Najnowsze wydanie 36

 

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 36 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Zrobiłbym jeszcze... rakietę

CSPI2241

 

Rozmowa ze Zbigniewem Ciecholewskim, prezesem Ciecholewski-Wentylacje sp. z o.o., laureatem Laureatów Orła Pomorskiego

 

Zaskoczyła Pana owacja na stojąco przy wręczaniu tegorocznej statuetki Orła Pomorskiego w kategorii Laureat Laureatów. Był Pan wyraźnie poruszony tym niespodziewanym aplauzem.


Tak, nie ukrywam. To było zaskakujące – ciepłe i życzliwe przyjęcie, a potem tyle dobrych słów pod moim i firmy adresem. Wzruszyłem się, bo właściwie całe życie pracowałem nie dla zaszczytów, a dla firmy, którą udało mi się stworzyć. Jestem dumny z tego co zrobiłem, ponieważ zaczynałem od zera.

 

Ma Pan uzasadnione powody do dumy. Firma imponująca, pięknie położona we wsi Koźmin nieopodal Skarszew. Niezwykle starannie zagospodarowany teren, zielono tu i pięknie mimo grudniowej aury...
Stworzenie takiego właśnie otoczenia było moim marzeniem, zależało mi bardzo, by było ładnie, by pracownicy czuli się w tym otoczeniu dobrze, stąd troska o małą architekturę i zieleń. Chciałem, żeby firma była wręcz utopiona w zieleni. Zresztą mój syn z synową mają podobne podejście do małej architektury i zieleni, więc działamy wspólnie.

 

Oczywiście najważniejsza jest firma. Musiałem być konsekwentny i uparty. Nie było to łatwe. Wszystko odbywało się ewolucyjnie. W latach 70. Gierek rzucił hasło: „zielone światło dla rzemiosła”. Wtedy pracowałem w Gdyni, w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Instalacji Sanitarnych, byłem instruktorem. Pomyślałem wówczas, że pora na moje własne działanie. I postanowiłem wrócić do siebie, do rodzinnej miejscowości i zacząć coś robić na własną rękę. Tereny tutaj są naprawdę piękne i mało jeszcze znane, z historyczną przeszłością. Pogódki – wieś sąsiednia jest wymieniana już w XII wieku, kiedy wróciłem do niewielkiej wsi Koźmin, nie było niczego, co przypominałoby choć trochę dzisiejszy wygląd mojej miejscowości.


A więc wrócił Pan do siebie...


Tak. To co zrobiłem na początku już nie istnieje. Było to niewielkie pomieszczenie, w którym była ślusarnia. Pierwsze narzędzia robiłem sam: zaginarkę, przecinarkę do stali. Na początku bardzo ciężko było się przebić, na szczęście miałem jakieś kontakty. Prowadziłem działania w zależności od potrzeb klientów. W drugiej połowie lat 70. powstała firma o nazwie Klimawent, zatrudniała dwie osoby. W tamtych czasach wentylacja pomieszczeń to była biała plama, nikogo te problemy tak naprawdę nie obchodziły. Może trochę walczyły o to szpitale i zakłady pracy, gdzie była intensywnie używana chemia. Generalnie były to prymitywne, źle funkcjonujące urządzenia. Ja się zawziąłem i powoli inwestowałem w swoją, wtedy jeszcze małą, firmę. Każdy zarobiony grosz wkładałem w nowe maszyny. Moja żona Maria bardzo sprzyjała tym działaniom. To ona często mówiła, że w perspektywie to się opłaci, potrafiła pocieszyć i wesprzeć. Mówiliśmy tym samym głosem, żona powtarzała „uda się”, więc szło do przodu. Ta wiara była mi bardzo potrzebna, niosła mnie…

 

Żona na chwilę zajrzała do nas... To miłe.


Jesteśmy już 41 lat małżeństwem, a firmę mam 40 lat. Moja choroba w ostatnim czasie pokrzyżowała jubileuszowe plany, które chciałem zrealizować w firmie. Ale zrobię ten jubileusz, bo jesteśmy teraz firmą znaną w Europie. Ciecholewski – Wentylacje sp.z o.o to marka i ludziom, którzy ze mną pracują, ten jubileusz się należy.

 

Wie pani, jak przyjeżdża do nas klient z Europy, przejdzie się po firmie, porozmawia z moimi inżynierami, obejrzy certyfikaty, a mamy wszystkie najważniejsze, dopuszczenia spawalnicze najwyższej klasy, to wiem, że będzie kolejne zamówienie i nowa robota. Jesteśmy specjalistami od produkcji systemów i urządzeń wentylacyjnych, sprzedajemy pond 2,5 tysiąca wyrobów różnego rodzaju na rynku krajowym i europejskim, a 60 procent naszych towarów idzie na eksport.

 

Ma Pan specyficzną filozofię pracy.


To dlatego, że na początku sam wszystko robiłem, fizycznie ciężko pracowałem i słuchałem, co mówił do mnie mój ojciec Teofil Ciecholewski. On był majsterkowiczem i  z kolegą we wsi Kobyle, niedaleko stąd, otworzył kuźnię, to się nie podobało w tamtym czasie służbom – UB. Skasowali prywatną inicjatywę. Ojciec potem pracował na państwowej posadzie. Był to człowiek tzw. złota rączka. Potrafił zrobić prawie wszystko, metal, drewno obrobić. Podglądałem jego pracę i stale sam się uczyłem. Miałem taką żyłkę (smykałkę), byłem ciągle ciekawy. Czego to ja wtedy nie robiłem... Jakieś nietypowe projekty, pamiętam że kiedy nikt nie chciał się czegoś podjąć, to ludzie przychodzili do mnie. I my to robiliśmy, często ręcznie obrabiając. I na tych nietypowych umiejętnościach firma się wykreowała. Sam z pasją dochodziłem do wielu rozwiązań, bo to największa przyjemność. Oczywiście bardzo dużo też czytałem, szukałem najnowszych trendów. Dyskutowałem potem już z moją kadrą techniczną, to było niezwykle pouczające i cały czas chciałem modernizować firmę. Dzisiaj jestem dumny z nowych linii technologicznych i z całej firmy. Pracujemy tutaj, na tej niewielkiej wsi, na tych samych liniach technologicznych co Niemcy, Francuzi, Szwedzi, Duńczycy, Finowie, Norwegowie, Szwajcarzy. To są nasi partnerzy, więc jest z czego się cieszyć.

 

Kiedy zaczął się dobry czas dla Pana firmy?


Przełomem był rok 1989 i wtedy zaczął się prawdziwy rozwój firmy, rozpoczęły się działania łączone: prywatne firmy współdziałały z państwowymi. I kontrakty wtedy zaczęły się sypać jak z rękawa. Okazało się, że wentylacja jest nieodzowna w bardzo wielu działaniach i obiektach. Kiedy pojawiły się duże kontrakty pod koniec lat 90. takie jak szpitale, kampus uniwersytecki, firma rosła w oczach. Choćby w szpitalu w Kościerzynie robiliśmy nie tylko wentylację, ale i prace grawitacyjne, wyposażenie pralni, stołówki. Robiliśmy kompleksową instalację wentylacji mechanicznej na Wydziale Prawa i Administracji UG, prowadziliśmy prace w Stoczni Północnej. W Polpharmie Starogard Gdański jesteśmy obecni od początku prywatyzacji i modernizacji firmy. Teraz przy produkcji leku każda sekunda jest monitorowana, pracowaliśmy w Destylarni Sobieski, przy nowej siedzibie grupy Lotos, w Bydgoszczy w Filofarmie, w firmie Bioton SA, pracowaliśmy przy rozbudowie Centrum Handlowego IKEA. Robiliśmy też instalację wentylacji tunelu pod Martwą Wisłą i na stadionie PGE Arena, w Gdańskim Parku Technologicznym nasze prace trwają nadal, robiliśmy instalacje wentylacji dla Baby Struckhausen GmbH – to niemiecki zakład produkcji mleka – i jeszcze w wielu innych firmach świadczyliśmy usługi, robiliśmy klimatyzacje i systemy powietrzne klinik pod Monachium i w Hamburgu, elementy wentylacyjno-klimatyzacyjne dla platform wiertniczych w Skandynawii, elementy do systemów klimatyzacji i wentylacji razem z montażem dla statków i okrętów: czterech wycieczkowców typu Aida, takich dla sześciu tysięcy pasażerów i dla korwety Marynarki Polskiej, i dla korwet niemieckich. Aktualnie robimy prace wentylacyjno-montażowe na ośmiu wycieczkowcach w Niemczech i na trzech w Finlandii, dostarczamy kompleksowo prefabrykację na statek typu RO-PAX, czyli prom samochodowo-osobowy o nazwie NB771 dla armatora Irish Ferries w Gdyni.

 

Policzyłam tylko te główne realizacje Pana firmy i było ich ponad sto od końca lat 90. Pracowaliście również przy niezwykłym obiekcie – Elbphilharmonie w Hamburgu, w której sala może pomieścić ponad dwa tysiące osób.


Tak. Nieprzeciętne wyzwanie i ważne doświadczenie. Przy tej inwestycji było sporo niespodzianek architektonicznych. Filharmonia w Hamburgu zbudowana została w miejscu starego spichlerza, potem magazynu specjalnie zmodernizowanego, o ciekawej architekturze. Nasze działania były specyficzne i wymagały specjalnego potraktowania oraz stworzenia nowych technologii. Ostatecznie całe zadanie okazało się sukcesem. Warto pamiętać, że dzisiaj instalacje wentylacji to są fabryki obróbki powietrza, bardzo skomplikowane.

Możemy podać powietrze sterylne, idealnie czyste, wolne od bakterii szczególnie ważne w farmacji i przemyśle spożywczym, możemy podać powietrze ciepłe osuszone, możemy schłodzić powietrze. To wszystko dzięki bardzo rozbudowanej automatyce, która daje takie możliwości obróbki powietrza. Do tego potrzebna jest fachowa kadra i ona jest w naszej firmie. Pracuje u nas kilkunastu inżynierów po Politechnice Gdańskiej, pracują ekonomiści, absolwenci Uniwersytetu Gdańskiego, mamy nowe biuro w Olivia Biznes Center, przyjmujemy studentów PG na staże, jeździmy na targi, w 2018 roku wystawimy się w Warszawie na ekspozycji „Polska Wentylacja” z nową ofertą.

 

Wspierają Pana w firmie syn Robert, absolwent Politechniki Poznańskiej, i córka Alicja po WSAiB w Gdyni.


Syn jest właścicielem firmy Vent Ship Marine Ventilation &Technology, która specjalizuje się w pracach na statkach, córka prowadzi spółkę Ciecholewski – Wentylacje Montaż, dodatkową jej pasją jest kosmetologia i także w tej dziedzinie odnosi sukcesy. Cieszy fakt, że moje dzieci podchodzą do wykonywanych zadań profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem.

 

Mimo poważnej choroby nie ustaje Pan w aktywności zawodowej.


Nie. Od roku przestawiamy technologię na typową wielką produkcję. Zamierzamy postawić nowy, duży i funkcjonalny magazyn pod dachem. Wtedy nasz klient otrzyma towar w ciągu 24-48 godzin albo od ręki, ponieważ wentylacja się unifikuje.

 

Działamy również jako firma w programie społeczno-gospodarczym „Energia z Bałtyku dla Polski 2025”, który powstaje dzięki działalności sygnatariuszy i sympatyków Porozumienia Polskiego Przemysłu Energetyki Morskiej. To ważne przedsięwzięcie na rzecz energetyki zrównoważonej. Zajmujemy się też techniką wiatrową w europejskim stowarzyszeniu, jesteśmy jedną z 12 firm – członków założycieli tego stowarzyszenia. Planów więc mam wiele, ważne by zdrowia i sił wystarczyło.

 

W imieniu „Magazynu Pomorskiego” życzę dużo zdrowia, energii i udanych realizacji.


Dziękuję. Mając dobrze przygotowaną załogę zrobimy jeszcze dużo ciekawych rzeczy w branży wentylacyjnej i nie tylko. Tak sobie myślę, że razem w przyszłości możemy zrobić nawet… rakietę :).

 

Na łamach „Magazynu Pomorskiego” pragnę podziękować wszystkim pracownikom za pracę i zaangażowanie na rzecz rozwoju firmy.

 

Proszę budować. Dziękuję za rozmowę i gratuluję jeszcze raz tytułu Laureta Laureatów w tegorocznej XIV edycji przyznawania statuetek Orła Pomorskiego.

 

20170831-DJI 0274

 

 

20170831-Y87B9578

 

20170831-Y87B9499

 

20170831-DJI 0146

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl