Najnowsze wydanie 32

 

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 32

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Firma to moje życie i radość...

 MG 3086

 

Z Izabellą Odejewską, współwłaścicielką Canpolu, laureatką Orła Pomorskiego, rozmawia Alina Kietrys

 

Jak się odnosi sukces w dzisiejszych czasach?


Nie lubię słowa sukces, ludzie różnie sukces definiują. Nie nadużywałabym tego słowa, bo sukces może mieć różne oblicza, ponieważ to co dla mnie jest sukcesem, dla kogoś będzie porażką, a nawet klęską. Wolałabym rozmawiać o spełnieniu w biznesie, o zadowoleniu, o satysfakcji, o przyjemności robienia biznesu, o radości z udanych przedsięwzięć. Jak się do tego dochodzi? Myślę, że nie od razu. Potrzeba dojrzałości, złych i  dobrych doświadczeń... bardzo wiele zależy od tego, jak my się zmieniamy.

 

A pamięta Pani początki swojej biznesowej samodzielności?


Tak, dokładnie pamiętam i pamiętam, jak moja mama cierpiała patrząc na mnie, na to jakim staję się człowiekiem zarządzającym ludźmi. To był czas, gdy się uczyłam, jak zarządzać firmą, jak rozmawiać z pracownikami. To nie był najlepszy okres.

 

Dlaczego? Bo tamto mnie przerastało, ja tego nie umiałam i nie rozumiałam, jakie popełniam błędy. Walczyłam o przetrwanie jako pseudoszef. Te błędy wynikały z niepewności. I choć odnosiłam sukces finansowy, nie był to sukces w firmie.

 

To było więcej niż 25 lat temu...


Tak, zdecydowanie. Zaraz po studiach na Politechnice Gdańskiej, czyli ponad 30 lat temu. Dyplom na PG obroniłam w kwietniu 1986 roku, w grudniu tegoż roku urodziłam syna.
A Stacja Canpol, na której jesteśmy, powstała 25 lat temu. Przypominają o tym dwa świerki, które właściciele firmy posadzili w 1991 roku, dając początek firmy w Sieroczynie koło Człuchowa. Te drzewa symbolizują nasz rozwój i silne korzenie.

 

A dlaczego osadzili Państwo firmę koło Człuchowa?


Jestem gdynianką z urodzenia, poznałam męża na Politechnice Gdańskiej, po studiach przenieśliśmy się tutaj, bo rodzina mego męża mieszkała w Chojnicach. Wkrótce uruchomiliśmy nasz pierwszy biznes, sprzedaż zapiekanek w przyczepie kempingowej. Potem kolejne etapy pracy zawodowej pozwoliły nam myśleć o czymś większym. Pomysł zbudowania stacji paliw wymagał dobrej lokalizacji, a w Człuchowie wójt gminy sprzyjał młodym inwestorom. Kupiliśmy ziemię od rolnika razem z kuzynem, który jest cały czas w spółce. Więc to miejsce jest przez przypadek, ale w efekcie szczęśliwy, choć pierwsze pięć lat to była walka o przetrwanie.

 

Gdy organizowaliśmy firmę, to twórcą bardziej był mój mąż. On był wizjonerem i niezwykle mądrym człowiekiem, miał nieprawdopodobny instynkt twórczy. Natomiast nie potrafił zarządzać, nie potrafił opiekować się, ciągle brakowało mu czasu. Zresztą to były według niego mniej istotne elementy w tworzeniu firmy. Więc ja się tym zajmowałam i byłam coraz lepsza.

 

Ale w pewnym momencie los podjął za Panią decyzję. Została Pani po śmierci męża sama i trzeba było sobie ze wszystkim poradzić.


Zostałam sama cztery lata temu, w jednej chwili poczułam, że nie potrafię niczego. Stałam się zagubionym, bezradnym, niepewnym człowiekiem, myślałam, że nie sprostam nowemu wyzwaniu. Zabrakło mi wsparcia męża i jego siły, pomimo że wcześniej zarządzałam całą firmą i wiedziałam o niej prawie wszystko. Przyznaję, że wtedy ważną osobą w moim życiu stała się nieznana mi osobiście kobieta, Mary Barra – dyrektor zarządzający firmą General Motors i poniekąd też firmą Opel. Mary Barra stała się dla mnie przewodniczką. Została dyrektorem w General Motors w 2014 roku. Przejęła firmę zarządzaną wcześniej wyłącznie przez mężczyzn w najtrudniejszym okresie dla General Motors i poradziła sobie genialnie. I choć trudno w to uwierzyć, ale ta kobieta dała mi siłę w okresie największego zwątpienia.
Po roku pracy zrobiłam analizę wyników firmy i  powiedziałam sobie: „jesteś dobra!”. To był przełomowy moment.

 

Triumf szefowej-kobiety?


Tak, to jest ważne dla nas kobiet, niestety mamy z tym problemy. Zresztą otrzymanego w ubiegłym roku od „Magazynu Pomorskiego” Orła Pomorskiego dedykowałam wszystkim kobietom w biznesie, które codziennie z poczuciem winy, tak jak ja, podejmują dziesiątki decyzji, walcząc o to, by pozostać w każdej sytuacji najlepszą córką, żoną, matką i szefem, często zapominając o sobie. Dedykowałam też tego Pomorskiego Orła największemu mojemu Orłowi, mojej Mamie Adaminie.

 

A dzisiaj – tak mi się wydaje – tworzenie, zarządzanie, szukanie nowych wyzwań jest Pani pasją.


Na pewno, bo chodzi mi o to, by nie robić ciągle tego samego. Szukam nowych, niestandardowych rzeczy i rozwiązań i odnajduję się w nich. Uwielbiam obserwować, analizować, wyciągać wnioski... Tworzenie jest piękne, a opieka nad tym, co się tworzy, jest jeszcze piękniejsza. Ja jestem opiekunką.

 

Teraz syn działa z Panią w Canpolu.


Syn od wielu już lat prowadzi własną działalność w Canpolu, stworzył jeden z piękniejszych torów kartingowych w Polsce. Od trzech lat konsekwentnie buduje park rozrywki. To jest nowy kierunek dla Canpolu. Spółka posiada zaplecze 40 hektarów do wykorzystania, więc jest co robić.

 

Cieszę się, że mój syn może ze swoimi pomysłami inaczej startować, niż było to w moim i męża przypadku. Przypominam sobie pierwszy transport pustaków pod stację paliw, ponad 30 lat temu. Dostałam wówczas specjalne rękawice i... do roboty, bo na rozładunek nie było pieniędzy.


Do dzisiaj robi Pani wiele rzeczy sama. Zdążyłam zaobserwować.


To jest moje przywiązanie do firmy, do ziemi, na której firma stoi. Dla mnie wszystko jest tutaj ważne, firma to moje życie i radość.

 

Ma Pani stałych klientów, którzy specjalnie zajeżdżają do Canpolu, na przykład do restauracji.


To prawda, przyjeżdżają na nasze tradycyjne pierogi, żurek, kaczkę albo ciasta według cudownych domowych receptur. Klienci przyjeżdżają po smaki naszej kuchni, która często przypomina im smaki dzieciństwa. Restauracja opiera się na tradycyjnych przepisach mojej mamy, teściowej, przepisach mamy wspólnika. Pozbieraliśmy różne przepisy od rodziny i  pielęgnujemy je do dziś. Nasze rogaliki z wiśniami z przepisu mojej teściowej wpisane zostały na ministerialną listę wyrobów tradycyjnych. Zawsze podkreślam, że ojcem chrzestnym Canpolu jest Antoni Odejewski – mój teść, największy piekarz w Chojnicach, który piekł najlepszy na świecie chleb. Rodzice nas zawsze wspierali.

 

Podkreśla Pani, że Canpol to nie stacja paliw, a kompleks różnorodnych działań, usług i pomysłów aktywności.


Obecnie Canpol to także salon sprzedaży samochodów marki Opel, salon motorów Kawasaki i Romet, blacharnia-lakiernia, duża restauracja, hotel, sklep z markową odzieżą, stacja benzynowa z myjnią samochodową, tor kartingowy, park rozrywki, galeria sztuki.

 

Wiec jednego jestem pewna; Canpol to nie jest tylko stacja paliw!


Canpol to również ludzie, którzy wraz ze mną tworzą go od lat, to 150 pracowników, mój wspólnik Zdzisław i jego żona Elżbieta – osoby, bez których nie byłoby to wszystko możliwe.

 

Aby to wszystko osiągnąć, konieczne było dokształcanie.


Najważniejszą decyzją w moim życiu zawodowym, która pozwoliła mi w pełni samodzielnie zarządzać firmą i przetrwać, było podjęcie studiów MBA w 2006 roku w Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów. Zawsze byłam pracowita, dokładna, konsekwentna, systematyczna, obowiązkowa, miałam intuicję, ale nie posiadałam stuprocentowych, udokumentowanych kompetencji do zarządzania firmą. Studia MBA to dwa lata ciężkiej pracy, walki z samą sobą, ale WARTO, proszę mi wierzyć, warto było.

 

Tam poznałam strategię „błękitnych oceanów”, czyli tworzenie przestrzeni zupełnie unikatowej bez wściekłej konkurencji. I tej strategii jestem wierna do dziś.

 

Stąd pomysł na ogród zoologiczny w Canpolu w Człuchowie?


To był przypadek. Zaczęło się od łani jelenia Barbary, z którą przyszedł gospodarz ze wsi. Barbara była oswojona i kochała ludzi. Potem pojawił się Kubuś, koziołek, który nie lubił mężczyzn. Potem daniele, sarny, zebry, kangury… Obecnie w naszym ogrodzie przebywa około 200 mieszkańców 70 zwierzęcych gatunków. Jesteśmy dumni z naszych lwów (Aleksandra i Ethany) i z tygrysa syberyjskiego Tascana, uwielbiamy Tosię, hipopotama karłowatego. Kochamy małpki, surykatki, pelikany…

 

Nasz ogród jest wpisany w europejski program ochrony żubra, dlatego możemy się pochwalić kolejnymi narodzinami małych żubrzątek. Nasze piękne żubry Pompik i Podlotka dochowały się drugiego już potomka. Od miesiąca na wybiegu bawią się dwie dziewczynki: Pocanpolka i Poczłuchowianka. Chcę powiedzieć, że wiele zawdzięczamy panu Michałowi Targowskiemu, dyrektorowi zoo w Oliwie. Wieloletnia przyjaźń, pomoc i wsparcie były bezcenne i za to wszystko bardzo dziękujemy.

 

Napisała Pani, przy współpracy z Magdą Witkiewicz, książeczkę dla dzieci o swoich zwierzakach zatytułowaną „Baśniowy świat Canpolu”.


Tak, bo chciałam, aby dzieci poznały historie życia mieszkańców naszego ogrodu. Narratorem jest lew Aleksander, król Canpolu. „Baśniowy świat” to książka, która w poetyckich strofach poszerza wiedzę o zwierzętach.

 

Pani nie ukrywa, że kocha to, co robi.


To prawda, jestem uczuciowa i kocham moją firmę, ona to czuje i odwzajemnia się. To wielki przywilej w życiu robić to co się kocha. Żyję z pasją tworzenia.

 

Dziękuje za rozmowę, gratuluję sukcesów, wielu nagród i wyróżnień oraz życzę następnego dobrego roku.


Dziękuję i składam świąteczne życzenia Czytelnikom i Redakcji „Magazynu Pomorskiego”.

 

zdj główne

 

1

 

kawasaki jako zdjęcie na str. gł

 

21

 

opel 1

 

FRDA0044

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl