Najnowsze wydanie 37

 

Magazyn Pomorski 37/2018 wydanie online 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Juan Felipe Alvarado Z pasji uczyniłem swoją pracę

OTY 6129

 

Z saksofonistą i wokalistą rozmawia Jerzy Uklejewski

Nie tylko Polacy przyczyniają się do rozwoju naszej kultury. Mieszka u nas na stałe już wiele osób innej narodowości, które poprzez swoją działalność artystyczną angażują się w nasze krajowe życie społeczno-kulturalne. Wśród nich są tacy artyści jak Eleni – wokalistka greckiego pochodzenia, John Porter – walijski muzyk, Alosza Awdiejew – rosyjski piosenkarz, aktor, Jose Torres – kubański muzyk, perkusista, czy Ray Wilson – były wokalista angielskiego zespołu Genesis. Do tego grona zalicza się też Juan Felipe Alvarado – trzydziestopięcioletni kolumbijski muzyk, którego mogliśmy poznać podczas tegorocznej, listopadowej Gali Orłów Pomorskich.

 


Ray Wilson, szkocki wokalista zespołu rockowego Genesis, przyjechał na koncert do Polski i tu poznał swą miłość. Od kilku lat mieszka już na stałe w naszym kraju. A w Pana przypadku, co zadecydowało o wyborze Polski?


Też miłość. Co prawda Doroty, swojej obecnej żony, nie poznałem w Polsce, lecz w… Meksyku! Tam spotkaliśmy się na Międzynarodowym Festiwalu Chóralnym. Ona śpiewała w chórze Mundus Cantat Sopot, a ja byłem asystentem dyrygenta kolumbijskiego chóru z miasta Medellin. Po tym festiwalu każdy z nas wrócił do swego kraju, ale naszą znajomość kontynuowaliśmy przez Internet. Po prawie roku przyjechałem w odwiedziny do Doroty, potem ona do mnie. Były oświadczyny, ślub w Polsce, zamieszkaliśmy w Kolumbii, a po czterech latach zdecydowaliśmy, że zamieszkamy na stałe w Polsce.

 

To już ile lat mieszka Pan w naszym kraju?


Niedługo będą trzy lata, można powiedzieć, że już czuję się tu jak w domu. Mieszkamy w górnym Sopocie, w pięknej okolicy, tuż przy lesie.


Jak daje sobie Pan radę z naszym językiem?


Wcześniej uczyłem się regularnie, ale mam teraz za dużo pracy i za mało wolnego czasu, by intensywnie uczyć się polskiego. W domu, tak jak i w Kolumbii, rozmawiamy przede wszystkim po hiszpańsku. Chcemy też, by nasze dzieci dobrze poznały hiszpański. Mamy trójkę dzieci, noszą polskie imiona; Mateusz ma sześć lat, Tomek – cztery lata, najmłodsza Alicja ma dwa latka.

 

Co kraj to obyczaj, co podoba się Panu w naszym kraju?


Często pytają mnie, czy jestem w Polsce szczęśliwy. Tak, jestem szczęśliwy! Mam kochającą rodzinę, doceniam to, gdzie mieszkam, i nie narzekam. Przede wszystkim podoba mi się, że polskie domy są tak przytulne – zwłaszcza zimą, gdy za oknem śnieg i mróz, a w domu rodzinna, ciepła atmosfera. Zauważyłem, że Polacy są bardzo rodzinni, to mi się podoba.

 

Z pewnością spotkał się Pan i z takimi zdarzeniami, które Panu nie odpowiadają.


Gdy Polak z Polakiem spotyka się po raz pierwszy, czują do siebie duży respekt, są bardzo poważni, za mało się uśmiechają, za dużo narzekają. Latynosi zaś nawet na pierwszym spotkaniu są bardzo otwarci. Staram się jednak widzieć tu w Polsce tylko te pozytywne strony życia i zarażać moim optymizmem i uśmiechem ludzi w moim otoczeniu.

 

Mieliśmy okazję posłuchać Pana na Gali Orłów Pomorskich. Koncert udany, brawo! A jak zaczęła się Pana droga na estrady?


Początkowo w ogóle nie myślałem o karierze muzyka, ale jak to bywa, przypadki nami rządzą. W ostatniej klasie szkoły średniej zaproponowano mi, abym zasilił szkolny chór. Nie potrafiłem odmówić – wstąpiłem do chóru i od tego zaczęła się moja fascynacja śpiewem. Po szkole średniej postanowiłem, że dalej będę kształcił swój głos już na wyższej uczelni muzycznej. Niestety, w rodzinie nie znalazłem akceptacji; mówiono mi, że w przyszłości z muzyki nie wyżyje, że studia muzyczne to nie jest dobra decyzja. Posłuchałem rodziny; porzuciłem muzykę i rozpocząłem studia na elektronice. Nie byłem jednak z tego powodu szczęśliwy. Już po pierwszym semestrze czułem, że te studia nie są dla mnie. Nie tylko ja doszedłem do takiego wniosku. Profesor od matematyki powiedziała mi wprost, żebym wybrał w życiu to, co uczyni mnie szczęśliwym. Zrezygnowałem z elektroniki i wbrew rodzinie wybrałem Akademię Muzyczną. I to było to, co pokochałem. Przykładałem się do każdego wykładanego przedmiotu, co też zauważyły władze uczelni, przyznając mi stypendium. Na ostatnim roku studiów zostałem asystentem dyrygenta chóru uczelnianego.

 

I tak marzenie się spełniło, jest Pan w świecie muzyki.


Tak, jestem bardzo szczęśliwy, bo muzyka to teraz nie tylko moja pasja, ale sposób na życie. Doceniam każdą minutę, kiedy gram na saksofonie. Wielką satysfakcję przynosi mi uznanie publiczności podczas moich koncertów.

 

Co więcej w Pana duszy gra – saksofon czy śpiew?


Na studiach dominował śpiew klasyczny. Saksofon towarzyszył mi od zawsze, bo mój tata też jest muzykiem, gra na saksofonie w orkiestrach. W Kolumbii jest to bardzo popularny instrument, więc nie jest tak atrakcyjny. Odkąd zamieszkałem w Polsce, więcej czasu poświęcam jednak graniu na saksofonie, śpiew jest na drugim planie. Zauważyłem, że Polacy bardzo lubią ten instrument.

 

OTY 6208

 

Muzyka jest już dla Pana sposobem na życie, na utrzymanie rodziny?


W Kolumbii założyłem z kolegą grupę muzyków klasycznych, śpiewaliśmy na ślubach i wielu prywatnych imprezach i w ten sposób zarabialiśmy. Tak, z muzyki można się utrzymać. I tak też jest tu w Polsce; gram i śpiewam na weselach, na imprezach prywatnych i firmowych. Moja pasja stała się zawodem, można więc żyć z tego, co się lubi. Tak łatwiej przejść przez życie, bo można mieć wrażenie, że nie przepracuje się ani jednego dnia, z pasji uczyniłem swoją pracę.


Gdzie można Pana posłuchać, przyjść na koncert?


W większości moje koncerty są koncertami prywatnymi. Jeżeli mam wolny czas, nie odrzucam propozycji np. z domów kultury – takie kameralne koncerty mam na Kaszubach, Żuławach. Od czasu do czasu gram też we włoskich restauracjach w Sopocie i Gdyni-Orłowie.

 

Współpracuje Pan z polskimi muzykami?


Miałem okazję z nimi współpracować, ale pracuję głównie sam. Jako obcokrajowiec czuję, że muszę się tu w Polsce wyróżniać, być innym i w repertuarze, i w muzyce. Mam szeroki repertuar; występ zaczynam grą na saksofonie, a po kilku utworach instrumentalnych przechodzę do tych na wokal, przez co mój występ jest zróżnicowany i interesujący dla publiczności.

 

Co wchodzi w skład Pana repertuaru?


Nie gram swoich kompozycji, a przede wszystkim covery. W repertuarze mam przeboje z całego świata w wielu językach, m.in. Franka Sinatry, Elvisa Presleya, Edith Piaf, oraz utwory latynoskie.

 

Każdy muzyk czy piosenkarz swój dorobek rejestruje na albumach muzycznych. Ma pan już swoją płytę?


Jeszcze nie, ale mam pomysł na taki album. Myślę, że będzie to ciekawa propozycja, w której nie zabraknie rytmów kolumbijskich.

 

W polskich stacjach telewizyjnych jest wiele programów typu „Mam talent”, w których wstępują muzycy zarówno amatorzy, jak i tacy, którzy mają już pewien muzyczny dorobek. Czy nie myśli Pan, by zgłosić się do udziału w takim programie?


Nie myślę o tym. Nie szukam sławy, nie zabiegam o popularność. To, co teraz robię, czyni mnie szczęśliwym i przede wszystkim znajduję czas dla rodziny.

 

Nie samą pracą zawodową człowiek żyje. Jak ma się wolny czas, dobrze przeznaczyć go na jakieś hobby.


Moją pasją i hobby poza muzyką jest sport, a konkretnie triathlon. W tym sporcie spełniałem się w Kolumbii i kontynuuję zainteresowanie nim w Polsce. Nie ukrywam – mam teraz mało wolnego czasu, z biegania i pływania zrezygnowałem, pozostało kolarstwo. Mam z kolegami grupę, z którą regularnie trenujemy, a w sezonie startujemy w amatorskich wyścigach kolarskich.

 

Bywają sytuacje stresujące. Aktorka Paulina Holtz powiedziała mi kiedyś, że w takiej sytuacji bierze kilka głębokich oddechów i tłumaczy sobie, że denerwowaniem tylko sobie szkodzi. Jak Pan radzi sobie w takich sytuacjach?


Dla mnie receptą na stres jest być bardzo zajętym, czyli praca, kolarstwo, rodzina, by mieć co robić, wówczas nie ma czasu na myślenie o sytuacjach stresowych. Stres jest też częścią moich występów, ale jest to inny stres, stres mobilizujący.

 

U boku żony i dzieci spędza pan w Polsce wspaniałe lata swojego życia. Zostaniecie tu na zawsze czy planujecie wyjazd na stałe do Kolumbii?


Myślimy o wyjeździe, ale na wakacje! Tu w Polsce czuję się szczęśliwy, tu mam rodzinę, pracę, przyjaciół, tu czuję się spełniony. Oczywiście tęsknię za Kolumbią, ale mam też motywację, by więcej pracować, by mieć środki, które pozwolą nam na wyjazd na wakacje, w odwiedziny.

 

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl