Najnowsze wydanie 29

 


okladka online magazyn pomorski 29

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

NDI developer, inwestor

Prezes NDI Jerzy Gajewski 2

Jerzy Gajewski, właściciel NDI SA

 

Porozmawiajmy o tym, jak buduje się firmę taką, jak NDI?


Spróbujmy, choć od jakiegoś czasu moje zaangażowanie w sprawy w NDI maleje. Bywam w firmie parę godzin tygodniowo, czuwam nad strategią rozwoju, ale nie zarządzam. Tym z powodzeniem zajmuje się moja żona.

 

A Pan w tym czasie?

 

Zajmuję się sobą. Od dłuższego czasu zmagam się z chorobą. To nowotwór, który trochę się znarowił. Da się z nim żyć, ale wymaga spokoju z mojej strony, wyciszenia. I taki komfort staram się jemu i sobie ofiarować.

 

Sprawia Pan wrażenie bardzo aktywnego?

 

Mogę się na szczęście zająć również uprawianiem sportu. Co prawda już nie ulubionego tenisa, ale golf pochłonął mnie podobnie.

 

A sprawa firmy stała się sprawą domową…

 

Bo NDI jest firmą rodzinną, należy do mnie i żony. Ja nadal jestem prezesem i mam trochę większy pakiet akcji, ale to Małgorzata kieruje firmą na co dzień. I w pracy i w domu łączą nas relacje partnerskie, co wszystkim wychodzi na dobre. A Małgorzacie w firmie idzie lepiej, niż mnie.

 

Czyli?

 

Nie mam cierpliwości do szczegółów, myślę projektami, ideami. I gdyby Małgorzata nie potrafiła zapanować nad wszystkim, co z takiego projektowania się rodzi, to firma nie byłaby tu, gdzie jest. Ona jest systematyczna, dokładna. Konsekwentna i zaangażowana we wszystkie formy funkcjonowania, pilnuje przestrzegania procedur. To szef idealny. Udało nam się odnieść sukces, a na trudnych sytuacjach uczyliśmy się, jak być jeszcze lepsi. Sukces największy to sytuacja NDI – stabilna, z pomysłami na rozwój i przede wszystkim ze stabilną, zgraną załogą.

 

Jak to się zaczęło?


Firmę zakładałem sam, po trzech latach dołączyła Małgorzata. Rok temu obchodziliśmy ćwierćwiecze firmy. Z 44 lat mojej pracy, więcej niż połowę spędziłem w NDI. A zaczynałem jako student automatyki maszyn elektrycznych PG, w wieku 22 lat, kiedy dostałem propozycję stażu w jednym z biur projektowych. W tamtych czasach praca w takim miejscu była marzeniem chyba każdego studenta politechniki, nie mogłem odmówić. Dwa i pół roku później byłem już starszym projektantem.


Tak ruszyła ścieżka kariery.


Nawet drabina i to mocno pionowa. W biurach projektowych trwała wtedy nieustanna praca nad planowaniem inwestycji, szczególnie w przemyśle maszynowym. Pojawiało się bardzo dużo nowych rozwiązań, zachodnich licencji. Lata 70. to były czasy sztucznej prosperity PRL. Pamiętam praktykę w Predom Metrix w Tczewie, gdzie produkowano urządzenia takie jak zmywarki czy prasowalnice, których w żadnym polskim sklepie nie można było kupić. W innych zakładach jako inżynier mogłem poznawać nowe zachodnie rozwiązania w każdej branży – od elektronicznych central telefonicznych, przez rozwój zakładów Romet, aż po fabrykę samochodów małolitrażowych w Tychach i Bielsku Białej.

 

Z takim bagażem w okresie przełomu stworzył Pan firmę budowlaną?


Nie powstaliśmy jako firma typowo budowlana. Kilkanaście lat spędziłem na Bliskim Wschodzie ucząc się kapitalizmu, zarządzania finansami, współpracy z funduszami inwestycyjnymi. I nagle, na początku lat 90., wróciłem do domu. Pół roku uczyłem się Polski od nowa, badając, czym w tej wolnej ojczyźnie się zająć. Deweloperka wydawała się najbardziej oczywistym działaniem. A praca związana na przykład z projektem budowy dużego obiektu usługowego czy biurowego, łączy się z wykonawstwem, czyli budownictwem.

 

zdj. NDI Autostrada A1 2

Autostrada A1


Jakie to były projekty?


Bardzo ciekawe. Pierwszym, w którym funkcjonowaliśmy jako konsultant inwestycyjny, była budowa hotelu Sheraton w Warszawie. To był rodzaj prezentu od amerykańskich kolegów, z którymi pracowałem na Bliskim Wschodzie. Zaprosili mnie do współpracy, bo chcieli pomóc. I chyba się udało, bo po hotelu warszawskim NDI miało udział w powstaniu Sheratonów w Krakowie, Poznaniu i Sopocie. Moim marzeniem było zbudowanie hotelu Sheraton w Gdańsku, na Targu Węglowym, w miejscu przedwojennego hotelu Danziger Hoff. Niestety władze miasta uznały, że nie jesteśmy zdolni przeprowadzić takiej inwestycji. Zbudowaliśmy więc hotel w Sopocie i udowodniliśmy, że chyba jesteśmy zdolni.

 

Na Targu Węglowym dalej mamy parking, a NDI poczuła się w Sopocie tak dobrze, że właściwie stworzyła jego kawałek całkiem na nowo.


Budowa nowego centrum Sopotu, to projekt inwestycyjny na ogromną skalę, w którym na samym początku musieliśmy przewidzieć, z czym będziemy mieli do czynienia na kolejnych etapach. Łatwo było nas oskarżać, że coś się ciągnie i trwa za długo. A trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jaka to skala inwestycji w miejskiej tkance. Ile rur trzeba przełożyć, zmienić, ile kabli poprowadzić na nowo, jakie drogi wytyczyć. Albo jak budować, żeby nie zagrozić wiekowym budynkom w okolicy. Takich prac nie widać, a bez nich nic zbudować w Sopocie by się nie dało.

 

zdj. NDI Modernizacja Lini Kolejowej

Modernizacja linii kolejowej

 

Krytyków nie brakowało?


Każdy pomysł w Polsce niestety jest narażony na ostrą krytykę. Trzeba sobie z tym radzić.


Pewnie sopocka budowa była szczególnie wnikliwie obserwowana ze względu na jej publiczno-prywatny charakter?


To był eksperyment. Relacja publiczno-prywatna ciągle w Polsce jest widziana jako coś nie do końca czystego, bardziej z zakresu czarnej magii, niż zdrowego biznesu. A tak naprawdę, taka współpraca to kontrakt jak inne, nie trzeba chyba nawet specjalnego prawa, by to regulować. Wystarczą zdrowe zasady. Ułożyć relacje dwóch stron, z których każda chce osiągnąć określone cele i stworzyć coś wartościowego, to żaden problem. Obwarowanie przepisami takiego pakietu usług świadczonych przez biznes jednostkom publicznym ma charakter czysto polityczny.

 

Ciągle jednak udanych inwestycji publiczno-prywatnych nie ma za wiele…


Kilka lat temu na jednym z krynickich forów ekonomicznych powiedziałem, że polskiej transformacji nie zakończy zapis w konstytucji, że fundamentem państwa jest własność prywatna. Trzeba doprowadzić do tego, że prywatny kapitał jest powszechnie akceptowany, a nie podejrzewany o nieczyste intencje. Nie doszliśmy jeszcze do etapu, w którym człowiek rozwijający biznes jest z tego powodu doceniany, a nie podejrzany.


A jednak podejmujecie się działań na styku z własnością publiczną?


Dwie takie inwestycje udało się skończyć, to odcinek A1 oraz centrum Sopotu. Do kilku teraz się przymierzamy, również w Trójmieście. Jak się wczytać w specyfikacje publicznych zamówień, to można zrozumieć, że często jest to biznes dla bardzo cierpliwych. Ciągle brak w tych relacjach podejścia typu win-win, które określa proporcjonalne zyski w zależności od stopnia zainwestowania. Z założenia strona prywatna jest tą, która bierze na siebie więcej ryzyka.

 

Jak zdefiniować NDI? Inwestor, wykonawca, deweloper?


Nam się udało ewoluować. Jeszcze przed Sopotem i autostradą uczyliśmy się partnerstwa publiczno-prywatnego budując siedziby banków - PKO BP w Warszawie i Banku Śląskiego w Katowicach. Jako nie największy polski wykonawca i inwestor robiliśmy od razu rzeczy duże, to uczyło nas konkurowania z gigantami na rynku nieruchomości i dawało szansę dywersyfikacji.

 

zdj NDI Hotel Sheraton Sopot

Hotel Sheraton Sopot

 

To cała tajemnica sukcesu?


W sukcesie nie ma jakiejś specjalnej magii. Musi być rzetelność i znajomość rzemiosła. Musi być umiejętność precyzowania oczekiwań. Każdy, nawet największy projekt, nie jest sukcesem, po którym można odpuścić. To tylko element budowania firmy. Kolejny, to szczęście trafiania na dobrych partnerów, od których nasi pracownicy mogą się uczyć. Dla nas takimi partnerami byli najlepsi. Jak belgijski gigant budowlany Besix, z którym pracowaliśmy już przy inwestycjach bankowych. Udział w budowie hotelu Sheraton w Warszawie, to z kolei współpraca z amerykańskim wielkim deweloperem Tishman Realty.


Tacy partnerzy pomogli NDI rozwijać się w nowych kierunkach?


Z Besixem weszliśmy w nowy dla nas obszar inwestycji hydrotechnicznych. Mówię o budowie terminalu kontenerowego DCT w Gdańsku. W kolejnych przedsięwzięciach tego typu działamy z większą pewnością, coraz częściej to my zapraszamy partnerów do współpracy.

 

ZDJ NDI Lotnisko

Lotnisko

 

Nie boi się Pan współpracy?


Współpraca ogranicza ryzyko. Jeżeli weźmie się pan za duży projekt sam, bierze pan też 100 procent ryzyka. Sprawdzeni partnerzy to ryzyko zmniejszają, łatwiej z nimi ominąć czy skorygować błędy. To większa wiedza, bogatsze zasoby, korzyści jest więcej niż zagrożeń. Ważne tylko, by dobierać partnerów zaufanych i takich, którzy ufają nam.

 

Jakieś zagrożenia jednak są?


Zawsze trzeba obawiać się sytuacji nieprzewidzianych. W przypadku wielkich inwestycji, jak budowa autostrady, może to być żywioł, jak katastrofalna ulewa, ale też może to być zmiana rządu. A1 zaczęliśmy budować z premierem Belką, drugi etap już z ekipą Tuska. Zawsze w takich przypadkach jest ryzyko zmiany prawa, zmiany podejścia do takich inwestycji ze strony administracji.

 

Zaufanie działa też w relacjach wewnątrz firmy?


Mamy w firmie taką zasadę: popełniłeś błąd, przyjdź i się przyznaj, razem go naprawimy. Druga zasada w związku z tym brzmi: jeśli ukryłeś błąd, nie możemy ci zaufać.

 

Zdj NDI Most Autostrady A1 Grudziądz

Most Autostrady A1 Grudziądz

 

Nie bać się błędów, ale też chyba nie bać się pomysłów?


Oczywiście, tak to działa. Praca musi być przyjemnością. Każdy pomysł powinien trafiać do nas z pominięciem niepotrzebnej hierarchii. Jesteśmy przyjaźnie sformalizowaną firmą. Staramy się większość działań ująć w procedury. Nie chcemy niczego przeoczyć, pominąć. Ale takie zasady muszą być elastyczne. Kiedy ktoś zgłosi pomysł lepszy od pierwotnego, dokonujemy zmiany, mimo że ja byłem jego autorem. Taki manual w NDI działa i piszą go wszyscy pracownicy, po to, by całej firmie było lepiej.

 

Ile osób pracuje w NDI?


Około 300 w kilku spółkach należących do grupy NDI. Wraz ze zmianami na rynku reagowaliśmy tworząc odłam deweloperski, energetyczny. Jest spółka Inter Energia, w której kupiliśmy udziały, by rozwinąć inwestycje dotyczące przesyłu energii. Spółka NDI SA działa głównie jako firma budowlana i inwestycyjna, jeśli chodzi o takie rejony jak kolejnictwo, inżynieria miejska, czy hydrotechnika.

 

Reklamujecie się hasłem: Budujemy przyszłość.


Bo przyszłość to nasze inwestycje. Wierząc w przyszłość przystąpiliśmy do budowy autostrady, mimo dużej niepewności, co do możliwości realizacji. Udało się, to dało nam dużą satysfakcję. Prawie znikąd zaczęliśmy inwestować w kolejnictwo, hydrotechnikę, energetykę. To jest budowanie przyszłości. Staramy się być firmą intelektualną, a nie sprzętową. Najważniejsze, to mieć pomysł i pieniądze. Całą resztę - sprzęt, ekipę - można wynająć, zmontować. Innowacyjność to człowiek, nie koparka.

 

Z jakim ludźmi Pan pracuje?


Z zespołem, z którym mamy szczęście pracować, możemy zrobić wszystko. Są w NDI eksperci od planowania budowy i inwestycji, są spece od spraw formalnych, dotyczących kontraktów. To jest sztab, który może zrealizować praktycznie każdy pomysł.

 

Na przykład ratowanie Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku?


Może nie ratowanie, ale wejście na budowę w sytuacji, w której poprzedni wykonawca z niej zszedł. Zrobiliśmy to, co wydawało się inwestorowi praktycznie niemożliwe. Oddaliśmy teatr w terminie, przy okazji stykając się z nowatorskim rozwiązaniem, jakim jest olbrzymi, otwierany dach. Mieliśmy z tego powodu dużą frajdę. Powstał element krajobrazu, który po nas zostanie. Cieszy nas to od początku, od naszego pierwszego budynku w Trójmieście – siedziby Ergo Hestii w Sopocie. Gmach stoi, nie starzeje się. Szczególną satysfakcję daje centrum Sopotu, gigantyczna inwestycja samorządu i nasza, która pełni rolę miastotwórczą. To jest radość z uczestniczenia w procesie prawdziwego tworzenia.

 

Zapraszamy do Gdańska…


Nie jest tak źle, wręcz dzieje się bardzo dobrze. Wyspa Spichrzów, Szafarnia, inwestycje drogowe, nowe ulice. Sam się ostatnio zagubiłem gdzieś na skrzyżowaniach Chełma, które pamiętałem jako pola i łąki.

 

Przyszłość NDI to nadal Sopot i Polska, czy coś poza jej granicami?


Robiliśmy przymiarki. To ciągle trudna sprawa, poziom konkurencyjności powoduje, że ciężko w Europie funkcjonować jako niezależny podmiot. Taki Besix, na przykład, działa w Belgii i poza nią od 1932 roku. Brakuje nam tego bagażu, kapitału. Spoglądamy na Wschód, na przykład na Ukrainę. Na obecnym etapie ciągle najlepsze dla nas jest działanie w Polsce. W różnych branżach i dziedzinach.

 

Firmowo i osobiście jakie jest Pana największe marzenie?


Marzy mi się stół na trzech nogach, stabilny niezależnie od tego, czy jedna z nich jest krótsza od pozostałych. Chciałbym, żeby takim stołem za pięć lat była grupa NDI. Marzę, by trzy podstawowe kierunki działalności zagwarantowały nam stabilność na lata.

 

Tomasz Wróblewski

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl