Najnowsze wydanie 41

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 41 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Zrobię wszystko, aby Gdańszczanki i Gdańszczanie byli dumni z naszego miasta.

Adulkiewicz006

 

Rozmowa z pełniącą obowiązki prezydenta Miasta Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz.

 

Pani Prezydent, w którym momencie po brutalnym ataku na Prezydenta Pawła Adamowicza, zdała sobie Pani sprawę, że sytuacja jest bardzo poważna i jak zareagowała Pani na okoliczność, że może będzie musiała Pani przejąć obowiązki Prezydenta?


W nocy z niedzieli na poniedziałek, z 13 na 14 stycznia br., będąc w szpitalu, my, najbliżsi współpracownicy Prezydenta, wiedzieliśmy już, że jest bardzo, bardzo poważnie.

 

W poniedziałek rano zwołaliśmy naradę w Urzędzie. Kiedy siedzieliśmy w ścisłym gronie: zastępcy prezydenta, pani sekretarz, pani skarbnik i szef radców prawnych, poprosiłam, abyśmy przygotowali się na dwa scenariusze. Pierwszy, że Pan Prezydent żyje, ale nie może sprawować obowiązków, i drugi – scenariusz śmierci. Uważałam, że nasza odpowiedzialność tego wymaga. Ta moja prośba wzięcia pod uwagę drugiego scenariusza w dużym stopniu unaoczniła wszystkim powagę sytuacji. To działo się w warstwie formalno-prawnej. Wtedy usłyszałam: „To Pani jest pierwszym zastępcą...” i to wszystko. Nie było czasu na emocje i chyba do tej pory go nie ma.

 

Skąd czerpie Pani siłę, aby pogodzić stratę, żałobę, a jednocześnie pełnienie obowiązków prezydenta?


Wielu ludzi mi mówi, że jestem silna: ludzie spotkani na ulicy, nasi goście, samorządowcy. Wcale tak nie myślę – po prostu, przyszła taka chwila i musiałam się tak a nie inaczej zachować. Wielkie oparcie mam w mojej córce Zosi. Nie jest żadną tajemnicą, że wychowuję ją samodzielnie, stąd też nasza więź i relacja jest bardzo ścisła i bliska. Myślę, że bycie odpowiedzialnym za wyjaśnianie świata dziecku chyba najpełniej kształtuje nas jako ludzi. Opieka nad dzie mi trzyma nas w pionie, bo różne rzeczy się dzieją, ale jest przecież też szkoła, odrabianie lekcji i inne obowiązki.

 

Jakie zadania są dla Pani najważniejsze do wyborów, które odbędą się 3 marca br.?


Powoli wkraczamy w rutynową pracę urzędową, od zamachu na Prezydenta miasto cały czas funkcjonowało normalnie: musiały być wydawane dowody osobiste, akty urodzenia, zgonu, różne decyzje administracyjne. Jestem bardzo wdzięczna pracownikom Urzędu Miejskiego, że mimo wielkiej tragedii, utraty swojego szefa, mają w sobie etos ciężkiej pracy. Myślę, że to jest coś, z czego nasz szef byłby dumny.

 

Jest kilka zadań z najbliższej mojemu sercu działki inwestycyjnej. Przygotowujemy się do ogłoszenia programu budowy żłobków. Mamy różne zadania związane z organizacją komunikacji publicznej, bo nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora Zakładu Transportu Miejskiego. Jesteśmy w kluczowej fazie budowy Centrum Edukacyjnego Jabłoniowa – wielkiej szkoły, którą 1 września br. chcemy otworzyć dla nowych dzielnic Gdańska Południe. Trwa budowa wiaduktu Biskupia Górka, gdzie są trudne wyzwania. Pilnujemy tematu związanego z budową linii tramwajowej, tzw. Nowej Bulońskiej. To są rzeczy szalenie ważne.

 

Mamy też niełatwe „miękkie tematy”. Wszyscy wiemy, że nauczycielskie związki zawodowe ogłosiły, że będą w najbliższym czasie strajkować, prawdopodobnie w kwietniu. Dialog nauczycieli z Ministerstwem Edukacji trwa, ale odpowiedzialność za te ustalenia, także finansowa, spadnie na gminy. To duże wyzwanie. Już dzisiaj jest tak, że tylko połowę potrzeb związanych z edukacją pokrywa subwencja oświatowa, resztę muszą dołożyć gminy, czyli podatnicy.

 

Wśród najważniejszych rzeczy jest też kampania wyborcza, która wiąże się dla mnie z dużą liczbą spotkań z gdańszczankami i gdańszczanami.

 

Jakie ma Pani plany w dalszej perspektywie?


Ja jestem bardzo dumną gdańszczanką i wiem, że gdańszczanie też są dumni z naszego miasta, bo mają do tego wiele powodów. Może to zabrzmi z wysokiego C, ale chciałabym zrobić wszystko, aby gdańszczanie mogli być nadal dumni z Gdańska. Nasze miasto mocno się rozwija, a z drugiej strony daje opiekę i schronienie każdemu, kto tego potrzebuje. Nieważne, czy jest się gdańszczaninem, który tu mieszka lat dwadzieścia, od urodzenia czy tylko przez chwilę. To miasto, które nikogo nie wyklucza. Nieważne, skąd przychodzisz, jaki jesteś: stary, młody, z niepełnosprawnościami, czy z innego kraju, czy z innego miejsca w Polsce. Może trochę górnolotnie to brzmi, ale taka jest strategia naszego miasta – jest otwarte dla wszystkich. Jest mi to bardzo bliskie. Do realizacji tej idei mamy różne narzędzia, od twardych inwestycji poprzez inwestycje miękkie, po kształtowanie postaw obywatelskich.


