Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Nie wyważamy otwartych drzwi

 DSC1570

 

Lady Pank, jedna z najpopularniejszych grup w historii polskiego rocka, obchodzi w tym roku 35-lecie działalności. Na swoim koncie ma ponad 20 płyt i mnóstwo przebojów. Album zatytułowany Miłość i władza, to ich ostatnie muzyczne dziecko. O zespole i nowym albumie rozmawiam z Januszem Panasewiczem, wokalistą grupy Lady Pank.

 

Skład zespołu się zmieniał, ale Jan Borysewicz oraz pan jesteście w nim od zawsze?

 

Lady Pank został założony w 1981 roku we Wrocławiu przez Jana Borysewicza i Andrzeja Mogielnickiego. Od jesieni 1982 roku, po zakończeniu zasadniczej służby wojskowej, do zespołu dokooptowałem ja. Od ponad 20 lat gramy w niezmienionym składzie, czyli Janek Borysewicz – śpiew i gitara solowa, Kuba Jabłoński – perkusja, Krzysztof Kieliszkiewicz – gitara basowa, Michał Sitarski – gitara elektryczna, no i ja – śpiew.

 

Wasz nowy album to dziesięć premierowych piosenek i dodajmy, że wszystkie wykonuje pan w ojczystym języku, czyli wpisujecie się w hasło: „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki”, wylansowane swego czasu przez zespół Niebiesko-Czarni.

 

Nie ukrywam, bardzo dobrze czuję się, śpiewając piosenki dla polskiej publiczności w naszym rodzimym języku. Utwory te staram się śpiewać w miarę wyraźnie, by wszyscy zrozumieli to co śpiewam i zarazem przyswajali sobie tekst piosenki. Nie widzę powodów, by w Polsce śpiewać w obcym języku. Tak zawsze z Lady Pank było i tak jest.

 

Kto jest twórcą tych utworów? Jest pan autorem tekstów wielu waszych przebojów, czy i tym razem odpowiada pan za warstwę tekstową?​


Tradycyjnie są to kompozycje Jana Borysewicza, a autorami tekstów na tej płycie są tym razem Wojciech Byrski oraz Bogdan Olewicz.

 

Płyta Miłość i władza to coś nowego w waszej twórczości?

 

Oczywiście piosenki są nowe, ale brzmienie jest według mnie typowe dla Lady Pank. Nie wyważamy otwartych drzwi, nikt nie oczekuje od nas rewolucji.

 

Wasze koncerty organizowane są pod hasłem 35-lecia zespołu. Na pewno prezentujecie na nich zarówno utwory z nowej płyty, jak i wasze dobre, stare przeboje.

 

Na koncertach nie może zabraknąć takich piosenek, jak Mniej niż zero, Wciąż bardziej obcy czy Kryzysowa narzeczona. To co obserwuję na koncertach, to istny powrót do źródeł. Ludzie śpiewają ze mną wszystkie piosenki od początku do końca, znając każde słowo, każdy charakterystyczny moment. Na koncertach widzę trzy pokolenia fanów i to jest najpiękniejsze. Nowa płyta na pewno nie zawiedzie naszych najstarszych fanów, ponieważ jest na niej solidna dawka typowej ladypankowej energii i poetyki.

 

Pana koledzy ze sceny, m.in. Paweł Kukiz oraz Piotr Marzec, znany jako Liroy, są dziś politykami. Nie chce pan tak publicznie wyrażać swoich poglądów, jak zrobił to na przykład Maciej Maleńczuk w programie Moniki Olejnik Kropka nad i?


Nie, nie! Maciek ma oczywiście do tego prawo, jest wolnym człowiekiem, żyje w wolnym kraju i może mówić, co mu się podoba. Natomiast ja inaczej postrzegam świat. Jeżeli mam coś do powiedzenia, to śpiewam i wyrażam to w swoich tekstach. Jest na przykład taka moja piosenka Siódme niebo nienawiści, co prawda ma 15 lat, ale cały czas jest aktualna. W piosenkach poruszam tematy, które nas bolą i one są tak wieloznaczne, że każdy może zinterpretować, wyczuć, co mieliśmy do powiedzenia.

 

Steruje pan swoją karierę i ją programuje?

 

Nic takiego nie robię. Jeśli wiem, że muszę nagrać płytę, że mam koncert, jakieś zobowiązanie, to muszę to wykonać. Na szczęście mamy taki komfort, czy to ja solowo, czy też z zespołem, że nasza działalność muzyczna wychodzi od nas, jest spontaniczna. Gdy mamy ochotę coś nagrać, to dajemy sobie znak, że jesteśmy gotowi, i nagrywamy. Nikt nas do niczego nie zmusza. Nie planujemy czegoś na dłuższy czas. Wiemy już, że w tym i przyszłym roku mamy dużo grania.

 

A jak pan widzi siebie za 10 lat? Czy tak jak Mick Jagger chce pan być wiecznie aktywny na estradzie?

 

Będę wiecznie aktywny [śmiech], ponieważ jestem ojcem wspaniałych bliźniaków. Julek i Bruno mają po 8 lat i muszę być przy nich aktywny, bez polityki i emerytury.

 

Dużo pan koncertuje, ile dał pan koncertów w ubiegłym roku?

 

Trudno powiedzieć, nie prowadzę takiej statystyki, ale jak się gra 70–80 koncertów na rok, to jest znakomicie. W tym roku może ich być dużo więcej.

 

I co, widownia zawsze jest pełna?

 

Tak, ostatnio każdy nasz koncert jest w pełni wyprzedany.

 

Po koncercie macie czas dla fanów, czy od razu w samochód i do hotelu?

 

To różnie bywa. Czasami od razu przemieszczamy się z miejsca na miejsce, by zdążyć czy to na drugi koncert, czy na przykład do radia. Ale jeśli nie mamy takich obowiązków, jest luz i skończyliśmy granie, to chętnie podpisujemy płyty, rozmawiamy z fanami i robimy sobie zdjęcia.

 

A co z filmem, zagrał już pan w kilku filmach fabularnych. Nie pojawiają się propozycje, czy nie ma czasu na kontynuowanie przygody z filmem?

 

I w tej dziedzinie sztuki czasami też coś robię. Jak pojawia się jakaś propozycja, która mi odpowiada, to czemu nie? Nie tak dawno zagrałem w trudnym filmie, wydaje mi się, że ja tylko do takich się nadaję, no chyba że ktoś mi zaproponuje zagrać epizod w jakimś serialu. Ostatni film, w którym zagrałem, to trzydziestominutowa etiuda zatytułowana Kino. Jest to niezależna produkcja Łódzkiej Szkoły Filmowej. Gram tam główną rolę, film opowiada o ludziach bezdomnych. Dodam jeszcze, że w tym filmie zagrałem m.in. z Muńkiem Staszczykiem.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 DSC1938

 

Rozmawiał: Jerzy Uklejewski / Fot. Archiwum Universal

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl