Najnowsze wydanie 29

 


okladka online magazyn pomorski 29

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Ten zawód wyzwala w człowieku nieprawdopodobną zachłanność. Jeszcze ciągle próbuję, jeszcze nie odpuszczam...

mb zwierciadlo 24.10.2013 358360 1-2

Z Ewą Kasprzyk rozmawia Alina Kietrys

 

Temperament, wdzięk, kobiecość, dobra aktorka – piszą internauci. Wspierali ją fani, gdy nie tak dawno walczyła z Iwoną Guzowską, czy wcześniej ostro ćwiczyła w „Tańcu z gwiazdami”. Karierę aktorską zaczynała w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, zagrała w ponad sześćdziesięciu filmach i serialach, teraz pojawia się na kilku warszawskich scenach, i to w spektaklach, na które trudno się dostać. 24 czerwca w Teatrze Kwadrat w Warszawie premiera głośnej komedii „Otwarcie sezonu”, w której aktorka zagra amerykańską gwiazdę, znaną z licznych romansów. Jej ojcem będzie... Daniel Olbrychski.

 

Często przyjeżdżasz do Trójmiasta?


Z ubolewaniem powiem, że coraz rzadziej. Za dużo pracy jest w Warszawie, więc trudno się wyrwać. Najczęściej przyjeżdżam z gościnnymi spektaklami. Dałam się pochłonąć Warszawie, to już 17 lat, jak wyjechałam z Gdańska. W roku 2000 podjęłam decyzję. I dałam się w Warszawie zakręcić. Miałam jechać na rok, żeby się sprawdzić, rozejrzeć. Nie było łatwo na początku, ale nie jest powiedziane, że to moja ostateczna decyzja. Nie wiem, jak będą jeszcze wyglądały moje peregrynacje.

 

W Warszawie zaczynałaś od Teatru Kwadrat?
Jestem ciągle w Kwadracie, ale poznałam też inne teatry. Grałam gościnnie u Krystyny Jandy w Teatrze Polonia czy w Teatrze Trzciny, w Teatrze Kamienica u Kamińskiego, czy mój monodram w Teatrze Rozmaitości, grałam też w klubach warszawskich. Ale nie było łatwo w tę wielorakość i różnorodność wejść. Tutaj w Gdańsku byłam gwiazdą lokalną (śmiech!).

 

A rozpoznawalną od czasów seriali?


Oj tak, gdy zaczęłam grać w serialu „Złotopolscy”. I wtedy widzowie zaczęli kojarzyć i mówić: o, to jest ta aktorka, która grała w „Koglu-moglu”, czy w „Dziewczętach z Nowolipek”. A przecież to filmy, które powstały wcześniej i miały całkiem dobry odbiór wśród publiczności kinowej. Ale serial telewizyjny, przynajmniej w czasach moich „Złotopolskich” to była magia. Wcześniej było „Radio Romans” i nagle się okazało, że mam grono swoich fanów i jestem naprawdę popularna i kontrowersyjna, niezależnie od tego, co znaczy naprawdę to słowo. Pojawiam się na Pudelku nie raz. To czasami jest zabawne, a czasami irytujące.

 

mb zwierciadlo 24.10.2013 358450 1

 

Bardzo się tym przejmujesz?


Kiedyś tak, teraz już zdecydowanie mniej, a czasami wcale. Ale jeżeli coś godzi w moje dobra osobiste, to idę od razu do sądu. Uznałam, że nie warto się przejmować, a trzeba to po prostu załatwiać. Mam swojego prawnika, który śledzi różne publikacje. Taki uprawiam zawód i taki jest teraz świat show-biznesu. Już jedną sprawę wygrałam, o czym się nie informuje, bo, jak wiadomo, sprostowania nie są w modzie.

 

Co Ci wciskano?


To było kilka spraw równocześnie. Wszystkie w sposób zdecydowany przekraczały granice przyzwoitości dziennikarskiej. A więc sugerowano, że mam młodego kochanka, który był producentem filmu, że robiłam operacje plastyczne w klinice, której w ogóle nie znałam i nie byłam... Słowem, marne i beznadziejne plotkarstwo o niczym, ale na mój temat w marnym kontekście zmyślonych bzdur.

 

Czy dzisiaj aktorka bez skandali może być znana i popularna?


Może, bo to zależy, jaką kto obiera drogę. Znam wielu także młodych aktorów, zdolnych i naprawdę zawodowo świetnych, którzy nie chcą skandali i nie chcą grać w serialach, i nie chcą być popularni w Internecie. Na przykład Agnieszka Żulewska, bardzo ciekawa aktorka filmowa i teatralna.

 

Laureatka nagrody im. Zbyszka Cybulskiego.


Tak, której nie zobaczysz na ściankach; czy Krzysztof Dracz, bardzo pracowity aktor wielu seriali i filmów, z którym gram teraz w „Kto się boi Wirginii Wolf” – genialny aktor, który jest człowiekiem bardzo skromnym. Można się tej pozornej popularności ustrzec, tylko trzeba uważać, żeby coś się nieopatrzenie nie wymknęło spod kontroli. Ja czasami trochę grałam mediami, ale to jest walka przegrana, teraz to wiem na pewno. Czasami coś tam dla żartu powiedziałam, żeby nie było nudno w życiu, a media brały to dosłownie i zaczynała się jazda.

 

A ustawki?


Tylko do promocji jakiegoś przedsięwzięcia, ale raczej unikam takich sytuacji. Za dużo niektórzy za mną sami chodzą, więc po co mam jeszcze dodatkowo prowokować.

 

I masz jeszcze sławną śpiewającą córkę – Gosię Bernatowicz. To dodatkowe źródło poszukiwania sensacji.

To prawda. Nie wiadomo teraz, kto jest bardziej sławny.

 

Ale ona ciągle mówi, że jest Twoją córką.


No tak. To prasa ciągle pisze, że jest moją córką. A może lepiej by było także dla niej, gdyby pisano, że jestem jej matką. Oczywiście bardzo jej kibicuję. Wszystkie burze – mam nadzieję – mamy już za sobą. Ale fajne, że to inna dziedzina, że jednak nie jest aktorką. Wierzę, że będzie osiągała coraz bardziej spektakularne sukcesy. I będzie na pewno sławna, bo jest zdolna i dobra. Nie ma łatwo, ale ja też nie miałam łatwo. Sukces przychodzi, jeśli się ostro pracuje i dba o szczegóły, a poza tym jeśli się ma trochę szczęścia.

 

Dzieci artystów nie mają łatwo albo wręcz przeciwnie, mówi się, że rodzice torują im drogę do kariery.


Jak patrzę na dzieci moich koleżanek i kolegów, to wiem, że są one obciążone geniuszem rodziców. Ja nie byłam rodzinnie obciążona, przeciwnie, mój wybór aktorstwa to było wielkie zaskoczenie dla moich rodziców. Przeszłam klasyczną drogę: z niedużego miasta – Stargardu Szczecińskiego i czterokrotnego zdawania do szkoły aktorskiej, w końcu dostałam się do teatralnej w Krakowie. Musiałam sama wszystko udowadniać. Jak ta kozica (jestem Koziorożcem), piąć się po skałach. I tak jest do dziś. Może byłoby łatwiej, gdybym miała męża reżysera (śmiech).

 

A Twój mąż jest inżynierem budownictwa okrętowego.


Tak. Ale tak serio, to jestem zadowolona, że jestem w tym miejscu teraz, w którym jestem. Ten zawód wyzwala w człowieku nieprawdopodobną zachłanność, żeby jeszcze i jeszcze i jeszcze coś robić, grać do końca. Oczywiście czasami ma się tego wszystkiego dosyć, ale potem znowu następuje to zawodowe kuszenie. Jeszcze ciągle próbuję, jeszcze nie skończyłam... jeszcze nie odpuszczam. Teraz gram z Danielem Olbrychskim w Kwadracie bardzo znaną aktorkę, gwiazdę, która po kolejnej premierze ma złe recenzje...Tytuł sztuki „Otwarcie sezonu” w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza. Teraz znowu jestem w rytmie, bo rano próby, wieczorem spektakl, czyli wróciłam do czasów dyscypliny w Teatrze Wybrzeże, jak na początku mojej kariery zawodowej.

 

W tym zawodzie cały czas walczy się z sobą i o siebie, ciągle szuka.


To też prawda. Widzowie nam kibicują i często chcą nas zatrzymać w czasie. Nie ukrywam, że to miłe, szczególnie gdy słyszę, że wyglądam na żywo lepiej niż w telewizji (śmiech).

 

Tęsknisz czasami do Trójmiasta?


Bardzo. Ta bliskość morza dawała i daje mi uspokojenie. Tu się lepiej sypia, a w Warszawie ciągle człowieka coś wciąga w nieprzewidywalne sytuacje. Ciągle jestem w jakimś niedoczasie.

 

To przyjeżdżaj jak najczęściej. Dziękuję za rozmowę.

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl