Felieton - dr hab. Tomasz Bojar-Fijałkowski prof. ucz. Prorektor Powiślańskiej Akademii Nauk Stosowanych
Innowacyjne wdowy z Szampanii a dwukadencyjność polskich burmistrzów
Trywialnym, acz jakże prawdziwym jest sformułowanie, że „podróże kształcą”. Moja ostatnia, do francuskiego regionu Szampania, przyniosła wiele nowej wiedzy na temat technologii produkcji wina musującego oraz nieco doświadczeń organoleptycznych w tym zakresie. Szampania, będąca częścią regionu administracyjnego Grand Est (wcześniej Szampania-Ardeny), zawsze wypadała nie pod drodze na mapie naszych podróży. Położona między Paryżem a belgijską Walonią, w regionie jak na Francję chłodnym, za daleko, aby dojechać w jeden dzień, za blisko na dwa dni jazdy, pozostawała omijana. Tym większa radość z wizyty w Reims, gdzie w katedrze Notre-Dame koronowano królów, a witraże tworzył Marc Chagall.
Pomijając kwestie kulinarne i zabytki, najbardziej zapadły mi w pamięci historie najsłynniejszych domów szampańskich. Przynajmniej w dwóch przypadkach skromne interesy do wielkiej skali rozwinęły tam wdowy: Pommery i Clicquot. W języku francuskim obie w miejsce „Madame” były tytułowane „Veuve”, co koniecznie było ujęte w nazwach firm, pod jakimi prowadziły działalność. Bowiem w XIX-wiecznej Francji zamężne kobiety nie mogły pracować ani prowadzić interesów, co nie dotyczyło już wdów. W obu tych słynnych przypadkach dopiero pochowanie męża otworzyło paniom drzwi do biznesu, w którym obie odniosły spektakularne sukcesy – ku chwale swoich rodów i całego regionu.
Dziś Szampania słynie z produkcji musujących win, które jedynie po leżakowaniu minimum 15 miesięcy w tym konkretnym miejscu mogą nosić nazwę „szampan”. Każdy inny produkt, choćby tak samo wytwarzany, ale w innym regionie kraju czy za granicą, nazwy tej używać nie ma prawa, stąd m.in. Crémant d’Alsace, włoskie prosecco czy hiszpańska cava. Domy szampańskie są dla regionu ważną atrakcją turystyczną, wszakże poza sprzedażą produktów oferują też zwiedzanie i programy edukacyjne. Odwiedziliśmy kilka z nich, stąd w ostatnim technika produkcji szampana nie miała już przed nami żadnych tajemnic. Najciekawszym jest chyba ten założony przez „Panią Wdowę Pommery”, który na powierzchni przypomina nieco park rozrywki ulokowany przez Amerykanów pod Paryżem, ale jego podziemia skrywają wiele tajemnic. Magazyny, zbudowane dwa tysiące lat temu przez Rzymian, połączono siecią 18 km tuneli, gdzie w stałej temperaturze i wilgotności powietrza przechowuje się 25 milionów butelek słynnego trunku. W wolnej przestrzeni tego podziemnego labiryntu eksponuje się sztukę nowoczesną. Warto odwiedzić to miejsce, ale pamiętać trzeba o cieplejszym ubraniu. Nasze polskie czy pomorskie szlaki gastronomiczno-spożywcze nie oferują jeszcze takich atrakcji, choć mamy pewne branże i marki do tego predysponowane. Póki co pozostaje cieszyć się najdłuższą deską w Szymbarku, którą w majówkę oglądałem kolejny już raz z młodzieżą z Brazylii, Meksyku i USA. W ich przypadku był to wybór optymalny i bardzo trafiony, w Szampanii i tak byliby wyłączeni z części degustacyjnej.
Powyższy przykład ukazuje, że przedsiębiorczości, w tym przypadku pomysłowych wdów, nie straszne są nieżyciowe przepisy. Ograniczenia i reglamentacja wymuszają wręcz pomysłowość, o czym w Polsce jeszcze wciąż pamiętamy, bo tak rozwijała się przedsiębiorczość przed 1989 rokiem. W tym kontekście warto przypomnieć hasło „deregulacja”, które jeszcze nie tak dawno wybrzmiewało we wszystkich mediach, ale chyba już przeszło do lamusa. Szkoda, bo znosząc bariery, pobudzilibyśmy gospodarkę nie mniej, niż znosząc cła w handlu międzynarodowym.
Widząc, jak skutecznie panie z Szampanii weszły na rynek winiarski, obchodząc przepisy prawa, mam skojarzenie z samoregulacją w samorządzie terytorialnym. W miejsce debaty o ułatwieniach dla biznesu powrócił wszakże w przestrzeni publicznej temat zniesienia obowiązującego od 2018 roku ograniczenia sprawowania funkcji wójta, burmistrza i prezydenta miasta do dwóch kadencji, co efekt przyniesie w następnych wyborach, uniemożliwiając start włodarzy na przykład Warszawy, Poznania, Łodzi czy Nowego Dworu Gdańskiego. Tymczasem wybory samorządowe z roku 2023 wyraźnie pokazały, że wyborcy potrafią, jeśli chcą, sami i to dość spektakularnie decydować od odprawieniu wieloletnich prezydentów.
Nie inaczej zachowali się w dopiero co przeprowadzonym referendum w Krakowie. Co ciekawe, w jednym procesie wyborczym zdecydowali o odwołaniu prezydenta, ale o pozostawaniu rady miejskiej. Dokładnie to głosy były jednoznacznie za odwołaniem wszystkich władz, ale w przypadku rady niewystarczająca była frekwencja, stąd organ ten zostaje. W cieniu krakowskiego odbyło się też referendum w Ciechocinku – i tu do ważności zabrakło zaledwie 28 głosów, co pokazuje, jaką siłę ma wyborca i jego obywatelska postawa. Przy zaangażowanym i świadomym społeczeństwie zbędne byłyby regulacje na sztywno ograniczające liczbę kadencji, choć rozwiązania bywają różne. Nowy premier Węgier zapowiedział ograniczenie do dwóch kadencji dla szefa rządu – i to liczonych wstecz, ale to decyzja wymierzona w jego poprzednika na urzędzie.
Przykład domów szampańskich pokazuje, że warto zmniejszać liczbę regulacji i ograniczeń, bo to skutkuje lepszym winem. Na zdrowie!
Pozdrawiam,
Tomasz Bojar-Fijałkowski