Kiedy po raz pierwszy w życiu naprawdę poczuła się Pani samorządowcem?


Nie było jednego szczególnego momentu. Byłam szefem samorządu szkolnego w podstawówce, potem w Topolówce, gdzie, nomen omen, od lat osiemdziesiątych szef samorządu szkolnego jest nazywany prezydentem szkoły. To były moje pierwsze próby brania spraw najbliższego otoczenia we własne ręce. Kiedy w 2006 roku przyszłam do pracy w Urzędzie Miejskim, moja rodzina też pracowała w samorządzie. Mój tata tworzył ramy organizacyjne Sejmiku Województwa Gdańskiego, moja mama była urzędnikiem samorządowym. Ja to mam chyba w genach. Szkołą demokracji była też dla mnie Rada Miasta, do której po raz pierwszy zostałam wybrana w 2010 roku. To doświadczenie pokazało mi, jak demokracja funkcjonuje z drugiej strony, bo wiedziałam już, jak funkcjonuje obszar wykonawczy, pracując wcześniej u Pana Prezydenta Adamowicza. Myślę, że szereg doświadczeń złożył się na to, że zostałam samorządowcem.

 

Adulkiewicz017

 

W jednym z ostatnich wywiadów powiedziała Pani: „Nie jestem Adamowiczem”. Jakie kwestie różniły Panią z Prezydentem?


Ja nigdy Prezydentem Adamowiczem nie będę, bo jestem sobą. Była między nami różnica wieku, płci, sumy doświadczeń, mieliśmy inną drogę zawodową. To wszystko wpływa na odmienną wrażliwość i inny rodzaj spojrzenia. Trudno jest mi powiedzieć o czymś, co nas zasadniczo różniło, poza tymi oczywistymi kwestiami, które wymieniłam. Myślę, że w sferze światopoglądu, idei i zainteresowań byliśmy sobie bliscy.

 

A które idee Prezydenta Pani najbardziej ceniła?


Szef, na tę kadencję – i to jest mi bardzo bliskie – założył sobie wielką kampanię na rzecz postaw obywatelskich. Chciał się w nią osobiście bardzo zaangażować. Jednym z tematów kampanii miała być frekwencja w wyborach. Teraz mamy wybory prezydenta, ale jeszcze w tym roku są wybory do rad dzielnic, do Parlamentu Europejskiego, wybory parlamentarne, a także głosowanie nad budżetem obywatelskim. Kolejnym elementem kampanii miało być przypomnienie pierwszych wolnych wyborów w historii Polski
po II Wojnie Światowej, 4 czerwca 1989 roku, pierwszego aktu demokratycznego po pięćdziesięciu latach komunizmu.

 

Ta idea też jest mi bardzo bliska. Uważam, że potrzebujemy dzisiaj bardzo mocnego głosu obywateli, którzy zostali ukształtowani przez trzydzieści lat nowej Polski. Obchody rocznicy Wyborów 4 czerwca odbędą się w Gdańsku i jest co do tego zgoda innych samorządów. W najbliższy piątek 15 lutego br. spotykamy się w Warszawie z samorządowcami z całej Polski, żeby rozmawiać na temat obchodów. Nie chcemy niczego narzucać, uważamy, że każdy może mieć swój pomysł na świętowanie tej rocznicy.

 

Jest w tym roku jeszcze jedna data związana z obywatelskością, piętnasta rocznica wejścia do Unii Europejskiej. Wielokrotnie już o tym rozmawialiśmy. W zeszłym tygodniu byliśmy w Brukseli, w Komitecie Regionów. Dziennikarze z różnych krajów pytali nas, jak to jest z tą Polską, że chce unijne fundusze, a nie szanuje zasad Unii Europejskiej.

 

Naszą rolą dzisiaj, jako samorządowców, jest pokazywanie, choć może to zabrzmi ostro, że z jednej strony jest postawa Rządu wobec Unii, a z drugiej jest samorząd, który uznaje zasady, jakie obowiązują w drużynie pod nazwą Wspólnota Europejska. Samorządowcy respektują to, że nie można brać tylko profitów, a odrzucać wszystko inne, co się nie podoba. Dlatego twardo stoję po stronie praworządności, chcę bronić Konstytucji i niezależności sądów oraz podstawowych wartości, na których jest ufundowany nasz system społeczny i polityczny.

 

Czy nadal podpisałaby się Pani pod zdaniem „bliższe mi są prawa człowieka niż prawa kobiet”?


Tak, chociaż przede wszystkimi jest mi bliska równość wszystkich ludzi i z tego punktu widzenia sytuacja kobiet, chociażby na rynku pracy, pozostawia wiele do życzenia.

 

Rozmawiała Maja Drutowska

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl