Najnowsze wydanie 30

 

okladka online magazyn pomorski 30

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Anna Kwiatek, Mirosław Begger, Cezary Spigarski, Barbara Miruszewska, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Anna Umięcka

Skład: Maciej Jurkiewicz, www.produktart.com.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Mieczysław Majewski, Sławomir Panek, Radosław Michalak

Skrzypaczka i moda Tajemnicza MARANTHA

IMG 8516

 

Jest punktualna i uśmiechnięta. Nienaganny makijaż, stylowa fryzura, gustowne drobiazgi. W rozmowie otwarta i bezpośrednia, ale stanowcza. Żadnej pozy artystki, która zna i lubi scenę, i wie, co to sukces.

 

Spotykamy się na kwaśnych lodach. Mango są według niej najlepsze. Efektownie przełamuje nieznajomość, przekazując mi pozdrowienia od swego ojca Andrzeja Nanowskiego, artysty, którego wielokrotnie słuchałam na koncertach. W tej rodzinie grają wszyscy: mama Małgorzata – pianistka, tata – pianista i śpiewak, profesor, dziekan Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Gdańsku, siostra Magda – pianistka i studentka śpiewu, a równocześnie jest twarz niezwykłej kolekcji mody Marantha, którą tworzy ona – Marta Nanowska – skrzypaczka i nowa osobowość w świecie mody.

 

„Czy muzyka już Pani nie wystarcza?” – pytam, choć wiem, że dopiero co wróciła z festiwalu w Tykocinie, gdzie po raz kolejny koncertowała z ojcem i bardzo podobała się publiczności.


„No nie! Muzyka – zawsze! W mojej rodzinie dominują pianiści, a ja zaczęłam grać na skrzypcach, gdy miałam cztery lata. I pewnie trudno w to uwierzyć, ale robiłam to z pasją już od dziecka. Dzieci z podwórka mnie nie rozumiały, bo byłam inna. Teraz, już jako dorosła osoba chętnie wybieram miejsca, w których nigdy nie byłam w dzieciństwie. Ostatnio przed koncertem skakałam jak szalona na dmuchanym zamku, takiej wielkiej zabawce dla dzieci. [śmiech]

 

IMG 8368


Dzisiaj muzyka jest częścią mnie, a moja muzyczna rodzina najważniejsza w moim życiu. Dom to ważne dla mnie miejsce, choć teraz już mieszkam sama. I od kiedy też pamiętam, najpiękniejsze święta były w moim rodzinnym domu. Ten wyjątkowy dzień to była Wigilia. I tak jest do dzisiaj. Nie zamieniłabym naszej Wigilii na żadną inną. Wigilia trwa u nas wiele godzin, wszyscy gramy, śpiewamy kolędy i celebrujemy tę niezwykłą świąteczną kolację przez kilka godzin. To takie niedzisiejsze nasze rodzinne spotkanie, podobnie jak niedzielne obiadki zawsze o czternastej. Z domu wyniosłam dobre maniery, choć brzmi to staroświecko i górnolotnie, to bardzo przydaje mi się w życiu.”

 

„Czy rodzinne muzyczne uzależnienie nie przeszkadza Pani w poszukiwaniu własnej drogi?”
„Sława moich rodziców ma oczywiście trochę wpływ na to, jak ludzie ze środowiska albo postronni postrzegają mnie i moją siostrę. Ale już się przyzwyczaiłam. Zresztą mam swoje doświadczenia. Egzamin do Filharmonii Bałtyckiej zdawałam kilka razy, ale się do orkiestry nie dostałam. A teraz współpracuje z tą orkiestrą i dobrze. Jestem wolnym strzelcem… Środowisko artystyczne ma swoje prawa” – mówi z lekkim uśmiechem. „Ale ja zawsze byłam niespokojnym duchem i zawsze czegoś szukałam. Na koncertach też chciałam jak najlepiej wyglądać, niebanalnie. Przywiązuję ogromną wagę do tego, co gram, jak gram i w czym gram. Zawsze zwracałam uwagę na oświetlenie na scenie i wiem, że bardzo ważne jest rozróżnienie na scenie między kiczem a elegancją. Każdy drobiazg się liczy. Bardzo lubię biżuterię, ale się nią nie obwieszam. Choć nie ukrywam, że mam swoje ulubione piękne drobiazgi, które potrafię nosić nawet po kilka miesięcy.”

 

Tu pani Marta pokazuje mi maleńki, piękny pierścionek. I na chwilę przerywa monolog. Zamyśla się. Wracamy do mody i domowych tradycji.
„A kreacje, w których występuję, są już od kilku lat mego autorstwa” – mówi. „Zawsze uwielbiałam robótki ręczne, ubierałam cierpliwie w różne stroje swoje lalki. Lalki musiały być piękne, a ja cierpliwa. Cierpliwości uczyła mnie gra na skrzypcach. Godziny ćwiczeń… Wie pani doskonale, że człowiek musi ćwiczyć godzinami, żeby być bardzo dobrym i technicznie perfekcyjnym. Kiedy dostałam pierwszą wymarzoną Barbie, za świadectwo z czerwonym paskiem w drugiej klasie szkoły podstawowej, była ona właściwie tylko w ręczniku. Lalka była droga, a rodzice już na lalczyne kreacje nie mieli pieniędzy. Więc zaczęłam szaleć. Szyłam ze wszystkiego. Od mamy mojej koleżanki, która pracowała w sklepie z materiałami, dostawałam skrawki. Moja Barbie była najpiękniej ubrana, a ja byłam dumna.”

 

IMG 8874

 

„Tak się zaczął wielki flirt Marty Nanowskiej z modą. Mogę tak powiedzieć?” – pytam, przerywając dziecięce wspomnienia.
„Tak. Potem był czas miłości do torebek. Robiłam je dosłownie ze wszystkiego, nawet z kółek od karniszy. A potem przyszedł czas na buty… Powiem szczerze, najlepiej lubię z moją siostrą Madzią wpaść do sklepu na wyprzedaże. I buszować. To cudowne uczucie i nie żal mi na to czasu. A zawodowo robię teraz dwie rzeczy równocześnie. Na przykład ćwiczę na skrzypcach techniczne wprawki i obmyślam nowe kreacje. Technicznie w przygotowaniu modelu sukni pomagają mi dwie krawcowe. Na początku pani Dorota wspierała mnie we wszystkim i znosiła moje fanaberie. A teraz współpracuję z panią Grażyną. Jest fantastyczną, skromną, ale doświadczoną osobą. Poznałyśmy się w Internecie. Dostaję więc od pani Grażynki gotowe półformy, a potem zaczynam przyszywać wszystkie swoje drobiazgi – koraliki, kryształki, kwiaty, płatki. Chcę jak najszybciej zobaczyć efekt, więc uruchamiam swoje ręce i wyobraźnię. I już wiem, umiem sobie wyobrazić moją kreację w szczegółach, choć muszę na przykład jeszcze przyszyć pięćset płatków.”

 

Marta Nanowska stworzyła swoją markę modową – nowe oblicza klasyki. Nazwała ją Marantha. Kulturowo fascynują ją Włochy, a szczególnie Wenecja, miasto jej marzeń artystycznych, i XVI-wieczny botanik, lekarz i teoretyk literatur – Bartolomeo Maranti, który odkrył wiecznie zieloną roślinę. Ma ona wiele odmian i jest antidotum na truciznę. Maranti nazwał ją swoim nazwiskiem. Oryginalności barw i różnorodność odmian tej rośliny stały się inspiracją estetyczną Marty Nanowskiej i dały początek nazwie jej marki: Marantha.

 

Marantha to pojedyncze egzemplarze lub krótkie serie, zaledwie kilka kreacji. Suknie muszą mieć doskonałą jakość. Materiały, odszycia sprowadzane są z Włoch. Jak pisze sama twórczyni w katalogu, to „krawiectwo z nutą ekstrawaganckiego kroju”, o określonej stylistyce haute couture, czyli luksusowego krawiectwa tworzonego na jednostkowe zamówienie. W szlachetne tkaniny wszywane są perły, aplikacje, kamienie naturalne. Tak powstają kreacje biznesowe, wizerunkowe, suknie na ten jeden wymarzony, wyjątkowy dzień.

 

„Muszę planować swoje życie artystyczne i modowe” – mówi Marta Nanowska. „Kiedy miałam pierwszy pokaz w marcu tego roku, już wiedziałam, co będę prezentowała w październiku na pokazie. Branża modowa dobrze mnie przyjęła” – dodaje – „choć na początku czułam się niepewnie. Musiałam udowodnić, że coś potrafię, i musiałam mieć plan z wyprzedzeniem na co najmniej dwa lata. Ani świat mody, ani show biznesu nie są łatwe. Michał Starost zainteresował się mną i moją kolekcją po pierwszym pokazie i wziął mnie pod swoje skrzydła. Zapoznał mnie z ludźmi, którzy produkują fantastyczną biżuterię, z Elizą i Krzysztofem Bondarukami, świetnymi artystami-jubilerami. I razem pracowaliśmy nad sierpniowym pokazem kolekcji w Białymstoku, która miała motywy morskie, tajemnicze geometryczne gąbki, kolory głębin. Już dzisiaj wiem, że muszę dobrze rozplanować siły, zupełnie tak, jakbym robiąc kolekcję, grała koncert skrzypcowy Dworzaka. Musi mi starczyć energii aż do finału. Świetnie czuję się na scenie, nie boję się, nie mam paraliżującej tremy. Wręcz przeciwnie – podnieca mnie możliwość prezentacji tego, co umiem, do czego jestem dobrze przygotowana. Podobnie jest z modą. Fascynuje mnie, choć doświadczenie mam dużo mniejsze. Twarzą mojej marki i modelką w katalogu jest moja siostra Magda. Razem czujemy podobnie, wspieramy się i mamy wspólnotę dusz i pomysłów. Również tata mnie wspiera. Mama na początku uważała, że powinnam zająć się przede wszystkim muzyką. Ale po pierwszym pokazie zmieniła nieco zdanie i uznała, że mogę łączyć muzykę z modą.”

 

Przeglądam katalog. Magda jest niezwykle fotogeniczna. Ma charakter i urodę, co pokazały fotogramy.
„Widzi pani, jaka Madzia jest wyrazista” – uzupełnia Marta. „I ona jest moją najlepszą przyjaciółką, która mówi mi prawdę, a ja ją ubieram na koncerty, egzaminy.

 

Na koniec spotkania, kiedy już zniknęły lody mango, Marta Nanowska dodaje: „Mam intuicję, przeczuwam, co może być modne. To bardzo pomaga mi w sztukach, które uprawiam – i w muzyce, i w projektowaniu kolekcji. Do wszystkich moich pokazów komponuję muzykę, bo chcę, żeby to, co tworzę, było spójną całością. Również gram sama i improwizuję. Muzykę obmyślam, projektując suknie. Staram się, by obowiązywała mnie istota synkretyzmu: jestem twórcą i tworzywem. Pracuję też ze świetną wizażystką Katarzyną Jamróz. I modelki mam te, które chcą ze mną pracować. Przy moich pokazach musi być tak jak w orkiestrze. Wszystko musi grać. Bo najważniejsze są dla mnie cele, które sobie stawiam. Trzeba mieć upór i determinację. To wyniosłam ze świata muzyki, a wniosłam do świata mody. Biegłość i wyczucie – to ważne, a do tego otwartość. Prowadzę ostatnio rozmowy z agencją z Londynu, odezwali się do mnie z Szanghaju w związku z promocją muzyki europejskiej, a w modzie… już myślę o wiośnie i lecie 2017.


Alina Kietrys

IMG 8920

 

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl