Najnowsze wydanie 38

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 382019 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Żółto-Niebieskie święta z trenerem Zbigniewem Smółką

DSC 0700

 

Ze Zbigniewem Smółką, trenerem Arki Gdynia, o tradycjach świątecznych rozmawia Jarosław Woliński

 

Panie trenerze, święta Bożego Narodzenia to najważniejsze rodzinne święta. Jak Pan je wspomina z okresu swojego dzieciństwa?


Zostałem wychowany tak, że grudniowe święta to jest prawdziwa świętość. Uważam, że ten czas jest dla rodziny – i tylko dla niej, nic więcej. Święta zawsze kojarzą mi się z choinką, przygotowaniami posiłków, Wigilią, rodziną – to są rzeczy z mojego dzieciństwa, które najmilej wspominam. A że niestety często zaniedbuję swoją rodzinę, w tym roku odmówiłem wizytę na 23 grudnia w Cafe Fotball.

 

W XXI wieku świąteczną atmosferę zbliżających się grudniowych świat daje się odczuć już po Wszystkich Świętych. A kiedy Pan zaczyna czuć tę atmosferę?


U mnie nic nie zmieniło się od 40 lat. W mojej rodzinie wszystko zaczyna się od Adwentu. Pamiętamy o tym, żeby w tym czasie nie tańczyć, nie hulamy, czyli zachowujemy się typowo po katolicku.

 

Jako zawodnik, a teraz trener przebywał Pan w różnych regionach kraju. Czy zauważył Pan różnice w grudniowych świątecznych tradycjach?


Nie, w regionach i rodzinach katolickich świąteczne tradycje są bardzo podobnie. Jest natomiast różnica w niektórych posiłkach, które spotykamy na wigilijnych stołach. Podam tu bliski mi przykład z mojej rodziny: posiłki ze stron, z których pochodzi moja żona, różnią się od posiłków ze stron, z jakich ja pochodzę. U mojej żony podawana jest na przykład kutia na słodko, a w mojej rodzinie kutia była podawana jako zupa. Pamiętam, jak przebieraliśmy pszenicę, obieraliśmy orzechy, a potem wszystko zalewaliśmy wodą. Ale podstawowe potrawy są takie same: karp, barszcz z uszkami…


Jak wyglądają u Pana przygotowania do świąt?


Mam trzech synów i wszyscy są zaangażowani w pracy w kuchni, a przed Wigilią jedziemy kupować prezenty… dla mamy. Tak się składa, że moja małżonka, czyli szef wszystkich szefów, obchodzi urodziny 25 grudnia i wtedy te prezenty są podwójne. W dzień wigilijny zajmujemy się przygotowaniem posiłków, ubieraniem choinki.

 

Rozumiem, że Pan też ma swój wkład w przygotowanie wigilijnych dań. Jakie potrawy przygotowuje pan osobiście?


Jeżeli powiedziałem, że wszyscy są zaangażowani w pracy w kuchni, to jeszcze nie znaczy, że mam jakiś bezpośredni wkład w przygotowanie wigilijnych dań. Moja żona gotuje znakomicie i jest najlepszym kucharzem, jakiego znam. Natomiast ja zajmuje się bardziej sprzątaniem i ubieraniem choinki. Wyznaję zasadę, że jeśli ktoś jest ode mnie sto razy lepszy, nie wchodzę w jego kompetencje.

 

Wspominał Pan o ubieraniu choinki – czy jest ona prosto z lasu?


Zmieniły się czasy – choinkę kupujemy, ale kiedyś wycinaliśmy w lesie.

 

Ozdoby przygotowujecie sami?


Są i takie ze sklepu, i takie, które przygotowujemy sami.

 

Brał Pan kiedyś pod uwagę, aby święta spędzić z dala od rodzinnego domu, gdzieś daleko, w ciepłym kraju?


Często. Pamiętam, że gdy zostałem trenerem, w drugi dzień świąt wyjeżdżaliśmy na wakacje. A ja w tym roku jeszcze nie byłem na wakacjach, ale już mogę panu powiedzieć: 28 grudnia wyjeżdżamy do ciepłych krajów, bo rodzinie się to należy!

 

Panie trenerze, przychodzi do Pana św. Mikołaj i daje Panu dwa prezenty do wyboru z trzech: Puchar Polski, wygrane derby z Lechią, górna ósemka w tabeli ekstraklasy – które by Pan wybrał?

 

Zdrowie mojej rodziny!

 

Świąteczny okres to także telewizja – jaki jest pana ulubiony film?


Zdziwi się Pan… W święta przyjeżdża do mnie ojciec, więc siadamy i oglądamy stare dobre filmy: „Czterej pancerni i pies”, „Sami swoi”, „Janosik”. Mój ojciec uwielbia takie filmy, przypominają mu one okres wojny. Ja też je bardzo lubię, przy tym stresie, jaki ma trener, miło popatrzeć, jak im wszystko się udaje. „Czterech pancernych…” ogląda mój najmłodszy syn, a ja, gdy przeżywam duży stres, oglądam ten film raz na dwa miesiące. To mnie uspokaja.


Z pierwszych lat mojego dzieciństwa nie zapomnę pewnej historyjki. Hodowaliśmy byki i pewnego dnia trzy byki z zagrody po prostu uciekły. A ojciec na to ze spokojem powiedział, teraz nie idziemy ich łapać, bo w telewizji zaczyna się „Bonanza”.

 

Ma Pan w swoim zespole zawodników o różnych tradycjach religijnych – czego będzie życzył Pan swoim zawodnikom?


Miałem ostatnio ciekawą rozmowę z piłkarzem, który jest grekokatolikiem. Powiedziałem, że mają w klubie stawić się 7 stycznia, a on zapytał mnie, czy może przyjechać 8 stycznia [7 stycznia Kościół Greckokatolicki obchodzi święta Bożego Narodzenia – przyp. red.]. Dla mnie są rzeczy ważne i ważniejsze, oczywiście dostał zgodę, bo uważam, że dla każdego święta są najważniejsze. Ja wszystkim życzę dwóch spraw: bardzo dużo zdrowia i ciepła rodzinnego. I jeszcze, aby pomyśleć o kimś bezdomnym, o przyjacielu, który jest sam i nie ma rodziny, żebyśmy wszyscy na świecie mogli poczuć w te święta, że rodzina jest najważniejsza.

 

Zdjęcia: Andrzej Basista

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl