Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Adrenalina schodziła ze mnie powoli, przez cały tydzień!

D.Miśkiewicz 2

 

Z Dorotą Miśkiewicz, wokalistką, skrzypaczką, kompozytorką rozmawia Jerzy Uklejewski

 

W ubiegłym roku na polskim rynku muzycznym ukazały się aż dwie Pani płyty, widać, że pracowity to był rok.
Zgadza się, w czerwcu ukazała się płyta „Best of”, a w październiku „Piano.pl”. A czy to był rok pracowity? Tak, „Piano.pl” jest płytą koncertową, musieliśmy więc zagrać najpierw koncert, a zgranie wszystkiego, czyli muzyków, a także całej ekipy technicznej, również współpraca z TVP 2, to było przedsięwzięcie, jakiego doświadczyłam pierwszy raz w życiu.

 

No i w ubiegłym roku została Pani wyróżniona nominacją do nagrody „Koryfeusz Muzyki Polskiej”, przyznawanej przez polskie środowisko muzyczne.
Dla mnie to było wielkie wyróżnienie. Zostałam nominowania w kategorii „Osobowość Roku” m.in. za płytę „Piano.pl”. Znalazłam się w gronie pięciu wybitnych artystów: Agaty Zubel, Rafała Siwka, Huberta Rutkowskiego i Adama Bałdycha, a więc konkurencja była mocna.

 

Płytę mającą w tytule „ Best of” na ogół wydaje się na okoliczność podsumowania dorobku, czy właśnie taki był zamysł jej wydania?
To nie był mój pomysł, tylko firmy Sony Music, która postanowiła zebrać na jednej płycie najciekawsze piosenki z mego dorobku. Zgodziłam się na ten pomysł, uznałam, że kompilacja utworów z różnych moich płyt może też ciekawie brzmieć. A przy okazji na płycie „Best of” znalazła się piosenka premierowa i też utwory, które śpiewam na koncertach, a które nie znalazły się na moich solowych płytach, na przykład „Lubię być szczęśliwa” z Jerzym Wasowskim, czy też macedońska melodia z polskim tekstem „Anna Joanna”. Czy album „Best of” jest podsumowaniem mego dorobku? Na pewno jest podsumowaniem mojej dotychczasowej współpracy z firmą fonograficzną Sony i otwarciem nowego rozdziału, czyli współpracy z Universalem.


Rozumiem, że na tej płycie są Pani najpopularniejsze piosenki, takie obowiązkowe pozycje, których nie może zabraknąć na Pani koncertach.
Tak, ale jest też utwór premierowy „Bezbłędny” z muzyką Marka Napiórkowskiego i słowami Michała Rusinka. Ta piosenka powstała w ekspresowym tempie. Michał jeszcze pisał ostatnią zwrotkę, kiedy ja już stałam przy mikrofonie w studio. Na tej płycie są też inne piosenki ważne dla mnie, przede wszystkim duet z Cesarią Evorą „Um Pimelada”, czy też duet z wybitnym włoskim pianistą jazzowym Stefano Bollanim „So gia (Sodade)”, w którym zagrał on na fortepianie i zaśpiewał. Ta piosenka, którą nagrałam z nim kiedyś na włoską składankę z utworami Cesarii Evory, teraz mogła ukazać się w Polsce.

 

Płyta „Piano.pl” to już coś nowego, nietypowego na naszym rynku, jaka myśl do niej prowadziła?
Zamiar nagrania takiej płyty miałam już od dawna. W Polsce mamy wielu rewelacyjnych pianistów jazzowych i tak sobie myślałam, że dobrze byłoby kiedyś ich zgromadzić. Jednak wówczas nie myślałam, żeby było to ich spotkanie podczas koncertu, bardziej myślałam, żeby zgromadzić ich w studio, żeby każdy z nich zagrał jeden utwór, żeby mógł mi akompaniować. Ten pomysł stał się realny, kiedy zainteresowała się nim również moja menedżerka. A wiadomo, przy projektach na dużą skalę menedżer jest niezbędny, po prostu na realizację projektu potrzebne są środki finansowe. Wymyśliłyśmy, że projekt zrealizujemy podczas koncertu i zarejestrujemy go, nie tylko w wersji audio, ale i video. Udało mi się zaprosić wielu wspaniałych pianistów, moich kolegów, choć oczywiście nie wszystkich, bo w ciągu dwugodzinnego koncertu nie zdążyliby się zaprezentować. Koncert odbył się, i to był największy projekt, jaki do tej pory zrealizowałam. Dodam jeszcze, że to było dla mnie absolutnie niezwykłe przedsięwzięcie.

 

12 piosenek znalazło się na płycie kompaktowej, 12 duetów, ale druga osoba, która Pani towarzyszyła, to nie jest muzyk – wokalista, a muzyk – pianista.
Do współpracy zaprosiłam trzy pokolenia pianistów, wśród nich są pianiści tworzący historię polskiego jazzu, m.in. Włodzimierz Nahorny, Bogdan Hołownia, Andrzej Jagodziński, młodsi artyści m.in. Leszek Możdżer, Marcin Wasilewski, Krzysztof Herdzin, Michał Tokaj oraz reprezentanci najmłodszej generacji: Dominik Wania, Piotr Orzechowski. Do tej jazzowej braci postanowiłam dorzucić jeszcze inne kolory: Lutosławski Piano Duo zagrali na cztery ręce, Tomasz Kałwak pokazał brzmienia syntezatorowe. W tym gronie kilkunastu wielkich osobowości polskiej muzyki znalazł się także Grzegorz Turnau – właśnie w roli pianisty. Niektórym duetom towarzyszył znakomity Atom String Quartet. Mój tata, Henryk Miśkiewicz, też gościnnie pojawił się w jednym utworze. To było niezwykle wzruszające widzieć ich wszystkich w finale na scenie.

 

Czy to był jedyny taki koncert, na którym zgromadziła Pani całą czołówkę polskich pianistów?
Jedyny, ale mam nadzieję, że jeszcze uda mi się go powtórzyć. Na razie planujemy granie materiału z tej płyty na koncertach w nieco ograniczonym składzie.

 

W planie jest też koncert w Trójmieście?
Tak, w Gdańsku będziemy 10 marca, zagramy w klubie Żak, a wraz ze mną na scenie pojawią się: Włodzimierz Nahorny, Michał Tokaj i Piotr Orzechowski „Pianohooligan”, zagra z nami kwartet smyczkowy Bartosza Dworaka – zeszłorocznego zwycięzcy konkursu im. Z. Seiferta. Już się cieszę na to wydarzenie i już zapraszam!

 

Rejestracja koncertu na płycie DVD, to pełny jego zapis?
Tak, od początku do końca, łącznie z bisami! Na DVD jest więcej piosenek, niż na CD, jest dodatkowo mazurek Fryderyka Chopina oraz utwory wykonane na bis. I co mnie jeszcze cieszy, oprócz płyty CD i DVD, koncert został zarejestrowany na dwóch płytach winylowych. W sprzedaży jest limitowany box z tymi płytami, to mój pierwszy winyl!

 

Nagrywaniu płyty koncertowej na pewno towarzyszyły emocje i radość wynikająca z procesu twórczego. A jak wyglądał finał koncertu, dzień nagrywania? Jak się zakończył? Szampanem?!
Oczywiście! (śmiech). Ten projekt tworzył się w specyficzny sposób. Chcąc pianistom dać trochę wolności zasugerowałam im utwory, które mieli wykonywać, utwory polskie, takie, które mnie wzruszają i w jakiś sposób są dla mnie ważne. Sugerowałam utwory i tonacje, ale aranżacje już tworzyli sami pianiści, bez mojego udziału. Spotykaliśmy się na próbach, które z racji tego, iż pianiści byli z różnych miast i nie zawsze mogliśmy spotykać się w Warszawie, były rozrzucone w czasie. Oczywiście na finale byliśmy już wszyscy razem. Spotkaliśmy się w przeddzień koncertu na długiej próbie, od 10 rano do 21 wieczorem, z godzinną przerwą na obiad. Następny dzień też od rana był bardzo pracowity. W Teatrze Roma w Warszawie była od rana generalna próba, o godzinie 15 pokaz przedpremierowy, a sam koncert o godzinie 19, oba już rejestrowane przez telewizję. No, a jak już było po wszystkim, widownia opustoszała, poszliśmy wszyscy do klubu jazzowego i tam, na pełnym luzie zorganizowaliśmy sobie towarzyskie spotkanie z włoskimi przysmakami i winem. I tak świętowaliśmy ten dzień. Zauważałam, że ten koncert nie był tylko moim szczęściem, ale też szczęściem moich kolegów, którzy mieli okazję spotkać się w tak dużym gronie. Ten wieczór był niezwykle sympatycznym spotkaniem. Muszę jednak przyznać, odsypiałam go jeszcze przez tydzień i to nie z racji wieczornego spotkania w klubie, a wysokiego poziomu adrenaliny, który towarzyszył mi podczas koncertu i dni poprzedzających ten koncert. Adrenalina schodziła powoli, przez cały tydzień.

 

Wydaje Pani ciekawe tematycznie muzyczne projekty: płyta, na której znalazły się piosenki dziecięce Lutosławskiego i Tuwima nagrane z zespołem Kwatrofonik, cztery płyty nagrane z Włodzimierzem Nahornym, m.in. „Nahorny – Chopin Fantazja Polski”, płyta „Wasowski odnaleziony”, no i teraz „Piano.pl” będąca hołdem złożonym polskiej pianistyce. Ma Pani w planie kolejne tematyczne płyty?
Raczej swoich planów nie zdradzam, bo mam wrażenie, że to potem gdzieś się ulatnia i nic z tych planów nie wychodzi. Ale nie miałam świadomości, to pan mi teraz uświadomił, że faktycznie nagrania, w których uczestniczyłam, często miały jakiś przewodni temat. W tym momencie jestem tak pochłonięta płytą „Piano.pl”, że trudno mi myśleć o przyszłości. Teraz myślę o tym, żeby ruszyć w trasę, dać serię koncertów, na których będę mogła, wraz z pianistami, zaprezentować to, co znajduje się na mojej nowej płycie, tak żeby ten projekt dotarł do jak największej liczby odbiorców. A co zawodowo dalej, to też jest myśl, którą powinnam się zająć.

 

Ukończyła Pani Akademię Muzyczną w Warszawie w klasie skrzypiec, a kiedy poczuła Pani potrzebę śpiewania? Zbigniew Wodecki też kończył szkołę muzyczną w klasie skrzypiec, ale jako piosenkarz zadebiutował dopiero po kilku latach.
Skrzypce dlatego, że rodzice posłali mnie do szkoły muzycznej i tam został mi wybrany taki instrument. Na skrzypcach grałam do końca, aż do ukończenia wszystkich możliwych szkół muzycznych. A śpiewanie? Już jako dziecko lubiłam śpiewać, ale dopiero pod koniec liceum poczułam bardzo silną chęć śpiewania! Edukację wokalną prowadziłam już na własną rękę. Sama organizowałam sobie warsztaty wokalne, lekcje dykcji, czy też emisji głosu. Kiedy byłam na studiach, dostałam angaż od Włodzimierza Nahornego do jego kwintetu (a potem sekstetu). I już wówczas byłam całkowicie pewna, że oczywiście skończę Akademię Muzyczną w klasie skrzypiec, ale skrzypaczką to ja nie będę.

 

Pochodzi Pani z muzycznej rodziny Miśkiewiczów; ojciec, Henryk Miśkiewicz, to znany saksofonista jazzowy. Muzyka obecna w Pani domu, przebywanie w środowisku muzyków sprawiło, że postanowiła Pani pójść tą drogą, co tata?
Miało wpływ o tyle, że w ogóle muzyka była w domu, otaczała mnie ze wszystkich stron. Ale była to inna muzyka, muzyka rozrywkowa, jazzowa. Ona była mi bliższa, niż muzyka poważna, która dominowała w szkołach. Chyba nie tylko wychowanie, zapewne i geny sprawiły, że podążam drogą podobną do taty.

 

Czy to Pani tata był pierwszym nauczycielem muzyki, udzielał Pani praktycznych lekcji?
Właściwie to mama, bo prowadziła umuzykalniające programy dla dzieci, znała całą masę piosenek dziecięcych. I ja, jako małe dziecko, byłam przez nią uczona tych piosenek. Nawet kiedyś posłała mnie na jakiś konkurs wokalny dla dzieci, ale nie poznałyśmy jego laureatów, zabrała mnie do domu jeszcze przed ogłoszeniem wyników. Chyba jej się po prostu nie podobał mój występ (śmiech). Potem nauczycielem był mój tata, a gdy byłam nastolatką – moi rówieśnicy. Jak wiadomo, rówieśnicy mają bardzo dużą siłę oddziaływania, a ja miałam szczęście spotkać na swojej drodze wyjątkowo zdolne osoby. Nauczycielami były też silne osobowości, z którymi pracowałam, od których, chcąc nie chcąc, uczyłam się.

 

Pani brat Michał jest perkusistą… czy zdarzało się Wam rodzinne muzykowanie?
Zdarza się nam od czasu do czasu spotkać na scenie, bo mój tata lubi nas jednoczyć pod swoimi skrzydłami, czyli we własnych projektach. Ostatnio zjednoczyliśmy siły podczas karnawałowego koncertu w Filharmonii Narodowej z okazji 50-lecia jego pracy twórczej. Nie przeczę, bardzo lubimy takie rodzinne muzykowanie. Chociaż każdy z nas zajmuje się inną muzyką, to jednak mamy we krwi ten sam puls. Tata zajmuje się stricte jazzem, ja raczej lżejszymi formami, chociaż też jazzującymi, natomiast brat gra dość zaawansowaną muzykę jazzową, bardzo improwizowaną, otwartą. Mimo że każdy z nas gra nieco inną muzykę, to jednak kiedy się spotykamy, czujemy się ze sobą dobrze i dobrze się nam gra.

 

Pani życiem jest muzyka, a czy otworzyłaby się Pani na inne, nowe artystyczne przygody; np. Halina Młynkowa zgodziła się być aktorką i zagrać w czeskim filmie „Muzzikanti”. Pani też by się zgodziła zagrać w filmie?
Oj, musiałabym to przemyśleć, ale czy to jest propozycja (śmiech)? Nie wiem, na ile moje ewentualne zdolności aktorskie pozwoliłyby mi zaistnieć na filmowym planie. Poza muzyką, piszę też słowa do moich piosenek, ale robię to z pewną nieśmiałością, bo wiem, że są profesjonaliści, tzw. tekściarze, którzy na pewno robią to lepiej. Ostatnio wystąpiłam też nie w swojej roli, byłam dziennikarką w radiowym programie Marka Niedźwieckiego „Markomania”. I powiem szczerze, śpiewanie bywa mniej stresujące, a kiedy jestem nie w swojej roli, jest to dla mnie nieco trudniejsze zadanie.

 

Jest czas na muzykę, jest czas dla siebie, co Pani wówczas najchętniej robi, zaszywając się w domowym zaciszu?
Bardzo lubię czytać książki i ilekroć mam czas i siłę, to siadam z książką. Najchętniej, jak jest jeszcze ładna pogoda, lubię przebywać za miastem i tam, na leżaku, zagłębiam się w lekturę. No, a że teraz mamy zimę, jak posypie śniegiem, na pewno wybiorę się na narty.

 

Sentyment do Trójmiasta, czy inny powód sprawia, że często gości Pani w naszych stronach?
Teraz tak się faktycznie złożyło, że w październiku byłam z sekstetem Włodzimierza Nahornego w Gdańsku, chwilę później prowadziłam warsztaty wokalne w waszej Akademii Muzycznej, w grudniu byłam z koncertem w Gdyni z okazji 83. urodzin Dworca Morskiego, a w marcu, jak już wspominałam, będę u was z koncertem „Piano.pl”. Może to nie tyle sentyment, że wracam do Trójmiasta, jestem tu po prostu zapraszana, co jest dla mnie bardzo miłe. A jak tu już przyjeżdżam, to jestem bardzo szczęśliwa, bo część rodziny ze strony mojej mamy mieszka w Gdyni i też przy okazji ich odwiedzam. Sentyment do Trójmiasta jest, i to duży, po prostu uwielbiam tu przebywać. Zarówno Gdynia, jak i Sopot, Gdańsk, każde z nich ma swój urok, specyficzny klimat, lubię spacerować ulicami tych miast.

 

D.Miśkiewicz 1
Foto: Honorata Karapuda/Universal Music Polska

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl