Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Alu International Shipyard sp. z o. o. ma nowy zarząd. Mamy wspólne cele i coraz więcej pomysłów na rozwój firmy...

IMG 2060

 

Z Katarzyną Sztyber, prezes zarządu i dyrektor zrządzającą oraz Rafałem Smolnickim, wiceprezesem zarządu i dyrektorem zarządzającym rozmawia Alina Kietrys

 

W którym momencie Państwo zdecydowali się wejść do Zarządu Alu International Shipyard?
Rafał Smolnicki: To są dwie różne historie.

 

Katarzyna Sztyber: Moja historia zawodowa w Alu zaczęła się wcześniej, bo już od dziesięciu lat pracuję w tej firmie. Jestem absolwentką Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej oraz Zarządzania także na PG. Już kiedy podejmowałam decyzję o wyborze kierunku studiów, gdzieś tam, z tyłu głowy, myślałam, że może kiedyś będę pracować w firmie ojca.

 

Ponoć ojciec nie był zbyt szczęśliwy, że wybrała Pani właśnie takie studia.
K.Sz.: Wcale mnie nie wspierał w tym wyborze, wręcz przeciwnie. Myślał dla mnie o prawie albo ekonomii na Uniwersytecie Gdańskim. Jednak zazwyczaj samodzielnie podejmuję decyzję i dążę do celów, które sobie stawiam. Tak było i w tym razem.


W domu rodzinnym jako dziecko dużo słyszałam o firmie ojca i uczestniczyłam w różnych rozmowach. Tak więc nie było to dla mnie coś zupełnie nowego.

 

Pierwsza moja praca to nie była firma ojca. Wcześniej przez kilka lat prowadziłam małą spółkę handlową, ale po obronie dyplomów na PG tata zaproponował mi, żebym przyszła do Alu. Tu już poczułam jego wsparcie zawodowe i bardzo chętnie podjęłam tę pracę jako wyzwanie i daną mi szansę.

 

Nie miała Pani żadnych wątpliwości, tremy?
K.Sz.: Żadnych wątpliwości, ale stres na pewno był i jest, bo odpowiedzialność w tym przypadku jest ogromna. Ponieważ przejęliśmy zarządzanie firmą, którą budowali nasi ojcowie, odpowiedzialność jest tym większa. To jest ogromny zaszczyt, że zdecydowali się powierzyć nam prowadzenie firmy i dali nam taką możliwość. Moim szczęściem zawodowym jest też fakt, że razem ze mną pracuje Rafał, syn wspólnika ojca pana Andrzeja Smolnickiego. Z Rafałem mamy wspólną, podobną wizję funkcjonowania i rozwoju tej firmy. Mamy szansę dalej budować i sprawić, że będzie ona ważną i znaczącą marką na rynku gospodarki morskiej.

 

Kiedy oficjalnie objęliście Państwo zarząd Alu International Shipyard sp. z o. o. ?
K.Sz.: Oficjalnie to niedawno, we wrześniu ubiegłego roku. Rafał był już w firmie dwa i pół roku. Nasi ojcowie w ostatnim okresie oddawali stopniowo decyzyjność w nasze ręce i dawali nam coraz większą samodzielność. A wrzesień 2016 roku to było formalne przypieczętowanie ich wcześniejszej decyzji. Firma zbudowana została na znakomitych fundamentach, a teraz my będziemy dalej rozwijać ideę naszych ojców.

 

IMG 3667

 

A jak Pan wchodził do firmy?
R.S.: Moja historia była nieco inna niż Kasi, bo zaczęła się zaledwie dwa i pół roku temu. Wcale nie miałem od początku swojej kariery zawodowej wizji pracy tutaj. Szukałem swojej drogi niezależnie. Wiadomo, syn z ojcem często konkurują, szczególnie gdy mają podobne charaktery. Studiowałem te same kierunki co tata. Zacząłem na Uniwersytecie Gdańskim i skończyłem handel zagraniczny. Zawodowo zawsze byłem z tym związany: z handlem i zarządzaniem. Pracowałem w zarządzie dużej spółki w Warszawie. I kiedyś ojciec zaproponował, że skoro już dowiodłem, że umiem pracować samodzielnie, to może wróciłbym do Gdańska do jego firmy. I wtedy zacząłem poważnie o tym myśleć, a punktem zwrotnym na pewno była wizyta tutaj, bo szczerze mówiąc, w domu nie było rozmów o taty firmie, ani ja nie opowiadałem o swojej pracy. Więc dużo o Alu nie wiedziałem. I właśnie tutaj, w czasie tej wizyty, miałem okazję porozmawiać zawodowo z Kasią na temat współpracy.

 

Ale to chyba nie jest takie proste, bo musieliście się między sobą poukładać?
R.S.: I tu panią zaskoczę. Było to bardzo proste już po pierwszym spotkaniu. Wiedziałem, że się dogadamy i po tych dwu i pół roku mogę to tylko potwierdzić. Pracuje nam się bardzo dobrze. Mamy wspólne cele i coraz więcej pomysłów na rozwój firmy.

 

Macie Państwo szczęście zawodowe i interpersonalne.
R.S.: Zdecydowanie tak. Firma ma fundamenty, a my możemy realizować nowe projekty. Jesteśmy odpowiedzialni przed naszymi ojcami, ale również przed wszystkimi osobami, które tutaj pracowały dla poprzedniego zarządu.

 

Zatrudniacie 150 osób?
R.S.: Nawet więcej, ze współpracownikami ponad 170. To duże zobowiązanie. Musimy zapewnić pracę i zapewnić ciągłość firmy. To jest duża firma produkcyjna, inwestujemy w naszych ludzi, bo to jest też nasza podstawa. A firma wyróżnia się jakością i terminowością wykonywanych zleceń.

 

K.Sz.: Pojawiły się już sukcesje w Alu, a to świadczy o tym, jak pracownicy czują się w firmie. Bardzo nas to cieszy. Ojcowie przyprowadzają do Alu swoich synów. Są mistrzowie, spawacze, monterzy, którzy pracują rodzinnie.

 

IMG 2107

 

Przeszłam się po sześciu halach, obejrzałam imponujące konstrukcje aluminiowe megajachtów. Muszę przyznać, że firma robi wielkie wrażenie.
K.Sz.: Budujemy kadłuby oraz nadbudówki megajachtów dla największych europejskich stoczni, ale bardzo zależy nam również na budowaniu polskiej rozpoznawalnej na świecie marki. Stąd własne projekty jachtów pod klucz. Realizację takiej idei rozpoczęli nasi ojcowie, a my na pewno będziemy ją kontynuować i rozwijać.

 

Widziałam nowy, pierwszy jacht, obejrzałam konstrukcję i prototypy, wyposażenie. Wygląda znakomicie. Nowa kolorystyka, ciekawa linia jednostki.
R.S.: Kiełkowanie tego pomysłu można datować na rok 2007 lub 2008. Jako rzetelny dostawca konstrukcji aluminiowych z wypromowaną już jakością naszych usług, postanowiliśmy kontynuować pomysł naszych ojców, czyli zbudować w pełni samodzielnie pierwszy jacht pod klucz. Od projektu do wodowania. Stępka została położona w 2015 roku, a w tym roku, prawdopodobnie w czerwcu, jacht spłynie na wodę.

 

K.Sz.: To jest jacht motorowy, 24-metrowy. Stylistykę kadłuba, wizerunek zewnętrzny nadało Studio Strawiński – polski projektant. Praca nad wizualizacją wnętrza, to już działanie zespołowe z dużym zaangażowaniem i klienta, i stoczni. Jacht zamówiony został przez kilku przyszłych armatorów, którzy mieli podobną wizję produktu jako pomysł na inwestycję i promocję firmy. Jest to prototyp, a więc projekt stale udoskonalamy, ulepszamy.

 

W przypadku jachtu „Timeless” – bo taka jest nazwa jednostki, nie ma presji czasowej. Priorytetem jest jakość.

 

A pływacie Państwo sami, uprawiacie jachting?
(śmiech i w duecie). Nie.
R.S.: Mam inne pasje, bardziej związane ze sportem: jazda konna, kitesurfing, motocykl.

 

K.Sz.: Zainteresowania również mamy zbieżne. Moją pasją jest także jazda konna. Mam swoją ukochaną klacz, a spędzając czas w stajni po prostu odpoczywam.

 

Jesteście Państwo młodymi menedżerami, macie swoje rodziny...
K.Sz.: Praca wymaga pewnych kompromisów. Staram się pogodzić obowiązki w pracy z obowiązkami wobec rodziny, choć nie zawsze mam dla najbliższych tyle czasu, ile bym chciała.

 

R.S.: Ja znalazłem stabilność w tej firmie. Moje wcześniejsze doświadczenia – praca w Warszawie, bardziej mi przeszkadzały w układaniu spraw rodzinnych. Rozstawanie się z rodziną było uciążliwe. Teraz działam systematycznie, na miejscu i w godzinach stoczniowych, więc lepiej rozplanowuję moje życie zawodowe i rodzinne.

 

A więc jesteście nowym pokoleniem menedżerów: spokojnym, stabilnym, konsekwentnym i dobrze współpracującym.
K.Sz.: Bardzo dziękujemy za tę opinię.

R.S.: Powiem nieskromnie – też tak uważamy.

 

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów i udanych inwestycji.

 

IMG A6

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl