Najnowsze wydanie 39

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 392019 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Od skromnego warsztatu do lidera w branży TEMIS – gazy techniczne, spożywcze i medyczne

15

 

Z Tadeuszem Skajewskim, założycielem i właścicielem chojnickiej firmy TEMIS, rozmawia Paweł Janikowski.

 

Przez wiele lat pracował Pan w chojnickim ZREMB-ie. Co Pan robił w tej firmie?


W ZREMB-ie najpierw przez pięć lat byłem kierownikiem krajalni. Potem pojechałem na montaż form do fabryk domów na Śląsku, pod Lublinem, w Łomży i Białymstoku. W tym ostatnim mieście w 1981 roku poznałem przyszłą żonę. Wróciliśmy do Chojnic. Dalej pracowałem w ZREMB–ie. Firma produkowała naczepy, maszyny rolnicze i inne urządzenia. Zgłaszałem wiele projektów racjonalizatorskich. Robiłem rysunki techniczne, a zakładowa komisja je akceptowała. Trzy rozwiązania zostały opatentowane. Udawało się oszczędzić materiały, skrócić czas produkcji. Ja miałem z tego tytułu nagrody oraz dodatkowe wynagrodzenie za wdrożenia.

 

Dlaczego na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zdecydował Pan o rozpoczęciu działalności na własny rachunek?


Zaczął się wolny rynek… Początkowo była możliwość wykonywania dla ZREMB-u w kooperacji niektórych elementów. Firma wydzierżawiała tokarki, frezarki czy wiertarki. Zdecydowałem się na taką współpracę. Otworzyłem warsztat pod Chojnicami, zawiązując spółkę z właścicielem lokalu. Jeszcze wtedy pracowałem w ZREMB–ie, a po obiedzie jechałem do warsztatu. Taka sytuacja trwała około roku. Potem już samodzielnie w 1991 roku uruchomiłem podobny warsztat w Chojnicach. Wykupiłem dzierżawione dotąd maszyny, wynająłem lokal i wtedy powstał TEMIS. W tamtym czasie był to jedynie warsztat ślusarsko-spawalniczy.

 

Wykonywaliśmy usługi – robiliśmy i montowaliśmy kraty, balustrady i płoty metalowe, generalnie obróbkę metali.

 

20170215 132220

 

Czy do dziś świadczycie tego typu usługi?


Nie. Moglibyśmy to robić, ale trzeba by zwiększyć zatrudnienie o jakieś piętnaście osób, a na chojnickim rynku pracy nie ma ludzi… Zresztą nasz rozwój poszedł w zupełnie innym kierunku. Dziś zajmujemy się głównie produkcją i dystrybucją gazów technicznych, medycznych i spożywczych. Pracujemy też w metalu, ale w ograniczonym zakresie, jak cięcie i obróbka blach.

 

Właśnie. Dystrybucja gazów technicznych, medycznych i spożywczych to zupełnie inna bajka niż obróbka metali. Skąd wziął się pomysł wejścia na ten rynek?


Kiedy prowadziłem warsztat ślusarsko-spawalniczy, wiele czasu traciłem na zdobywanie niezbędnych w tym procesie gazów technicznych. Uświadomiłem sobie, że i inni mali przedsiębiorcy tej branży mają zapewne podobne problemy. Pomyślałem sobie, że można wypełnić tę niszę i zająć się dystrybucją gazów – sprawną dostawą w wyznaczone miejsce, na czas i po konkurencyjnej cenie. Pomysł okazał się trafny. Był rok 1992.

 

Nawiązałem kontakt z Eurogazem Bydgoszcz i powiedziałem, że chcę w Chojnicach uruchomić hurtownię gazów. Spojrzeli na to przychylnie. Zaproponowali nawet dowóz towaru do Temisu. Miałem w sprzedaży takie gazy jak acetylen, azot, tlen i argon. Potem nawiązałem kontakt z włocławskimi Zakładami Azotowymi i podpisałem kontrakt na dostawę dwutlenku węgla. Butle dowożono koleją, a niekiedy wynajmowałem transport samochodowy. Jeszcze nie miałem własnego taboru. Pierwszy samochód specjalistyczny kupiłem na kredyt w 1993 roku. W tym samym roku skorzystałem z dotacji Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na zakup maszyn, jednocześnie zatrudniając pięciu takich pracowników. O dziwo, wtedy ta operacja przebiegła bardzo sprawnie, bez zbędnej biurokracji… Potem było już trudniej, bo niektórzy kombinowali, oszukiwali, więc zaostrzono procedury.


Czy jeszcze wtedy świadczył Pan usługi ślusarskie?


Tak. Robiliśmy jakieś ozdobne ławeczki dla Niemców, inne drobne usługi. Ale ta dziedzina przymierała. Początek lat dziewięćdziesiątych to czas ogromnej inflacji. Ludzie nie kwapili się z inwestowaniem, woleli lokować środki w bankach, gdzie uzyskiwali oprocentowanie rzędu kilkudziesięciu procent.

 

Czy przestawiając się ze ślusarstwa na gazy, na chemię, korzystał Pan z pomocy wykwalifikowanych chemików?


Nie. Całą wiedzę pozyskiwałem z czasopism fachowych i rozmów z kolegami z branży chemicznej, którzy wcześniej weszli na rynek gazów. Mogę powiedzieć, że jestem samoukiem…

 

DSC 0730

 

Kiedy powstał Spawmet? Co działo się na rynku, że postanowił Pan uruchomić produkcję gazów? To znowu był bardzo specjalistyczny kierunek…


Zaczął działać w 1997 roku. Na polskim rynku gazów zaczęły dominować firmy zagraniczne, które wykupiły producentów polskich: Linde, Air Products, Messer i inne firmy. Zaczęły się kłopoty z pozyskiwaniem ciekłych gazów: albo one nie chciały nam sprzedawać, albo my nie chcieliśmy od niektórych kupować. Wtedy założyłem Spawmet, który koncernom nie kojarzył się jako konkurencja, ale jako warsztat – końcowy odbiorca.

 

Kupiliśmy więc stary zbiornik do dwutlenku węgla. Zakład Anwil we Włocławku przywoził nam skroplony gaz, a my sami zaczęliśmy napełniać butle. Następnie kupiliśmy używany zbiornik do skroplonego tlenu i przedwojenną pompę – już mogliśmy rozszerzyć asortyment sprzedawanych gazów w butlach. Teraz mamy wieloletnie umowy z Anwilem, a także z PKN Orlen.

 

Handlujecie również gazami spożywczymi i medycznymi.


Z upływem lat rozszerzyliśmy ofertę gazów. Okazało się bowiem, że jest rosnące zapotrzebowanie rynku na gazy spożywcze i medyczne. Obrót tym asortymentem obostrzony jest szeregiem rygorów jakościowych. Stąd Spawmet poddał się surowym ocenom jednostek certyfikujących. Uzyskaliśmy certyfikat zarządzania jakością ISO 9001, który następnie rozwinęliśmy o ISO 22000, zawierający wytyczne HACCP dla gazów spożywczych.

 

Uruchomiliśmy też linię napełniania butli tlenem medycznym, którą zatwierdził Główny Inspektorat Farmaceutyczny. Ten urząd wystawił nam tak zwany Certyfikat GMP, potwierdzający, że spełniamy wytyczne Dobrej Praktyki Wytwarzania. Posiadamy go jako jedyna w kraju polska firma. Obecnie funkcjonuje u nas Zintegrowany System Zarządzania Jakością, w którego skład wchodzą ISO 9001, ISO 22000, ISO 13485; oprócz wytycznych DPW wdrożyliśmy także wytyczne Dobrej Praktyki Dystrybucji. Teraz wytwarzamy też inne gazy medyczne: tlenek azotu, dwutlenek węgla, azot i podtlenek azotu podtrzymujący narkozę, ale używany też w produkcji spożywczej i silnikach spalinowych, oraz ENTOMIX, czyli gaz rozweselający. W zakresie gazów medycznych mamy dziś status hurtowni farmaceutycznej, a naszymi klientami są również zachodnie koncerny, które nie mają koncesji na ich wytwarzanie.

 

Kto tę jakość kontroluje?


Podlegamy kontrolom Głównego Inspektora Farmaceutycznego oraz instytucji certyfikujących: Polskiego Rejestru Statków, Urzędu Dozoru Technicznego i TÜV Rheinland Polska. Przedstawiciele tych jednostek kontrolnych są u nas częstymi gośćmi.

 

Rozumiem, że dopracował się Pan wysokiej pozycji na krajowym rynku gazów. Jakby wbrew konkurencji koncernów zagranicznych…


Chyba tak. Przekonuje mnie o tym choćby zainteresowanie zakupem mojej firmy wśród Francuzów i Amerykanów. Mamy bardzo dobrą opinię nie tylko w kraju. Ceniona jest jakość naszych wyrobów.

 

20190403 105314

 

Jaki obszar Polski obsługujecie?


Dostarczamy gazy do hurtowni, firm, szpitali, przychodni i ośrodków rehabilitacyjnych oraz zakładów spożywczych w czterech województwach: pomorskim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim i wielkopolskim.

 

Posiadacie własne hurtownie w terenie?


Nie, współpracujemy z ponad dwudziestoma dużymi hurtowniami prywatnymi i kilkoma mniejszymi. Sami nie dalibyśmy rady rozprowadzać towarów do detalistów. Hurtownicy to w większości przedsiębiorcy, którzy wcześniej zaopatrywali się w koncernach zagranicznych. Teraz współpracują z nami. Satysfakcjonuje ich jakość naszych produktów oraz terminowość dostaw. Bardzo o to dbamy.

 

Korzystał Pan z kredytów, dotacji unijnych?


Kredyty brałem wielokrotnie na różne inwestycje rozwojowe. A dotację unijną uzyskaliśmy raz – w 2013 roku, jako pierwsi w Chojnicach – i spożytkowaliśmy ją na zakup dwóch samochodów specjalistycznych do przewozu gazów. Później też składaliśmy wnioski, ale bez powodzenia.

 

Nigdy nie miał Pan obaw, czy zamysł rozwojowy się powiedzie? Tyle firm zadłużało się, a potem plajtowało…


Owszem, zdarzały się wątpliwości. Na przykład wtedy, kiedy były kłopoty z zakupami gazów w stanie płynnym. Budziłem się w nocy z dręczącą myślą: co będzie, jeśli koncerny odetną nam dostawy? Mieliśmy już rozbudowaną sieć kontrahentów i myśl, że ich zawiodę, była dręcząca. Ale jakoś z tego kryzysu wyszliśmy.

 

Czy założone biznesplany zawsze realizował Pan skutecznie?


Tak. Wszystkie plany się powiodły.

 

Kiedy zakładał Pan TEMIS, to przewidywał Pan dzisiejszy jego kształt, poziom rozwoju, rozmach?


Skądże. Gdybym wtedy wiedział, jak to się wszystko rozwinie, to parę rzeczy zrobiłbym inaczej. Przede wszystkim kupiłbym większą działkę. Na niej wybudowałbym bardziej zintegrowane obiekty. Ale teraz to łatwo powiedzieć. Myśmy rozwijali się stopniowo: na miarę pojawiających się pomysłów i zasobów finansowych. W miarę potrzeb i możliwości dokupowałem przylegające działki oraz dobudowywałem obiekty, które zresztą sam projektowałem. Stopniowo, po trochu. Nie mogło być inaczej.


Jak dziś wygląda oferta firmy TEMIS?


TEMIS jest naszą marką rynkową. Wszystko, co oferujemy klientom, sprzedajemy pod tym szyldem. A więc pełen asortyment gazów w różnych postaciach i o różnych składach chemicznych, w zależności od życzenia klienta. Do tego handlujemy kompleksowym wyposażeniem stanowisk gazowych i spawalniczych, częściami zamiennymi, akcesoriami i materiałami spawalniczymi, a także wyrobami hutniczymi oraz elementami kutymi.

 

Wszystko to uzupełnia serwis gwarancyjny i pogwarancyjny, certyfikowany przez firmy Lincoln Electric Bester oraz Ozas-Esab. Posiadamy też status przedstawiciela na Polskę koncernów Chart Ferox z Czech i Taylor-Wharton ze Słowacji – produkujących zbiorniki kriogeniczne, przeznaczone do magazynowania gazów skroplonych.

 

 

Jakim taborem dostawczym dysponujecie?


Mamy pięć dużych cystern o pojemności 20 m3 i jedną mniejszą, o pojemności 10 m3. To wystarcza. Tlen ciekły dostarczamy nimi do szpitali i pstrągarni; tych hodowli przybyło w ostatnich latach, bo dofinansowała takie przedsięwzięcia Unia Europejska.

 

A oferta Spawmetu?


Ta firma ma koncesję na wytwarzanie różnego rodzaju gazów technicznych oraz spożywczych i medycznych. Dysponuje specjalistycznym laboratorium analitycznym oraz urządzeniami do napełniania butli. Całość produkcji przekazuje Temisowi do sprzedaży.

 

Ilu pracowników zatrudniają obie firmy?


W tej chwili pracuje u nas pięćdziesiąt osiem osób, w tym kilku inżynierów. Z kadrą zawsze mieliśmy kłopot. Kiedy zaczynałem, nawet koledzy ze ZREMB–u uważali, że pewniejsza jest praca na państwowym niż u prywaciarza. Niektórzy sądzą tak do dziś. Ciężko mi było pozyskać kogoś z firmy państwowej. Był też czas dużej fluktuacji załogi – nawet połowa zatrudnionych zmieniała się w ciągu roku. Teraz jest lepiej. Mogę powiedzieć, że dziewięćdziesiąt procent załogi to ludzie utożsamiający się z firmą, wyszkoleni i dobrze wykonujący obowiązki.

 

Ciekawi mnie, kto rządzi zakładem, kiedy Pan zachoruje?


Chorują pracownicy – ja nie. Dbam o swoje zdrowie. Jeżdżę rowerem latem i zimą, rano ożywia mnie zimny prysznic; właścicielowi nie wolno chorować…

 

Moją intencją było poznanie struktury Pana firmy…


Struktura jest bardzo spłaszczona, aby droga od decyzji do realizacji była krótka. Całością zarządzałem ja, a obecnie mój syn Marek, który jest kierownikiem produkcji, przejmuje częściowo obowiązki zarządzania. Do współpracy ma kierownika ds. logistyki i transportu. Mamy system brygadowy; brygadziści od serwisu, od transportu wewnętrznego i napełniania butli. Jest też dział marketingu, który przygotowuje oferty na różne przetargi oraz sklep sprzedający m.in. urządzenia i akcesoria do spawania.


Przygotowuje się Pan do przekazania firm synowi? Od kiedy jest on zaangażowany w funkcjonowanie zakładów? Jakie ma przygotowanie?


Syn Marek pracuje ze mną dziesięć lat, a zaczął zaraz po skończeniu studiów inżynierskich na Wydziale Mechanicznym Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy. Ale nie chciałbym, aby poświęcał życie temu, co otrzyma po rodzicach. Kiedyś myślałem nawet, aby firmy sprzedać, ale synowi to się nie podobało. Wymyśliliśmy inne rozwiązanie: przed trzema laty nastąpiła zmiana w firmie. Powołaliśmy spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – TEMIS i Spawmet, które ode mnie, firmy jednoosobowej TEMIS, dzierżawią mój majątek nieruchomy i ruchomy, czyli lokale i wyposażenie produkcyjne oraz środki transportu. Chciałbym już dziś zatrudnić prezesa, aby zajął się zarządzaniem w obu spółkach i w przyszłości wyręczał syna z części obowiązków. Niestety, trudno na rynku chojnickim o pozyskanie kogoś odpowiedniego na tę funkcję. Młodzi stąd jadą na studia do Trójmiasta, Bydgoszczy czy Poznania i już nie wracają. Marek wrócił, ale ma rodzinę, piękne hobby związane z renowacją i eksploatacją starych, zabytkowych już samochodów. Chciałbym, aby nie był niewolnikiem swojego spadku i pracował tylko w ograniczonym zakresie obowiązków. Ja też już chętnie poświęciłbym więcej czasu rodzinie, wnukom lub swojemu hobby, którym teraz jest tworzenie i wdrażanie nowych rozwiązań innowacyjnych w firmie i w domu.

 

Ma Pan też córkę Izabelę. Nie jest związana z firmą?


Córka skończyła cztery fakultety i zajmuje się czymś zupełnie innym.

 

Czy jest Pan członkiem jakiegoś stowarzyszenia przedsiębiorców?


Należę do Stowarzyszenia Polskich Producentów i Dystrybutorów Gazów Technicznych oraz stowarzyszenia Pracodawcy Pomorza.

 

Co daje taka przynależność?


W pierwszym wymieniamy informacje o rynku gazów, nawiązujemy kontakty handlowe i artykułujemy problemy branży. Pracodawcy Pomorza są zaś forum przepływu wiadomości o warunkach działalności gospodarczej w kraju, szkoleń, wymiany doświadczeń i wzajemnego inspirowania się. Poprzez organizowane konkursy, stowarzyszenie motywuje też do podnoszenia jakości produkcji, handlu i funkcjonowania firm.

 

Jak zmieniły się w ćwierćwieczu warunki prowadzenia działalności gospodarczej? Jest łatwiej?


Kolejne rządy obiecują zmniejszenie kosztów pracy, a dzieje się odwrotnie. Dochodzi bardzo dużo kolejnych opłat. Zamiast do kieszeni pracowników, pieniądze trafiają do budżetu, a rząd je potem lekką ręką rozdaje, co powoduje zwyrodnienia rynku pracy. Chciałbym płacić niższe podatki i opłaty na ZUS, bo wtedy mógłbym więcej dać ludziom. Oni byliby zadowoleni, co spowodowałoby większą motywację do wydajniejszej pracy.

 

Macie w dorobku wiele nagród i wyróżnień. Pamięta Pan pierwszą?


Pierwsza nagroda miała charakter indywidualny. To był tytuł Mistrza Techniki Chojnic. Zresztą taki laur zdobywałem trzykrotnie. A potem w ćwierćwieczu było tych sukcesów wiele.

 

Która z nagród ma dla Państwa największe znaczenie?


Najważniejsze są nagrody za jakość. Mamy w tej kategorii laury przyznane przez Naczelną Organizację Techniczną i Polski Rejestr Statków: trzykrotnie Złoty i dwukrotnie Srebrny Laur Jakości oraz jedno wyróżnienie, a także nagrodę w konkursie Jakość Roku. Właściwie rokrocznie otrzymujemy też z różnych tytułów jakieś wyróżnienia czy nagrody od Pracodawców Pomorza.

 

Czy laury tego typu mają znaczenie dla rynku, dla klientów?


Tak. To przyciąga klientów, buduje markę. Proszę sobie wyobrazić, że zgłaszają się do nas nowi klienci, zabiegają o dostawy, a my musimy odmawiać, bo nie mamy odpowiedniej liczby pracowników. Sytuacja na chojnickim rynku pracy nas ogranicza.

 

Co będzie się działo w Pana firmach za rok czy dwa? Czy są plany rozwojowe?


Będziemy robili swoje… Nie mamy w tej chwili planów co do rozszerzenia oferty czy obsługiwanego terenu. Jak się pojawią nowe gazy i poprawi się w Chojnicach rynek pracy, to będziemy o tym myśleć. W najbliższym czasie chciałbym jednak rozwiązać kwestię zarządzania firmami. Mam nadzieję, że w pobliskich ośrodkach akademickich znajdziemy studentów, którzy zechcą pracować w Chojnicach. Już przeprowadziłem pierwsze rozmowy na ten temat w Bydgoszczy. Chciałbym zatrudnić ze trzech przyszłych inżynierów na stanowiskach kierowniczych. Najlepszy zostałby prezesem w firmach TEMIS i Spawmet, a pozostali wiceprezesami. To muszę załatwić.

 

Życzę powodzenia w tym przedsięwzięciu.

 

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl