Najnowsze wydanie 35

 

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 3518

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Andrzej Stelmasiewicz Przedsiębiorca. Społecznik

wybory 201805724

 

Z Andrzejem Stelmasiewiczem – radnym dzielnicy Oliwa, założycielem i prezesem Zarządu Fundacji Wspólnota Gdańska, twórcą Oliwskiego Ratusza Kultury oraz prezesem Aste sp. z o.o., rozmawia Alina Kietrys

 

Zaangażował się Pan w poparcie Prezydenta Miasta Gdańska?


Tak, gdyż uważam, że prezydent Adamowicz jest znakomitym gospodarzem miasta. To poparcie nie jest dla mnie wkroczeniem w świat polityki, jest przedłużeniem mojego działania obywatelskiego. Moje funkcjonowanie społeczne nie wiąże się z żadnymi stanowiskami w żadnej administracji ani w działaniach gremiów, które mają władzę. Bycie radnym dzielnicy to też moje działanie społeczne, mikropoletko lokalne. Jako radny miejski mógłbym zrobić więcej dla Oliwy i innych dzielnic Gdańska. Właśnie dzielnice są moim oczkiem w głowie. Główne Miasto, centrum Gdańska radzi sobie i to nieźle. Inwestycje – nowe ikony gdańskie: Europejskie Centrum Solidarności, Teatr Szekspirowski, Muzeum II Wojny Światowej – przynoszą miastu wielką chwałę. Wpisane w historyczną strukturę miasta, budują nowe wartości.

 

Czego Panu brakuje w dzielnicach?


Lokalnych ośrodków aktywności. W dzielnicach brakuje miejsc otwartych na inicjatywy mieszkańców, gdzie aktywni i chętni ludzie mogliby na bardzo dobrych warunkach, za przysłowiowy „psi pieniądz”, korzystać z przestrzeni.

 

Wszedł Pan do Oliwy z Ratuszem Kultury, a dosłownie 150 metrów dalej działa od lat Dom Zarazy – miejsce, do którego mieszkańcy Oliwy są przyzwyczajeni, które lubią i akceptują. Dlaczego właśnie tutaj rozpoczął Pan swoją nową ofensywę obywatelską?


Ja też w pełni akceptuję i lubię Dom Zarazy. Doceniam to wszystko, co znakomitego i pomysłowego robi tam od lat pani Danuta Poczman. Szczerze życzę Domowi Zarazy wielu lat pięknego rozwoju. Nie traktuję naszych działalności jako konkurencyjnych. Myślę, że im więcej przestrzeni na rzecz kultury, tym lepiej i ciekawiej. A wracając do Oliwskiego Ratusza Kultury – ten obiekt powstał właśnie tutaj trochę z przeznaczenia i trochę przez przypadek. Mieszkam w Oliwie od kilkudziesięciu lat. W 2010 roku Urząd Miejski ogłosił przetarg na jeden 50-metrowy lokal w tym budynku, w którym teraz jest Ratusz Kultury. I miał to być antykwariat. Wpadło mi to w oko, bo Fundacja Wspólnota Gdańska działała już kilka lat (od roku 2007), a nie miała swojej stałej siedziby. I wtedy pomyślałem, że moglibyśmy się tutaj zainstalować. Na ten przetarg antykwariatowy nikt się nie zgłosił. A ja na spotkaniu z komisją przetargową uczciwie powiedziałem: „Antykwariat mnie nie interesuje, ale chciałbym założyć w tym pomieszczeniu galerię sztuki”. Przetarg został ogłoszony po raz wtóry właśnie na galerię sztuki i ja się zgłosiłem jako jedyny. No i Fundacja Wspólnota Gdańska wynajęła ten lokal od miasta. I tutaj od 2011 do 2016 roku działała Galeria Sztuki Warzywniak, a na jej zapleczu biuro Fundacji. Przez te pięć lat zorganizowaliśmy ponad sto wystaw, wiele koncertów i spotkań. Na tych 50 metrach nie bardzo mogliśmy poszaleć, choć rozwijaliśmy działalność. A jednocześnie budynek pustoszał. Przestała istnieć księgarnia im. Róży Ostrowskiej.

 

I sklep rybny znany w całej Oliwie...


Tak, ale sklep rybny – legendę oliwską, wykończyła ekonomia kapitalizmu i dolegliwości zdrowotne właściciela. Wszyscy kochaliśmy ten sklep, ale ryb kupowaliśmy za mało. Z miłości sklep nie wyżyje. Podobnie było z księgarnią, która też była legendarna. Za mało kupowano książek i księgarnia stała się nierentowna. Gdy się zwolniła ta przestrzeń, złożyliśmy wniosek o powiększenie naszego użytkowania i zaczęła działać Oliwska Akademia Sztuki, prowadziliśmy liczne wykłady i warsztaty.

 

budynek wieczór 5


Przyjechał Pan na Wybrzeże z Lublina, na studia. Z wykształcenia jest Pan biologiem, z zawodu przedsiębiorcą – prezesuje Pan firmie Aste, która zajmuje się importem i dystrybucją specjalistycznych kabli i osprzętu kablowego. Skąd ta miłość do kultury?


Nie wiem. Na tak zadane pytanie nie mam mądrej odpowiedzi. Od młodych lat interesowałem się wiedzą o kulturze. Nie byłem twórcą, ale wiedza o sztuce była mi bliska. Z czasem doszedłem do przekonania, że kultura, sztuka i edukacja są fundamentami rozwoju ludzkości. To są podstawy, na których opierają się wszystkie inne działalności człowieka, łącznie z nauką i gospodarką.

 

A na studiach coś Pan tam „grzebał” w kulturze?


Na studiach? Nie... Wtedy zajmowałem się mózgiem, bo dyplom robiłem z fizjologii mózgu zwierząt. Przed studiami moje zainteresowania były bardzo wszechstronne. Gdy szedłem na studia, rozważałem: wybrać romanistykę czy biologię? Taki rozrzut! Przyjechałem z Lublina do Gdańska, by studiować oceanografię. Marzyły mi się rafy koralowe. Ostatecznie zwyciężyła fizjologia zwierząt. Po studiach założyłem rodzinę, pojawiły się dzieci. Musiałem zapewnić rodzinie byt. Po czterech latach pracy na Uniwersytecie Gdańskim odszedłem od biologii, zacząłem szukać własnej drogi. Ostatecznie w 1991 roku założyłem własną firmę, która wprowadzała na polski rynek innowacyjne produkty i urządzenia, m.in. laminatory do papieru, bindownice, opaski kablowe i kable o najwyższej światowej jakości.

 

A kultura?


Kultura i aktywność społeczna wróciły po wielu latach, gdy sytuacja mojej rodziny stała się stabilna i bezpieczna. Kultura, bo mam to w naturze. Aktywność społeczna wynikała z niezgody na otaczający świat.

 

Na co Pan się nie godzi?


Na powszechnie panujący prymitywny egoizm. Nie podoba mi się, że każdy garnie do siebie, ile może. Postanowiłem w 2005 roku, że przestanę narzekać i zacznę działać. I tak powstała idea Fundacji Wspólnota Gdańska, organizacji działającej na rzecz małej ojczyzny, która ma zachęcać gdańszczan do wspólnego działania, łączenia sił dla dobra własnego i lokalnej społeczności. Wtedy zadałem sobie pytanie, co łączy wszystkich gdańszczan, i doszedłem do konkluzji, że jest to tylko herb naszego miasta. W Herbie Wielkim Miasta Gdańska są dwa lwy. Stąd pierwsze akcje Wspólnoty Gdańskiej były tylko o lwach (rzeźby z piasku, konkursy, publikacje książkowe, konferencja naukowa, kolorowe lwy na ulicach, itp.). Wtedy urodził się nasz najważniejszy projekt: Akademia Gdańskich Lwiątek, działająca od 2007 roku. Naszym działaniem – we współpracy z nauczycielkami większości gdańskich szkół podstawowych – udało się uaktywnić dzieci z klas I–III. Dzieci zyskują wiedzę o Gdańsku, jego kulturze i historii. Mamy też projekt dla przedszkolaków i zerówek – to Gdańska Akademia Przedszkolaków, funkcjonująca od 2015 roku.

 

Pan i Fundacja współdziałacie z nauczycielami.


Oczywiście, z fantastycznymi nauczycielkami pracujemy już od dziesięciu lat. To podstawa. Za ich pośrednictwem pracujemy także z rodzicami. Łączenie ludzi wokół jakiejś idei to najważniejsze działanie dla mnie i fundacji. A kultura i sztuka to są narzędzia, za pomocą których chcemy realizować to wspólne działanie.

 

restauracja 5

 

Fundacja Wspólnota Gdańska prowadzi wiele działań.


To prawda. Niektóre z naszych aktywności nie mają miejsca w przestrzeni. Są czystą funkcją, jak Akademia Gdańskich Lwiątek. Inne działy się w konkretnych miejscach, jak Centrum Sztuki i Edukacji e66, Przestrzeń Sztuki WL4 czy – obecnie – Oliwski Ratusz Kultury, Galeria Jednego Dzieła i plenerowe galerie rzeźby w Parku Nadmorskim im. Ronalda Reagana, w Parku im. Jana Pawła II i w Leśnym Ogrodzie Botanicznym w Gdyni Marszewie. Najwięcej dzieje się w Oliwskim Ratuszu Kultury: wystawy, koncerty, spektakle teatralne, konferencje, spotkania, wykłady i warsztaty. A do tego prowadzone przez nas: restauracja Tu Można Marzyć i Ratusz B&B. W Ratuszu budujemy klimat miejsca spotkań oliwian i gdańszczan. Wnętrza Ratusza i Ogród Marzycieli to miejsca dla mieszkańców. Staramy się zapraszać do przestrzeni, którą mamy. Można u nas organizować spotkania, na które nie ma miejsca w domu. Tutaj na przykład spotykają się dorośli „chłopcy”- modelarze i kleją te swoje wielkie makiety. Bo tu jest przestrzeń, stoły. Mogą się rozłożyć ze swoimi projektami. Tutaj spotykają się siostry Soroptymistki, które działają fantastycznie.

 

Fundacja Wspólnota Gdańska organizuje działania integrujące: Święto Dzielnicy VIVA OLIWA, Oliwskie Święto Książki, Urodziny Oliwskiego Ratusza Kultury, Wigilię Oliwską...


Tak. Cztery razy w roku wychodzimy z naszymi inicjatywami na oliwskie ulice. Wpraszamy się w gościnę do mieszkańców Oliwy na ich teren. Nasze akcje plenerowe zawsze mają wielu lokalnych partnerów.

 

Fundacja jest też wydawcą albumów i tomików poezji.


Wspólnota Gdańska buduje markę wydawniczą „Wspólny Stół”. Pod tym znakiem, co jakiś czas wydajemy albumy prezentujące dorobek wybranych gdańskich artystów. Uważamy, że takich publikacji promujących lokalną sztukę jest ciągle za mało, mimo że działa na tym polu zarówno Akademia Sztuk Pięknych, jak i Związek Polskich Artystów Plastyków. Sprawa jest trudna, gdyż właściwie nie ma szans na zbilansowanie finansowe takich książek. Stąd nasz pomysł, by przyłączyć się do grona szaleńców, którzy nie bacząc na ekonomię, starają się promować dokonania gdańskich artystów.

 

Lubię takich szaleńców. Pan z własnej kieszeni finansuje większość działań Fundacji Wspólnota Gdańska, w tym renowację i odbudowę Oliwskiego Ratusza Kultury.


To prawda. Nie byłoby Wspólnoty Gdańskiej i jej bezprecedensowej aktywności bez ciągłego dopływu pieniędzy z mojej spółki ASTE, czyli de facto z moich prywatnych środków.

 

Miasto naprawdę nie dołożyło ani grosza do budowy i renowacji Ratusza Kultury w Oliwie?


Ani grosza. I podkreślam – nie mówię tego z żadną pretensją! Umówiliśmy się z panem prezydentem Adamowiczem, że miasto odda w użytkowanie odpłatne (nie na własność!) na rzecz Fundacji Wspólnota Gdańska działkę ze zrujnowanym budynkiem, a Fundacja ze swoich środków dokona gruntownej modernizacji budynku i uruchomi w nim działalność kulturalną. Obaj dotrzymaliśmy słowa. Koszt budowy sięgnął około 8 mln złotych.

 

Ogród Marzycieli 6

 

To de facto nowy budynek z zachowanymi oryginalnymi elementami.


Rzeczywiście zbudowaliśmy nowy budynek na bazie starych planów. Zachowaliśmy, co się dało, czyli oryginalne kamienne fundamenty i ściany zewnętrzne. Jedynym oryginalnym elementem widocznym z zewnątrz jest słup bramny od strony ul. Polanki. Konstrukcja dzisiejszego budynku wspiera się nie na ścianach, lecz na potężnych słupach stalowych.

 

A ile osób pracuje łącznie?


Stała załoga fundacji to dziesięć osób zatrudnionych na podstawie stałych umów o pracę. I dziesiątki na podstawie umów zleceń lub umów o dzieło (animatorzy, wykładowcy, artyści sceniczni, itp.).

 

Widać, że chętnie pracuje Pan z kobietami.


Mam zaufanie do dobrze działających kobiet. Pewnie to też osobiste doświadczenie, bo wychowywały mnie głównie babcia ze strony ojca i ciocia, siostra mojego ojca. To jednak nie znaczy, że nie dogaduję się z mężczyznami.


Lubi Pan festiwale?


Czasami.

 

Fundacja Wspólnota Gdańska organizuje ich wiele: Festiwal Gdańskich Lwów, Gdański Festiwal Rzeźby z Piasku, Festiwal Sztuki Tutejszej TUTART, Międzynarodowy Festiwal Form Przestrzennych ROZDROŻA WOLNOŚCI…


Nazywaliśmy festiwalami duże wydarzenia organizowane w przestrzeni Gdańska. Teraz próbujemy „uciekać” od słowa festiwal, bo to tak jak ze słowem galeria czy agencja. Te słowa zmieniły swoją wartość semantyczną. Dziś galeria kojarzy się głównie z galerią handlową, a agencja często z towarzyską lub ubezpieczeniową. Wartość słowa festiwal uległa znaczącej dewaluacji.

 

Generalnie działalność Fundacji dzieje się codziennie. Jestem zdecydowanym zwolennikiem działań ciągłych, organicznych. To one powoli, „drążąc skałę”, zmieniają świat. Wykrzykniki w postaci wydarzeń specjalnych są konieczne, ale one nie zmieniają świata; one go wzbogacają i ubarwiają.


Za chwilę, we wrześniu będzie „wow”, bo Oliwski Ratusz Kultury skończy pierwszy rok działalności.


Ten pierwszy rok działalności ratusza był dla nas bardzo ciekawym czasem pełnym niespodzianek i nowych doświadczeń. W sensie budowlanym sprawa jest skończona. Ale w rozumieniu funkcjonalnym budowa ratusza jako miejsca kulturalnych spotkań mieszkańców i gości Oliwy ciągle trwa. I może będzie trwała do końca świata. To jest niekończący się proces. Bez przerwy krytycznie przyglądamy się swoim działaniom i modyfikujemy je, by nasza oferta bardziej przystawała do oczekiwań lokalnej społeczności. Pierwsze urodziny Oliwskiego Ratusza Kultury będą dla nas okazją do świętowania w gronie naszych przyjaciół, do podsumowania czasu, który jest za nami oraz do planowania przyszłości. Będą wykrzykniki, m.in. koncert Johna Portera (dzięki wsparciu firmy Doraco), koncert arii operowych tak lubiany przez oliwian, liczne warsztaty i na zakończenie potańcówka.


Panie Prezesie, działa Pan w wielu gremiach, m.in. w Radzie Kultury Gdańskiej, Gdańskiej Radzie Organizacji Pozarządowych, Gdańskiej Radzie Działalności Pożytku Publicznego, Pomorskiej Radzie Kultury... Czy to nie za wiele?


Być może faktycznie za dużo biorę na swoje barki. Jestem zapraszamy do różnych gremiów i czasem nie śmiem odmówić, zawsze mając nadzieję, że będę pożytecznym nabytkiem dla tych gremiów. Różnie to bywa…Wie Pani, od czasów młodości moją ulubioną książką jest „Colas Breugnon” Romain Rollanda. Jest to opowieść o przypadkach stolarza z Burgundii, który rzeźbi i robi meble. Ale to jest zaledwie pierwsza warstwa. Ja znalazłem w tej powieści wiele innych warstw, wiele prawdy o życiu.

 

Jest pan stolarzem oliwskiej kultury?


Może snycerzem? Staram się, jak mogę; nie szczędzę wysiłków ani środków. Niech inni ocenią, czy mi się to udaje.

 

Ile Pan ma lat?


30 października 2018 roku skończę 64 lata.


I jakie ma Pan marzenia na najbliższe dziesięć lat?


Żeby czwórka moich wnuków rosła na zdrowe i mądre dzieciaki. Z żoną zostaniemy już do grobowej dechy, bo jest naprawdę fajnie. Bardzo bym chciał, żeby firma ASTE przetrwała mnie i żeby Fundacja Wspólnota Gdańska mnie przetrwała. Chciałbym też tak rozwinąć działania, żeby od strony pozyskiwania kapitału fundacja się uspołeczniła. Wierzę w kapitał prywatny, który potrafi się dzielić swoimi dobrami. To wtedy będzie pomnik wielu ludzi. Zrobimy Klub Mecenasów Oliwskiego Ratusza Kultury. Zależy mi, by ludzie byli mniej egoistyczni czy zapatrzeni tylko w siebie. Chcę, by zauważali innych, czasem słabszych i nie omijali ich szerokim łukiem.

 

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów.

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl