Najnowsze wydanie 40

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 402019 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Ogniwo Sopot mistrzem Polski! To gra dla chuliganów, w którą grają dżentelmeni…

Zdj. Jan Kozłowski - Ogniwo Sopot

 

Rozmowa z Janem Kozłowskim, byłym prezydentem Sopotu i honorowym prezesem Polskiego Związku Rugby.

 

Po szesnastu latach Ogniwo Sopot zostało ponownie mistrzem Polski, po zaciętej walce z Budowlanymi SA Łódź. Jak to jest być na szczycie?


W tej chwili to nasz upragniony tytuł, ale co ważniejsze – zdobywamy go po raz dziesiąty. Historia klubu Ogniwa Sopot trwa już ponad pięćdziesiąt lat, dlatego zależało nam, by mieć tę koronę. To dobry prognostyk na przyszłe lata. Chociaż oczywiście łatwo nie było.

 

Do wielu doświadczonych i długo grających zawodników dołączyło trzech juniorów. Jak ważne jest budowania drużyny?


Stabilizacja, stałość i dobór zawodników to podstawa. Gdyby nawet wybrać z każdej drużyny po jednym najlepszym zawodniku, to nie znaczy, że stworzyłby się najlepszy team. Zawodnicy muszą być dobrani pod względem sprawności fizycznej, specjalizacji, niezależnie od tego, czy to atak, czy młyn. Ale też pod względem charakteru. Bo rugby jest najbardziej zespołową grą ze wszystkich. Ważne, by każdy z zawodników czuł odpowiedzialność za siebie, drużynę i przeciwnika. Także dobór zawodników pod względem psychologicznym jest ważny i nad tym pracujemy. Jest to zasługa naszych trenerów, że zbudowali tak zespół, w którym atmosfera jest bardzo ważna – jeden za wszystkich wszyscy za jednego.

 

Jest Pan związany z rugby wiele lat. Jak to się stało, że zainteresował się Pan tym sportem?


Gdy byłem prezydentem Sopotu, to drużyna Ogniwa Sopot królowała i zdobyła tytuł mistrza Polski. To było w latach 1992–1998, więc jako gospodarz miasta musiałem uhonorować jedynego mistrza Polski. W Sopocie nie mieliśmy tytułów w innych dyscyplinach. Potem natomiast, kiedy byłem w rządzie Jerzego Buzka wiceministrem sportu, to pamiętam taki moment, że przyjechała do mnie delegacja złożona z reprezentantów Lechii Gdańsk, Arki Gdynia, Ogniwa Sopot i Czarnych Pruszcz z prośbą, żebym jako wiceminister sportu został prezesem Polskiego Związku Rugby. Zdziwiło mnie to. Nie czułem się na tyle osadzony w tym sporcie, ale ponieważ solidarnie zaproponowały to kluby, które na co dzień ze sobą rywalizują, uznałem, że nie można odmówić i zgodziłem się pełnić tę funkcję. I tak trwało to przez piętnaście lat.

 

Rugby nie jest jeszcze rozpoznawalnym sportem. Z czego to wynika?


Właściwie rugby nie ma takiej popularności, na jaką zasługuje. To oczywiście kwestia tradycji. We Francji, Walii, Anglii na każdym meczu jest powyżej czterdziestu tysięcy kibiców. Na przykład w Nowej Zelandii rugby to religia. Mówi się tak: „W piłkę nożną gra hołota, elita gra w rugby”. Nie wiem, z czego wynika niskie zainteresowanie tą dyscypliną w Polsce. Może dlatego, że to sport trudny w oglądaniu. Zdecydowanie trzeba znać kilka podstawowych zasad gry, by zrozumieć, co dzieje się na boisku. Jest to gra i ręką, i nogą, nie jest łatwa do obserwacji, tak jak np. piłka nożna. Często mówię konferansjerom, żeby podczas komentowania meczu przypominali, podpowiadali najważniejsze zasady gry. Muszę przyznać, że publiczność rugby nie jest tą samą co publiczność piłkarska. Nie ma tzw. zadym. Kibice przeciwnych drużyn siedzą koło siebie i razem świętują mecz, dopingując swoich faworytów.

 

Istnieje „trzecia połowa”? Piękna tradycja w rugby.


Po meczu obie drużyny spotykają się z kibicami. Jest specjalne miejsce zawsze na stadionie, jest grill i wspólne świętowanie. Zawodnicy, którzy walczą na boisku, tam się integrują, wymieniają uwagami. Co jest ważne, na całym świecie promuje się, że rugby niesie za sobą pięć wartości – dyscyplinę, odpowiedzialność, aktywność, solidarność i szacunek dla przeciwnika. Te zasady są bardzo mocno podkreślane, bo rugby jest sportem niesamowicie kontaktowy i łatwo jest doprowadzić do sytuacji niebezpiecznej. To gra dla chuliganów, w którą grają dżentelmeni.

 

Rugby jest sportem wysoko kontuzyjnym. Jak przekonać młodych i obudzić w nich pasję do tego sportu? Czy Trójmiasto jest gotowe na szkolenie młodych kadr, tworząc młode, nowe drużyny?


Teraz jest trudno z młodzieżą, bo woli siedzieć przy komputerach i smartfonach. Widzę to po moich wnukach. My natomiast, jako Ogniwo Sopot, robimy lekcje pokazowe w szkołach podstawowych. Zajęcia prowadzone są przez naszych zawodników – reprezentantów Polski, w Ogniwie Sopot jest ich ośmiu. Są to młodzi ludzie, więc mają dobry kontakt z młodzieżą. Z każdej takiej lekcji staramy się wyłowić młode talenty.

 

Tym sposobem mamy już czterdziestu młodych kandydatów na zawodników. Są to pięciolatki, siedmiolatki. Potem przechodzą kolejne etapy rozwoju: młodzika, juniora, aż do seniora. To nie jest proste zadanie, bo rugby w Polce nie jest jeszcze grą zawodową, raczej amatorską. Dzieci niechętnie do tego podchodzą, bo tu nie mamy Lewandowskiego. Zauważam natomiast jedno – ci, którzy mają pasję, to potem w życiu sobie naprawdę dobrze radzą. Te cechy, które wyrabia się na boisku, później owocują w życiu dorosłym.

 

A więc pasja i determinacja to przepis na sukces – nie tylko w rugby, choć w rugby szczególnie.


Tak jest! Na początku jest pasja, później praca i determinacja każdego zawodnika, który musi zostawić cząstkę siebie na boisku.

 

Dziękuję za rozmowę.


Liwia Zaborska

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl