajek dla swoich dzieci. Dla mnie osobiście sprawy związane z tradycją są bardzo istotne. Uważam, że brak szacunku do tradycji może być powodem wielu porażek w życiu. Człowiek musi być osadzony w tradycji. Stąd moje ostatnie zainteresowania historią mojej rodziny, której korzenie sięgają XVI wieku. Wyciąganie wniosków z  przeszłości to jedna z najważniejszych spraw w naszym życiu. A co z Muzeum Kart? To obok Studia element projektu pt. Gdyńskie Centrum Animacji. Będą tam naprawdę piękne zbiory kart, m.in. do gry firmy Piatnik. To firma austriacka, z wielką renomą. Piatnik w Europie przed II wojną światową założył trzy fabryki: w Wiedniu, w Budapeszcie i właśnie w Krakowie. Z krakowskiej firmy pod koniec okupacji wywieziono wszystkie maszyny. Natomiast po wojnie, w 1947 roku, fabryka kart została założona od nowa i funkcjonowała jako Krakowskie Zakłady Wyrobów Papierowych. Ważna w  tej produkcji była i jest wysoka jakość techniczna i poziom artystyczny. Od 1997 roku Trefl SA ma krakowską fabrykę produkującą karty do gry. Na 600-lecie bitwy pod Grunwaldem stworzona została w krakowskiej fabryce Trefla specjalna talia kart. A  od 2014 roku trwa intensywny rozwój firmy i przybywają nowe inwestycje. Teraz firma nazywa się Fabryka Kart Trefl – Kraków. Ma nowoczesne zaplecze na Podłężu na obszarze Niepołomickiej Strefy Inwestycyjnej. Przenieśliśmy tam biura i maszyny. Jak widać, cały czas coś się dzieje. Pan dokumentuje losy swojej rodziny. Ukazała się już pierwsza publikacja, której Pan jest współautorem, o  Leonie Kąkolu. Czy nasze Pomorze jest dla Pana ważne? 20 nasze rozmowy Trenują w hali Szkoły Podstawowej nr 7 w Sopocie. Połowa młodych zawod - ników jest z Pomorza, a połowa z Polski. A nasza drużyna młodzieżowa do 20 lat zdobyła niedawno Mistrzostwo i Puchar Polski. To bardzo wysoka po - zycja. W polskiej lidze koszykówki gra w tej chwili ponad 20 naszych wycho - wanków, grają również za granicą. Stowarzyszenie Trefl Pomorze działa od 10 lat. Należy do niego około 70 przedsiębiorców, ale i najaktywniejsi kibice z Pomorza. Głównym celem Stowarzyszenia jest krzewienie m.in. idei sportowych na terenie Pomorza, promocja sportu i czynnego kibicowania oraz promocja regionu w kraju i za granicą. Stowarzyszenie działa aktywnie przez cały rok, ale raz w roku organizowane jest wyjątkowe na skalę kraju, szczególne wydarzenie sportowe na Pomo - rzu. Od pięciu lat w okolicach lutego na Ergo Arenie organizowany jest Mecz Kaszubski. To impreza dla około 10 tys. kibiców i  dzieci z  całych Kaszub. Dzieci przyjeżdżają w strojach kaszubskich i rozgrywany jest mecz, a później odbywają się konkursy. Atmosfera jest niesamowita. W  organizacji przed - sięwzięcia pomaga nam Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Firma obchodzi w tym roku 35 lecie. Czy szykujecie się Państwo do jubi - leuszu? Raczej myślę, że będziemy obchodzić 40-lecie. Nie lubię specjalnie uroczy - stości, ale wiem, jak ważna jest celebracja takich okrągłych rocznic. Myślę o nowej formule takiego dużego, uroczystego spotkania. A co się wydarzy w ciągu tych 5 lat? Coś się na pewno wydarzy [śmiech]. W tym roku oddaliśmy 10 tys. m 2 po - wierzchni i otworzyliśmy produkcję tworzyw sztucznych, które do tej pory głównie sprowadzaliśmy z Chin. Na pewno bardzo się rozwinie Studio Filmo - we Trefl i nasze licencje, które są dla nas znaczącą wartością. Europa sprze - daje licencje Amerykanom i ja też chcę mieć własne licencje, które będziemy mogli sprzedawać innym. Dziś mamy już „Rodzinę Treflików”, za jakiś czas będą następne. Firma się rozwija i to jest dla mnie ważne. Czuje się pan potentatem? Nie, nie… ja lubię spokój i uporządkowany rozwój. W mojej firmie to inaczej wygląda niż w firmach potentatów. Każda z moich firm ma swojego prezesa i to są świetni ludzie, którzy naprawdę dobrze kierują spółkami. Ja szukam wolnych przestrzeni w firmie, w które jeszcze coś można włożyć, zapropo - nować coś nowego. Jak tylko zauważę jakąś lukę, od razu myślę, jak ją można zagospodarować. A pieniądze, które zarabia Grupa Trefl, nie zamieszały w Pana życiu? Nie. Pieniądze są dla mnie tylko środkiem do realizacji wyższych celów. Je - stem szczęśliwy z tego powodu, że mam dom i spokojne warunki do pracy, ale najważniejsi są zawsze ludzie. Obroty Grupy Trefl to przede wszystkim ich ciężka praca, która jest reinwestowana, dlatego możliwych jest tyle po - mysłów i przedsięwzięć [śmiech]. Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych, nie tylko jubileuszowych, sukce - sów.