Najnowsze wydanie 42

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 42 

 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Elmark 30 lat robót pod wysokim napięciem

IMG 8603

 

Przedsiębiorstwo Robót Energetycznych i Budowlanych Elmark skończyło trzydzieści lat. W tym czasie raz po raz sięgało po kolejne laury, wśród których znalazły się nagrody dla Pomorskiego Pracodawcy Roku, Medal Róży Prezydenta Miasta Wejherowa, Pomorska Nagroda Jakości, a także Gryfy Gospodarcze. O niełatwej drodze do sukcesu opowiedział nam właściciel firmy – Marek Kierznikowicz.

 

W jakich okolicznościach narodził się pomysł na samodzielną działalność?


Bardzo cenię sobie samodzielność i niezależność, lubię podejmować wyzwania, więc na pewnym etapie mojego życia uznałem, że jestem gotów je podjąć. Warto liczyć na siebie i pójść własną drogą.


W 1989 roku założenie działalności wymagało mnóstwa pozwoleń – między innymi od milicji, komitetów blokowych i szeregu instytucji, ale dopiąłem swego i rozpocząłem pracę. Moim pierwszym klientem był pan Marian Bobrucki, z którym przyjaźnię się do tej pory.

 

Jak powstała nazwa firmy?


Zaistnieliśmy na rynku jako Zakład Robót Elektrycznych Marek Kierznikowicz, ale gdy otrzymaliśmy duże zlecenie od amerykańskiego inwestora – K. Hovnanian, chcieliśmy się w jakiś sposób wyróżnić. Zdecydowaliśmy się zaakcentować nazwę branży i połączyć z moim imieniem, w efekcie narodził się „El Mark”.

 

Dlaczego działalność elektryczno-budowlana?


Zdobyłem wykształcenie specjalistyczne, uzyskując tytuł elektryka-energetyka. Postanowiłem wykorzystać swoją wiedzę i umiejętności, angażując się w działalność związaną z moim doświadczeniem.

 

IMG 8847

 

Lata sprzyjały rozwojowi branży?


Wielu właścicieli nowoczesnych firm sądzi, że kiedyś przedsiębiorcom funkcjonowało się łatwiej. Nie zgadzam się z tym. Mimo ogromnej determinacji borykaliśmy się z absurdalnymi stawkami i przeszkodami związanymi z pozyskaniem materiałów, co przekładało się na trudności w realizowaniu zleceń. Obecnie mamy nieograniczony dostęp do materiałów, rynek jest tak bogaty, że można przebierać w ofertach, a problemem jest brak rąk do pracy.

 

Z czego wynika ten deficyt?


Duża część ludzi wykształconych wyjechała za granicę. Z drugiej strony, Wybrzeże jest mocno nasycone firmami energetycznymi, ponieważ wiele osób decyduje się na założenie własnej działalności gospodarczej. Rozdrobnienie rynku powoduje, że brakuje pracowników.

 

Początkującym przedsiębiorcom przysługują dziś dotacje, spotkania z doradcami biznesowymi. Mają dostęp do Internetu, możliwość błyskawicznego pozyskania klientów i niezbędnych informacji. Zakładając działalność, nie mógł Pan liczyć na takie udogodnienia.


Byłem zdeterminowany. Jak większość osób, nie dysponowałem nawet telefonem, więc nie miałem możliwości zdalnego kontaktu z urzędem, zapytania o formalności, umawiania spotkań. Należało osobiście stawiać się w państwowych instytucjach, poszukiwać zleceń i wykonać pracę, przy czym zysk finalny był dużo mniejszy niż w tej chwili, ponieważ ponosiło się koszty nie przynoszące żadnych profitów. Poważną przeszkodę stanowiły też problemy z komunikacją i transportem. Do przemieszczania się z miejsca na miejsce służyła mi syrena – auto na tamte czasy rewelacyjne, ale też bardzo awaryjne. Po przejechaniu 100–200 km często dochodziło do usterek. Dziś dostępne są szybkie samochody, niewymagające ciągłych napraw, a jedynie regularnych przeglądów, wszelkie informacje można uzyskać korzystając z zasobów Internetu, dlatego tezę, iż przedsiębiorcom było łatwiej, można schować między bajki. Byliśmy po prostu bardziej kreatywni, pełni chęci do życia i pracy. Obecnie wielu młodych przedsiębiorców jest bardzo roszczeniowych. Nie wyobrażają sobie rozpoczęcia działalności bez siedziby w biurowcu, nowej komórki, nowego sprzętu, nowego samochodu..

 

Ludziom brakuje determinacji, siły wewnętrznej?


Dla niektórych samo założenie firmy jest równoznaczne z prestiżem, korzyściami majątkowymi, zwiększonymi dochodami, wyższym komfortem życia. Pracownicy uważają, że ich szef dużo zarabia, ale mało im płaci. Kiedy sami stają się przedsiębiorcami, rozczarowują się, bo wyobrażenia w najmniejszym stopniu nie pokrywają się z rzeczywistością.

 

Jakich rad udzieliłby Pan początkującym przedsiębiorcom?


Z pewnością doradzałbym zmianę nastawienia i rezygnację z oczekiwań, że tuż po założeniu firmy staną się milionerami. Należy mieć więcej pokory i przede wszystkim skupić się na pracy.

 

Spodziewał się Pan osiągnięcia tak dużego sukcesu?


Mam specyficzne podejście do tego pojęcia. Budząc się rano, cieszę się i dziękuję Bogu, że żyję, że mogę iść do pracy – i już to samo w sobie jest dla mnie wielkim sukcesem. W trudnym dla naszego rynku czasie, w latach 2014–2016, dostawcy byli zdumieni, ponieważ w przeciwieństwie do większości właścicieli firm nie narzekałem, wręcz przeciwnie – powtarzałem, że wszystko układa się znakomicie. Jestem optymistą, więc nie przyjmuję do wiadomości, że mogłoby układać się źle. Dzięki temu wykreowałem swój rynek, swoich klientów, a pracy mam tak wiele, że czasem jestem zmuszony odmawiać wykonania zleceń, co bywa dla mnie niezmiernie bolesne, ponieważ są to klienci, z którymi – mówiąc potocznie – jestem na dobre i na złe. Nie podejmuję zlecenia z powodu wspomnianego deficytu pracowników. Kilka dni temu zadzwonił kolega z prośbą o wybudowanie 15 km linii kablowych. Niestety, byłem zmuszony odmówić. Sytuacja przykra dla nas obu, choć spotkałem się ze zrozumieniem z jego strony. Zdawał sobie sprawę, że odmowa nie wiązała się z brakiem chęci, ale z brakiem mocy przerobowej.

 

zdj 33

 

Zdarzają się przypadki niesubordynacji pracowników?


Mógłbym przytoczyć przykład choćby sprzed tygodnia: zatrudniliśmy nowego pracownika, młodego człowieka bez kwalifikacji, zleciliśmy badania, przeprowadziliśmy szkolenie. Pierwszego dnia wykazał się pracowitością i niezwykłym zaangażowaniem, drugiego diametralnie zmienił podejście, stał się całkowicie obojętny, a trzeciego zrezygnował z pracy.


Największym problemem jest niechęć do utożsamiania się z firmą. Niektórzy odchodzą do innego pracodawcy w zamian za pensję o dwa złote wyższą, pomimo że oferta dotyczy pracy „na czarno”. Nie uświadamiają sobie, jakie skutki niesie za sobą rezygnacja ze stabilnej, legalnej pracy. Otrzymają pierwszą wypłatę, ale kolejnej nigdy nie zobaczą. Jeden z naszych pracowników, ponadtrzydziestoletni zresztą mężczyzna, przyznał, że jako pierwsi zaproponowaliśmy mu umowę o pracę.

 

Jak wyglądały początki firmy?


Działalność rozpoczynałem sam. Nieco później dołączył brat, z którym pracowałem ponad 10 lat. Z czasem zacząłem zatrudniać kolejnych pracowników. W tej chwili w naszej firmie pracuje siedemdziesiąt pięć osób. Najwięcej pracowników zatrudniłem przy budowie Witawy. Zakładaliśmy tam instalacje wewnętrzne do mieszkań.

 

Jakim sprzętem Pan dysponował?


Pierwszym autem, jakie posłużyło mi do celów firmowych, była wspomniana syrena 105 L, następnie kolejno: popularny maluch, nysa, żuk, ford transit, w końcu auta dostawcze. Obecnie nasza flota jest dużo bogatsza.


Jakie rodzaje robót wykonywaliście na początku działalności?


Pierwsze zlecenie realizowałem we współpracy z Marianem Bobruckim. Były instalacje wewnętrzne lub przyłączenia do budynku. W dalszej kolejności podejmowaliśmy się zleceń dla zakładu energetycznego, tak zwanej przyłączeniówki. W 2010 roku wkroczyliśmy na rynek farm wiatrowych i rozpoczęliśmy budowę linii wysokiego napięcia. Obecnie skupiamy się wyłącznie na średnich i wysokich napięciach. Ten zakres prac najbardziej nam odpowiada i z nim wiążemy przyszłość naszej firmy.

 

Wciąż poszukiwaliście nowych zleceń. Kiedy zlecenia zaczęły poszukiwać Was?


Od momentu, kiedy zaangażowaliśmy się w farmy wiatrowe i linie wysokiego napięcia. Otrzymujemy propozycje współpracy przy wszystkich większych projektach w Polsce. Rynek wysokich napięć nie jest rynkiem dużym. Jeśli zlecenie ma dotyczyć budowy dziesiątków kilometrów kabla, niezbędne jest dotarcie do firmy, która posiada doświadczenie i odpowiedni, wysokiej jakości sprzęt.

 

Nad czym obecnie pracujecie?


Aktualnie budujemy dziesiątki kilometrów linii kablowych na farmie wiatrowej pod Słupskiem, pod które będą podpięte wiatraki. Należy pamiętać, że realizujemy również zlecenia w Niemczech, głównie w Bawarii – w Monachium, Norymberdze, Stuttgarcie i okolicach.

 

Kiedy zaczął Pan otrzymywać zlecenia zagraniczne?


W 2015 r. w Polsce zaniechano budowy wiatraków, dlatego zdecydowaliśmy się otworzyć na rynek zagraniczny, współpracując jako podwykonawcy z firmami polskimi. Obecnie mamy własnych, stałych klientów, jak na przykład Vodafone. We współpracę z tą firmą weszliśmy wiele lat temu i wciąż otrzymujemy kolejne zlecenia.

 

Czym się różni rynek zagraniczny od polskiego?


Mówiąc przekornie, jest zdecydowanie łatwiejszy i zdecydowanie trudniejszy. Prace w terenie realizuje się łatwiej, niż w Polsce. W Niemczech nie szuka się przeszkód, a rozwiązań. Jeśli coś się zadziało, ewentualne spotkanie z komisją nie jest powodem do niepokoju, ponieważ nie odbywa się w celu zgnębienia wykonawcy, ale po to, żeby rozwiązać problem.


Minusem pracy zagranicą jest rozłąka z rodziną, wysokie koszty kwater. Trzeba zaznaczyć, że zdarzają się także przypadki wyłudzania odszkodowań. Pewna starsza pani, która w trakcie okupacji została zraniona odłamkiem, próbowała wyłudzić od nas pieniądze za obrażenia odniesione rzekomo w wyniku wypadku rowerowego na terenie naszej budowy. Sprawa trafiła do sądu i – jak należało się spodziewać – wygraliśmy. W zeszłym roku mieliśmy aż sześć podobnych przypadków.


Kolejnym minusem jest fakt, że wszelkie koszty prowadzenia budowy w Niemczech są niewspółmiernie wyższe. W Polsce każdy przyjmie zerwany asfalt do przetoczenia lub dalszej obróbki, zagranicą należy za to dodatkowo zapłacić.

 

Myśli Pan, że farmy wiatrowe w Polsce dostały zielone światło?


W tej chwili budujemy około trzystu wiatraków. Na zeszłorocznej aukcji sprzedano 1 GW mocy. Kolejna aukcja ma się odbyć w listopadzie i podejrzewam, że uda się sprzedać około dwóch–trzech razy więcej, co pozwoli na wybudowanie tysiąca wiatraków. Oznacza to konieczność przeprowadzania prac na przestrzeni kolejnych pięciu lat. Elmark jest dobrze rozpoznawalny na rynku. Możemy pochwalić się doskonałymi rekomendacjami i ogromnym doświadczeniem.

 

Jesteście rozpoznawalni także na rynku niemieckim?


Trzeba przyznać, że na rynku niemieckim funkcjonują setki takich firm. A jednak, gdy realizowaliśmy zlecenie w Monachium, zadzwonił do nas przedstawiciel Vodafone i zaproponował współpracę. Przygotowaliśmy zdjęcia i prospekty z zamiarem przybliżenia naszemu nowemu partnerowi firmy i przedstawienia się od jak najlepszej strony. Ku naszemu zaskoczeniu, dowiedzieliśmy się, że wszelkie działania informacyjno-wizerunkowe okazały się zbędne, ponieważ obserwowali nasze prace od dwóch tygodni i ta praktyczna wiedza była dla nich wystarczająca. Zdobyliśmy ich zaufanie. Podpisaliśmy kontrakt i rozpoczęliśmy współpracę. Oczywiście, nadal współpracujemy.

 

Nie jest Pan szefem, który wydaje jedynie polecenia zza biurka. Uczestniczy Pan w pracach terenowych.


Za kilka dni poprowadzę budowę w Słupcy pod Wrześnią. To bardzo ważne przedsięwzięcie, dlatego chcę być na miejscu i dopilnować, żeby każdy etap przebiegał prawidłowo. Muszę przyznać, że praca dodaje mi skrzydeł. Dwa lata temu, w Garmisch-Partenkirchen pokonywałem czterdziestotonową ciężarówką zaśnieżone górskie serpentyny Alp. Prowadzenie auta ciężarowego nie należy do moich obowiązków, ale bardzo chciałem podjąć się tego zadania. Sprawiało mi ogromną satysfakcję. Jestem szczęśliwym człowiekiem, ponieważ robię to, co kocham.

 

I stąd te nagrody.


Nie przeczę. Możemy poszczycić się wieloma nagrodami. Każda jest dla mnie cenna, każda jest powodem do dumy, ponieważ dowodzi, że jesteśmy dostrzegani i doceniani.

 

Rodzinna firma czy firma w rodzinie?


W firmie oprócz mnie pracuje żona, syn i synowa. Firma i nasze życie prywatne stanowią jedność, przeplatają się w każdym miejscu, każdym calu, każdym punkcie. Gdy pogoda sprzyja, przesiadujemy w ogrodzie i żartujemy, że zebraliśmy się na posiedzeniu zarządu. Wspólnie uzgadniamy, kto może wyjechać na wakacje i kiedy musi wrócić, a nasza praca nie kończy się u schyłku dnia, zawsze mamy ją na uwadze. Czasem taki tryb funkcjonowania jest męczący, ale mimo wszystko dobry, ponieważ pomaga podejmować szybkie decyzje. Musimy być przygotowani do działania nawet o północy, bo na budowie dochodzi do różnych, czasem nieprzewidzianych sytuacji, ta firma to nasze dziecko.

 

Jakie macie plany na kolejne trzydzieści lat?


Zdradziłem już kilka z nich, wspominając o wysokich napięciach. Rozpoczynamy również budowę nowej siedziby. Jeśli wszystko się powiedzie, powstanie nowy obiekt o trzech kondygnacjach i powierzchni liczącej 1500 mkw. Gdy podejmujemy się pracy, zawsze dbamy, żeby jej efekt osiągnął jak najwyższy poziom.

 

Wkłada Pan w swoją pracę wiele serca.


Zdecydowanie. Wkładam wiele serca w każdy projekt, w który się angażuję. Intensywnie udzielamy się charytatywnie. Nie mam natomiast potrzeby, żeby się afiszować. Swoją pracą zaświadczam, że wykonuję tak zwaną „dobrą robotę”, a jeśli uda mi się komuś pomóc, to wystarczy mi skromne „dziękuję”, aczkolwiek niczego się nie domagam. Kiedyś oczekiwałem słów podziękowania, szybko się jednak z tego wyleczyłem.

 

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl