Najnowsze wydanie 37

 

Magazyn Pomorski 37/2018 wydanie online 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Sunreef Yachts Luksusowe katamarany i superjachty – made in Gdańsk, Polska

FAB 8312

 

Z założycielem i prezesem gdańskiej firmy Sunreef Yachts, panem Francisem Lappem, rozmawia Paweł Janikowski

 

Gratuluję wyróżnienia i statuetki Orłów Pomorskich przyznanych firmie przez czytelników „Magazynu Pomorskiego”! Szesnaście lat Sunreef Yachts na światowym rynku luksusowych jachtów i katamaranów – czy w 2002 roku, na starcie, spodziewał się Pan takiego powodzenia?


Zdecydowanie nie. Jestem w Polsce od 1992 roku i zaczynałem od tego, że założyłem tu firmę budowlaną i nią się zajmowałem. Potem, a dokładniej w 1998 roku, kupiłem trzy katamarany francuskiej produkcji i je wynajmowałem. Tak powstała firma Sunreef Travel. Te jednostki wynajmowałem na Madagaskarze. Kiedyś pojechałem tam i spotkałem ludzi ze Stoczni Gdańskiej. To oni powiedzieli mi, że w Gdańsku stoją puste hale do wynajęcia, są fachowcy – aż się prosi, żeby budować tu jachty. To mnie zainspirowało. Niebawem podjąłem decyzję o powołaniu Sunreef Yachts – było to dokładnie w 2002 roku. W 2003 zbudowaliśmy pierwszy luksusowy katamaran. Pewnego dnia zadzwonił do mnie klient z Belgii, który korzystał z tej jednostki, i zapytał o możliwość kupienia tego katamaranu. Oczywiście, sprzedaliśmy. Ruszyła budowa następnych. Wtedy myślałem, że firma moja będzie produkowała jednostki tylko dla Sunreef Travel. Myliłem się wówczas. Dotychczas wybudowaliśmy ponad 130 personalizowanych jednostek dla klientów i firm z całego świata. Ale nie obywało się bez problemów. Byliśmy na targach w Monaco w 2013 roku, gdzie w ciągu czterech dni imprezy naszego stoiska nie odwiedził żaden klient. Inni pytali: „Gdzie są produkowane te jednostki?”. Odpowiadaliśmy: „W Gdańsku, w Polsce”. Słyszeliśmy: „Dziękuję, do widzenia”. Ta lokalizacja nie wydawała się wtedy być gwarantem luksusowej jakości. Lata 2003–2007 były bardzo trudne. To wtedy jednak zaczęliśmy promować firmę, podkreślając jej lokalizację: Polska, Pomorze, Gdańsk. Teraz, kiedy wystawiamy się na targach w różnych rejonach świata, nikt już nie pyta o lokalizację firmy. Marka nasza zyskała niesamowite uznanie dzięki jakości i luksusowemu wykończeniu typu custom made.

 

Porzucił Pan biznes budowlany?


Nie. Moja firma budowlana funkcjonuje na terenie największych miast w Polsce. Jej główna siedziba jest w Krakowie. W Gdańsku budujemy tylko naszą nową, własną stocznię. Tam już dziś jest hala, w której wytwarzamy formy do kształtowania kadłubów. Mamy możliwość budowania jednostek najdłuższych w Europie – do 35 metrów. Za rok mamy nadzieję przeprowadzić się do nowego, kompletnego już zakładu.

 

Czy w okresie tych początkowych trudności i kłopotów nie chciał Pan rzucić tego biznesu i ponownie zają się pewniejszym rynkiem budowlanym?


Nie, ja lubię wyzwania… Liczę się z tym, że jeszcze parę lat będzie „pod górkę”.

 

 

Czym marka Sunreef Yachts zyskuje uznanie rynku światowym?
Elastycznością w projektowaniu i luksusem oraz jakością wykonania. Nasi konkurenci kiedyś uznali, że nie ma rynku na luksusowe katamarany czy jachty. Mylili się. Na brak klientów nie narzekamy, a nasze jednostki pływają w najróżniejszych zakątkach świata. Konkurencja też już podąża naszym śladem…

 

Czy budujecie jednostki na zamówienie, pod oczekiwania klienta, czy też serie przez was projektowane?


Tylko na zamówienie. Nie zaczynamy produkcji, zanim nie podpiszemy kontraktu. Zawsze na początku wysłuchujemy życzeń klienta. Pytamy, co lubi, czego oczekuje. Potem projektanci dostosowują się do tych życzeń. Nie ma niespodzianek.

 

 

JCB23316

 

Ile jednostek sprzedał Pan dotychczas?


W tej chwili już ponad sto trzydzieści. W ostatnich latach produkcja sięga nawet dwudziestu jednostek rocznie. Kiedy ruszy nasza nowa stocznia, będziemy mogli wodować trzydzieści pięć – trzydzieści siedem jednostek w jednym roku.

 

Pod jakimi banderami pływają jachty i katamarany Sunreef Yachts?


Mamy klientów z całego świata: Stany Zjednoczone, Europa, Azja, Bliski Wschód, Skandynawia, Rosja.

 

A gdzie Sunreef Yachts się reklamuje?


Na targach w Monako, Cannes, Duesseldorfie, w Miami, Singapurze, Dubaju, Abu Dhabi. Wszędzie tam, gdzie spodziewamy się potencjalnych klientów. Na ostatnich targach w Cannes zaprezentowaliśmy m.in. model 40 Open Sunreef Power Diamond Limited Edition, będący pierwszym na świecie wielokadłubowcem pokrytym prawdziwą diamentową farbą. Każdego roku wprowadzamy na rynek innowacyjne modele, którymi przyciągamy wizytujących targi.

 

Kim są Pana klienci? To muszą być bardzo bogaci ludzie…


Tak, to są przede wszystkim biznesmeni. Sześćdziesiąt procent z nich kupuje jachty wyłącznie na użytek prywatny, a pozostali na wynajem.

 

Ilu polskich armatorów korzysta z pańskiej oferty?


W tej chwili mamy czterech właścicieli z Polski. Do niedawna był tylko jeden. Powoli liczba odbiorców z kraju wzrasta.

 

Jak to się stało, że takie cacka powstają właśnie w Gdańsku? Co sprawiło, że właśnie na terenach legendarnej Stoczni Gdańskiej znalazł Pan dogodne miejsce do realizacji swojego pomysłu biznesowego?


Już mówiłem, że zainspirowała mnie rozmowa z gdańskimi stoczniowcami na Madagaskarze. W tym czasie moja firma budowała dwa supermarkety w Gdańsku – w Oliwie i na Morenie.

 

 

Przyjechałem więc do Gdańska i zobaczyłem obiekty stoczniowe. Podjąłem decyzję. Produkcja ruszyła po paru miesiącach.

 

IMG 1783

 

Od kiedy interesowało Pana żeglarstwo, jachty? Jak narodziła się decyzja, aby zająć się nową dziedziną?


Nigdy nie byłem żeglarzem, ale zawsze lubiłem budować. Kocham wyzwania i nowe technologie. Do tego luksusowe jachty to piękna branża.

 

Ale ma Pan jakieś przygotowanie do pracy w okrętownictwie…


Nie. Lech Wałęsa był elektrykiem, a został prezydentem. Ja też jestem z wykształcenia elektrykiem, a prowadzę stocznię jachtową… Nigdy przedtem nie byłem nawet w środku żadnej stoczni. Kiedy rozpoczynałem budowanie statków, kontaktowałem się ze specjalistami różnych dziedzin działalności stoczniowej. Pytałem, jakie maszyny są potrzebne. Oni mi mówili, co trzeba kupić i zrobić, aby zbudować daną jednostkę. Poszło sprawnie. Pierwsza łódka była budowana osiem miesięcy, podczas gdy projektant zakładał, że będą na to potrzebne… dwa lata.

 

Jest Pan odważny… Pana staż menedżerski, biznesowy jest dłuższy niż te szesnaście lat w Gdańsku. Czym zajmował się Pan poprzednio?


Miałem dwadzieścia sześć lat, kiedy uruchomiłem swoją pierwszą firmę we Francji. To była produkcja szaf elektrycznych. Od 1992 roku w Polsce zajmowałem się budownictwem. Najpierw w Warszawie, a kiedy osiadłem w Gdańsku, moja menedżerka przeniosła siedzibę do Krakowa, bo tam mieszka. Wcześniej, w latach osiemdziesiątych, przez dwa lata pracowałem Arabii Saudyjskiej, w obcej firmie. Zarobione pieniądze zainwestowałem we Francji w obcy biznes. Wszystko straciłem. Wtedy rozstałem się ostatecznie z pracodawcami. Zaczynałem od zera, bez pieniędzy. Okazuje się, że można. W Polsce rozpoczynałem od pracy własnej, potem zatrudniałem już jednego, dwóch i kolejnych pracowników. Firma rozwijała się stopniowo, przynosiła zyski. To nie sztuka rozpoczynać, kiedy się ma finanse – od rodziców czy z innych źródeł. Zawsze mówię naszym ludziom: budujcie coś bez pieniędzy, myślcie, jak wykonać daną robotę bez środków. To samo zaszczepiam synowi. Ja nie miałem pieniędzy od rodziców. Mój tata jest inwalidą, a mama krawcową. Zawsze we mnie wierzyli, ale nie stać ich było, by mnie sponsorować finansowo. Jakoś sobie poradziłem.

 

Jak wspomina Pan start biznesowy w Polsce? Nowe branże, nowy kraj i środowiska. Było trudno?


Pamięta Pan rok 1992. Pierwszą trudnością był język. Wtedy mało kto mówił w Polsce po angielsku. Miałem w otoczeniu parę starszych osób, które mówiły po niemiecku, a ponieważ znam ten język, to jakoś się dogadywałem. Natomiast muszę przyznać, że warunki prawno-administracyjne były w Polsce lepsze niż w innych krajach. W tamtych czasach można było szybko uruchomić firmę; nie było problemów. Łatwo też było o pracowników, nie to co teraz.

 

Zaaklimatyzował się Pan bez problemów?


Bez problemów…

 

Czy żona pomogła Panu w adaptacji?


Nie oczekiwałem tego. Radziłem sobie sam. Nie angażowałem żony w swoje problemy biznesowe. Nie ma nic gorszego, jak przynosić do domu sprawy firmy…

 

Ale do Polski przyjechał Pan za kobietą?


Nie. Ja w latach dziewięćdziesiątych pasjonowałem się rajdami samochodowymi. Zostałem zaproszony na imprezę do Warszawy. Była fantastyczna atmosfera. Ludzie życzliwi, gościnni. Zapraszali do domów, byli otwarci na przybyszów. Nie to co teraz. Zauroczyłem się Polską. Wtedy postanowiłem tu osiąść. Chwilę później poznałem tutaj kobietę swojego życia. Moją obecną żonę – Kasię.

 

Jak po latach doświadczeń ocenia Pan warunki biznesowe w Polsce? Czy wybór Pana był trafny?


Niczego nie żałuję. Chociaż mam wrażenie, że warunki dla biznesu się pogorszyły.

 

 S 06588 2018-07-10 17.54.39

 

Ilu i jakiej specjalności fachowców zatrudnia firma?


W każdej branży mamy fachowców: od laminatów, aluminium, drewna, od projektowania itp. Zatrudniamy ponad sześćdziesięciu inżynierów. A cała załoga liczy ponad sześćset osób.


Jest Pan zadowolony z załogi?


Tak, oczywiście.

 

A pracownicy też są zadowoleni z firmy?


Trzeba by ich zapytać… Fluktuacja administracji i kadry inżynierskiej jest znikoma. Na produkcji, na niższych stanowiskach jest większa. Teraz na polskim rynku brakuje rąk do pracy, więc ludzie szukają szans na lepiej płatne stanowiska. Niektórzy wyjeżdżają z kraju, do Niemiec, do Norwegii. Obsada kadrowa w produkcji może w najbliższych latach stać się barierą rozwojową naszej firmy i większości firm produkcyjnych.

 

W Sunreef Yachts pracuje Pana syn. Jaką rolę Pan mu powierzył?


Syn pracował na różnych stanowiskach. Teraz mamy klientów na duże jednostki – 35 do 50 metrów – i to on nadzoruje te projekty. Nie są to jeszcze zamówienia na produkcję, a tylko na projekty. To są wielkie przedsięwzięcia, na 35 do 40 milionów euro. Produkcją będziemy się zajmować za jakieś dwa lata.

 

Rozumiem, że dalej korzystacie z wynajmu hal produkcyjnych na dawnych terenach Stoczni Gdańskiej.


Tak. Zakładam, że jeszcze do końca przyszłego roku.

 

Zatrudniacie też fachowców zewnętrznych? Jacy to specjaliści?


Bardzo rzadko. Chcemy mieć własnych fachowców. Jednym z nielicznych specjalistów stale współpracujących z nami jest twórca modeli naszych jednostek. Czasami korzystamy z pomocy konsultantów. Ostatnio zaprosiliśmy do współpracy firmę specjalizującą się w projektach audialnych, bo klient zażyczył sobie instalacji wysokiej jakości urządzeń odtwarzających muzykę. Korzystamy też z konsultacji pewnego biura konstrukcyjnego we Francji, które kontroluje nasze kalkulacje kadłubów. To wszystko. Resztę robimy sami.


Sunreef Yachts ma w Polsce kooperantów?


Nie. Wszystko wytwarzamy sami – nawet wysokie maszty węglowe. Jesteśmy jedyną firmą na świecie, która opanowała technologię ich produkcji.

 

Proszę opowiedzieć, jak wygląda cały cykl produkcyjny jednostki.


Najpierw musi być klient. Potem inżynierowie oraz designerzy siadają z nim i poznają jego życzenia. Czasem są nawet zapraszani do jego domu, aby poznać jego ulubione klimaty. Następnie projektanci rysują odpowiednie rozwiązania. To trwa dwa–trzy miesiące. A potem produkcja, jakieś cztery miesiące. Tak to wygląda. Równolegle produkujemy kilka jednostek.

 

Co dwa lata organizuje Pan w Gdańsku Pomorskie Rendez-Vous, czyli wystawne przyjęcia dla wielu gości. Jaka idea przyświeca tym spotkaniom? Kogo Pan zaprasza?


Podobne imprezy – spotkania z luksusem – organizowane są w różnych miejscach na świecie. Ja sam bywałem na nich gościem i pomyślałem sobie, że warto takie wydarzenia organizować także w Gdańsku. Ostatnio zorganizowaliśmy je na Ołowiance, na terenach przyległych do Filharmonii Bałtyckiej. W jednym miejscu gromadzimy produkty luksusowe: dzieła sztuki, zegarki, auta, jachty itp. Zapraszamy ludzi bogatych z całego świata, którzy mogą pieniądze zostawić w Polsce: ze Stanów, krajów arabskich, z Europy, Dalekiego Wschodu itd. To nie chodzi nawet o sprzedaż produktów w trakcie trwania imprezy, ale możliwość zapoznania się z ofertą firm, poznanie się ludzi, nawiązanie i wymianę kontaktów. To później owocuje. Do tego znakomita promocja Pomorza i Gdańska.

 

 

Sponsoruje Pan koszykarki zespołu Sunreef Yachts Politechniki Gdańskiej? Od kiedy? Czy efekty są zadowalające?


Od niedawna. Nasi inżynierowie wywodzą się z Politechniki Gdańskiej, mamy też kontakty z naukowcami tej uczelni. Stąd mój sentyment i ten sponsoring. A dziewczyny awansowały do koszykarskiej ekstraklasy. Gratuluję im i jestem zadowolony.


Czego spodziewa się Pan w działalności biznesowej w bliższej i dalszej przyszłości?


Przygotowujemy się do produkcji dużych jednostek. To będzie inna skala, jeszcze wyższa jakość. Inne wyzwania, techniczne też. Rynek tego potrzebuje.

 

Osiadł Pan w Trójmieście, pana żona jest Polką. Zapuścił Pan korzenie w Gdańsku na dobre?


Tak. Będę tu do końca i będę prowadził firmę, jak długo zdrowie pozwoli. Mam sześćdziesiąt lat i nigdzie już nie chcę się przenosić.

 

W biznesie sięga Pan po sukcesy. Czy czuje się Pan przedsiębiorcą spełnionym?


W biznesie raz jest gorzej, raz lepiej. Wahania są rzeczą naturalną. My w 2012 roku przeżyliśmy pożar hali fabrycznej. Z dymem poszło kilka milionów euro. Ubezpieczyciel zwrócił niewiele. Było bardzo ciężko. Ale podnieśliśmy się i osiągamy sukcesy. Kiedy jest koniunktura, kiedy wszystko się udaje, to mam świadomość, że mogą przyjść trudniejsze czasy. Pożar nauczył mnie wielkiej pokory. Jestem przygotowany na wszystko. Trzeba na bieżąco analizować i kontrolować sytuację, myśleć pozytywnie oraz ciężko pracować.

 

Proszę jeszcze pochwalić się nagrodami i wyróżnieniami, jakie ma na koncie Sunreef Yachts.


Jest tego sporo. Mamy na koncie kilkadziesiąt międzynarodowych i lokalnych statuetek. Nie sposób wszystkie wymienić. Do tych najważniejszych wyróżnień należą: trzy nagrody Yacht Trophies dla 40 Open Sunreef Power, Sunreef Supreme 68 oraz dla mnie w kategorii Przedsiębiorca Roku 2013, kilka statuetek Asia Pacific Boating, Robb Report oraz Superyacht Design Award i wiele innych.

 

Trzymam kciuki za pomyślność Pana firmy! Dziękuję.

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl