Najnowsze wydanie 34

 

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 34

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Pokochałam instrumenty perkusyjne

AMPhoto

 

Z Kasią Kadłubowską perkusistką, wibrafonistką rozmawia Jerzy Uklejewski



Katarzyna Nosowska, Katarzyna Cerekwicka, to znane nam polskie wokalistki; ale jest też wokalistka Kasia Kowalska, reżyserka Kasia Adamik. Woli Pani być Kasią, Kasią Kadłubowską?


Tak! Jak wyjechałam do Niemiec, to łatwiej było mi się tak przedstawiać. Teraz też wielu moich znajomych z zagranicy jest przekonanych, że Kasia to moje oficjalne imię. Tak samo dla moich bliskich jestem po prostu Kasią.

 

Muzyka to Pani pasja czy już profesja?


I pasja, i profesja. Moja profesjonalna działalność, to już 10 lat pracy artystycznej! Pierwszy autorski projekt realizowałam w 2008 roku z jazzowym wibrafonistą Dominikiem Bukowskim.

 

Czyli muzyka całkowicie Panią owładnęła?


Tak. Moje hobby jest bardzo ograniczone sprowadza się do uprawiania jogi, medytacji, muzyki i podróżowania, ale podróżuję tylko do miejsc interesujących mnie ze względu na kulturę muzyczną.


Jaka ostatnio muzyczna kultura Panią zafascynowała?


Muzyka w Izraelu: jest różnorodna, wspaniała, z każdego zakątka wydobywa się niesamowity rytm różnych muzycznych gatunków i kultur. Tam jest istny muzyczny Babel! Warto pojechać, jest tam sporo różnych wpływów począwszy od Żydów aszkenazyjskich po Żydów z korzeniami hiszpańskimi, portugalskimi… Dużo jest muzyki jemeńskiej, arabskiej… tworzą się niesamowite muzyczne mieszanki.

 

Profesja wymaga długotrwałego przygotowania; szkoła, studia, szkolenia. Przeszła już Pani przez ten etap?


Mam już za sobą Szkołę Muzyczną I i II stopnia w Gdańsku, studia w Stuttgardzie, w Akademii Muzycznej w Gdańsku, jestem podwójnym magistrem sztuki. W ramach stypendium Erasmus studiowałam również w Lyonie we francuskim konserwatorium.

 

Pochodzi Pani z muzycznej rodziny?


Coś wspólnego z muzyką moi rodzice mają. Mój tata jest po I stopniu szkoły muzycznej. Śpiew, muzyka była u nas takim naturalnym elementem dnia codziennego. Jak była okazja to i dziadkowie, i rodzice śpiewali, było po prostu wesoło. Wyrosłam więc z rozśpiewanej rodziny.

 

Zazwyczaj ci co wybrali drogę życiową związaną z muzyką, kształtują ją od dzieciństwa. Czy w dzieciństwie muzyka już w Pani duszy grała?


Oczywiście, właśnie ta atmosfera w rodzinie dała mi podstawę, by kształcić się w tym kierunku. Mając cztery lata zbudowałam sobie swój własny instrument, małą marimbę. W wieku siedmiu lat rozpoczęłam grę na fortepianie, a mając 13 zaczęłam grę na perkusji. Jako nastolatka byłam członkiem licznych zespołów jazzowych, folklorystycznych (kaszubski) i wielokulturowych (klezmerski).

 

I co przeważyło - śpiew czy gra na instrumentach?


Jestem instrumentalistką, śpiew to rodzaj hobby, np. komponując często zaczynam lub akompaniuję sobie głosem. Coraz bardziej dojrzewam do tego, żeby używać głosu na scenie i w tym też kierunku się kształcę. Choć muszę dodać, nie mam ambicji bycia wokalistką.

 

Christine Seefried 1

 

A jaki instrument Pani pokochała?


Perkusję! Ile ona ma wspaniałych brzmień i możliwości!

 

Co Panią zainteresowało w tym instrumencie?


Myślę, że różnorodność. Trudno było trzymać się jednego instrumentu, dlatego też fortepian jednak mi nie odpowiadał, ale cieszę się, że mam podstawę gry na tym instrumencie.

 

Dla mnie perkusja, to bębny i gdzie tu różnorodność?!


A jednak… w szkole uczyłam się na kotłach, na werblu, na melodyjnych instrumentach perkusyjnych, czyli na marimbie, wibrafonie. Na tych ostatnich instrumentach gra się pałkami często trzymając po dwie w każdej ręce, co pozwala wydobyć jednocześnie cztery dźwięki.


Dla muzyka ważne jest też doświadczenie, a zdobywa się je podczas występów, na jakich scenach Pani już gościła?


Mam różnorodne doświadczenie, bo też różnymi rodzajami muzyki się zajmowałam, od klasycznej po popową i tzw. muzykę świata. Razem z gatunkami muzycznymi zmieniały się też sceny. Zaczęłam oczywiście na szkolnej scenie, ale byłam już na znaczących scenach i tu wymienię m.in. Operę Bałtycką, Filharmonię Bałtycką, Radio Gdańsk, Polską Telewizję, koncertowałam po Europie z Gdańską Grupą Perkusyjną Jeunesse Musicales pod kierownictwem artystycznym prof. Piotra Sutta. Mile wspominam mój udział podczas zagranicznych koncertów m.in: Jazz Club Mitzpe Ramon, Bet Mizrach Maarav w Tel Avivie, Musrara School for Easter Music Jerusalem, Novalis Art Festival w Chorwacji, ZKM Karlsruhe, Staatsoper Stuttgart, National Theater Mannheim, Theaterhaus Stuttgart.

 

Może Pani pochwalić się nagrodami i wyróżnieniami?


Mam ich sporo, nie sposób ich tu wszystkich wymienić, a każda jest dla mnie ważna. Jestem zdobywczynią licznych nagród międzynarodowych m.in. I nagrody na III Otwartym Konkursie Wibrafonowym w Opolu, II nagrody na Międzynarodowych Konkursach Marimbonowych w Norymberdze, Paryżu i we włoskim Ferno, jestem laureatką III edycji konkursu muzycznego w ramach projektu „Dolina Kreatywna” organizowanego przez Telewizję Polską. Za osiągnięcia naukowe i artystyczne otrzymałam stypendia i z Polski, i z Niemiec, które dały mi dużą wolność, bym mogła robić to co teraz robię.

 

W dorobku ma Pani autorska płytę?


Właśnie jestem na etapie pracy nad swoją solową płytą z własnymi kompozycjami. Premierę przewiduję na początku przyszłego roku.

 

To będzie Pani pierwsza płyta?


Solowa tak, bo już mam jedną płytę w duecie z Dominikiem Bukowskim.


Pozwoliłem sobie posłuchać na Youtubie muzykę prezentowaną przez Panią, to projekty zatytułowane m.in. „Percussion”, „Mahlukat”. Nastrojowa, wyciszająca wręcz relaksująca muzyka. Są to kawałki godne uwagi, warto wsłuchać się w ich brzmienie. Wielka to odskocznia od muzyki popularnej typowo rozrywkowej. Do kogo adresuje Pani te projekty?


Do wszystkich. Do tych, którzy polubią moje dźwięki, a trzeba wiedzieć, że to muzyka minimalistyczna, ale z potencjałem. Bardzo bym chciała zachęcić moje pokolenie do tej muzyki. Uważam, że w tym zaganianym świecie trudno znaleźć czas żeby się zrelaksować, ale godzina z taką muzyką może nam dużo dać, pozwoli się wyciszyć.

 

Pani artystyczna twórczość, to nie tylko gra na marimbie, wibrafonie.Z jakich jeszcze instrumentów wydobywa Pani te piękne dźwięki? Na filmach na Youtubie widziałem, jak Pani gra na takim nietypowym instrumencie…


- To Steel Drum. Jak już wspomniałam, perkusja to różnorodność. Perkusiści to multiinstrumentaliści, muszą grać na różnych instrumentach, choć wywodzących się z tej samej perkusyjnej rodziny.

Artystyczna dusza w Pani tkwi, ale ta muzyka, którą Pani proponuje, jest dla wąskiego grona, jest niszową muzyką, mało komercyjną.


Owszem, ale czy dla wąskiego grona?! I tak, i nie. Zdecydowanie, to nie jest muzyka popularna, ale z tą muzyką chcę dotrzeć do jak najszerszego grona. Za każdym moim koncertem stoi idea: pierwsza - nie odstraszać publiczności (śmiech), druga - dać publiczności więcej inspiracji w codziennym życiu czy w pomyśle na życie, postrzeganiu pewnych codziennych spraw.

 

W swojej twórczości na czym skupia się Pani obecnie?


Mam kilka projektów, nad którymi pracuję. Tu wymienię wibrafon, czyli minimalizm, to będzie wspomniana solowa płyta. Projekt „muzyka świata” „Mahlukat”, który realizuję z turecką skrzypaczką Güldeste Mamaç, która ma wykształcenie zarówno klasyczne jak i obszerną wiedzę i doświadczenie z klasyczną muzyką indyjską, ja zaś gram na bębnie obręczowym, który jest jednym z najstarszych instrumentów.

 

Jak prezentuje się Pani kalendarz tegorocznych koncertów?


Jest napięty! Za nami dwa koncerty w Polsce z projektem „Mahlukat”, w tym m.in. koncert w Gdańsku. Potem wizyta w studiu w Niemczech, gdzie nagrywać będę płytę z tym projektem. W planie kolejna wizyta w studiu nagraniowym z zespołem jazzowym, będę z nimi grała na wibrafonie. Potem próby z gdańską flecistką Mają Miro… W lipcu, w Niemczech udział w dwóch festiwalach. Każdy tydzień jest już zaplanowany.

 

Rozmawiamy w Gdańsku, to Pani rodzinne miasto?


- Tak, tutaj się urodziłam.

 

Ma Pani swoje ulubione miejsca w Gdańsku?


Jak mam wolny wieczór, lubię przesiadywać w Cafe Lamus albo w Lawendowej. Piękna jest starówka, ryneczek na Starym Mieście. Ciekawe rzeczy dzieją się w Teatrze Szekspirowskim, staram się tam też zachodzić.

 

Jeżeli ma Pani czas dla siebie, przerwę w muzykowaniu, co wówczas robi, jak spędza ten czas?


Staram się wyjeżdżać, ale nie pod kątem zawodowym (śmiech), choć nieczęsto to mi się zdarza. Na ogół pracuję i łączę ten wolny czas. W tym roku będę miała trzy tygodnie wolnego i rzeczywiście wyjeżdżam z przyjaciółmi, i tu dla mnie nowość – na te trzy tygodnie nie biorę instrumentów (śmiech). Ważne jest też, by znaleźć czas i dla rodziny, i dla przyjaciół.

 

 

Teatr Szekspirowski

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl