Najnowsze wydanie 41

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 41 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

W sieci sukcesów

IMG 1256

 

Któż z nas nie puszczał wodzy wyobraźni, fantazjując o wybitnych osiągnięciach, spełniających się marzeniach, urlopie na Hawajach i zajęciu stanowiska szefa wszystkich szefów? Miliardy ludzi z każdego zakątka świata śnią swoją bajkę, aby po chwili otworzyć oczy i wrócić do rzeczywistości. Głównie szarej. Są i tacy, którym udaje się wyrwać się z tej szarości. Łut szczęścia? Znajomości? Czy może ciężka praca?Zapytaliśmy o to zdobywcę licznych nagród, m.in. Pomorskiego Pracodawcy Roku 2018, Lidera Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego PPNT Gdynia, Pomorskiego Gryfa Gospodarczego, e-Diamentów Forbes i wielu innych, właściciela firmy Web24.com.pl sp. z o.o., Tomasza Koszlaka.

 

Podczas ostatniej gali organizowanej przez Pracodawców Pomorza otrzymał Pan nagrodę Pomorski Pracodawca Roku. Jakimi cechami powinien odznaczać się „idealny przełożony”?


To dobre pytanie. Jestem przedsiębiorcą od 2006 r. Po roku działalności zatrudniłem pierwszego pracownika, a więc moja przygoda z zatrudnianiem ludzi ma ponad dekadę. Obserwując własny rozwój w zakresie prowadzenia firmy, widzę, jak bardzo się zmieniam. Pod względem zarządzania i współpracy z ludźmi – najtrudniejsze były pierwsze lata. Wiadomo, że są to nowe doświadczenia. Z każdym nowym pracownikiem rozwijam się, słucham, obserwuję i uczę się. Pozyskuję również wiedzę z literatury fachowej, z udziału w konferencjach. Na początku miałem mocny dryg, żeby wszystko kontrolować, uczestniczyć w każdym procesie, zerkać przez ramię w monitor w trosce o jakość. Chciałem być w wielu miejscach jednocześnie. Dzisiaj jest inaczej – też znam każdy projekt, rozumiem jego założenia, ale oddaję go głównie w ręce zespołu. Ufam ich doświadczeniu. Istnieją odpowiednie procesy i procedury, jakich się trzymamy, dzięki czemu każdy projekt jest dopięty na ostatni guzik. To nieduża firma, co nie zmienia faktu – zawsze przyświeca mi ta idea – że jak już coś robić, to robić to możliwie jak najlepiej. Wydaje mi się, że jest to naszą mocną stroną przy wszechobecnym efekcie globalizacji. Widzimy, że duzi są coraz więksi, średnia półka firm idzie w stronę większych albo w ogóle znika z rynku, a ci mali, wyspecjalizowani, zawsze znajdą sobie miejsce i będą na tym rynku obecni. Dużo czasu i energii poświęcam także na to, aby zbudować dobrą atmosferę w zespole. To ważne, by ludziom dobrze się pracowało z przełożonym oraz między sobą. Zespół w dobrej atmosferze pracuje lepiej, efektywniej.

 

Jest Pan człowiekiem bardzo młodym. Jak udało się Panu osiągnąć tak wiele sukcesów w tak krótkim czasie?


Dużo czasu poświęcam (nie tylko) na myślenie w kategorii profesjonalnej drogi w zakresie rozwoju, ale również sfery duchowej. Zresztą, od ponad dekady współpracujemy z Fundacją pana Marka Kamińskiego. Gdy dziesięć lat temu poznałem pana Marka, widywaliśmy się na spotkaniach poświęconym serwisom internetowym. Koniec końców, na rozmowę o serwisach poświęcaliśmy kilkanaście minut. Przez pozostały czas pan Marek opowiadał o podróżowaniu oraz o tym, jak ważna jest droga, ale wtedy to do mnie nie docierało. Ja tego po prostu nie rozumiałem. Kojarzyłem wyprawy raczej ze sferą ekstremalną, przełamywaniem fizyczności. Na obecnym etapie wiem, że jest raczej kwestią duszy i tu jest najcięższa praca do wykonania. Przedsiębiorczość i podróżowanie mają wiele cech wspólnych. Nie ukrywam, że na samym początku bardzo się stresowałem, mając na głowie wynagrodzenia, podatki, odpowiedzialność za ludzi zatrudnionych w firmie. Zmieniłem podejście w swojej głowie, odwróciłem tę świadomość. Zawsze towarzyszy mi pewien stres, ale staram się nad nim zapanować i go zminimalizować. Koszt jest duży, bo z jednej strony – jak Pani powiedziała – na szali leżą sukcesy, ale z drugiej strony ich cena. Fajnie jest wszystko zbalansować. Nie jestem jednak człowiekiem, który robi coś dla sukcesu. Pozostaję raczej twórcą, kreatorem. Nie umiem nic nie robić. Uważam, że wielu przedsiębiorców ma podobną naturę. Nie mam ADHD, ale zawsze byłem dzieckiem energicznym – i właśnie ta energia przekłada się na moją stałą współpracę z zespołem i obecność przy projektach. Staram się zakasać rękawy i pracować z nimi. Widzę, że praca z teamem jest bardzo ważna dla atmosfery, że właściciel firmy nie może być tylko biernym obserwatorem. Kiedy trzeba, siadamy razem i działamy. Oczywiście, oni mają swoje zadania, ja mam swoje, ale wspólnie wszystko łączymy i to nam wychodzi.

 

Czy któraś z osób ze środowiska biznesowego jest dla Pana inspiracją?


Obserwuję wiele osób ze środowiska, nie tylko tych związanych z IT, ale z różnych sfer przedsiębiorczości czy rozwoju, tak jak pan Marek Kamiński, o którym wspomniałem wcześniej. Okazuje się, że nie tyle cel jest ważny, ale właśnie droga. Zawsze byłem mocno zadaniowy i nastawiony na efekty.


Działalność usługowa nie jest najłatwiejsza. Nie będę mówił, że jest ciężko, bo nie pracujemy w kamieniołomach. Siedzimy w nowoczesnym, klimatyzowanym biurze, dobra kawa bez ograniczeń i wszystko jest w porządku. Nie jestem w stanie wskazać jednej konkretnej osoby, choć czytałem biografię Jobsa, różnych autorytetów, także tych globalnych. W ogóle bardzo dużo czytam. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

 

W trakcie edukacji korzystałem raczej z popularnych „bryków”, a obecnie potrafię czytać trzy książki naraz. Są to pozycje związane głównie z zarządzaniem, rozwojem osobistym i biznesowym. Najbardziej odpowiadają mi książki tradycyjne. Musi być kartka, papier, zapach. Tak po prostu lubię. Jest mi też wygodniej.


Nie ma więc jednej konkretnej osoby, a każda napotkana może nas czegoś nauczyć.


Jak udało się Panu otworzyć Web24?


Pierwszą firmę założyłem jeszcze na studiach, chociaż zajęcia odbywały się w trybie dziennym. Prowadziłem działalność, wykonując w różnych firmach drobne prace związane z komputerami, mniejszymi aplikacjami i programowaniem. Gdzieś w toku pracy zostałem poproszony przez kolegę z liceum, żeby wejść z nim w spółkę Web24. W grupie czuł się bardziej komfortowo. Byłem daleki od spółek, jednak po pewnym czasie koledze udało się przekonać mnie do tej koncepcji.


Wspólnik zajmował się sprawami wewnętrznymi, prowadzeniem produktów, a ja reprezentacją i stroną biznesową. Od ponad trzech lat sam pełnię obie funkcje. Mam też dyrektora, który mnie wspiera w sprawach wewnętrznych. Cenię sobie niezależność. Jeśli się pomylę, to się pomylę „za swoje”. Nie występują też problemy związane z rozbieżnością wizji wspólników.

 

IMG 1209 korekta

 

Ile osób pracuje obecnie w firmie?


W tej chwili dziesięć osób stacjonarnie i dwie osoby zdalnie, a więc zespół liczy dwanaście osób. Większość z nich to programiści frontendowi, backendowi, czyli ci bardziej od „silnika”. Mamy też na pokładzie grafika, asystentkę, która pomaga mi w czynnościach administracyjno-biurowych, i wyłonionego z zespołu programistę obejmującego stanowisko dyrektora wspierającego mnie w zarządzaniu i organizacji projektów.

 

Dla kogo jest przeznaczona oferta firmy?


Żyjemy głównie z lokalnego biznesu. Tutaj realizujemy najwięcej projektów. Starałem się kiedyś sprofilować, dla kogo pracujemy. Mamy ponad dwustu klientów, wszyscy są zupełnie różni, ale każdego znam osobiście. Oczywiście, są z branż pokrewnych, jak np. deweloperskiej – Hossa SA i Chmara SA. Jedni budują mieszkania w mieście, drudzy domki za miastem. Branża jest ta sama, ale to dwie zupełnie różne grupy odbiorców. Mamy ciekawe przygody z administracją, współpracujemy stale z Sądem Rejonowym w Gdyni w zakresie serwisu internetowego, który im wykonaliśmy, oraz usług związanych serwerami. Kolejny raz podpisaliśmy umowę z Wojewódzkim Urzędem Pracy, wykonaliśmy prace dla Marszałka i Miasta Gdynia. Wykonujemy produkcje bardzo złożone, gdzie występuje wiele integracji zewnętrznych, przeznaczonych dla poważnych Klientów, jak Energa SA, Stena Line, Grupa Żywiec SA. Pracujemy również z dużymi, międzynarodowymi firmami. W ubiegłym roku 50 procent przychodu firmy uzyskaliśmy z tytułu wykonania zleceń dla klientów zagranicznych – z Belgii, Włoch, Niemiec i Holandii.


Od pięciu lat współpracujemy też z firmą Assel. To bardzo duże przedsiębiorstwo, zatrudniające ponad pięćset osób. Z Pitbull Promotion czy ze Stena Line współpracujemy ponad dekadę. Staram się obsługiwać klientów tak, jak sam chciałbym zostać obsłużony, realizować projekty, których nie będę musiał się wstydzić. To jeden z elementów recepty, jeżeli miałbym komuś doradzić, jak zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Rób to, co lubisz i rób to porządnie, żeby ludzie czerpali z tego realne korzyści.

 

Oferta Web24 jest szersza od oferty pokrewnych przedsiębiorstw? Przypuśćmy, że dzwoni przerażony Kowalski, właściciel świeżo otwartej firmy, i prosi o pomoc, bo nie daje sobie rady w gąszczu reklamy i technologii.


Jesteśmy nastawieni na każdego klienta, także na tych małych, którzy właśnie zaczynają działalność, aczkolwiek próg wejścia w projekt jest u nas dosyć wysoki, ponieważ są one wykonywane w sposób autorski, na naszych własnych technologiach i indywidualnych szatach graficznych. Nie stosujemy żadnych darmowych gotowców ani szablonów. Wykreowanie dobrego projektu trwa niejednokrotnie ponad miesiąc.


Podczas pierwszego spotkania poznajemy klienta, jego sposób myślenia, wizję i jego samego, bo to przecież człowiek w biznesie jest najważniejszy. Niektóre działalności są mniej skomplikowane, niektóre bardziej złożone. Przychodzą do nas ludzie z różnymi pomysłami. Chcą mieć super aplikację, cieszą się z braku konkurencji, wtedy mówię: „Poczekaj, jeżeli nie ma konkurencji, to może tam nie ma biznesu? Może to nie ma sensu? Może trzeba poszukać innego pomysłu?”. Jeżeli takiej koncepcji nie czuję, nie widzę albo na podstawie doświadczeń wiem, że to się nie przyjęło, mówię wprost: „Ty tego nie potrzebujesz. Szkoda Twojego czasu i szkoda Twoich pieniędzy. Zróbmy taki projekt, który faktycznie zwiększy prawdopodobieństwo sukcesu”.

 

Nad czym obecnie pracujecie?


Pracujemy nad kilkoma projektami jednocześnie. Przykładowo jeden z obecnych projektów to realizacja sklepu internetowego dla branży muzycznej. Jest takich dwóch młodych braci z Gdańska. Prowadzą sklep stacjonarny z winylami i płytami CD. To działalność zorientowana na kolekcjonerów. W bieżącym obrocie znajdują się tysiące produktów. Zapytałem braci o to, jak się zachowuje kolekcjoner po wejściu do ich sklepu. Podchodzi do przedzielonych półek z winylami, przegląda płyty, weźmie pod pachę jedną czy dwie... „To zróbmy – mówię – taką karuzelę jak w sklepie stacjonarnym. Karuzelę, w której pojawią się płyty, jak na realnej półce. Klient będzie mógł je przeglądać, dodać do koszyka, inne odrzucić, jeszcze inne zapisać na później. Wszystkie nowości trafiają na początek karuzeli. Klienci zawsze mocno obserwują taką stronę.

 

Nowości od razu schodzą jak ciepłe bułki. A tworząc własne kolekcje, związują się ze sklepem”.


I tak przygotowaliśmy internetową karuzelę.

 

Czym wyróżnia się Web24?


Myślę, że wartością Web24 jest to, że nie jesteśmy tylko typowym wykonawcą. Nasze projekty są bardzo przemyślane. Zależy nam, aby produkt przyjął się na rynku, żeby klient na nim zarobił. Mamy naprawdę fajne doświadczenia. Zresztą niejednokrotnie realizowaliśmy dla naszych klientów projekty, które wybiły się z poziomu wręcz zerowego i w skali roku osiągają teraz milionowe przychody.

 

Który projekt był dla firmy najtrudniejszy?


Ten, którego jeszcze nie znamy. Nigdy nie mieliśmy większych problemów z warstwą technologiczną. Wchodziliśmy w każdy projekt. Nie zdarzyło się nam powiedzieć „Nie da się”. Być może coś zajęło nam więcej czasu, niekiedy się przejechaliśmy, trzeba było do tego projektu dopłacić, ale każdy został dokończony. Projektów było ponad siedemset, długo- i krótkoterminowych. Nie ma takiego, o którym mógłbym powiedzieć, że był najtrudniejszy. Zrobiliśmy dla spółki handlującej genami serwis internetowy, który ma sześć milionów podstron. Miliony produktów, baza danych na 100 GB. W każdy projekt wkładamy dużo energii. Czasami realizacja przebiega dłużej, czasami krócej. Jeśli przychodzi do nas nawet najmniejsza, dwuosobowa firma parkowa, to i tak będę chciał wykonać dla niej projekt jak najlepiej. Kilka lat temu wykonaliśmy stronę internetową dla przedsiębiorstwa Assel z Pruszcza Gdańskiego. Według Forbesa to najlepsza strona firmowa w naszym województwie. Klient dostał nagrodę, a my byliśmy zadowoleni. Zresztą, ciekawa sytuacja: ich poprzednia strona wcale nie była zła. Na spotkaniu zadałem klientowi pytanie: „Dlaczego planuje zmienić obecną stronę? Jest przecież dobra”. „Ale chcemy mieć najlepszą” – stwierdził. I podjęliśmy wyzwanie.

 

Musieliśmy wykonać stronę, która wygra nagrodę w konkursie – i wygrała. Dziś kończymy dla firmy Assel kolejną stronę internetową, czyli nadpisujemy swoją wcześniejszą pracę. Po czterech latach!

 

Mówił Pan: podchodzimy do tematu inaczej. Nie ograniczamy się do samego wykonania, szukamy nowych rozwiązań, optymalizujemy...
To tak jak z braćmi ze sklepu z winylami: przyszedł do nas klient, nie miał pomysłu na tę karuzelę i umieszczenie jej w oknie przeglądarki. Właśnie tutaj wnieśliśmy tę wartość, a oni ją zaakceptowali. Chcieli otrzymać sklep, a dostali dodatkowy moduł, który również został wdrożony w projekt. To był strzał w dziesiątkę.


Jestem zaangażowany w projekt na każdym etapie. Nie tylko technologicznym. Szukam elementów wyróżniających. Jeżeli coś jest dla mnie niezrozumiałe, jeżeli widzę, że pojawia się wada, od razu stwierdzam, że jest problem i trzeba szukać rozwiązania. Nie chodzi tylko o wykonanie sklepu internetowego z produktami. Zwracam uwagę na rodzaj produktu, bo wpływa to na konwersję i sprzedaż.


Każdego z moich ponad dwustu klientów znam osobiście. Nikt nie jest anonimowy, nikt nie jest pozycją w Excelu. Tak jak rozmawiamy w tej chwili, rozmawiałem z prezesami dużych firm, jak i właścicielami małych. W ubiegłym roku robiliśmy dla firmy deweloperskiej nowy serwis internetowy. Okazało się, że ich poprzednia strona nie działa, formularz kontaktowy nie funkcjonował, a podstrony nie otwierały się. Powiedziałem im: „Wystarczy, że zrobimy dla Was dobrą, prawidłowo funkcjonującą stronę. To będzie mieć wpływ na sprzedaż”. „Dobra, dobra – wszyscy tak mówią” – stwierdził pan prezes. Kosztowało nas to dwa miesiące pracy, ale przygotowaliśmy stronę i pan prezes powiedział „Wie pan co? Miał pan rację. Jest większa sprzedaż. Większa liczba kontaktów na stronie.” I tak nadal rozwijamy współpracę z tym klientem. Jesteśmy ich zespołem technologicznym.

 

Może jest Pan urodzony pod szczęśliwą gwiazdą?


Powiem szczerze: szczęście jest ważne, tylko zazwyczaj trzeba mu pomóc. Widziałem bardzo ciekawe przedsięwzięcia, których z jakichś powodów rynek nie przyjął.

 

Czyli praca i charyzma i trochę intuicji?


Trzeba mieć intuicję, ale też motywację, determinację, być konsekwentnym w tym, co się robi. Bardzo na to stawiałem przy pierwszych krokach. Mocno zmieniłem się pod kątem zarządzania ludźmi i firmą, z osoby mocno kontrolującej do chętnie dzielącej się odpowiedzialnością.


Doba jest zbyt krótka, żeby samemu wszystko zrobić. W tym momencie jest nas dziesięć osób w zespole – każdy wie, co ma robić, ja jestem liderem, który motywuje, inspiruje. Zaufanie jest bardzo ważne i działa w obie strony.

 

Rozmawiała Ewa Podlasińska

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl