Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Myśmy już swoje zrobili... ale mam nową pasję

 MG 9897b

Od lewej: Rafał Smolnicki, Andrzej Smolnicki, Katarzyna Sztyber i Jan Łabas.

 

Z Janem Łabasem, twórcą Alu International, laureatem Złotego Oxera, rozmawia Alina Kietrys

 

Trzydzieści lat temu odszedł Pan ze Stoczni Północnej w Gdańsku, by zacząć pracę na swoim.
To był czas, gdy w powietrzu wyczuwało się, że nadchodzą zmiany. Instynkt mi mówił, że coś się będzie działo i zacząłem szukać dla siebie miejsca, bo w stoczni nie mogłem liczyć na karierę. Często słyszałem takie sformułowanie, a pracowałem na produkcji, byłem mistrzem, później kierownikiem oddziału, że nie jestem tu (znaczy w stoczni) od myślenia, tylko od wykonywania poleceń. To działało na mnie fatalnie, jak zimny prysznic. Miałem 33 lata, już dziewięć lat byłem po studiach, po Politechnice Gdańskiej w Instytucie Okrętowym. To był dobry wydział, dawał młodym ludziom gruntowną i szeroką wiedzę. Ja nie angażowałem się w politykę, natomiast byłem pełen energii i chęci zawodowego działania. Uznałem, że muszę wypróbować siebie, swoje możliwości.

 

I od czego Pan zaczął?
Od tego, co robię do dzisiaj, od stworzenia własnej firmy, która będzie produkować konstrukcje aluminiowe. Tym zajmowałem się już w stoczni, miałem wiedzę, kontakty. Stocznia w tamtych czasach niechętnie przyjmowała zlecenia z zewnątrz, taka „pozaokrętówka” była niemile widziana. Stocznia robiła tylko swoje. A ja uważałem, że w biznesie należy robić wszystko, co przynosi dobre efekty i pozwala się rozwijać firmie i ludziom. Najgorsze wtedy było to, że jak w stoczni nie było branżowej pracy, to moi najlepsi fachowcy, na przykład spawacze ze wszystkimi uprawnieniami, kleili izolację. To było marnotrawstwo sił i energii. Zacząłem więc od małej własnej firmy, zatrudniającej kilkanaście osób – monterów, spawaczy, których ściągnąłem z rynku. Pomogła mi wtedy Stocznia Gdyńska im. Komuny Paryskiej, bo potrzebowała aluminiowców, nie miała ich u siebie. Wydzierżawili mi halę i robiłem dla nich elementy aluminiowe. To był dobry początek – miałem miejsce i miałem klienta. Po kilku latach pomyślałem, że już czas oderwać się od stoczni, znaleźć swoje miejsce, budować niezależność, tworzyć markę i rynek. I tak w 1993 roku powstało Alu.

 

Alu w tamtym czasie to było kilku przyjaciół, kolegów, którzy robili biznesy w przemyśle stoczniowym. Ja byłem tym, który przyszedł z pomysłem. Miałem więc połowę udziałów dla siebie, a połowę dla kolegów. Kupiliśmy już za własne pieniądze tereny przy Wielopolu 7, gdzie obecnie wjeżdżamy do tunelu pod Martwą Wisłą. Tam stała hala produkcyjna, biurowiec i mieliśmy hektar terenu na produkcję. Potem, kiedy już mówiono o tunelu wiedziałem, że będziemy musieli tę pierwszą własną siedzibę opuścić. Szukałem miejsca i od syndyka upadłej Stoczni Wisła – przedsiębiorstwa państwowego, kupiliśmy znaczną część terenów i teraz firma Alu International Shipyard zajmuje ponad trzy hektary przy ulicy Przełom.

 

W ofercie Alu International figurują produkcje konstrukcji okrętowych, takie jak kadłuby, nadbudówki, sterówki, kominy, maszty i jachty.
W pierwszej fazie funkcjonowania firmy, lat temu dwadzieścia, piętnaście, to były jednostki najczęściej nie jachtowe, a specjalne dla służb celnych, ratowniczych, policji czy wojska, były to też jednostki patrolowe, serwisowe. Gdy kluczowe jest, żeby budowana jednostka morska była jak najlżejsza i jak najszybsza, to wtedy najczęściej wykorzystuje się konstrukcję aluminiową. Budowaliśmy nadbudówki, sterówki, maszty, kominy zarówno na statki rybackie, jak i na luksusowe statki pasażerskie. Budowaliśmy jednostki specjalistyczne, jednokadłubowe, dwukadłubowe i trzykadłubowe – trimarany. Zdecydowana większość produkcji na zamówienia klientów zagranicznych, niemal z całego świata.

 

Budowa jachtów zaczęła się trochę później, na początku nie było ich wiele, a dzisiaj zajmują niemal całą naszą produkcję. Aktualnie są to jachty duże, luksusowe, megajachty. Mają one po 70, 80 i więcej metrów. Od pokładu głównego do góry to najczęściej jest konstrukcja z aluminium.

 

W hali produkcyjnej wyglądają te kolosy jak dwupiętrowe domy.
Tak, ale budowaliśmy już 62-metrowy jacht cały z aluminium. Na placu stoi też cały z aluminium jacht o długości 47 metrów.

 

Ten ostatni na razie stoi i czeka na właściciela.
Tak bywa w biznesie, że są projekty, których nie udaje się zrealizować do końca. Klient zbankrutował. To było w roku kryzysu amerykańskiego, a potem hiszpańskiego. Klient tego nie przewidział, a my zostaliśmy z dużym kłopotem, ale na szczęście dla stoczni, która stoi silnie na mocnych nogach, nawet niezrealizowanie tak dużego kontraktu nie stało się przyczyną zapaści. To są milionowe straty i dla słabej firmy to mogła być katastrofa. Nam się udało tę ranę zabliźnić. Minęło już ponad sześć lat, ale pierwszy rok po tym kryzysie był bardzo trudny.

 

Alu International wykonuje zamówienia dla stoczni zagranicznych.
W większości. Współpracujemy z najważniejszymi stoczniami w Europie. To są Niemcy, Holendrzy, Finowie, Szwedzi, Duńczycy i Francuzi. Znani jesteśmy w Europie.

 

Czy wie Pan, kto będzie właścicielem budowanych w Gdańsku megajachtów?
Nie. Nas to tak nie do końca interesuje, kto będzie pływał. Można się jedynie domyśleć, przeglądając Internet czy czytając prasę. To najczęściej są Rosjanie, Ukraińcy, klienci z Emiratów Arabskich. Jak bywałem w rejonie Morza Śródziemnego, widziałem luksusowe, olbrzymie jachty i rozpoznawałem nasze nadbudówki. Nasza firma Alu International, która buduje elementy do tych dużych jachtów, ma już dwadzieścia cztery lata. Średnio robimy dwie, trzy nadbudówki rocznie, to możemy łatwo obliczyć, że ponad sześćdziesiąt megajachtów na świecie ma nasze nadbudówki, a część także przez nas wykonane kadłuby i maszty.

 

Polski przemysł jachtowy jest europejskim liderem. Wejście na taki rynek pewnie wymagało wielu zabiegów i pomysłów.
Polski przemysł jachtowy, ale w rozumieniu jachtów produkowanych masowo – sześcio-, dziewięcio-, dwunasto-, szesnastometrowych – to rzeczywiście jesteśmy w europejskiej czołówce. Jest dużo firm i wiele polskich marek znanych w świecie. Są też firmy, które od kilku lat mają ambicję budowania znacznie większych jednostek luksusowych – już za kilka milionów euro, a nie za sto tysięcy złotych. I tu bardzo ładnie Polacy zdobywają rynek. Luksusowe katamarany, luksusowe jachty motorowe są już na rynku od kilku lat. A nasza firma Alu International przez lata specjalizowała się w samej konstrukcji, a nie gotowych jachtach pod klucz. To była usługa na zamówienie. Ale teraz naszą ambicją jest posiadanie własnych produktów, dużych własnych jachtów dla wybranych klientów. Chcemy wykorzystać umiejętności naszych polskich projektantów, polskich szkutników, elektryków, stolarzy, tapicerów. Rozwijamy więc naszą produkcję, rozwijamy firmę. Robimy aktualnie pierwszy duży jacht.

 

Zrealizował Pan marzenia.
Każdy, kto prowadzi jakiś biznes, powinien mieć marzenia, jakieś cele trudne do osiągnięcia. I warto do nich dążyć. Moim celem było budowanie dużych jachtów, luksusowych, dla wybranych klientów. Chcielibyśmy otworzyć nową erę w firmie Alu. I to się dobrze składa, że teraz jest nowy zarząd, nowa energia do kierowania stocznią i nowe pomysły, w tym ten jacht, który teraz robimy pod klucz. Ale to nie jedyny nowy projekt. Kolejne nowe projekty są w opracowaniu, w tym barki na Pętlę Żuławską, na Wisłę, na Zalew Wiślany. Zależy nam na klientach, więc ciągle tworzymy nową ofertę.

 

Czy długo, wraz ze wspólnikiem Andrzejem Smolnickim, zastanawiali się Panowie nad przekazaniem firmy następcom... własnym dzieciom?
Nam poszło to stosunkowo łatwo. Mam kolegów, którym to idzie trudniej. Ja myślałem o tym od dość dawna. Córka na Politechnice Gdańskiej studiowała kierunek taki jak ja, związany z budową okrętów, od kilku lat pracuje już w naszej firmie i jest zadowolona i zaangażowana w pracy. A więc przekazanie jej stoczni wydało mi się naturalne. Nie musiałem się z tą myślą boksować. I to nie jest dla mnie kłopot, bo zawsze mogę tu przyjść i dowiedzieć się, co się dzieje. Mam też nadzieję, że młodzi prezesi zarządu też będą chcieli się czasami poradzić i skorzystać z naszego doświadczenia. Myśmy już swoje zrobili, a teraz niech młodzi pociągną dalej. Świeże pomysły i innowacyjne działania są bardzo potrzebne. Chętnie rozmawiamy o ich nowych wizjach.

 

A co Pan zamierza robić? Energia zawodowa Pana nie opuszcza.
(śmiech) Mogę nadal dzielić się tutaj moimi wizjami, ale nie chcę się mieszać. A swoją energię spożytkuję w nowych dziedzinach. Powstała już firma Alu Eco. To moja nowa pasja. Firma ma budować turbiny wiatrowe, pionowe siłownie wiatrowe. Wydaje mi się, że to ważny, ciekawy i nośny temat. Mam więc co robić.

 

Dziękuję za rozmowę.

IMG 2092

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl