Najnowsze wydanie 39

Okladki E Wydani Magazyn Pomorski 392019 

 

Redakcja

Prezes: Grażyna Anna Wiatr
Redaktor naczelny: Zbigniew Żukowski
Zespół redakcyjny: Ewa Judycka, Anna Umięcka, Alina Kietrys, Barbara Miruszewska, Cezary Spigarski, Jerzy Uklejewski, Paweł Janikowski, Tomasz Wróblewski, Ewelina Kroll

Skład: Maciej KREDA Jurkiewicz, www.produktart.pl

Dział foto: AJF Media, Maciej Kosycarz KFP, Radosław Michalak, Sławomir Panek, Fotogrupa, Marta Domańska, Krzysztof Lewandowski/KMArt Photo

Lata dwudzieste, lata trzydzieste... w Gdyni

IMG 9892
Tomasz Podsiadły, reżyser spektaklu.

 

Publiczność bawiła się spontanicznie. Kołysała w rytm ongiś bardzo popularnych i dobrze znanych piosenek, podśpiewywała nieśmiało. A ze sceny płynęły rytmy tanga, charlestona, swingu. Siedemnaście dobrze znanych przebojów z różnych lat, także sześćdziesiątych, ale utrzymanych w klimacie swoistej bohemy, ożywiały wyobraźnie i wpadały w ucho. Bałtycki Teatr Różnorodności śpiewał, co prawda z udziałem nagranej na playbacku orkiestry, ale na żywo tańczył i opowiadał anegdoty.

 

Na niewielkiej scenie Gdyńskiego Centrum Kultury wystąpiło z powodzeniem trzynastu artystów, którzy śpiewali, tańczyli, siedzieli w niby kawiarni i biegali... po schodach. Bo w rewii muszą być schody i pióra, kolorowe boa, a także cekiny, błyszczące sukienki z dużym dekoltem na plecach, frędzle, perły i broszki imitujące modę z art déco, no i zabawne, ale twarzowe kapelusze, toczki i stroiki na głowach. Był więc ten spektakl trochę kabaretem i odrobinę rewią, a wszystko łączyły collage znanych w większości przedwojennych piosenek. Aranżacje Sebastiana Ślusarczyka nie przykryły brzmienia dawnych przebojów Henryka Warsa, Jerzego Petersburskiego, Freda Raymonda czy Zygmunta Wiehlera. Teksty piosenek Juliana Tuwima, Mariana Hemara, Jerzego Jurandota, a nawet Agnieszki Osieckiej wyśpiewywane przez wykonawców spektaklu bawiły jak za dawnych lat.

 

pełna rodzielczość-4894

 

Reżyser i choreograf spektaklu Tomasz Podsiadły nie miał łatwego zadania, bo musiał opanować temperamenty wielu wykonawców o różnym poziomie i sposobie śpiewania, a także przestrzeń, która była naprawdę przyciasna na tę konwencję. Ale udało się. Najciekawiej zaśpiewały panie znające kunszt piosenki aktorskiej. „Ja się boję utyć” w interpretacji Joanny Sętkowskiej i Anny Górnej było dowcipną i dobrą wokalnie interpretacją, podobnie jak „Ja się boję sama spać” – zaśpiewana w kiczowatej wannie przez Agatę Braun. Taniec w tym spektaklu czasami gniótł się w ciasnej przestrzeni, ale na scenie nikt się nie potknął. To sukces.

 

Scenografia Agnieszki Szewczyk absolutnie umowna, utrzymana w konwencji, nie przeszkadzała artystom, natomiast stylizacja a nie kostiumy miały jakiś smaczek z tamtych lat. Gorzej było z fryzurami, które mogły dziwić – umownością i pomieszaniem wszelkich konwencji. Współczesne „kitki” śpiewających marnie funkcjonowały z konwencją wampa, famme fatale albo rozkosznej kokotki lat trzydziestych. Styl widowiska częściowo uratował na szczęście kwintet tańczących pań i tradycyjne męskie fraki.

 

pełna rodzielczość-4870

 

Dobre są takie powroty do tradycji, do klimatów znanych naszym babkom i prababkom. Pomysł więc na reaktywowanie muzyki lat dwudziestych i trzydziestych nie jest nowy, bo grają tę muzykę najciekawsi muzycy (Jan Emil Młynarski) i śpiewają dobrzy wykonawcy (Hanna Banaszak). Słusznie więc Tomasz Podsiadły uwierzył w jakość tej oferty: lekkiej, łatwej i przyjemnej, która może się podobać i może być pomysłem na dobry wieczór w Gdyńskim Centrum Kultury. Ponieważ spektakl ten wraca w okolicy Wielkanocy, warto pomyśleć o usunięciu niepotrzebnych niedociągnięć. Wszak zawsze się liczy kształt ostateczny.

 

pełna rodzielczość-4901

 

Alina Kietrys

© Magazyn Pomorski 2013

Tworzenie stron www megaweb.pl