POWRÓT/WSTECZ
Lubię różne piosenki

Lubię różne piosenki

Katarzyna Rogalska jest skrzypaczką, wokalistką i artystką od ponad 25 lat związaną z Capellą Gedanensis. A tu, w Stowarzyszeniu „Jaś i Małgosia” w Gdańsku, weszłam w świat zaczarowany, pachnący świętami, Mikołajem, podarunkami. To też Pani przestrzeń.
Tak. Piętnaście lat temu założyłam Stowarzyszanie „Jaś i Małgosia” na cześć moich rodziców, bo takie mieli imiona. Niestety, w zeszłym roku zmarł mój tatuś, a wcześniej odeszła moja mamusia. Cieszę się, że tak nazwałam to stowarzyszenie. A teraz rzeczywiście dzieje się bardzo wiele, bo po południu działają tutaj dzieci i młodzież w różnych grupach zainteresowań na warsztatach, a przed południem panie z koła gospodyń miejskich „Małgośki” przygotowują różne drobiazgi świąteczne. Koło gospodyń miejskich, bo rzecz się dzieje w Gdańsku, przy ulicy Gdyńskich Kosynierów. Panie przygotowują niespodzianki.

W tym roku, właśnie w grudniu, stowarzyszenie obchodziło swój jubileusz.
Tak, a wszystko zaczęło się w Gdańsku na ulicy Łąkowej, gdzie pracowałam z dziećmi. Prowadziłam w kościele chór i zajmowałam się dziećmi z Dolnego Miasta. Robiłam warsztaty, organizowałam wyjazdy, dawaliśmy koncerty, nagrywaliśmy płyty. Bardzo mi zależało, żeby dzieciom pokazać lepszy, ładniejszy świat, bo te moje dzieci często miały trudne doświadczenia za sobą. Oczywiście musiałam na to wszystko zbierać fundusze. I podpowiedziano mi, że będzie łatwiej zbierać pieniądze, jeśli założę stowarzyszanie. I tak się pojawiło Stowarzyszenie „Jaś i Małgosia”. Początkowo stowarzyszenie wspierało głównie dzieci z Łąkowej, a potem zaczęłam pracować dla dorosłych, bo jestem osobą otwartą. Lubię ludzi, nawiązuję znajomości, ale nie jestem osobą specjalnie opowiadającą o sobie.

Od wielu lat związana jest Pani z Capellą Gedanensis, świetnym gdańskim zespołem.
Jestem skrzypaczką w Capelli przeszło dwadzieścia pięć lat. Jestem dumna, że pracuję w tak znakomitym zespole, i sprawia mi to ogromną radość. Dzięki Capelli gram świetną muzykę i odkrywam piękne miejsca na świecie, bo zespół odbywa często ważne tournée. Poza tym pracuję ze wspaniałymi kolegami muzykami, a artystycznie opiekuje się nami prof. Andrzej Kulka, mój muzyczny mistrz skrzypiec. Nie byłam jego studentką, ale podziwiam jego wirtuozerię. I to za jego sprawą poniekąd wróciłam do śpiewania. On mnie usłyszał i namówił, żebym śpiewała. To był nasz wspólny koncert na urodzinach prezydenta Lecha Wałęsy, graliśmy „Cztery pory roku” Vivaldiego, a potem zaśpiewałam panu prezydentowi jako tzw. niespodzianka wieczoru. Zaśpiewałam, dokładnie pamiętam, „Mały biały domek”. Profesor po koncercie mnie pochwalił, a ja przyznałam się, że bardzo lubię śpiewać, a lubiłam od dziecka, tylko poskarżyłam się, że nie mam repertuaru. Profesor się zamyślił, a potem podpowiedział proszę zaśpiewać: „Pierwszy siwy włos”. To piosenka gdańskiego kompozytora Henryka Jabłońskiego.

I Stowarzyszenie „Jaś i Małgosia” wydało płyty z Pani piosenkami.
Tak, wydaliśmy płytę „Tylko echo” i ostatnio „Kwiaty dla ciebie”. Pierwszą płytą były nagrania naszego chóru dziecięcego.

Śpiewanie Panią niesie. Opowiada Pani pięknie o muzyce i śpiewa fantastycznie. Ostatnio słuchaliśmy Pani na koncercie z okazji rozdania statuetek Orłów Pomorskich przez naszą Redakcję. 
Rzeczywiście przeobrażam się na scenie. Lubię kreować różne postacie. Na co dzień jestem trochę nieśmiała i wycofana, ale na scenie wstępuje we mnie inny duch, adekwatnie do wykonywanej przeze mnie piosenki.

A które piosenki Pani lubi?
Trudne pytanie. Dobrze się czuję w aktorskich piosenkach, gdzie mogę sobie troszkę pożartować, a nawet poflirtować z publicznością. Ale bliskie też są mojemu sercu sentymentalne piosenki. I Czarek Paciorek, mój akompaniator, z którym najwięcej i najdłużej współpracuję, często mi przypomina: „Kasiu, już za bardzo sentymentalnie”. Lubię piosenkę „Tylko echo” czy „Zachodni wiatr”, obie kompozycje Henryka Jabłońskiego. Bardzo lubię zabawną, kabaretową wręcz piosenkę „Ja się boję sama spać”. Lubię też piosenki musicalowe. Porównują mnie do Ireny Jarockiej, czasami do Anny Jantar…

Szkoliła Pani głos?
Nie, ale od dziecka śpiewałam. Nauczyłam się śpiewać metodą prób i błędów. Oczywiście trochę podsłuchuję moje koleżanki – śpiewaczki w pracy. Pani prof. Alina Kowalska-Pińczak, jak je szkoliła, to ja też nadstawiałam ucha. Co prawda to trochę inne śpiewanie, bo operowe, ale uwagi pani profesor były bezcenne. Ja jestem piosenkarką estradową. O widzi pani, od niedawna mówię o sobie piosenkarka. I ciągle lubię słuchać fachowych uwag.

Niedawno minister kultury i dziedzictwa narodowego przyznał Pani brązowy medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Gratuluję.
Wie Pani, byłam bardzo wzruszona i poruszona tym medalem, ale też czułam się zawstydzona. Dlatego że taka wysoka nagroda powinna być przyznawana wybitnym talentom. Myślałam sobie: jestem artystką, fakt, ale czy rzeczywiście aż tak dużo osiągnęłam? Potem dopiero zaczęłam na chłodno analizować sytuację. Przez 30 lat pracy artystycznej już 22 lata pracuję społecznie. Po prostu umuzykalniam – wpierw dzieci, potem też dorosłych, i niosę w tych swoich działaniach też szacunek do kultury i tradycji. W moim chórku kościelnym dzieci śpiewały pieśni patriotyczne, a ja im przy okazji opowiadałam o dziejach Polski. I tak sobie myślę, że ta moja Gloria Artis to jest medal za wszystko, co do tej pory robiłam, również w edukacji, uwrażliwianiu dzieci na muzykę, na sztukę. I to 15-lecie Stowarzyszenia „Jaś i Małgosia” również. Obchody jubileuszu były bardzo miłe, dwie grupy teatralne zaprezentowały przedstawienia i spotkaliśmy się wszyscy. Rozmowom nie było końca.

Dziękuję za spotkanie i życzę w imieniu „Magazynu Pomorskiego” następnych wspaniałych twórczych lat na scenie i w stowarzyszeniu.

Rozmawiała Alina Kietrys


 

POWRÓT/WSTECZ