Najnowsze wydanie 41

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 41 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Widowiskowy Sopot przez cały sezon

Wywiad z wiceprezydent sopotu

 

Z Joanną Cichocką-Gulą, wiceprezydent Sopotu, rozmawia Alina Kietrys.

 

Sopot buduje w różny sposób swoją markę. Zdecydowanie stawia na kulturę, ale najwięcej imprez, swoiste szaleństwo zróżnicowanych ofert na małej przestrzeni, odbywa się w sezonie letnim, a ściślej do końca października. Czasami nie wiadomo, co wybrać.


Niewątpliwie jest to miasto sezonowe, bo taki mamy klimat – cytując klasyka. Ale nam i tak udało się ten sezon wydłużyć. To wcale jednak nie znaczy, że miesiące zimowe i wiosenne są kompletnie martwe. Tyle, że świat atrakcji chowa się we wnętrzach. Oczywiście najbardziej widowiskowy i spektakularny jest czas letni. Sopot wtedy żyje w innym rytmie.

 

Na to często narzekają mieszkańcy.


To prawda, ale staramy się łączyć ogień z wodą, czyli oczekiwania i potrzebny przyjezdnych, nie zawsze kulturalnych ludzi, ze stylem życia sopocian. Próbujemy likwidować nadmierny harmider i rozgardiasz, ale nie jest to proste.

 

A jaka jest letnia oferta?


Bardzo bogata i na wszystkich wydarzeniach jest publiczność w różnym wieku i o różnych aspiracjach. Oferta kulturalna miasta bardzo ładnie się rozwinęła. Zależy nam, by wzbogacić propozycje o wydarzenia, które jeszcze bardziej podkreślą rangę Sopotu. Novum jest Festiwal Teatru Dokumentalnego Sopot Non-Fiction, który odbywa się na przełomie sierpnia i września. Powstał z inicjatywy Teatru BOTO. I jest to jedyny w Polsce festiwal, który opiera się na dramaturgii czerpiącej inspiracje z gazet codziennych, z wydarzeń, które nas otaczają tu i teraz. Ten festiwal to swoisty komentarz. Zaczyna się od rezydencji artystycznej, czyli przyjeżdżają do nas autorzy, reżyserzy, aktorzy i tworzą tutaj zarysy spektakli, które potem pokazują publiczności. Są to opowieści bez tematów tabu, którym towarzyszą bardzo gorące dyskusje, otwarte debaty.

 

Byłam świadkiem dyskusji z udziałem Młodzieży Wszechpolskiej. Nie ukrywam, że baliśmy się tej debaty, ale okazało się, że niepotrzebnie. O czym były już spektakle? Na przykład o problemie samobójstw, relacji małżeńskich, rodzinnych, sprawach kościoła, wiary, polityki – spektakle na takie tematy, o których my codziennie rozmawiamy.

 

Poza fundacją Teatr BOTO jest ciekawym zjawiskiem teatralnym.


Tak. Zainstalował się na Placu Jasia Rybaka w małym porybackim domku na zapleczu SPATIF-u. Członkowie Fundacji Teatru BOTO sami zrobili remont i przystosowali to miejsce do potrzeb spektakli teatralnych i koncertów. Rzeczywiście jest to miejsce magiczne i dobrze wpisało się w krajobraz Sopotu. Z założenia miało być dla ludzi 40 plus, a przychodzą tam rożni wiekowo widzowie. Jest sporo młodzieży, dzięki rodzinnej atmosferze, bez dystansu do artystów. To ciekawe doświadczenie.

 

Działają też dwie sceny z tradycjami – Kameralna Teatru Wybrzeże i letnia scena Teatru Atelier.


Ciągłość i tradycja są bardzo ważne. Scena Kameralna im. Joanny Bogackiej – to wiadomo. Ważne miejsce od lat. W Teatrze na Plaży latem instaluje się Andre Ochodlo i trwa Lato Teatralne Teatru Atelier. Ta scena ma swoją sezonową widownię i jest dobrze znana w Polsce. Teatr na Plaży poza sezonem jest miejscem impresaryjnym, ale ma też rezydentów, choćby Sopocki Teatr Tańca, który regularnie tam występuje. Jest więc teatr, taniec, ale też film i koncerty. Nowa formuła, która łączy to, co nasze, z tym, co zapraszamy, dobrze się sprawdza. Nieustannie są ludzie i pełna widownia. Na tym mi bardzo zależało i udało się. Łączenie lokalnego środowiska artystycznego z gośćmi, a także łączenie sztuki, kultury ze sprawami społecznymi – to są ważne elementy naszego myślenia o kulturze w Sopocie. W Teatrze na Plaży odbywa się np. od wielu lat festiwal „Maska”, przegląd teatrów osób niepełnosprawnych z całej Polski. W tym roku nie mogłam się dostać do Sali, tylu było widzów. Teatr BOTO zaprasza też ludzi, których interesują sprawy społeczne. Są to, obok wielu innych, przestrzenie odzyskane dla wszystkich, a nie tylko dla osób, które chcą uczestniczyć w sztuce, bo przychodzi widownia na spotkania o różnej tematyce. I myślę, że to jest wartość dodana do naszej ogólnej oferty kulturowej. Aktywne uczestnictwo.

 

Literatura, czytelnictwo, biblioteka to od lat również wizytówka Sopotu.


Prawda. Mamy bardzo aktywną Bibliotekę Miejską o wielu filiach, które w większości przeszły remonty i są w nowych odsłonach. Mamy też Sopotekę na terenie dworca, czyli tak naprawdę mediatekę, która też dobrze wpisała się w przestrzeń miasta. Sopoteka ma bezustannie piszących gości: prozaików, poetów, podróżników, krytyków literackich, znanych autorów autobiografii, reportażystów. Spotkania autorskie, dyskusje o literaturze, ale też klub dyskusyjny o literaturze w języku angielskim, pokazy filmów i rozmowy dotyczące spraw społecznych. To jest kolejne miejsce, które intensywnie żyje i jest uwielbiane przez młodzież.

 

Przychodzą, czytają, mają dostęp do prasy, uczą się, korzystają z komputerów. A seniorzy w Sopotece mają swoje wystawy, które też gromadzą sporo publiczności.

 

A Literacki Sopot?


To „perła w koronie” literackich działań w mieście. Zagościł na dobre i co roku zjeżdża do nas więcej pisarzy i krytyków. W tym roku odbędzie się po raz ósmy w sierpniu. Początkowo ten zamysł budził pewne wątpliwości. Jak to w sierpniu, w środku sezonu impreza literacka, która ma aspiracje, żeby mówić o rzeczach ważnych i często kontrowersyjnych? Ale się udało. Mamy też małe targi książki. Ostatnio nam zarzucono, że wybieramy sobie wydawnictwa, które chcemy gościć w Sopocie. Są to wydawnictwa często małe i niszowe. Nie zapraszamy tych, którzy są na każdych targach książki, bo mają duże nakłady i łatwiej im wynająć stoisko. Literacki Sopot robimy z myślą o jakości. I myślę, że dzięki temu festiwal stał się ważny w Polsce i jest rozpoznawalny. Literacki Sopot dostał w tym roku Europejski Znak Jakości. I teraz naszym zadaniem jest utrzymać tę jakość. A nie jest to łatwe, bo wiem, że w pewnym momencie festiwale przechodzą kryzysy. I właściwie należy ciągle wprowadzać coś nowego i pilnować wszystkiego, co się dzieje wokół festiwalu.

 

W tym roku literatura brytyjska.


Brytyjczycy... i nie ukrywam, że maczałam palce w tym wyborze. I już myślimy, jaki ma być następny. Zależy nam bardzo, żeby wybór tematu i kraju-gościa nie był dziełem przypadku. Wielka Brytania objawiła nam się w ubiegłym roku m.in. przez Brexit. Wiedzieliśmy, że to spowoduje wiele perturbacji, ale też przyniesie czas ciekawej dyskusji. Dodatkowo, ponieważ jesteśmy w Sopocie przewrotni, w tym roku tematem jest feminizm i kobiety. W Polsce nadal trudno walczyć kobietom o swoje. Celowo postawiliśmy też na zaproszenie bardzo młodych autorek brytyjskich, które są już nagradzane i nominowane np. do nagrody Bookera (red: The Man Booker Prize for Fiction), najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Wielkiej Brytanii, choć te autorki w Polsce są mniej znane. Będziemy mieli w tym roku w trakcie Literackiego Sopotu pięć premierowych książek. Nazwiska pisarek podpowiedziała nam m.in. Zadie Smith, którą gościliśmy w ubiegłym roku w Sopocie. Są wśród nich Sarah Hall, Daisy Johnson i Sarah Perry.


Odbędą się też mocne debaty m.in. o Brexicie, w której udział wezmą znani brytyjscy publicyści i badacze Madeline Grant, dr James Panton, prof. Anand Menon. Przewidujemy również dyskusję z tłumaczami o tłumaczach. Przyjazd zapowiedziała m.in. brytyjska tłumaczka Olgi Tokarczuk Antonia Lloyd-Jones. Pomyśleliśmy także o dwóch debatach o kobietach: od pierwszej feministki z czasów Rewolucji Francuskiej Mary Wollstonecraft, która rozszerzyła rewolucyjne hasła o obronę praw kobiet, do Virginii Wolf, pisarki z przełomu XIX i XX wieku, znanej i głośno upominającej się o prawa kobiet. Druga debata dotyczyć będzie Mary Schelley i jej debiutanckiej powieści „Frankenstein albo współczesny Prometeusz”. Naszym gościem będzie również francuski dramaturg, pisarz, filozof Eric Emmanuel Schmitt, autor m.in. sztuki „Oscar i Pani Roża”.

Na Literacki Sopot zjeżdża opiniotwórcze środowisko z wielu miast Polski: z Warszawy, Krakowa, Łodzi, Poznania.

 

Również muzyka – bardzo różnorodna – brzmi w Sopocie.


Tak. Sopot od 1956 roku słynie z jazzu i ta tradycja jest bardzo silna. W Sopocie mieszka wielu jazzmanów. W tym roku w sierpniu odbędzie się również Sopot Molo Jazz Festiwal z udziałem bardzo ciekawych muzyków, wystąpią m.in. Rafał Karasiewicz Power Set + Krzesimir Dębski czy Cezariusz Gadzina Oktet, zagrają także laureaci konkursu zespołów bluesowych i jazzowych. A w październiku, na koniec sezonu odbędzie się kolejny Sopot Jazz reaktywowany przed dziewięcioma laty. Co dwa, trzy lata zmieniamy szefa artystycznego tego wydarzenia, bo zależy nam na różnorodnych spojrzeniach na jazz. W tym roku dyrektorem jest Rainer Kern, menadżer muzycznym i dyrektor festiwalu Enjoy Jazz-International Festival for Jazz and More w Heidelbergu. Łączy on jazz z innymi formami muzycznymi i zna historię polskiego jazzu.

 

Na październikowy festiwal przyjeżdża wielu koneserów jazzu z Polski – i bardzo nas to cieszy.


A poza jazzem chcemy w Operze Leśnej podążać za muzyką poważną. Mamy więc na początku sierpnia Sopot Classic, który organizuje koncertująca stale w Sopocie od stycznia od grudnia Orkiestra Wojciecha Rajskiego. Na ich koncertach zawsze są komplety. Na Sopot Classic Orkiestra Rajskiego powiększona zostanie do składu orkiestry symfonicznej, Wojciech Rajski zaprosi też najważniejszych europejskich solistów śpiewaków i instrumentalistów.

 

Festiwal piosenki startował w Sopocie w 1960 roku i był tzw. chlubą miasta tamtych lat.


Muzyka rozrywkowa ma nadal swoje miejsce w Sopocie – festiwale rozrywkowe żyją w Operze Leśnej w najlepsze. A od kilku lat odbywają się fantastyczne koncerty muzyki filmowej przy Aquaparku. Festiwali muzyki filmowej w Polsce jest kilka. Największy oczywiście w Krakowie, ale u nas w Sopocie organizatorzy wybierają muzykę filmową, która nigdy wcześniej nie była grana. Są specjalnie robione aranżacje i specjalnie zapraszani artyści. Więc to jest znowu stricte produkt sopocki, nigdzie nie powielany.

 

Niedawno wyczytałam, że Państwowa Galeria Sztuki przy Placu Zdrojowym w Sopocie jest drugą galerią w Polsce pod względem liczby odwiedzających.


Jest to naprawdę fenomen jak na dzisiejsze czasy. PGS kontynuuje tradycje wystawiennicze – Biura Wystaw Artystycznych, BWA.


Co do jakości – to sopocka PGS otwarta w 2010 roku według rankingu tygodnika „Polityka” od kilku lat jest trzecią lub czwartą w Polsce. Trzyma się w ścisłej krajowej czołówce. Łączy na trzech kondygnacjach to, co prezentują artyści sopoccy czy szerzej – Trójmiasta, z tym, co jest ważne i atrakcyjne na świecie. Na parterze i pierwszym piętrze prezentowana jest sztuka klasyczna (był Malczewski, Matejko), a na najwyższym piętrze, wyposażonym w multimedia – współczesna. A więc to, co popularne, bardziej interesujące widzów, szczególnie w sezonie letnim, zarabia na sztukę awangardową wystawianą na samej górze naszej galerii. Ta galeria jest rodzajem biznesowego modelu, w którym sztuka zarabia na sztukę.

 

Rozmawiamy o sukcesach kulturowych Sopotu, o tworzeniu marki miasta przez kulturę. Ale Sopot opisywany też jest jako miasto mało kulturalne. W ubiegłym roku letni klimat Sopotu i ofertę miasta określono jako „groźne, prymitywne, pełne chlania, podejrzanych klubów z narkotykami”.


Ten proces w Sopocie zaczął się już dawno, a w ostatnich latach po prostu się nasilił. Przed wojną Sopot był miastem ekskluzywnym, dla wielu osób niedostępnym. Trzeba było mieć dużo pieniędzy, by tu się zabawić i odpocząć. A po wojnie z aktywnym udziałem centralnych władz chciano sprowadzić Sopot do roli tzw. socjalistycznego kurortu, miasta ogólnie dostępnego wypoczynku. Władze lokalne próbowały z tym walczyć i czasami nawet robiły to skutecznie. Ale na przestrzeni lat ludzie zaczęli się wzbogacać, co wiąże się z przyjazdami tzw. nowych wczasowiczów, dla których Sopot teraz jest dostępny. To samo stało się w Wenecji, Barcelonie. Miasta te są ofiarami własnego sukcesu, bo zostały świetnie wypromowane i ludzie do nich ciągną niczym do Mekki. Miasto ma tylko pewne narzędzia działania, żeby wpływać na tę szaloną atmosferę letnią. Skrócono w Sopocie czas sprzedaży alkoholu, kontroluje się, komu się ten alkohol sprzedaje, wycisza się ryczące głośniki, interweniuje policja i straż miejska, dyskutuje się o najmie krótko krótkoterminowym.


Do Sopotu przyjeżdżają różni ludzie i trudno nam cenzurować naszych gości. Dla mnie jedną z metod jest budowanie takiej oferty w kulturze, która będzie równoważyć złe zdarzenia, na które nie mamy wpływu.

 

Zależy nam na zapraszaniu innych odbiorców, innych uczestników naszych imprez, niż ci, którzy generują negatywny typ opinii o Sopocie. Ta walka jest trudna i nierówna. Walka ze złym wizerunkiem i złym przekazem via media jest trudna, bo zło się lepiej klika, awantury i afery się lepiej sprzedają, a pozytywy nikną gdzieś po drodze. Nasz tzw. wsad pozytywny w wydarzenia w Sopocie jest bardzo duży, ale trzeba się temu chcieć przyjrzeć. Budujemy Artinkubator przy ulicy Goyki, czyli tworzymy nowe miejsce dla artystów i przestrzeń otwartą dla mieszkańców, która ma służyć zarówno tworzeniu sztuki, jak i wymianie myśli na temat współczesnej kultury. Będziemy tworzyć nową ofertę dla Opery Leśnej, bo zależy nam, by pokazać Sopot z jak najlepszej strony. Natomiast bez uregulowań prawnych, które ograniczyłyby złe zachowania i sytuacje, pewnych rzeczy zrobić nie możemy. Często zastanawiamy się, dlaczego nie ma odpowiedzialności tych, którzy wynajmują mieszkania czy apartamenty za to, komu je wynajmują. Właściciele często nie wiedzą, co robią ich najemcy, bo są daleko. A poza tym największe afery były z ludźmi, którzy z okolic Trójmiasta przyjeżdżali, żeby się w Sopocie wyładować. I ci ludzie w Sopocie się „otwierają”, tutaj robią rzeczy, których gdzie indziej by nie wykonali. Dziwne. Ale prawdziwe i smutne. To dzisiaj poważny problem mentalny, myślę, że nie tylko w Sopocie.

 

Dziękuję za rozmowę.

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl