Najnowsze wydanie 34

 

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 34

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Potrafię dzielić siebie na dwa światy...

IMG E1647

 

Rozmowa z Alicją Ciecholewską-Galikowską, członkiem zarządu w firmie Ciecholewski Wentylacje sp. z o.o.; prezesem zarządu w firmie Ciecholewski Wentylacje Montaż sp. z o.o., właścicielką Gabinetu Kosmetyki Profesjonalnej.

 

Kiedy uświadomiła sobie Pani, że chce robić jeszcze coś innego niż dotychczas?


Na pewno było to zaskoczenie. Potrzebowałam bodźców, żeby odkryć w sobie to, co mnie interesuje dodatkowo od dość dawna, potrzebowałam też sprzyjających warunków. Od wczesnej młodości byłam przygotowywana do mego pierwszego działania, pracy w firmie stworzonej przez mego ojca. Byłam wtłaczana w określone tory postępowania, sugerowano mi od wczesnych lat, co mogę i powinnam robić, przygotowywano mnie do zadań, które będę spełniać w przyszłości... Jeśli tak byłam wychowywana i kształtowana, to trochę siebie i swoje zamiłowania gdzieś pogubiłam po drodze.

 

Ważna tu jest też kwestia charakteru i czasu, w którym się dorasta. Dzisiaj na pewno jest inaczej niż te dwadzieścia parę lat temu, gdy miałam naście lat i kształtowano moją osobowość. Wtedy podporządkowywanie się wymogom domu, wydaje się, było normą. Ważne było to, w czym się wychowałam.

 

A jednak powolutku realizuje Pani swoje marzenia.


Powolutku. Nawet się zastanawiałam, czy nie mam przypadkiem za dużo lat, żeby cokolwiek zmieniać. A jednak postanowiłam czegoś nowego się nauczyć i otworzyć oczy na inne niż dotychczasowe doświadczenia. Zaczęłam nieśmiało, trochę ukradkiem, ale myślę, że teraz mam jeszcze pomysły na nowe działania w zupełnie innym kierunku niż dotychczas.

 

Rodzinna firma Ciecholewski Wentylacje to Pani miejsce od momentu ukończenia studiów. Ta firma ma renomę, jest rozpoznawalna w Polsce i w Europie.


To absolutna prawda. Miałam poczucie wewnętrznego przymusu, że muszę tu być i również wewnętrznej odpowiedzialności. Byłam niejako przypisana do firmy, którą stworzył mój ojciec. Zbudował ją od podstaw, to były lata wielkiego trudu i wielu wyrzeczeń. Wszystko to obserwowałam i częściowo w tym uczestniczyłam, więc jak mogłam się od tego odwrócić? Studiowałam i skończyłam zarządzanie w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu w Gdyni, a kilka lat temu zaczęłam kształcić się w zakresie kosmetologii – kursy, studia podyplomowe, ale w firmie Ciecholewski cały czas zajmuję się zarządzaniem.

 

Tak nagle ta kosmetologia?


Niezupełnie. Po ósmej klasie chciałam iść do Liceum Medycznego w Starogardzie Gdańskim, ale rodzice się nie zgodzili. Była tam tylko specjalność pielęgniarska i mama uznała, że to ciężki zawód, a ja nie zdaję sobie sprawy, co będę musiała w tym zawodzie robić. Ale to był mój pierwszy sygnał, że chciałabym działać prozdrowotnie. Do dzisiaj interesują mnie tematy medyczne. Poszerzam swoją wiedzę w tej dziedzinie. A branża urody, która teraz mnie fascynuje, wtedy jeszcze była nieznana na prowincji, na której mieszkam. Koźmin to niewielka miejscowość koło Skarszew i Starogardu Gdańskiego.

 

Trafiłam więc do ogólniaka, a potem na studia. Zdawałam też na psychologię, bo interesowała mnie osobowość człowieka, ale się nie dostałam. Więc skończyłam zarządzanie w Gdyni.

 

Ale wróćmy do spraw urody. Pamięta Pani, kiedy zrobiła pierwszy makijaż.


Tak, malowałam mego młodszego brata, który musiał poddawać się moim pomysłom. A siebie malowałam już jak miałam sześć lat. Brałam kosmetyki mamy, która całe życie robi sobie makijaż. Podbierałam też cioci pomadki. W mojej szkole nie wolno było się malować, więc ćwiczyłam tylko w domu. A sama tak naprawdę wymalowałam się dopiero po maturze, wtedy też mi mama na to pozwoliła. Teraz oczywiście jest inaczej. Widzę gimnazjalistki w pełnym makijażu.

 

Dzisiaj ma Pani gabinet kosmetyczny.


Prowadzę Gabinet Kosmetyki Profesjonalnej. Mam klientki i realizuję swoją pasję. Ale jestem też w firmie Ciecholewski Wentylacje Montaż. Jestem prezesem tej wydzielonej części firmy. I na razie nie mogę stąd odejść.

 

Dzieli Pani siebie na pół?


Tak. Potrafię dzielić na dwa światy. Wiem, jakie mam obowiązki w firmie i wiem, jak chcę realizować swą pasję. Lubię bardzo obserwować zadowolone kobiety, kiedy wychodzą z mego gabinetu. Zawsze kosmetyczne spotkanie zaczynam od rozmowy. Próbuję zrozumieć, jakie są oczekiwania mojej klientki, o czym myśli, co chciałaby ze sobą w moim gabinecie zrobić i jakie ma możliwości finansowe. To wszystko ważne. Lubię rozmawiać, stąd te moje ciągoty do psychologii. Lubię doradzać, potrafię słuchać. Marzą mi się działania wokół doradztwa wizerunkowego. Powoli się do tego również przygotowuję. Wiem, że cześć kobiet tego naprawdę potrzebuje. Szczególnie chciałabym pomagać kobietom, które myślą albo mówią: „mnie to już nic nie pomoże”. Wtedy wiem, że mogłabym spróbować pomóc. Te panie najczęściej nie mają czasu dla siebie, zajmują się dziećmi, domem, nigdzie nie bywają i boją się, czy dałyby radę w nowej sytuacji. Zależy mi, żeby w nich paniach obudzić naturalną potrzebę poczucia własnej wartości, niezależnie od tzw. czynników, które im w tym odnajdowaniu własnej wartości przeszkadzają.

 

A więc to nie tylko makijaż...


Moje klientki chcą wracać do mnie, to mnie naprawdę cieszy, więc jest jakaś szansa. Staram się wyczuć, czego dana osoba oczekuje. Nie lubię działać schematycznie, staram się do każdej z pań podejść indywidualnie. Schematy mnie irytują, poszukiwanie jest moją dewizą. Nawet w rozmowie szukam specyficznych tematów, interesujących przychodzące do mnie osoby. Myślę zawsze o tym, jak ja bym chciała, żeby ktoś do mnie podszedł i ze mną rozmawiał. I tak staram się nawiązywać relacje z klientkami.


Koźmin to nie jest duża miejscowość.


Fakt, ale miałam też klientki z okolic i nawet z Gdańska. Marketing szeptany zadziałał.

 

Ma Pani wizję swojej działalności za lat dziesięć?


Tak. Prowadzę Centrum Urody i Dobrego Życia pełną parą. Mam współpracowników. Poświęcam się więcej tej pracy. Mam już dorosłe dziecko. Może będą już za mną pewne rzeczy, których się boję, może będę już wolna od wielu problemów, które są jeszcze wokół mnie. I myślę, że działać już będę bez lęku.

 

Krystyna Janda śpiewała o kobietach na zakręcie, każda z nas pewnie takie zakręty przeżywa.


Tak myślę. Wtedy stawia się nowe kroki w innym miejscu. Moja przestrzeń centrum dobrego życia będzie w jasnych kolorach, bez przeładowania, bo to może dawać nam jasność umysłu i poczucie błogości.

 

Pani ojciec, twórca firmy Ciecholewski Wentylacje mówił mi, że jest dumny z Pani pomysłów i pasji.


A mnie nie mówił. Może obcym łatwiej jest coś powiedzieć, ale mój ojciec przez całe życie podkreślał, że to co zrobił, to zrobił dla dzieci. A jestem ja i mój brat.

 

Tak naprawdę, gdybym chciała się przebranżowić, to musiałbym opuścić to miejsce, zmienić miejsce zamieszkania, życia. A to już nie jest takie proste. Mam męża, mam dziecko... nie mogę myśleć tylko o sobie. Syn był i jest najważniejszy, jego szkoła, zainteresowania, kiedyś klarnet, teraz zespól teatralny i klejone modele. Mąż pracuje też tutaj i prowadzi własną działalność związaną z transportem i jest związany z firmą Ciecholewski Wentylacje. Ma bardzo wiele pracy. Więc muszę tak organizować nasze życie, żeby syn nigdy nie był sam. Mogę więc sobie pomarzyć o swojej przyszłości, bo to miłe, ale życie jest życiem. Wszystkie role, które pełni kobieta w domu i pracy powinny być w równowadze: trzeba pracować, to oczywiste i być – jak to się dzisiaj mówi – kobietą sukcesu, trzeba być matką i trzeba być żoną. Trzeba oczywiście szukać szczęścia, spełnienia, ale i spokoju. To wcale nie jest proste.

 

Pani syn to wielka miłość Pani ojca.


To prawda, ma 12 lat, pasjonuje go II wojna światowa i modele różnych pojazdów bojowych z tego okresu, Klei je z małych elementów, maluje i wszystkie pokazuje dziadkowi. Bardzo liczy się z opinią dziadka.

 

A co chciałaby Pani zrealizować w najbliższym czasie?


Chciałabym, by na terenie naszego zakładu była placówka służby zdrowia, gdzie moglibyśmy prozdrowotnie wspomagać pracowników, których w naszej firmie jest 480. Marzy mi się takie działanie dla dobra społecznego.

 

Dziękuję za spotkanie i życzę realizacji zamierzeń.

 

IMG E1671
Alina Kietrys

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl