Zachłysnęliśmy się AI. Rzeczywistość szybko powiedziała „sprawdzam”

Marta Handzlik-Rosuł
Marta Handzlik-Rosuł
Doświadczona prawniczka specjalizująca się w prawie pracy i prawie w socjal mediach. Jako pasjonatka tej dziedziny prawa, angażuje się na Instagramie w edukowanie zarówno pracowników, jak i pracodawców, pomagając im zrozumieć zawiłości przepisów oraz ich praw i obowiązków. Dodatkowo edukuje i szkoli przedsiębiorców w tym, jak skutecznie i zgodnie z prawem działać w mediach społecznościowych.

Felieton Marty Handzlik-Rosuł

 

Zachłysnęliśmy się AI. Rzeczywistość szybko powiedziała „sprawdzam”

Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja była w biznesie czymś w rodzaju nowej religii. Wystarczyło otworzyć LinkedIna, wejść na konferencję branżową albo przeczytać kilka nagłówków w mediach, żeby odnieść wrażenie, że oto jesteśmy świadkami rewolucji, która za chwilę zmiecie dotychczasowy porządek. AI miała pracować szybciej, taniej i wydajniej. Miała rozwiązać problem rosnących kosztów, braków kadrowych i niekończącej się presji na większą efektywność. W wielu firmach ta narracja została przyjęta z tak dużym entuzjazmem, że bardzo szybko przestała być tylko technologiczną ciekawostką, a stała się podstawą realnych decyzji biznesowych.

Nie brakowało przecież głosów, że skoro narzędzie potrafi napisać tekst, przygotować analizę, stworzyć ofertę czy obsłużyć część komunikacji z klientem, to utrzymywanie rozbudowanych zespołów zwyczajnie przestaje mieć sens. W świecie, w którym każdy szuka oszczędności, taka wizja musiała brzmieć kusząco. Łatwo było uwierzyć, że oto pojawiło się rozwiązanie niemal idealne — pracownik bez etatu, urlopu, zwolnienia lekarskiego i oczekiwań finansowych.

Tyle że jak to zwykle bywa z wielkimi zachwytami, rzeczywistość dość szybko upomniała się o swoje.

Okazało się, że sztuczna inteligencja, choć imponująca, nie jest żadnym cudownym zamiennikiem człowieka. Jest narzędziem. Bardzo zaawansowanym, bardzo użytecznym, czasem wręcz spektakularnie skutecznym, ale wciąż tylko narzędziem. A narzędzie samo z siebie nie podejmuje odpowiedzialnych decyzji. Nie rozumie kontekstu tak, jak rozumie go człowiek. Nie wyczuwa niuansów. Nie ma intuicji, doświadczenia ani tego trudnego do zdefiniowania instynktu, który często podpowiada, że coś brzmi dobrze, ale jednak wymaga sprawdzenia.

I właśnie na tym wielu przedsiębiorców boleśnie się przejechało.

Bo sztuczna inteligencja potrafi wygenerować odpowiedź, która wygląda na doskonałą. Potrafi stworzyć analizę brzmiącą bardzo profesjonalnie. Potrafi zbudować narrację tak przekonującą, że łatwo uznać ją za prawdziwą. Problem polega na tym, że czasem wszystko to jest po prostu błędne. A im bardziej przekonująco brzmi błąd, tym większe ryzyko, że nikt go nie wychwyci.

Wtedy nagle okazywało się, że potrzebny jest człowiek. Ktoś, kto zweryfikuje dane, poprawi nieścisłości, zauważy to, czego algorytm nie dostrzegł. Ktoś, kto weźmie odpowiedzialność za efekt końcowy. I ten moment dla wielu firm stał się prawdziwym zderzeniem z rzeczywistością. Bo prosty rachunek, według którego można było ograniczyć zatrudnienie i zastąpić ludzi technologią, nagle przestał się zgadzać.

Coraz częściej słychać dziś o organizacjach, które po początkowym zachwycie wracają do rekrutacji. Tyle że szukają już innych kompetencji. Nie potrzebują osób, które będą bezrefleksyjnie wykonywać powtarzalne zadania. Potrzebują ludzi, którzy potrafią myśleć krytycznie, rozumieją technologię i jednocześnie zachowują zdrowy dystans wobec jej możliwości.
To zresztą nie pierwszy raz, kiedy biznes dał się porwać obietnicy technologicznego przełomu. Historia zna wiele takich momentów. Za każdym razem pojawiała się pokusa uwierzenia, że oto znaleźliśmy rozwiązanie wszystkich problemów. A później przychodziło otrzeźwienie i przypomnienie, że żadna technologia nie zastąpi rozsądku.

Największym błędem nie było więc samo wdrażanie AI. Błędem było uwierzenie, że można potraktować ją jak taniego pracownika. Tymczasem jej prawdziwa wartość ujawnia się dopiero wtedy, gdy staje się wsparciem dla ludzi, a nie próbą ich zastąpienia.

I być może właśnie to jest najważniejsza lekcja ostatnich miesięcy. Nie wygrają ci, którzy najszybciej zaczęli ciąć etaty w imię technologicznej mody. Wygrają ci, którzy zrozumieli, że przyszłość nie należy ani wyłącznie do ludzi, ani wyłącznie do maszyn.

Należy do tych, którzy potrafią połączyć jedno z drugim z odrobiną rozsądku. A tego, jak na razie, żadna sztuczna inteligencja jeszcze nie potrafi wygenerować.