Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Poezja była zawsze moim drogowskazem

 JPA6450

 

Mieczysław Szcześniak, lat 52 – piosenkarz, kompozytor, autor tekstów – w swoim dorobku ma 9 autorskich muzycznych albumów. W listopadzie tego roku ukazał się jego album „Nierówni”, z piosenkami opartymi na wierszach księdza Jana Twardowskiego. Zdobywał nagrody na wielu międzynarodowych festiwalach, jest laureatem m.in. Bursztynowego Słowika na festiwalu w Sopocie.

 

Wubiegłym roku ukazał się Pana album, nagrany wspólnie z Krzysztofem Herdzinem „Songs From Yesterday”. I teraz w listopadzie miała miejsce premiera kolejnej Pana płyty „Nierówni”. Dobre tempo!?


Tak się złożyło, ale płyta „Nierówni” powstawała cztery lata! A zamysł miałem już w 2000 roku, kiedy ukazała się płyta „Spoza nas”. To była moja pierwsza przygoda z poezją księdza Jana. Skomponowałem i zaśpiewałem nutki do „Wiersza z banałem w środku", który jako piosenkę nazwałem „Spoza nas”. …bo to, co nas spotyka, przychodzi spoza nas. Te słowa Jana Twardowskiego są myślą przewodnią albumu.

 

W ubiegłym roku nagrał Pan już kolejny utwór do wiersza ks. Jana Twardowskiego, to piosenka „Nierówni”, która znalazła się teraz na Pana nowej płycie.


To był mój prezent i dla ks. Twardowskiego, i dla słuchaczy, a okazją była setna rocznica urodzin księdza – 1 czerwca!

 

Był jakiś bodziec bądź okazja, żeby właśnie teraz wydać płytę „Nierówni”?


Nie, nie było żadnego bodźca, po prostu dokończyłem ją. Cztery lata pracy nad jednym projektem, to jednak długo. Kiedy nad czymś pracuję, myślę o tym codziennie; budziłem się nieraz z bólem głowy, bo niełatwo było nagrać płytę w Stanach, z Brazylijczykami, nagrywać głosy i miksować w Los Angeles z Amerykanami i jeszcze smyki nagrać w Polsce.

 

Na płycie jest 11 utworów opartych na wierszach księdza poety Jana Twardowskiego. Mile zaskoczony byłem słuchając tych utworów. Myślałem, że to będą smutne piosenki wypełnione kościelną atmosferą, a tu pełne radości, lekkości utwory!


Myślałem, jaką formę nadać tej niezwykłej, lekkiej poezji. Nie chciałem jej obciążać, chciałem dać jej większą przestrzeń. Postanowiłem umieścić ją w brazylijskiej, pogodnej, rytmicznej muzyce. Ta forma ma podkreślić to, co ważne dla poety i kompozytora – ciepłą nadzieję, afirmację poetyckiej prostoduszności. Opracowane przeze mnie wiersze opowiedziane są językiem kompozycji nawiązujących do akustycznej, lekkiej i pełnej słońca brazylijskiej muzyki i jej wyraźnych rodzajów, m.in. bossa novy, samby.

 

Kto wziął udział w nagraniu tej płyty?


Pojechałem do Stanów Zjednoczonych i z zaprzyjaźnionymi pięcioma brazylijskimi muzykami nagraliśmy cały materiał w studiu w Chicago. Potem w Polsce aranżacje na kwartet smyczkowy dodali Krzysztof Herdzin i Marcin Pospieszalski. Rob Hoffman w Los Angeles te płytę zmiksował, a wcześniej nagrał mój głos. Wendy Waldman wraz z Marcinem zajęli się produkcją muzyczną. Płyta do wierszy księdza Jana Twardowskiego kompozycyjnie powstała w Polsce, a nagrano ją w Stanach. Trochę to było logistycznie skomplikowane, ale efekt jest zadowalający, bardzo mnie cieszy.

 

Czy z tą brazylijską ekipą muzyków już kiedyś Pan współpracował?


Z gitarzystą i wokalistą brazylijskim Paulinho Garcią pracowałem już wcześniej, przy okazji piosenki „Spoza nas”.

 

Już dwa pierwsze utwory z tej płyty, „Nierówni” i „Jest jeden świat” wprawiają w dobry nastrój; to piękne, melodyjne utwory i do słuchania, i do tańczenia, zagrane w południowoamerykańskich rytmach.


Takich jest jeszcze kilka, ale są też piękne ballady. Chciałem podzielić się wierszami ks. Twardowskiego, przenosząc je z serc do głów i na usta, żeby można było je śpiewać, tańczyć, śmiać się i płakać. Niewymuszenie, tak po prostu – jak to u księdza Jana.

 

A co sprawiło, że zainteresował się Pan wierszami księdza poety Jana Twardowskiego?


Zawsze byłem zainteresowany poezją, która esencjonalnie, mądrze i na skróty opisuje życie, uczy doceniać człowieka, piękno i bogactwo uczuć, przywraca słowom ich „wyprane” znaczenia. Poezja była zawsze moim drogowskazem.


Czym jest dla Pana ta płyta; złożeniem hołdu ks. Janowi Twardowskiemu, fascynacją jego twórczością?


Moje zamierzenie było proste; podzielić się „ulubieniem” twórczości poety, radością z odkrycia jego poetyckiego świata. Dzięki piosenkom słuchacze „wkręcą się” w  jego poezję bardziej, konkretniej, będziemy mówić tym samym, Twardowskim językiem. Specjalnie wybrałem wiersze nie religijne, a te najbardziej życiowe. Rozpatrywanie poety w kategorii bycia księdzem trochę Twardowskiego ogranicza. On jest przede wszystkim dobrym poetą, który był księdzem. A za jego lekkość, za esencjonalność, trafność sformułowań, prostolinijność powinien dostać jakiegoś Nike-Nobla.

 

 JPA6473

Czy tytuły utworów na pańskiej płycie, to tytuły wierszy księdza?


Niektóre, jak np. „Poczekaj”, „Do domu”, to tytuły wierszy. Niektóre postanowiłem zmienić. Wybierając wiersze i opracowując je, a nawet czasem łącząc - zmieniłem w nich trochę akcenty logiczne i emocjonalne. Niektóre wersy opuściłem, czasem wiersze łączyłem, na co, szczęściem, zgodziła się pani Aleksandra Iwanowska, która opiekuje się schedą po poecie.


Będzie Pan prezentował materiał z tej płyty na koncertach?


Tak, mamy taki zamiar, żeby na wiosnę i jesienią zrobić trasę koncertową.

 

Śpiewa Pan standardy jazzowe, soul, blues, pop. Zetknął się Pan z nurtem muzyki chrześcijańskiej, poezją śpiewaną. Który styl jest Panu najbliższy?


Jestem muzykiem z wykształcenia, śpiewam piosenki z elementami różnych gatunków muzycznych. Śpiewałem na festiwalach popowych, muzyki współczesnej, jazzowych, poezji śpiewanej. Lubię określać się mianem śpiewaka.

 

Piosenka „Dumka na dwa serca” zaśpiewana z Edytą Górniak, to chyba utwór, który utorował Panu drogę do szerokiej publiczności?

 

Tak, ma pan rację, to piosenka, która trafiła pod strzechy. I bardzo się z tego cieszę, bo to pieśń szlachetna, pięknie nawiązująca do słowiańskich tradycji.

 

W ubiegłym roku Edyta Górniak jeździła po Polsce z koncertem „Love 2 Love”, prezentując swoje największe przeboje. Czy „Dumka” z Pana udziałem też była w programie tego koncertu?


Tak, byłem zaproszonym gościem.

 

Niejedyny to utwór nagrany w duecie, który dał Panu popularność. Piękne piosenki wykonywał pan z Grażyną Łobaszewską, z Dorotą Miśkiewicz wspaniale zaśpiewał jeden z wielkich przebojów Marka Grechuty „Dni, których jeszcze nie znamy”…


Rzeczywiście było ich sporo, można tu jeszcze wymienić duety z laureatami festiwalu „Zaczarowanej piosenki”, z Wendy Waldman zdobywczynią nagrody Grammy z Basią Trzetrzelewską zaśpiewaliśmy piosenkę „Save the Best for Last”, z Natalią Przybysz, Anną Marią Jopek, Kayah, Lorą Szafran. Ale śpiewałem też z Rysiem Rynkowskim, Andrzejem Zauchą, Mezo. Duet dla mnie, to śpiewanie z artystą lub artystami, którzy wchodzą w mój świat i interpretują go po swojemu. To dla mnie zawsze wielka przygoda i frajda. Lubię śpiewać w duetach.

 

Od wielu lat występuje Pan na scenie. Nie ma Pan wrażenia, że tak wymagający zawód odbija się na życiu prywatnym?


Mój zawód jest dla mnie najważniejszy i  zabiera mi najwięcej czasu. Siłą rzeczy odbija się to na moim życiu prywatnym. Nie narzekam z tego powodu, należy tylko dobrze zaplanować czas, żeby było miejsce i na muzykę, i na życie prywatne.

 

Wokalista ma zaplanowane koncerty, nieraz z dużym wyprzedzeniem. A tu nieoczekiwanie jakieś zdarzenie, choroba… Czy zdarzało się Panu odwoływać biletowane koncerty?


Niestety zdarzało się. No cóż, choroba nie wybiera, a mamy taki klimat, że słońca jest mało. Bywa też, że pomieszczenie, w którym śpiewam, jest słabo ogrzewane. A śpiewając oddycha się technicznie, przepompowuje dużo powietrza. I tak przez przeszło godzinę, a gdy w pomieszczeniu jest zimno – gwarantowane mam zapalenie krtani. No i tu kieruję ukłon do organizatorów koncertów, aby dobrze przygotowali salę. Profilaktycznie coś tam na odporność biorę, aby państwa nie zawieść.

 

To co, nie zobaczymy Pana na plenerowym sylwestrowym koncercie, podczas którego ciepłego powietrza raczej nie ma?


Nie, zrezygnowałem z tego rodzaju występów. Kiedyś śpiewałem na takim koncercie i zakończył się dla mnie chorobą.

 

Czyli sylwester w domu?


Tak, w domu i to z przyjemnością, spędzę go z przyjaciółmi.

 

Przed nami święta Bożego Narodzenia, gdzie Pan planuje je spędzić?


Jak zwykle w moim rodzinnym Kaliszu z trzypokoleniową rodziną. Przyjadą m.in. moi siostrzeńcy z Anglii i Irlandii, w  rodzinnym gronie będziemy się po prostu cieszyć sobą.

 

Rozmawiał: Jerzy Uklejewski

 

mietek szczesniak - cvr

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl