Najnowsze wydanie 29

 


okladka online magazyn pomorski 29

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Lubię być królową kwiatów...

Zdj. Justyna

 

Z inż. Justyną Kaletą z Centrum Ogrodniczego „Justyna” rozmawia Alina Kietrys

 

Jest Pani wyrocznią dla wielu miłośników ogrodów, zieleni. Skąd to zamiłowanie do ogrodnictwa. Rodzinne?


Zdecydowanie tak. Miłość do roślin, zieleni wyniosłam z rodzinnych tradycji. Zawsze moja rodzina pracowała na ziemi, ja się wychowałam w gospodarstwie – w zaścianku moich wspaniałych dziadków: Juliana i Julianny. W tym domu był ogromny szacunek do ziemi i do przyrody, każdy pająk na ścieżce był ważny i miał swoje życie, tak jak każda jaskółka. Jeśli ptak trafił do nas z chorym skrzydłem, był opatrywany.

 

Dom dziadków wpłynął na Pani dalsze losy?


Zdecydowanie tak. Wiedziałam, że chcę żyć zgodnie z przyrodą, szanować świat, który mnie otacza. Dziadkowie hodowali też konie i robili to z wielką miłością i znawstwem. To naturalne, że chłonęłam to wszystko, co dla nich było ważne. Potem jeździłam do nich na sielskie wakacje. Mój ojciec też oczywiście miał wpływ na moje wybory. Był po wojnie jednym z pierwszych ogrodników w Gdańsku, tworzył to „zielone zagłębie” na Oruni, więc miałam w genach tę miłość do roślin. Ojciec też wspierał mnie swoją wiedzą. A potem skończyłam Technikum Ogrodnicze w Pruszczu Gdańskim i jestem niezwykle wdzięczna tym wszystkim wychowawcom i pedagogom, którzy dołożyli cegiełkę do mojego rozwoju zawodowego. Do dzisiaj spotykam się z tymi ludźmi i współpracuję z nimi. Tworzymy z kilkoma osobami taki sztab absolwentów tego technikum. W ubiegłym roku w maju był niezwykły zjazd z okazji 75-lecia szkoły. Przyjechało sześćset osób i wiele opowiadało o swoich firmach i o swoich sukcesach. Mój syn Julian również uczestniczył w zjeździe jako absolwent – organizator. Kiedy kończył technikalny agrobiznes, zbudował przed głównym gmachem szkoły jako pracę dyplomową ogród japoński. Ogród istnieje po dziś dzień jako praca zespołowa wielu absolwentów z różnych roczników, o czym informuje tablica pamiątkowa. Wielu uczniów ze szkoły w Pruszczu odbywało w moim centrum ogrodniczym praktykę. Córka jest architektem krajobrazu. Więc wszyscy jesteśmy zawodowo blisko siebie.

 

Pani gospodarstwo to powód do dumy.


Oczywiście, jest to moja chluba. Tyle lat w tym zawodzie i tyle świetnych doświadczeń i kontaktów z ludźmi. Osiągnęłam to co ważne, skończyłam Akademię Rolniczą i studia podyplomowe z zarządzania, kształciłam się latami, zorganizowałam przedsiębiorstwo, a teraz tę moją wiedzę przekazuję innym. To powód do dumy. Mówią o mnie „królowa kwiatów” – to miłe oczywiście, ale też mobilizujące do jak najlepszego działania. I otaczam się jak najpiękniejszymi roślinami. One są częścią mojej rodziny roślinnej – przemawiają do mnie i dają radość życia, a poza tym uważam, że rośliny czują. Rośliny przemawiają do nas bez słów i oddziałują na nas swoją dobrocią, dają odpoczynek i wyciszają nasze emocje. Nawet najmniejszy ogródek, grządka, balkon, to już jest nasze dobro. To jest nasze sanatorium, choćby tylko na godzinę w ogrodzie, na balkonie czy w parku. Jaka radość, jak coś nowego zakwitnie, pojawią się nowe barwy. A ja chętnie doradzam. Lubię to robić. Mam swoją ławeczkę pod mandarynką czy oliwką i tam siadam i rozmawiam z ludźmi, którzy pytają, jak najlepiej zorganizować swój ogród. Zależy mi, by ci, którzy przychodzą do mojej firmy zyskali tu poczucie, że wszystko jest zrobione z myślą o nich. Kocham Gdańsk i zleży mi, żeby nasze miasto było naprawdę urokliwe, pełne kwiatów i zieleni. A więc wszyscy, którzy dbają o swoje balkony i ogrody, też są miłośnikami urody naszego miasta.

Ludzie sadzą rośliny, które kochają, albo takie o których marzą, albo i takie, którymi chcą konkurować z sąsiadami...


Obojętnie z jakich powodów dbają o swoje ogrody. Nawet jeśli chcą rywalizować, to też dobrze. Ja mam taką filozofię, że niczego nie wyrzucam ze swego ogrodu, każda roślina, każde drzewo, krzew są dla mnie ważne. I zawsze znajdę chętnego, który przygarnie moją roślinkę. Mówię o tych roślinach, które nie idą do sprzedaży, bo są mniej imponujące, albo trochę uszkodzone i ja je wtedy rozdaję w dobre ręce. Ludzie czasami po latach przyjeżdżają i opowiadają mi o tych „przygarniętych” roślinach. A ja się wtedy czuję taka spełniona i szczęśliwa.


Czy ma Pani jakieś ulubione swoje kwiaty?


Wszystkie w kolorze niebieskim. W moim dzieciństwie na Podlasiu rosło dużo lnu, który pięknie kwitnie na niebiesko. I tam ludzie uznają kwiaty w kolorze

niebieskim za najpiękniejsze: bławatki niebieskie, chabry, niezapominajki, hortensje błękitne. Ten kolor jest dla mnie bardzo ważny.

 

A krzewy?


Najbardziej kocham magnolie. Pora wiosenna to jest raj i czas magnolii. Magnolie kiedyś były nieosiągalnym drzewem, krzewem. Lubię też całą grupę różaneczników, rododendronów. Dzisiaj te różne odmiany, zachwycające nad Morzem Śródziemnym czy w Szwajcarii, bardzo dobrze zadomowiły się u nas. Magnolie kwitną przed wejściem do mojego biura tak długo, jak mogą, nawet do czerwca, choćby te niebywałe czarne magnolie, późno kwitną też żółte magnolie, niesłychanie oryginalne. Można stworzyć sobie całą kolekcję magnolii, które kwitną trzy, cztery miesiące, ale trzeba zapytać profesjonalistę o radę. A potem moje wszystkie magnolie wracają do szkółki i zaczyna się czas następnych księżniczek – hortensji. I one są do późnej jesieni. Mamy już nowe odmiany: hortensje bukietowe wonne, niebywałe, które latem i jesienią są zdobne w kiście kwiatów przypominające wiosenne lilaki (bzy). Odnoszę wrażenie, patrząc na te wszystkie krzewy, że cały czas w moim ogrodzie odbywa się jakiś teatr, trwa niezwykle barwne przedstawienie. Jeden krzew przed drugim pokazuje, jaki jest piękny. Można cudownie skomponować przestrzeń ogrodu i warto o to zadbać.

 

Pani przedsiębiorstwo chętnie wspomaga różne instytucje – od przedszkoli po działające na rzecz seniorów.


Człowiek musi siebie oddawać, żeby na ziemi zostawiać po sobie ślad. Staram się to robić. Wychowałam wielu młodych przedsiębiorców, którzy pozakładali firmy i są dzisiaj moją konkurencją. Ale to nie jest powód do zmartwienia, przeciwnie, cieszę się, że mam dobrą, zdrową konkurencję. Ale ja chcę być najlepsza i dalej mam takie marzenie. Z tymi młodymi wilkami idę w jednym szeregu. Jestem współzałożycielką Związku Szkółkarzy Polskich, czy centrów ogrodniczych i dalej należę do tych organizacji i działam. Jestem też członkiem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, bo to pożyteczna i potrzebna organizacja. Gdańsk jest dla mnie najważniejszym miastem na ziemi, choć widziałam i objechałam sporo miejsc cudownych na świecie. Przeżyłam okres fascynacji Afryką, jeździłam co roku na dość długo i miałam nawet takie marzenie, żeby tam założyć ogrody i uprawiać ziemię. Ale moje miejsce na ziemi jest tutaj. To moja Orunia, ja ją wspieram i pracuję ze wszystkimi organizacjami. Bo dla mnie ważna jest pomoc innym. I to jest cudowne, jak jestem w kościele, na poczcie czy w sklepie, to wszyscy ze mną rozmawiają, znają mnie i często pytają o radę. To dla mnie wielka satysfakcja.

 

IMG 2318

 

Program telewizyjny o kwiatach w domu i w ogrodzie to był też czas, kiedy ludzie poznawali Pani pasję i ogród.


To prawda. To realizowała pani redaktor Barbara Balińska z mężem, niezapomnianym mistrzem Krzysztofem Kalukinem. Ja to robiłam „ideowo”, nigdy nie wzięłam złotówki, bo dla mnie najważniejsze było upowszechnianie kultury ogrodów. Program zyskał popularność, to prawda, ludzie oglądali go nie tylko w Gdańsku, ale i w świecie.

 

IMG 2306

 

Była Pani edukatorką.


Tak, to miłe, że pani to mówi. Ludzie, z którymi pracowałam, też nauczyli mnie wiele. I wiem, że stałam się pożyteczna ze swoim zawodem.

 

Ma Pani dwukrotny tytuł „Kobiety Sukcesu”. Uważa się Pani za osobę, która w pełni osiągnęła sukces?


Tak, absolutnie tak. Moje przedsiębiorstwo to 30 tysięcy metrów ziemi, ogrom powierzchni, ogrodów, zabudowań. Jest to nie tylko moje dzieło, ale też pracowników, z którymi współpracuję ponad 20 lat. W przyszłym roku będzie trzydzieści lat, jak jestem w tym miejscu. Sama się zastanawiam, kiedy ja to zrobiłam. Zaczynałam od ciężkiej pracy, brnąc w kaloszach dzień w dzień. Są tacy, którzy to jeszcze pamiętają. Nie myślałam, że mi się tak powiedzie, ale zawsze marzyłam, żeby być... gwiazdą (śmiech). Chciałam kiedyś tańczyć w Zespole Pieśni i Tańca Mazowsze... Kiedy Sygietyński formował ten zespół, to moja mama się nie zgodziła, żebym w tym brała udział. A moja babcia zapisała mnie do Zespołu Ziemi Siedleckiej. Występowałam i byłam szczęśliwa. Potem przyjechaliśmy do Gdańska. I zawsze ze łzą w oku wspominam tamten czas. A dzisiaj czasami słyszę, że jestem gwiazdą... w ogrodach. To miłe i wielka przyjemność, i  radość także z tego powodu, że to, co robię, jest potrzebne.

 

IMG 2308

 

Dziękuję za rozmowę i za małą, białą hortensję, którą mi Pani ofiarowała „pod opiekę”.

 

IMG 2310

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl