Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Mamy przedmiot pożądania muzeów na świecie

DSC 1541

 

Z dyrektorem Muzeum Narodowego w Gdańsku Wojciechem Bonisławskim rozmawia Alina Kietrys.

 

Rok 2017 ma być w Gdańsku znaczący za sprawą dzieła „cenniejszego niż złoto”, czyli tryptyku Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. To inicjatywa Muzeum Narodowego.

Stworzyliśmy projekt, którego celem jest zaprezentowanie jednego z najcenniejszych dzieł w polskich zbiorach muzealnych. Chcemy dzieło Memlinga zaprezentować bardzo różnorodnie, przede wszystkim, by popularyzować wiedzę o tym naprawdę wyjątkowym tryptyku. Będziemy snuli refleksje naukowe, aby wykazać, ile jeszcze kryje on tajemnic. A poza tym zarówno gdańszczanie jak i osoby przyjeżdżające do naszego miasta ciągle nie bardzo wiedzą, że to wyjątkowe i tak cenne dzieło jest właśnie w Muzeum Narodowym w Gdańsku. Mało znana jest ciągle historia tego obrazu i opowieść o niesłychanych losach, które znakomicie nadają się na dobry przygodowy film. Jednocześnie chcemy podkreślić rangę muzealnych zbiorów gdańskich i możliwość wchodzenia właśnie dzięki Memlingowi w różne koneksje muzealne z największymi muzeami na świecie.

 

Dlaczego właśnie rok 2017?

Dla Memlinga tak naprawdę każdy rok jest dobry. To nie jest jednorazowa akcja, będziemy się starali co roku tworzyć nowe projekty wokół Sądu Ostatecznego. Ale ten rok jest szczególny. 550 lat temu Memling zaczął malować swoje dzieło, 210 lat temu dyrektor nowo powstałego Muzeum Napoleona z siedzibą w Luwrze na życzenie cesarza wywozi po raz pierwszy ten tryptyk z Gdańska do Paryża, a 200 lat temu tryptyk Memlinga wraca do Gdańska, ale już z Berlina, bo tam trafił z Luwru za sprawą rewindykacji zagarniętych dzieł sztuki.

 

Ale i do Gdańska Sąd Ostateczny trafił w awanturniczy sposób.

Tak, losy tego dzieła były przedziwne. 27 kwietnia 1473 roku, w czasie wojny między Anglią a Hanzą, gdański kaper Paweł Beneke napadł na dobrze uzbrojony galeon włoski, który płynął do Florencji pod banderą neutralnej Burgundii, i zdobył łupy. Kapra Beneke wynajęli patrycjusze gdańscy i im też kaper przekazał łupy, których było niemało: m.in. tkaniny, skóry, futra, kosztowności i bardzo cenny wówczas ałun do utrwalania barwników. I był też ołtarz przedstawiający Sąd Ostateczny. Tryptyk patrycjusze przekazali do kościoła Najświętszej Marii Panny.

 

Są jakieś dokumenty dotyczące tej pierwszej darowizny?

Nie ma. Ale już wtedy rozpoczęła się walka o Sąd Ostateczny. To przedziwna sprawa, że ten obraz od początku wzbudzał takie namiętności. Bo z jednej strony występuje o odzyskanie łupów i Sądu Ostatecznego książę Burgundii, a równocześnie w tę walkę włącza się ówczesny papież Sykstus IV. Badacze sądzą, że to Medyceusze wpłynęli na papieża, by dzieło odzyskać. Właścicielami obrazu de facto byli bankierzy florenccy, którzy pracowali w filii banku Medyceuszy w Brugii: Giacomo Tani, który zamawiał obraz, i Tommaso Portinari. Żeby było bardziej tajemniczo, w archiwum w Gdańsku jest dokument – bulla papieska z tamtego okresu, w której zapisano nazwiska poszkodowanych Florentczyków, ale nie ma tam nazwiska Taniego. Portinari dochodził swoich praw w sądzie. Co ciekawe w żadnym dokumencie nie zapisano nazwiska autora tryptyku. W XVII wieku cesarz Rudolf II, kiedy przyjechał do Gdańska i zobaczył ten obraz, zaproponował gdańszczanom, że kupi go za 40 tysięcy talarów. To była ogromna suma. Ale gdańszczanie się nie zgodzili. A w XVIII wieku car Piotr I czynił różne starania, żeby obraz przejąć. Nie udało się, ale dokonał tego w XIX wieku Napoleon, a po traktacie wersalskim Sąd Ostateczny przyjeżdża do Berlina i tam podziwiany jest w Akademii Sztuk Pięknych. Elity berlińskie czynią starania, żeby obraz nie wrócił do Gdańska. Ale wrócił 200 lat temu i został w Gdańsku do II wojny światowej. W czasie wojny armia niemiecka rozmontowała i zabrała dzieło do Turyngii, tam tryptyk zajęła Amia Czerwona i przewiozła go do Ermitażu. Sąd Ostateczny wrócił do Polski, do Warszawy dopiero w 1956 roku na mocy rozmów międzyrządowych dotyczących kolekcji Jacoba Cabruna. Notabene wróciły wtedy obiekty z Ermitażu, a do tej pory nie wróciły te, które znajdują się w Muzeum Puszkina w Moskwie. Do Gdańska przyjeżdża Sąd Ostateczny jeszcze w tym samym roku i trafia do naszego muzeum.

 

Muzeum Narodowe Gdansk 01

 

Tryptyk, eksponowany wpierw w kościele Mariackim, teraz jest w muzeum. Przypomnijmy: w latach 80. ubiegłego wieku trwały dyskusje, czy nie powinien wrócić do kościoła.

Nie wszystko jest takie jednoznaczne, bo nie ma jednoznacznego przekazu, gdzie był eksponowany Sąd Ostateczny przed II wojną światową. Są informacje, że obraz trafił do Stadtmuseum. Stan prawny był specyficzny. Kościół Mariacki był wtedy kościołem protestanckim, a według prawa całe wyposażenie kościoła należało do gminy protestanckiej. A w imieniu gminy wszystkimi zabytkowymi obiektami majątku protestanckiego zarządzał dyrektor Stadtmuseum, czyli dyrektor muzeum miejskiego, który decydował, gdzie dany obiekt ma się znajdować.

 

A w ubiegłym wieku rzeczywiście dyskutowano, gdzie należy Memlinga eksponować. Te dyskusje były i myślę, że jeszcze będą powracały. My uważamy, że muzeum jest najlepszym miejscem ze względu na ochronę fizyczną, konserwatorską i sposób eksponowania w specjalnej kapsule, w której utrzymuje się odpowiednie i konieczne warunki klimatyczne. Monitoring trwa 24 godziny. Mamy znakomite urządzenia i specjalny żel, który pochłania albo oddaje wilgoć i odpowiednie, bardzo nowoczesne światło, ale bez urządzeń elektrycznych.

 

Dyskutowano też czy dzieło Memlinga powinno jeździć po świecie, czy nie.

Tak. Memling kilka razy podróżował, był w Europie w Brugii, Kolonii i Stanach Zjednoczonych w Milwaukee, a stamtąd poleciał do Wiednia. Obraz zawsze jest dobrze ubezpieczony i odpowiednio chroniony. Inaczej wygląda transport kołowy, inaczej samolotowy. To zawsze wielka wyprawa i precyzja logistyczno-ubezpieczeniowa.

 

Wartość Memlinga to nie jedyna tajemnica.

Fakt, na przykład od początku niejasne było, kto namalował Sąd Ostateczny. W Paryżu był oglądany jako dzieło braci van Eycków. Dopiero późniejsze badania wykazały, że autorem jest Memling. Artysta zostawił około stu obrazów, a Sąd Ostateczny uważany jest za najcenniejszy i największy. To jego dzieło życia, a znawcy twierdzą, że jeden ze stu najcenniejszych obrazów sztuki dawnej na świecie.

 

Jak powstawało to dzieło?

Są przekazy polskie i zagraniczne. Wiemy, jak wyglądała pracownia Memlinga, jak wyglądała droga Memlinga do Brugii, bo on urodził się w Niemczech. Wiemy, jak wyglądała wtedy technologia malowania. To jest malowane na deskach, a więc także prowadzone były badania dendrologiczne, które mówiły o datowaniu dzieła. Sąd Ostateczny jest jednym z najlepiej przebadanych obrazów w Europie przy użyciu najnowszych technologii. Pracownie krakowskie, które nim się zajmowały, wykazały, że jest bardzo dobrze zachowanym obiektem. Dużo wiadomo na temat zmieniających się kompozycji, użytych materiałów, techniki malowania. Profesor Antoni Ziemba z Uniwersytetu Warszawskiego i Muzeum Narodowego w Warszawie oraz Till-Holgert Borchert, znawca malarstwa flamandzkiego, dyrektor muzeum w Brugii uważny za „papieża od Memlinga”, autor wielkiej wystawy w Rzymie, mają absolutną wiedzę na temat tego dzieła. A naukowców interesujących się Memlingiem jest wielu.

 

Konserwacja Memlinga to również interesujący rozdział.

Tak, bo ostatnia konserwacja odbyła się jeszcze w Leningradzie w 1956 roku i od tamtej pory nie było konieczności jej powtórzenia. Zabiegałem o dokumenty przedstawiające tamte prace konserwatorskie bardzo długo i w końcu, przy pomocy kolegów muzealników i byłej minister kultury Rosji, udało się te dokumenty zdobyć. Jeszcze ich nie publikowaliśmy, bo trwa ich opracowywanie. Konserwatorzy mówią, że to „pancerny” obraz. Ma za sobą sześć wieków i różne okoliczności transportu. Zdarzyła się tylko do tej pory jedna rzecz: twarz Sprawiedliwego, czyli głowa na cynowej blasze, została kiedyś zmyta, ale to przez niemieckiego konserwatora. To był tzw. nieszczęśliwy wypadek przy pracy. I tę twarz odtworzyli inni konserwatorzy, więc jest na obrazie.

 

Mówi się, że gdański Sąd Ostateczny ma specjalną moc.
Jest teoria, która mówi, że obraz mógł służyć przekazywaniu wiedzy ezoterycznej i wyznawcy tej teorii uważają, że obraz ma szczególną moc. Ale jedni wierzą, inni nie. Natomiast ten obraz zawsze fascynował historyków sztuki i oglądających.

 

A co muzeum proponuje w Roku Memlingowskim w Gdańsku?
Wydaliśmy wielki album Sądu Ostatecznego. Prace trwały dwa lata, ukazał się po polsku i po angielsku w 2016 roku. Rozszedł się błyskawicznie, będziemy robili dodruk. Autorem świetnych zdjęć (otwieraliśmy kapsułę dwa razy) i całej koncepcji albumu jest Andrzej Nowakowski, dyrektor krakowskiego wydawnictwa Universitas. Wydawcami są także Muzeum Narodowe w Gdańsku i Narodowe Centrum Kultury. Eseje do tego niezwykłego albumu pisali świetni znawcy Memlinga. Wydaliśmy też kalendarz memlingowski na rok 2017, książkę popularyzatorską gdańskich autorek o obrazie, wydajemy publikacje w trzech językach, które udostępniamy za darmo zwiedzającym. Jest też gra muzealna dla dzieci i dla młodzieży, w której zapisana została wiedza o obrazie, w czerwcu ułożymy memlingowskie puzzle w skali 1:10 w sercu Gdańska na Długim Targu z okazji święta miasta. Będą też wykłady cykliczne pod wspólnym tytułem „Akademia Sądu”. Profesor Marcin Kaleciński tworzy program naukowy tych spotkań. Zorganizujemy międzynarodową konferencję ze specjalistami z Europy i USA. Konferencji będzie towarzyszyła wystawa, na którą mają przyjechać dwa obrazy Memlinga. Ma zostać też wystawiona opera na kanwie Sądu Ostatecznego – libretto już jest, Opera Bałtycka działa. Zaplanowano instalację ceramiczną włoskiego artysty poświęconą barwom Sądu Ostatecznego. Wiele instytucji kultury współdziała przy Roku Memlinga, m.in. Nadbałtyckie Centrum Kultury, Muzeum Historii Gdańska, a Biblioteka Wojewódzka już rozstrzygnęła konkurs na komiks. Książkę dla dzieci na Dzień Dziecka pisze Jacek Frydrych. Młodzi poeci też będą mówili i pisali o Memlingu. Myślę, że te wszystkie działania wyzwolą poczucie dumy, że mamy w Gdańsku tak niezwykłe dzieło, obiekt, który jest przedmiotem westchnień wielu muzealników na świecie. Obok Damy z gronostajem, ołtarza Wita Stwosza – oba dzieła w Krakowie, nasz Sąd Ostateczny to czołówka najwybitniejszych dzieł w Polsce i w Europie.

 

Dziękuję za rozmowę i zaprośmy wszystkich do Muzeum Narodowego w Gdańsku przy ulicy Toruńskiej. Bądźmy dumni z naszych zabytkowych obiektów i zbiorów, i chwalmy się tym głośno.
Zapraszam serdecznie i będziemy promować Memlinga.

 

Obraz Memlinga

Hans Memling, Sąd Ostateczny, 1467–1473, Muzeum Narodowe w Gdańsku.

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl