Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Gdańsk to mój dom, chciałbym tu wrócić...

press-room-2015-2

 

Z Jarosławem Wałęsą, europarlamentarzystą od 2009 roku, rozmawia Alina Kietrys

 

Polityki uczył się Pan w domu rodzinnym, od ponad dwudziestu lat jest Pan w polityce – pierwsze wybory jeszcze w komitecie pana marszałka Macieja Płażyńskiego. Jak ocenia Pan te doświadczenia?

Kiedyś nienawidziłem polityki, uważałem, że ukradła mi ojca i zniszczyła rodzinę. Teraz, kiedy sam jestem czynnym politykiem, patrzę na to wszystko z innej perspektywy. Staram się wykonywać swoje obowiązki zawodowe sumiennie. Jednak dbam również o to, by mieć czas dla mojej rodziny: żony i synka. Synkowi poświęcam dużo czasu, chcę, by widział mnie jak najczęściej. Priorytetem dla mnie jest znalezienie równowagi między działalnością publiczną a życiem rodzinnym.

 

Wyjechał Pan na studia do Stanów Zjednoczonych dzięki wsparciu mamy. Czy spojrzenie z oddalenia nauczyło Pana dystansu do codzienności politycznej w Polsce?
Wydaje mi się, że tak. Gdy spotykam się z młodymi ludźmi w liceach czy na uczelniach wyższych, a mam tych spotkań sporo, to bardzo często powtarzam im, żeby wykorzystywali swoje szanse i wyjeżdżali na stypendia zagraniczne czy też wymiany studenckie. Poprzez poznawanie innych krajów, narodowości, języka, czy choćby systemów edukacji, poszerzają swoje horyzonty, zdobywają doświadczenie i kształtują swoje poglądy Dzięki temu mogą spojrzeć na swój kraj z innej perspektywy. To jest bezcenne. Jestem o tym przekonany. Dlatego z przyjemnością przyjmuję na praktyki do swojego biura w Brukseli stażystów z partnerskich uczelni na Pomorzu.

Jako bardzo młody człowiek starałem się trzymać od tego politycznego zamętu jak najdalej, fascynował mnie sport. W 1995 roku wyjechałem jednak do Stanów Zjednoczonych. Skończyłem szkolę średnią w Connecticut i postanowiłem studiować politologię na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Massachusetts. To był przełom w moim myśleniu o polityce. Zacząłem wnikliwiej obserwować, analizować i oceniać. A dyplom Bachelor of Arts na politologii zobowiązywał. Odbyłem roczny staż w firmie komputerowej, a potem w Instytucie Hudsona zajmowałem się m.in. analizą mediów i działaniami władz lokalnych. Po powrocie do Polski rozpocząłem pracę w Biurze Lecha Wałęsy. Bacznie przyglądałem się działaniom mojego ojca, brałem udział w konferencjach, spotkaniach na arenie międzynarodowej, miałem okazję poznać wybitnych światowych polityków. Dzięki tej pracy polityka mnie tak zafascynowała, że postanowiłem sam spróbować i wystartowałem w wyborach do Sejmu. To zakończyło się sukcesem. I jak widać, sam zostałem politykiem.

 

Jest Pan posłem Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim. Pracuje Pan w kilku komisjach. Zajmuje się Pan między innymi sprawami rybołówstwa. Jak wygląda nasza polska sprawa w kontekście europejskim, rybacy mają ciągle wątpliwości, czy ta wspólnota unijna dobrze im służy.
Rybacy mają uzasadnione wątpliwości. Co siedem lat przechodzimy przez reformę wspólnej polityki rybołówstwa. To czego doświadczyli do tej pory rybacy pokazało, że Bruksela często bardziej szkodziła niż pomagała sytuacji np. na Bałtyku czy innych akwenach. W tej chwili wprowadzamy w życie nową reformę. W zeszłym roku zakończyłem też prace nad planem zarządzania stadami dorsza, śledzia i szprota na Bałtyku w ramach tej reformy. Najważniejsze, że zrozumiano, iż to nie Bruksela powinna narzucać szczegółowe warunki połowów na wszystkich akwenach, bo to niepraktyczne i szkodliwe dla ekosystemu. Każde morze jest inne, dlatego stawiamy teraz na regionalizację, na przygotowanie planów zarządzania odpowiadających na potrzeby danego akwenu. Uwzględniana jest w nich charakterystyka Bałtyku czy Morza Północnego. To pokazuje, że uczymy się na błędach. Z pokorą słucham słusznych postulatów naszych rybaków, którzy co siedem lat próbują odnaleźć się w tej narzucanej brukselskiej rzeczywistości. Do tej pory ich głos nie był uwzględniany, teraz konsultacje ze środowiskiem są jednym z głównych elementów wprowadzanych zmian.

 

Czy polscy rybacy będą łowić więcej?
Niestety, jasno trzeba powiedzieć, że pracy nie wystarczy dla wszystkich. Bo prawdą też jest, że musimy ograniczać połowy nie tylko na Bałtyku. Wszyscy lubią ryby, ale paradoksalnie niechętnie się rozmawia o tym, skąd te ryby brać. Polska wchodząc do Unii Europejskiej spełniła oczekiwania Brukseli, to znaczy ograniczyła zdolność połowową, ograniczyła liczbę statków, które wychodzą w morze. Warto pamiętać, że rybacy są tylko częścią całego wielkiego systemu. Jest jeszcze przemysł przetwórczy, logistyka oraz rodziny rybaków, to wszystko składowe tego łańcucha. A więc duża grupa ludzi zależna od tego, jak będziemy zarządzali i prowadzili zrównoważone działania związane z rybołówstwem. Warto też pamiętać, że Bałtyk jest akwenem prawie zamkniętym, z powiększającymi się obszarami beztlenowymi. Bałtyk jest też zanieczyszczony. Musimy więc dbać o ekosystem naszego morza. Natura nam trochę pomogła. Dwa lata temu mieliśmy napływ świeżej wody, bardziej zasolonej z Morza Północnego i to pozytywnie wpłynęło miedzy innymi na stada dorsza. Działalność człowieka powoduje, że te okresy wymiany wody na Bałtyku występują coraz rzadziej i to jest szkodliwe.

 

Poza rybołówstwem jakie Pana działania w Brukseli są teraz ważne?
W tej chwili jestem sprawozdawcą opinii w komisji handlu międzynarodowego w sprawie rozporządzenia nawozowego. Jego celem jest otwarcie rynku europejskiego nawozów na nawozy organiczne i mieszane, a także ograniczenie niektórych zanieczyszczeń w nawozach. Do tej pory warunki dostępu do rynku produktów nawozowych były tylko częściowo zharmonizowane na poziomie UE. W związku z tym Komisja Europejska postanowiła uporządkować zapisy. Niestety, zaproponowane bardzo niskie limity zanieczyszczeń nie mają uzasadnienia naukowego. Tym samym polscy czy europejscy producenci nawozów będą mieli problemy z wprowadzaniem swoich produktów na unijny rynek. Nie będą mieli dostępu do surowców, bo złoża czystego surowca są bardzo ograniczone, znajdują się m.in. w Rosji. Gdyby ta propozycja weszła w życie, mogłaby bardzo ucierpieć nasza Grupa Azoty. Muszę podkreślić, że w pełni popieram cel Komisji Europejskiej, która chce chronić jakość naszych gleb, żywności oraz zdrowia. Należy jednak uważać, aby Komisja Europejska nie wykorzystywała tego celu do nakładania nieuzasadnionych ograniczeń bez wystarczających podstaw naukowych, łamania zasad handlu międzynarodowego oraz nakładania nadmiernych trudności na naszych producentów nawozów i rolników. Dlatego trzeba znaleźć złoty środek. Rozwiązanie, które będzie gwarantowało ochronę środowiska, ale w sposób, który nie będzie zbyt restrykcyjny w handlu.

 

Wiem, że zajmuje się Pan również międzynarodowymi umowami handlowymi.
Tak, w tej chwil jestem sprawozdawcą przyznania dodatkowych koncesji handlowych Ukrainie.. Sytuacja jest bardzo trudna ze względu na toczącą się tam wojnę oraz transformację ustrojową. Musimy jednak namawiać Ukrainę, aby nie rezygnowała z trudnych, lecz bardzo potrzebnych jej reform, które będą harmonizowały m.in. prawo ukraińskie z prawem europejskim po to, by Ukraina zbliżała się do Zachodu. My, jako Polacy rozumiemy, jak trudno jest reformować kraj i przez kilka lat naprawiać zaniedbania z poprzednich dziesięcioleci.

 

Kolejną umową, którą zajmuję się obecnie w komisji handlu, jest umowa o wolnym handlu z Japonią. Tu tematów nie brakuje: przemysł samochodowy, kolejowy, przetwórczy, spożywczy. Japonia jest ciągle trzecią największą gospodarką świata, negocjacje toczą się cały czas, jednak mało się o nich mówi.

 

Czterdzieści procent budżetu Unii Europejskiej to wsparcie dla rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich. A co Pan myśli o ekspansji żywności modyfikowanej?
Każdy kraj członkowski może jasno powiedzieć, czy chce mieć taką żywność czy nie. Osobiście uważam, że w tej dyskusji o GMO jest więcej histerii niż faktów naukowych. Amerykanie stosują taką żywność od wielu lat. A w Unii Europejskiej najbardziej aktywny jest rynek soi. To jest ponad 80 procent żywności modyfikowanej. Nie zapominajmy też, że już teraz w Polsce podstawą produkcji pasz jest właśnie żywność genetycznie modyfikowana.

 

Czy smog, który jest teraz zmorą wielu miast w Polsce, to też histeria?
O nie. Przynajmniej od dwudziestu lat powinniśmy ograniczać naszą zależność od węgla. Oczywiście, jest to trudne, bo mamy takie elektrownie, ale nie możemy na tym poprzestawać. Potrzebne są zmiany. Powinniśmy szukać nowych źródeł energii odnawialnej, ponieważ czystsze technologie są konieczne. Poza tym bardzo ważne jest podnoszenie świadomości społecznej, by nie palić w naszych piecach groźnymi dla środowiska śmieciami czy nie kupować zużytych samochodów. Europa pozbywa się tych trucicieli, a my kupujemy takie samochody w dużych ilościach. To jest groźne.

 

press-room-2015-1

 

Pracuje Pan również w Komisji Petycji UE.
Tak. Jest to bardzo ciekawa komisja, ponieważ wystarczy tylko jedna osoba, żeby złożyć petycję i poinformować nas o problemie dotyczącym prawa europejskiego. Zajmujemy się więc wieloma tematami, najczęściej z obszarów praw podstawowych, środowiska czy transportu, m.in. kopalnią odkrywkową w Małopolsce, czy też wekslami, które muszą in blanco podpisywać pracownicy przy zawieraniu umów o pracę. Ostatnio omawialiśmy wprowadzenie płacy minimalnej w Niemczech, co bardzo uderza w nasze firmy transportowe. Staramy się chronić interesy mieszkańców Europy, a tym samym Polaków. Bardzo ważne jest, żeby poseł z kraju, który składa petycje, walczył o jego interes. Moje drzwi są zawsze otwarte i staram się pomagać, pod warunkiem, że mamy do tego w Komisji Petycji odpowiednie instrumenty.

 

Prowadzi Pan ożywioną działalność dotyczącą edukacji młodych ludzi, organizuje Pan konkursy, staże w Brukseli. Wspomaga Pan młodych, by otwierali się na świat i osiągali znaczące doświadczenie w Europie.
Uważam to za swój obowiązek. Unia Europejska jest naszą szansą i muszą to przyznać nawet jej przeciwnicy. Czasami jest mityczna i tajemnicza. I dlatego uważam, że moja działalność poselska powinna odkrywać te „dziwne” tajemnice, edukować i pokazywać, czym naprawdę jest Unia Europejska. Najlepiej więc osobiście się o tym przekonać. Co roku organizuję konkursy i kilka osób przyjeżdża do mnie na staże trzymiesięczne. Ponadto organizuję „wyjazdy” do Parlamentu Europejskiego dla grup zorganizowanych i wyjaśniam jak najwięcej na miejscu. Zapraszam dziennikarzy, nauczycieli, pracodawców, handlowców, słowem – wszystkich zainteresowanych. Ciągle powtarzam, że Unia Europejska to my. Im łatwiej będzie nam to zrozumieć, tym skuteczniej będziemy zmieniali Unię Europejską, która jest projektem w ciągłej budowie.

 

Często zarzuca się UE nadmierną biurokrację i śmieszną wręcz drobiazgowość.
To prawda. Czasami zdarzają się absurdy, choćby słynne uznawanie ślimaka za rybę lądową, czy prostowanie banana, albo mierzenie długości ogórka. Jest też dużo biurokracji. Ale myślę, że są to błędy przy pracy. Wszystko można skorygować. Natomiast najważniejsze, by rozumieć i doceniać rangę Unii Europejskiej. To jest eksperyment na lepsze funkcjonowanie Europy
i świata w pokojowych warunkach. Pewnie jeszcze będziemy popełniali błędy, ale ważniejsze jest wyciąganie wniosków. Oczywiście, wzrasta znaczenie i siła nacjonalizmu w całej Europie, nie tylko w Polsce, jednak nie wystarczy sam populizm w dzisiejszym współczesnym, skomplikowanym świecie. Musimy spokojnie dyskutować, przeciwdziałać mitologii i rozwiązywać powstające problemy.

 

Gdańsk też pięknieje dzięki Unii Europejskiej. Czy myśli Pan o powrocie do Gdańska i funkcji prezydenta w naszym mieście?
Myślę. Kocham Gdańsk, czuję się tutaj najlepiej ze wszystkich miast i miejsc na świecie. Byłem na wszystkich kontynentach, poznałem niesamowitych ludzi, ale do Gdańska wracam do domu i czuję się tutaj absolutnie u siebie. Moja praca zawodowa od dwudziestu lat próbowała oddalić mnie od Gdańska. Na szczęście bezskutecznie. Chcę działać i tworzyć nowe. Gdańsk to wspaniali ludzie, którzy dają siłę. Jesteśmy niezwykli i unikatowi. Chcę tu być.

 

I kandydować na prezydenta miasta?
...(uśmiech) Tak.

 

Dziękuję za spotkanie.

 

press-room-2015-3

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl