Najnowsze wydanie 34

 

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 34

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Euro-Went w rodzinnych rękach

KMArtphoto-MArtdizajn Puchar Wiezycy m2018-SL Mixy-MArtdizajn Euro-Went Magazyn Pomorski-3

Z inżynierem Jerzym Kortasem, prezesem zarządu Euro-Went spółka z o.o., rozmawia Paweł Janikowski

 

Zacznijmy od prezentacji firmy: czym się zajmuje? Co oferuje klientom?


Motto firmy brzmi: „Nie ma budynku bez fundamentu, a dobrej wentylacji i klimatyzacji bez Euro-Wentu. Przedmiotem naszej działalności są cztery grupy zagadnień: projektowanie instalacji, produkcja systemów i ich montaż, a także hurtowa sprzedaż elementów, osprzętów i urządzeń oraz przeglądy serwisowe, z profesjonalnym czyszczeniem instalacji kanałowej, wszystko to w branży wentylacji, klimatyzacji i instalacji kominowych.

 

KMArtphoto-MArtdizajn Puchar Wiezycy m2018-SL Mixy-MArtdizajn Euro-Went Magazyn Pomorski-11

 

Z jakich realizacji znana jest na Pomorzu?


Współpracujemy z takimi renomowanymi firmami budowlanymi i deweloperami jak: Allcon, Hossa, Inpro, Budros, Euro-Styl, Inwest Hel, Hemont ,PB Kokoszki i wiele innych. Wyposażamy budowane przez nich obiekty w systemy wentylacyjne, klimatyzacyjne i kominowe. To są solidni partnerzy. Ale zdarza się też trafiać na innych; niesolidnych, ale to margines, jak w każdej branży. Do największych naszych realizacji należą: Centrala Hestii w Sopocie, Centrum Rodzinne Witawa, Filharmonia Bałtycka w Gdańsku, Dom Zdrojowy w Jastarni, apartamentowce w Jastarni i Kątach Rybackich, Gdyni, Gdańsku i Wejherowie, Hotel Wolne Miasto, Hotel Hilton, stadiony w Gdyni i Gdańsku, biurowce w Gdyni na Łużyckiej i wiele, wiele innych. Teraz kończymy prace w 38 naziemnych kondygnacjach i trzy podziemne garaże – w biurowcu Olivia Business Centre w Gdańsku. Z tego rodzaju działalności osiągamy rocznie 18-20 mln zł sprzedaży.


Projektujcie te systemy?


Tak, ale nie wszystkie. Wielcy inwestorzy, deweloperzy i generalni wykonawcy zlecają nam do realizacji już gotowe rozwiązania. W portfelu naszych prac montażowych własne projekty stanowią około 10 procent.

 

Wszystkie elementy montowanych systemów produkujecie sami?


Też, ale niektóre specjalistyczne urządzenia sprowadzamy od renomowanych producentów z Polski, Niemiec, Austrii, Szwecji, Szwajcarii i Finlandii. Kiedy zaczynałem działalność kupując u tych producentów urządzenia, musiałem uiszczać przedpłaty. Dziś możemy często zamawiać telefonicznie i płacić dopiero po dostawie, bo mamy wyrobioną markę solidnego partnera. Nasza firma dba o terminowe płatności i chciałaby tego samego doświadczyć od wszystkich naszych odbiorców.

 

KMArtphoto-MArtdizajn Puchar Wiezycy m2018-SL Mixy-MArtdizajn Euro-Went Magazyn Pomorski-13

 

W Pana gabinecie widzę sporo laurów z konkursów i plebiscytów, wiele okolicznościowych gratulacji i podziękowań, certyfikaty. Gwarantujecie wysoką jakość, terminowość i kompleksowość usług – aż po serwis?


Tak. Nagromadziło się tego przez lata sporo. Dumni jesteśmy z certyfikatów Instytutu Nafty i Gazu na produkcję kominów stalowych oraz certyfikatu Instytutu Techniki Budowlanej na produkcję stalowych przewodów oddymiających. Mamy w dorobku też kilka własnych patentów i świadectw ochronnych Urzędu Patentowego oraz kilka licencji. Wszystko to sprawia, że utrzymujemy wysoką jakość naszej produkcji i montaży. To zaś zyskuje uznanie naszych klientów i instytucji oceniających nasz dorobek. Siedmiokrotnie Euro-Went był laureatem elitarnego konkursu Puls Biznesu, Pomorska Izba Rzemieślnicza Małych i Średnich Przedsiębiorstw przyznała nam kilkakrotnie I miejsce w kategorii firm średnich w pomorskim konkursie Firma z Przyszłością. Podczas IV Targów Instalacyjnych INSTAL-WAMA sięgnęliśmy po nagrodę główną. Jak pan zauważył, statuetek i dyplomów mamy sporo, a wszystkie cieszą. Do tego wiele listów z podziękowaniami klientów oraz gratulacyjnych od władz wojewódzkich i miejskich.

 

W jakich okolicznościach został Pan przedsiębiorcą? Co sprawiło, że postanowił Pan pójść „na swoje”?


Był rok 1994. Miałem bogate doświadczenie w branży wentylacyjnej, pracowałem wcześniej w Gdańskim Przedsiębiorstwie Instalacji Sanitarnych, gdzie byłem kierownikiem Zakładu Wentylacji, potem dwa lata na kontraktach w Niemczech, u Siemensa, Degusie i innych, a kiedy wróciłem do kraju przedsiębiorstwa państwowe były w rozsypce; postanowiłem założyć własną firmę, która będzie ostoją i miejscem realizacji dążeń i pragnień rodzinnego biznesu. Będąc w Niemczech już planowałem założenie rodzinnej firmy i w tym celu też kupiłem pierwsze maszyny.W tym okresie szereg dużych firm ulegało likwidacji lub upadłości, a ich pracownicy masowo przechodzili na wcześniejsze emerytury lub renty. Po powrocie i założeniu własnej firmy wynająłem jeden z obiektów po byłych Zakładach Mięsnych i skupiłem się na rekrutacji pracowników. Byli to głownie moi byli pracownicy, których przemiany społeczne rzuciły na wcześniejsze renty lub emerytury. Byli to doświadczeni i uczciwi fachowcy. Dlatego też w krótkim czasie spółka nasza szybko zdobyła uznanie na rynku instalatorskim. Mając załogę składającą się w dużym procencie z osób niepełnosprawnych, wystąpiłem o status Zakładu Pracy Chronionej, który w tamtych czasach dawał ulgi w podatkach klientom, którzy od nas kupowali. Trwało to kilkanaście lat. W miarę rozwoju firmy nie mogliśmy utrzyma 50% zatrudnienia osób niepełnosprawnych i ze statusu zrezygnowaliśmy. Duży procent naszych pracowników posiada - tak jak i ja - duże doświadczenie zawodowe nabyte w kraju oraz za granicą. Umożliwia to łatwiejsze nawiązywanie zagranicznych kontaktów. Obecnie eksport naszych wyrobów jest kilkuprocentowy, głównie do Szwecji, Niemiec i Rosji - do obwodu kaliningradzkiego.

 

KMArtphoto-MArtdizajn Puchar Wiezycy m2018-SL Mixy-MArtdizajn Euro-Went Magazyn Pomorski-20

 

Jak oceniał Pan wówczas popyt na tego rodzaju usługi?


Zarówno wtedy jak i teraz popyt teoretycznie jest duży. Teoretycznie, bo w praktyce bywa różnie. Jeśli w hali produkcyjnej czy szpitalu jest zimno, to trzeba włączyć ogrzewanie. Jest to dla użytkownika oczywiste. Ale kiedy jest zanieczyszczone powietrze? Często bywa tak, że nawet jeśli jest instalacja wentylacyjna, to się jej nie włącza. Dlaczego? Bo to pomaga zdrowiu lecz zużywa sporo prądu, albo z oszczędności nie jest serwisowana i nie oczyszcza powietrza, itp. Ważne, aby działała, gdy przyjdzie kontrola sanepidu lub PIP. Chociaż i te instytucje kontrolne patrzą na te niedostatki z dużym przymrużeniem oka. Na forum organizacji Pracodawcy Pomorza zainicjowałem spotkania z przedstawicielami tych służb. Przedstawiłem argumenty, sugerujące wnikliwszą kontrolę warunków w obiektach i pomieszczeniach. Ale nie spowodowało to widocznej poprawy. Kupiliśmy bardzo nowoczesne maszyny do czyszczenia instalacji wentylacyjnych. Mimo dużej reklamy i akcji uświadamiającej zagrożenie dla zdrowia, czym skutkują prace zabrudzonej instalacji wentylacyjnej dla szpitali, hoteli, centrów handlowych i zakładów produkcyjnych, na palcach jednej ręki mogę policzyć firmy, które skorzystały z takiej usługi. Przez dużą część inwestorów oraz użytkowników instalacje wentylacyjne i klimatyzacyjne traktowane są często jako zło konieczne, gdyż ich wiedza i świadomość w tych tak ważnych dla zdrowia sprawach jest zbyt mała.

 

Jaka była Pana wcześniejsza droga zawodowa?


Ja pracuję zawodowo już ponad 52 lata. Zaczynałem od stanowiska przy maszynie, a później dokształciłem się i awansowałem. Ukończyłem technikum i studia na Wydziale Techniczno-Mechanicznym Politechniki Gdańskiej oraz studia podyplomowe z zakresu organizacji i zarządzania przemysłem.W latach siedemdziesiątych byłem już naczelnikiem wydziału w Gdańskim Zjednoczeniu Budownictwa. Potem pracowałem w GPIS, następnie wyjechałem na kontrakt do Niemiec. Od 24 lat prowadzę Euro-Went.

 

Od czego Pan zaczynał „na swoim”?


Od uruchomienia własnego kapitału i własnej wiedzy, nielicznej załogi i wynajętej hali produkcyjnej w byłych Zakładach Mięsnych w Gdańsku. Po kilku latach kupiliśmy hektarową działkę przy ulicy Starogardzkiej 18 w Gdańsku, na której była wylęgarnia drobiu, a potem siedziba firmy transportowej. Zabudowania te zburzyliśmy i w tym miejscu zbudowaliśmy od podstaw nowoczesne obiekty na potrzeby firmy: trzy hale produkcyjne, magazyn wysokiego składowania i budynek administracyjno-socjalny. Częścią działki jest skarpa od strony północnej, nierówność; wykorzystaliśmy ją pod instalację fotowoltaniczną o mocy 40 kW, która zapewnia nam samowystarczalność energetyczną, a nadwyżki sprzedajemy do systemu krajowego firmie Energa, która kupuje od nas po 17 groszy za kWh, zaś odbiorcom sprzedaje wielokrotnie drożej, około 60 gr za kWh. Ale najważniejsze jest to, że własna, tania energia obniża nam koszty produkcji, co sprzyja konkurencyjności Euro-Wentu na rynku. Bo zyskowność w naszej branży maleje; niegdyś wynosiła 10-12, a teraz jedynie 2-8 procent. W pracach montażowych jest wyższa, w produkcji niższa.

 

Czy Euro-Went korzystał w rozwoju ze wsparcia środków unijnych?


Tak. Czterokrotnie. Pierwsza dotacja miała miejsce jeszcze w okresie przedakcesyjnym i przeznaczona była na komputeryzację firmy. Zawierała jednak bardzo ograniczające zastrzeżenie: sprzęt miał być kupowany z krajów unijnych. A w latach dziewięćdziesiątych co mogliśmy kupić w tym rejonie świata? Niewiele. Druga przeznaczona była na unowocześnienie parku maszynowego do produkcji. Trzecia na zwiększenie produkcyjności i wprowadzenie do produkcji nowych, przez nas opatentowanych wyrobów, tj.: nawiewników powietrza nowej generacji i kompensatorów długości stalowych kanałów oddymiających. Czwarta dotacja umożliwiła nam rozbudowanie hali produkcyjnej i zakup nowoczesnych, innowacyjnych obrabiarek sterowanych komputerowo. To był istotny zastrzyk finansowy, choć obarczony uciążliwą biurokracją i dużym bezwładem Agencji Rozwoju Pomorza.

 

 

 

Zarząd jest trzyosobowy, ale nazwisko jedno: Kortas...


Tak. Moi dwaj synowie – Mariusz i Sławomir – od kilkunastu lat towarzyszą mi w prowadzeniu i rozwijaniu firmy. Pierwszy jest odpowiedzialny za pion techniczno-produkcyjno-handlowy, drugi kieruje pionem logistyki i zaopatrzenia, a ostatnio został awansowany przez zarząd na dyrektora spółki. Zatrudniamy średnio 100–110 osób, w tym część niepełnosprawnych. Jest co robić, aby utrzymać i stale rozwijać własny potencjał produkcyjny.

Sukcesja jest więc zapewniona… Sporo przedsiębiorców na Pomorzu ma podobno z tym kłopoty; ojciec stworzył dobrze prosperującą firmę, ale dzieci mają inne zainteresowania lub plany życiowe...

 

Kiedy i czym zachęcił Pan synów do pracy w spółce?


Tak. Mogę spokojnie oddalić się na emeryturę… Ale droga synów do naszej firmy była nieprosta. Obydwaj po technikum zatrudnili się w przedsiębiorstwach obcych. Próbowali indywidualnych dróg. Rozumiem tę młodzieńczą chęć oderwania się od matecznika. Wiedzieli, że przy ojcu będzie ciężka harówka... Zachęcałem ich, ale nie namawiałem, a tym bardziej nie przymuszałem. Kiedy jednak doświadczyli niesolidności swoich pracodawców – sami zapytali o możliwość pracy ze mną. Na to czekałem… Obecnie większość udziałów w spółce rozdzieliłem już między synów. Jestem spokojny o przyszłość Euro-Wentu. Obaj są bardzo pracowici i zaangażowani w sprawy spółki. Jednocześnie boleję nad tym, że często cierpi na tym ich życie rodzinne. Pracując już w swojej firmie, uzupełnili wykształcenie, kończąc wyższe studia licencjackie, a następnie magisterskie.

 

Podobno kto się nie rozwija, ten się cofa... Nie wątpię, że Euro-Went ma plany rozwojowe. Jakie?


Chcemy zwiększyć produkcję elementów i urządzeń. Działka Euro -Wentu wyczerpała już pojemność inwestycyjną – dalszych nowych obiektów tu już nie zmieścimy. Nastawiamy się więc na uruchomienie drugiej zmiany produkcyjnej. Nie jest to łatwe, bo trzeba zwiększyć zatrudnienie. A o fachowców trudno na rynku. Zniszczono ustawowo szkolnictwo zawodowe, nastawiono się na edukację na poziomie politechnizacji, więc nie ma osób przygotowanych do pracy przy maszynach. Byłem w Norwegii, tam studia są finansowane przez państwo, ale na zasadach pożyczki. Student i jego rodzina podpisują cyrograf, że w przypadku porzucenia lub nieukończenia studiów student zwraca koszty edukacji. Wielu idzie więc najpierw do szkół zawodowych, pracuje, a potem ewentualnie uzupełnia wykształcenie, tak jak to zrobiłem ja i uczynili też moi synowie. To zdrowe podejście. W Polsce jest inaczej. Wielu absolwentów po studiach wyjeżdża z kraju, a koszty ich edukacji pokrywane są z naszych podatków. Jest to chore i demoralizujące! Ale wracając na nasz grunt; w sytuacji naszej firmy trzeba będzie przyuczać nowo zatrudnionych do pracy w naszej branży. To jest proces i to kosztuje, a niepewność utrzymania pracownika jest bardzo duża, bo najlepsi wyjeżdżają na zachód - obecnie głownie do Norwegii.

 

Skoro wyższe dochody daje montaż urządzeń, dlaczego rozwijacie produkcję?


Na rynku jest wiele firm montażowych, a więc większa konkurencja, co zmusza do obniżenia ceny. Producentów jest znacznie mniej. Tu widzimy lepsze szanse rozwojowe. Prócz Euro-Wentu, w północnej Polsce elementy i urządzenia wytwarza jedynie kilku poważnych producentów - dwie firmy niemieckie: w Koszalinie i Pile - bo wymaga to dużych środków finansowych na maszyny, które amortyzują się latami. Dla nas jest więc miejsce na rynku dla dalszego rozwoju produkcji i wyrobów.

 

Czy w sferze techniki, którą się zajmujecie, następują teraz jakieś rewolucyjne przemiany?


Obecnie nie. Przyspieszenie w naszej branży miało miejsce w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Teraz dokonują się pewne zmiany w technologiach i konstrukcjach osprzętu, ale trudno mówić o rewolucji, bo nasze systemy produkcyjne dogoniły zachodnie i teraz odbywa się zrównany rozwój.

 

Firma dobrze prosperuje. Czy angażujecie się w akcje charytatywne, sponsoringi i inne formy pomocy potrzebującym?


Systematycznie kilka lat temu sponsorowaliśmy oruński Dom Dziecka. Dziś on nie istnieje. Wspieramy Fundację „Pomóż i Ty” oraz inne pozarządowe organizacje charytatywne. Teraz przede wszystkim nastawiamy się na indywidualną pomoc osobom potrzebującym, które się do nas zgłaszają, oraz fundacjom, do których mamy ugruntowane zaufanie. Także naszym pracownikom. Potrzeb jest sporo. Sponsorujemy też pracownikom obozy rehabilitacyjne i karnety na imprezy sportowe

 

Czerpiąc z Pana wieloletniego doświadczenia, proszę powiedzieć, co decyduje o powodzeniu w biznesie?


Sądzę, że przede wszystkim sumienność, znajomość branży i wytrwałość w dążeniu do celu. Oczywiście ważna jest także wiedza i doświadczenie. Ale na drodze do sukcesu jest tyle zawirowań, że niezbędna jest determinacja i trochę szczęścia w podejmowaniu decyzji.

 

Po ponad pół wieku intensywnej pracy zawodowej, jak wyobraża Pan sobie życie emeryta?


Już od pewnego czasu zwolniłem tempo życia zawodowego, przyzwyczajam się do konsumpcji czasu wolnego. W pobliżu firmy wybudowałem dom, więc będę mógł do niej zaglądać. Synom ufam, wiem, że nie zrobią nic nieodpowiedniego, ale może moje doradztwo jeszcze się przyda. A czas wolny? Jestem wodniakiem, mam jacht morski i śródlądowy – będę pływał przy korzystnej pogodzie. No i podróże. Zjeździliśmy z żoną sporo świata, a teraz od trzech lat odwiedzamy różne zakątki Polski. Byliśmy już na krańcach wschodnich – od Gołdapi do Zamościa i Kazimierza Dolnego – i w Górach Świętokrzyskich. Teraz wybieramy się na krańce północne i zachodnie. A zimą na narty. Polska się zmienia; warto utrwalić sobie obraz tego procesu. Lubię też relaksować się czynnie na półhektarowej działce przydomowej.

 

Życzę Panu spokojnego i długiego stażu emerytalnego…

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl