Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Gmina nie do poznania

Magdalena Kołodziejczak

 

Z Magdaleną Kołodziejczak, panią wójt gminy wiejskiej Pruszcz Gdański, rozmawia Zbigniew Żukowski

 

 

Jak długo pełni Pani funkcję wójta?
Wystartowałam do wyborów w 2002 roku i wygrałam je. Obecnie trwa moja czwarta kadencja.

 

Czy to trudna praca?
Gmina wiejska Pruszcz Gdański jest pod wieloma względami szczególna. Osiedlają się tutaj mieszkańcy przybyli z aglomeracji gdańskiej, z miejsc położonych blisko nas, ale mamy też przybyłych z całej Polski, a nawet świata. Takie zderzenie dotychczasowych mieszkańców z nowymi rodzi czasem problemy. Żeby pokazać skalę tych zmian przypomnę, że kiedy zaczęłam swoje urzędowanie gmina miała 13 tysięcy mieszkańców, dzisiaj mamy 30 tysięcy. Przy tak ogromnym przyroście ludności musieliśmy radzić sobie z przystosowaniem infrastruktury publicznej do nowej sytuacji. Każdy kto do nas przybywa i kupuje działkę, a następnie buduje się, chciałby żeby wokół natychmiast pojawiły się drogi, kanalizacja, szkoły, przedszkola, place zabaw, boiska. Sprostać tym oczekiwaniom i wymaganiom było chyba najtrudniej.

 

Warto podkreślić, że nasza gmina jest jedną z niewielu pokrytych w stu procentach planem zagospodarowania i ten plan, z pewnymi modyfikacjami, obowiązuje od 2005 roku. Sami nie przypuszczaliśmy, że będzie tak ogromny boom i równie wielki rozwój gminy pod wszelkimi względami.

Zanim została Pani wójtem, przez dziewięć lat kierowała Pani Spółdzielnią Mieszkaniową Rotmanka. Czy była to dobra szkoła działania w niełatwych warunkach?
Była to namiastka tego, z czym musiałam się później mierzyć w samorządzie. W spółdzielni szłam do pracy na budowanym osiedlu w kaloszach, by załatwiać te bardzo trudne i nieco prostsze problemy przyszłych mieszkańców. Tam zdobywałam doświadczenie, które w połączeniu z determinacją w dochodzeniu do celu było dobrym przygotowaniem do pełnienia podobnej funkcji, tylko w szerszym wymiarze, czyli w samorządzie. Poza tym byłam też radną i miałam dużą wiedzę o sprawach gminy i wydawało mi się, że wiele możliwości nie jest do końca wykorzystywanych. Byłam przekonana, że można wnieść do rozwiązywania spraw gminy świeżego ducha. W oparciu o to postanowiłam wystartować w wyborach.

 

Mediateka w Straszynie

 

Co w czasie Pani wójtowania zmieniło się w gminie?
Gmina zmieniła się generalnie. Dziś jest zupełnie inna niż kilkanaście lat temu. Mieszkańcy mówią, że jest nie do poznania. Na przykład w dziedzinie edukacji. Kiedyś dzieci uczyły się w małych wiejskich szkółkach, często w pomieszczeniach zupełnie do tego nieprzystosowanych. Dzisiaj mamy nowoczesną sie placówek szkolnych. Na osiem szkół, siedem ma piękne sale gimnastyczne i obiekty sportowe powszechnie dostępne. Jak zaczynałam pracę, mieliśmy cztery skromne place zabaw, dziś mamy 36 nowoczesnych; mamy też 20 świetlic wiejskich. Ponad 60 proc. dróg ma powierzchnię asfaltową albo z kostki . Większość miejscowości ma ścieżki rowerowe. 95 proc. mieszkańców ma dostęp do kanalizacji sanitarnej, 100 proc. jest zaopatrzonych w wodę. Poza tym mamy własne kino, salę teatralną, świetnie rozwinięte obiekty sportu i rekreacji. Długo jeszcze mogłabym wymieniać dalsze dziedziny życia w gminie, w których nastąpił dynamiczny rozwój.

 

Ma Pani opinię wójta, który buduje. Co Pani zbudowała w gminie od podstaw?
Przede wszystkim w czasie mojego gospodarowania powstały nowe szkoły, całe nowoczesne układy drogowe, piękne boiska sportowe, wspomniane już place zabaw, ale również trasy turystyczne, w tym kajakowe, stanica żeglarska w Wiślince, świetlice wiejskie. Ale to tylko przykłady, których można wymienić dużo więcej.

 

Jakie załatwione w czasie Pani kadencji problemy gminy uważa Pani za najistotniejsze?
Każdą sprawę uważam za bardzo ważną i nie jest to kokieteria. No bo jeżeli przychodzi do mnie mieszkaniec i opowiada, co najbardziej mu doskwiera, to rozwiązanie tego problemu daje satysfakcję z załatwienia sprawy dla tego mieszkańca najważniejszej. A w szerszym wymiarze – zawsze starałam się doprowadzić do zrównoważonego rozwoju gminy, tej części wyżynnej, typowo miejskiej oraz części nizinnej, typowo rolniczej, czyli Żuław. Chciałam, żeby rozwój dokonywał się w obu częściach. Dzisiaj mam świadomość tego, że jeszcze jest wiele oczekiwań i braków, ale mogę z pełną satysfakcją powiedzieć, że dzieci z miejscowości żuławskich mają takie same warunki do nauki,zabawy i rekreacji, jak dzieci z części miejskiej. Poprawia się też stan dróg i zapewniam, że rolnicy z Żuław nie toną już w błocie.

 

Infrastruktura sportowa w Łęgowie

 

Jak ocenia Pani pozyskiwanie środków unijnych na gminne inwestycje?
Od początku mej działalności korzystaliśmy z każdej nadarzającej się okazji do zdobycia środków. Pierwsze pieniądze, jakie uzyskaliśmy , to siedem milionów złotych na budowę dróg w 2004 roku dla miejscowości Straszyn. Ale też staramy się o środki ze wszelkich możliwych źródeł, w tym z programów ministerialnych i krajowych, z programów organizacji pozarządowych i oczywiście tych unijnych również.

Gmina Pruszcz Gdański leży obok Trójmiasta i chce być częścią metropolii gdańskiej. Co przemawia za byciem częścią metropolii?
Przy takim położeniu, jakie ma nasza gmina, granice administracyjne właściwie zacierają się i zanikają. I dzisiaj możemy powiedzieć, że stanowimy element Trójmiasta. Granice gminy wiejskiej z miastem Pruszcz Gdański właściwie już się zupełnie zatarły. A w ramach bycia częścią aglomeracji chcielibyśmy poprawić chociażby dostępność komunikacyjną. Dziś nie ma spójności w transporcie publicznym i o to będziemy zabiegali , tak żeby nasz mieszkaniec, mając jeden bilet autobusowy, mógł podróżować po całym Trójmieście. Gdybyśmy dziś na ulicy zapytali naszych mieszkańców – czego najbardziej oczekują, to oczywiście oprócz takich głosów, że ktoś czeka jeszcze na budowę drogi, a kto inny na chodnik, największym wyzwaniem jest właśnie integracja w obrębie transportu publicznego.

Staramy się także dostarczać naszym mieszkańcom możliwie bogatą ofertę rozrywki i rekreacji, ale przecież nigdy nie będziemy konkurencją dla Gdańska, który ma filharmonię, teatry oraz inne obiekty kulturalne i sportowe, gdzie bywają nasi mieszkańcy i to prędko się nie zmieni z oczywistych powodów. Trudno bowiem spodziewać się, że gmina wiejska zbuduje na przykład filharmonię.

 

W ciągu wielu lat kierowania gminą miała też Pani sprawy trudne i bardzo trudne. Na przykład – kwestia słynnej hałdy fosfogipsów w Wiślince oraz problem z zalegającą ziemią wydobytą w czasie drążenia tunelu pod Martwą Wisłą. Jaki jest ich stan na dziś?

Rzeczywiście sprawa hałdy fosfogipsów co jakiś czas powraca na łamy i anteny mediów, ale dzisiaj sytuacja uległa uspokojeniu, ponieważ cały czas prowadzone badania nie potwierdzają zagrożeń. Hałda pięknie porosła roślinnością, pojawiły się na niej siedliska ptaków i zwierząt. Obok niej powstały obiekty jednej z najlepszych stoczni jachtowych, która świetnie prosperuje. Tak więc hałda przestała straszyć. Nie zwalnia to jednak z ciągłego monitorowania tego obiektu.

 

Co zaś do sprawy ziemi pozostałej po drążeniu tunelu, to udało się zapobiec dewastacji naszych terenów, chociaż zjawisko tzw. wyrównywania terenu poprzez składowanie na nim ziemi czy gruzów pojawia się bez przerwy i będziemy temu przeciwdziałać. Dużym kłopotem są też próby dzikiego wydobywania bursztynu. To ogromne wyzwanie, bo naruszany jest bardzo ważny system melioracyjny. Oczywiście, wszystko to jest nielegalne i w tej sprawie mocno wspierają nas instytucje tym się zajmujące oraz policja i prokuratura.

 

Stanica Żeglarska w Wiślince

 

Czy są jakieś inne problemy, które mieszczą się w kategorii: bardzo trudne?
Może nie tyle bardzo trudne, co bardzo ważne. Taką bardzo ważną sprawą jest współpraca z marszałkiem województwa dotycząca przebudowy dróg o numerach: 226 i 222, czyli dwóch przecinających gminę dróg wojewódzkich. One pozwolą na poprawienie bezpieczeństwa ruchu na tych ciągach oraz na całkowite spięcie ścieżkami rowerowymi naszych miejscowości.

 

Jest Pani wójtem bardziej urzędującym, czy bardziej wędrującym po gminie i znającym osobiście bardzo wielu swoich mieszkańców?
Mimo tylu lat pracy nadal kocham swoją robotę i to się bierze pewnie z tego, że mam stale kontakt z ludźmi. Oczywiście, przy tak dużej liczbie mieszkańców nie mogę znać każdego, ale mogę uczciwie powiedzieć, że znam większość mieszkańców z naszej gminy. Spotykam ich na zebraniach wiejskich, ale również na spacerach, zakupach, na poczcie i mieszkańcy wiedzą, iż mogą o różne sprawy gminne zapytać, bo jestem takim wójtem – mieszkańcem, kimś swoim. To zresztą pozwala mi dowiadywać się o dobrych i złych sprawach gminy bezpośrednio u źródła, czyli od ludzi, których raz coś boli, innym razem coś cieszy.

 

Czy zdarzało się, że mieszkańcy gminy zapraszali Panią na rodzinne uroczystości?
Tak, zdarzają się takie zaproszenia dosyć często. Jednak nie ze wszystkich mogę skorzystać, bo na przykład kolidują z moimi obowiązkami. Jednak kiedy tylko mogę, to biorę w nich udział. Uważam, że jeśli ktoś zadaje sobie trud, by mnie zaprosić, to jest to dla niego ważne, a wtedy nie chcę go zawieść. No i czuję się wyróżniona i zaszczycona, że w takich wyjątkowych chwilach ludzie chcą, żebym z nimi była.

 

Czy ma Pani takie marzenie – jako wójt – którego spełnienie bardzo by Panią ucieszyło?
Może to zabrzmi nieco patetycznie, ale po tylu latach pracy wiem, że budowanie infrastruktury będzie trwało zawsze, natomiast ubolewam nad tym, że nie potrafimy jeszcze tworzyć mechanizmów pełnej integracji mieszkańców. Często też zastanawiam się nad tym co zrobić, aby mieszkańcy nie traktowali swego miejsca zamieszkania tylko jako sypialni, ale angażowali się w życie gminy. Nie jest to proste, bo wszyscy jesteśmy zaganiani, obciążeni obowiązkami. Jednak myślę, że budowanie tożsamości jest największym wyzwaniem i marzeniem do spełnienia.

 

Dziękuję za rozmowę.

Przystań kajakowa w Juszkowie

 

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl